jub2019 1

Papież Franciszek 2018

Rozważanie papieża Franciszka Anioł Pański - 21 lipiec 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

We fragmencie czytanym w dzisiejszą niedzielę św. Łukasz ewangelista opowiada o wizycie Jezusa w domu Marty i Marii, sióstr Łazarza (por. Łk 10,38-42). Przyjmują Go, a Maria siada u stóp Jego, aby Go słuchać. Porzuca to, co czyniła, by być blisko Jezusa. Nie chce stracić żadnego ze Jego słów. Należy odłożyć wszystko na bok, aby gdy przychodzi nas nawiedzić w naszym życiu, Jego obecność i Jego słowo były ważniejsze ponad wszystko. Pan zawsze nas zaskakuje: kiedy naprawdę zaczynamy Go słuchać, chmury znikają, wątpliwości ustępują przed prawdą, lęki przed pokojem ducha, a różne sytuacje życiowe znajdują właściwe sobie miejsce. Pan, kiedy przychodzi zawsze uporządkowuje sprawy, a także i nas.

W tej scenie Marii z Betanii siedzącej u stóp Jezusa, św. Łukasz ukazuje modlitewną postawę człowieka wierzącego, który potrafi przebywać w obecności Mistrza, aby go słuchać i z Nim współbrzmieć. Chodzi o zatrzymanie się pośrodku dnia, skupienie się w milczeniu na kilka minut, aby uczynić miejsce dla Pana, który „przechodzi” i znaleźć odwagę, aby pozostać trochę „w miejscu ustronnym” wraz z Nim, aby następnie powrócić, z większą pogodą ducha i skutecznością do rzeczy powszednich. Chwaląc zachowanie Marii, która „obrała najlepszą cząstkę” (w. 42), Jezus zdaje się powtarzać każdemu z nas: „Nie daj się przytłoczyć tym, co masz do zrobienia, ale słuchaj przede wszystkim głosu Pana, aby dobrze wypełniać zadania, jakie wyznacza ci życie”.

Zapraszamy na godzinę Miłosierdzia Bożego w kościele codziennie (także w niedziele) o godzinie 15.

Więcej…

Rozważanie papieża Franciszka Anioł Pański - 21 lipiec 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

We fragmencie czytanym w dzisiejszą niedzielę św. Łukasz ewangelista opowiada o wizycie Jezusa w domu Marty i Marii, sióstr Łazarza (por. Łk 10,38-42). Przyjmują Go, a Maria siada u stóp Jego, aby Go słuchać. Porzuca to, co czyniła, by być blisko Jezusa. Nie chce stracić żadnego ze Jego słów. Należy odłożyć wszystko na bok, aby gdy przychodzi nas nawiedzić w naszym życiu, Jego obecność i Jego słowo były ważniejsze ponad wszystko. Pan zawsze nas zaskakuje: kiedy naprawdę zaczynamy Go słuchać, chmury znikają, wątpliwości ustępują przed prawdą, lęki przed pokojem ducha, a różne sytuacje życiowe znajdują właściwe sobie miejsce. Pan, kiedy przychodzi zawsze uporządkowuje sprawy, a także i nas.

W tej scenie Marii z Betanii siedzącej u stóp Jezusa, św. Łukasz ukazuje modlitewną postawę człowieka wierzącego, który potrafi przebywać w obecności Mistrza, aby go słuchać i z Nim współbrzmieć. Chodzi o zatrzymanie się pośrodku dnia, skupienie się w milczeniu na kilka minut, aby uczynić miejsce dla Pana, który „przechodzi” i znaleźć odwagę, aby pozostać trochę „w miejscu ustronnym” wraz z Nim, aby następnie powrócić, z większą pogodą ducha i skutecznością do rzeczy powszednich. Chwaląc zachowanie Marii, która „obrała najlepszą cząstkę” (w. 42), Jezus zdaje się powtarzać każdemu z nas: „Nie daj się przytłoczyć tym, co masz do zrobienia, ale słuchaj przede wszystkim głosu Pana, aby dobrze wypełniać zadania, jakie wyznacza ci życie”.

Zapraszamy na godzinę Miłosierdzia Bożego w kościele codziennie (także w niedziele) o godzinie 15.

Jest także druga siostra, Marta. Św. Łukasz mówi, że to ona przyjęła Jezusa (por. w. 38). Być może Marta była starszą z dwóch sióstr, chociaż tego nie wiemy, ale z pewnością ta kobieta miała charyzmat gościnności. Istotnie podczas gdy Maria słuchała Jezusa, to ona była całkowicie pochłonięta licznymi posługami. Dlatego Jezus jej mówi: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele” (w. 41). Tymi słowami z pewnością nie ma zamiaru potępiać postawy służby, lecz raczej pośpiech, z jakim niekiedy żyjemy. Także my podzielamy troskę świętej Marty i, na jej wzór staramy się zapewnić, abyśmy w naszych rodzinach i wspólnotach żyli poczuciem gościnności, braterstwa, żeby każdy mógł czuć się jak „w domu”, zwłaszcza najmniejsi i ubodzy, gdy pukają do drzwi.

Zatem dzisiejsza Ewangelia przypomina nam, że mądrość serca polega właśnie na umiejętności połączenia tych dwóch elementów: kontemplacji i działania. Marta i Maria wskazują nam drogę. Jeśli chcemy zasmakować życia z radością, to musimy powiązać te dwie postawy: z jednej strony, „stawać u stóp” Jezusa, by Go słuchać, gdy objawia nam tajemnicę wszystkiego; z drugiej strony być usłużnymi i ochotnymi w gościnności, kiedy przechodzi On i puka do naszych drzwi z obliczem przyjaciela, który potrzebuje chwili ukojenia i braterstwa. Konieczna jest ta gościnność.

Niech Najświętsza Maryja, Matka Kościoła, da nam łaskę miłowania i służenia Bogu i naszym braciom z rękoma Marty i sercem Marii, abyśmy zawsze trwając na słuchaniu Chrystusa mogli być budowniczymi pokoju i nadziei. I to jest ciekawe: dzięki tym dwóm postawom będziemy budowniczymi pokoju i nadziei.

 

Rozważanie papieża Franciszka  14 lipiec 

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj Ewangelia przedstawia słynną przypowieść o „miłosiernym Samarytaninie” (por. Łk 10, 25-37). Zapytany przez pewnego uczonego w Prawie o to, co jest konieczne, aby osi2019 r. Watykanągnąć życie wieczne, Jezus zaprasza go, aby znalazł odpowiedź w Piśmie Świętym: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego” (w. 27). Były jednak różne interpretacje co do tego, kto powinien być pojmowany jako „bliźni”. Istotnie ten człowiek pyta ponadto: „A kto jest moim bliźnim?” (w. 29). W tym momencie Jezus odpowiada przypowieścią, tą piękną przypowieścią: zapraszam was wszystkich, byście przeczytali dzisiejszą Ewangelię, Ewangelię św. Łukasza, rozdział 10, werset 25. To jedna z najpiękniejszych przypowieści Ewangelii. Przypowieść ta stała się wzorcową dla życia chrześcijańskiego. Stała się modelem tego, jak powinien działać chrześcijanin. Mamy ten skarb dzięki ewangeliście Łukaszowi.

Bohaterem krótkiego opowiadania jest pewien Samarytanin, który napotkał przy drodze człowieka obrabowanego i pobitego przez zbójców i zatroszczył się o niego. Wiemy, że Żydzi traktowali Samarytan z pogardą, uważając ich za obcych wobec narodu wybranego. Nie jest więc przypadkiem, że Jezus wybrał właśnie Samarytanina jako postać pozytywną przypowieści. W ten sposób pragnął On przezwyciężyć uprzedzenia ukazując, że nawet cudzoziemiec, nawet ten, kto nie zna prawdziwego Boga i nie uczęszcza do Jego świątyni, może zachowywać się zgodnie z Jego wolą, odczuwając współczucie dla potrzebującego brata i pomagając mu na wszelkie sposoby, jakimi dysponował.

Tą samą drogę wcześniej, przed Samarytaninem szli kapłan i lewita, to znaczy ludzie poświęcający się kultowi Boga. Widząc jednak biedaka leżącego na ziemi, poszli dalej, nie zatrzymując się, prawdopodobnie dlatego, aby nie zaciągnąć nieczystości jego krwią. Postawili ludzką zasadę - nieskażenia się krwią - związaną z kultem ponad wspaniałym przykazaniem Boga, który chce przede wszystkim miłosierdzia.

Zatem Jezus proponuje jako wzór Samarytanina, właśnie tego, który nie miał wiary! Także my pomyślmy o tylu ludziach, których znamy, być może agnostykach, którzy czynią dobro. Jezus wybiera jako wzór kogoś, kto nie był człowiekiem wiary. I ten człowiek, miłując brata jak siebie samego pokazuje, że kocha Boga całym swoim sercem, całą swoją mocą - Boga, którego nie znał! - a jednocześnie wyraża prawdziwą religijność i pełne człowieczeństwo.

Opowiedziawszy przypowieść Jezus zwraca się do uczonego w Prawni, który Go zapytał go: „Kto jest moim bliźnim?” I mówi do niego: „Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?” (w. 36). W ten sposób odwraca pytanie swego rozmówcy, a także logikę nas wszystkich. Sprawia, że rozumiemy, iż to nie my, według naszych kryteriów, określamy, kto jest bliźnim, a kto nim nie jest, lecz to osoba potrzebująca musi móc rozpoznać, kto jest jej bliźnim, czyli kto jej „okazał miłosierdzie” (w. 37).

Być zdolnym do współczucia: to jest klucz. To jest nasz klucz. Jeśli wobec osoby potrzebującej nie czujesz współczucia, jeśli nie wzrusza się twoje serce, to znaczy, że coś jest nie tak. Bądź czujny, bądźmy czujni. Nie dajmy się wciągnąć w egoistyczną niewrażliwość. Zdolność do współczucia stała się kryterium chrześcijanina, a nawet nauczania Jezusa. Sam Jezus jest współczuciem Ojca wobec nas. Jeśli idziesz ulicą, widzisz leżącego tam bezdomnego i przechodzisz obok nie patrząc na niego lub myśląc: „Ale to wskutek wina. To jest pijak”, zapytaj siebie nie o to, czy ten człowiek jest pijany, zapytaj siebie, czy twoje serce nie stwardniało, czy twoje serce nie stało się lodem.

Wniosek ten wskazuje, że prawdziwym obliczem miłości jest miłosierdzie wobec potrzebującego życia ludzkiego. W ten sposób stajemy się prawdziwymi uczniami Jezusa i objawia się oblicze Ojca: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (Łk 6, 36). Bóg, nasz Ojciec, jest miłosierny, bo współczuje; jest zdolny do tego współczucia, do zbliżenia się do naszego bólu, do naszego grzechu, do naszych wad, do naszej nędzy.

Niech Maryja Dziewica pomoże nam zrozumieć, a przede wszystkim coraz bardziej żyć nierozerwalną więzią, jaka istnieje między miłością do Boga, naszego Ojca, a konkretną i wielkoduszną miłością do naszych braci, i obdarzy nas łaską współczucia i wzrastania we współczuciu.

 

Rozważanie papieża Franciszka Msza Święta - 23 czerwiec 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dziś we Włoszech i innych krajach obchodzona jest uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, Bożego Ciała. Ewangelia przedstawia nam cudowne wydarzenie rozmnożenia chlebów (por. Łk 9, 11-17), które ma miejsce na brzegu jeziora Galilejskiego. Jezus zamierza przemawiać do tysięcy ludzi, dokonując uzdrowień. Kiedy zapadał zmrok uczniowie podeszli do Pana i powiedzieli Mu: „Odpraw tłum; niech idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie znajdą schronienie i żywność; bo jesteśmy tu na pustkowiu” (w. 12). Również uczniowie byli zmęczeni, Istotnie byli na miejscu odosobnionym. Ale Jezus odpowiedział: „Wy dajcie im jeść” (w. 13). Te słowa wywołały zdumienie uczniów, którzy odpowiedzieli: „Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby; chyba że pójdziemy i nakupimy żywności dla wszystkich tych ludzi” (tamże).

Natomiast Jezus zachęcił swoich uczniów, aby dokonali prawdziwego nawrócenia z logiki „każdy dla siebie” na dzielenie się, zaczynając od tego niewiele, co Opatrzność daje nam do dyspozycji. I natychmiast ukazał, że dobrze wie, co chce uczynić. Powiedział im: „Każcie im rozsiąść

Ten cud - bardzo ważny, tak bardzo, że jest opowiadany przez wszystkich Ewangelistów - ukazuje moc Mesjasza, a jednocześnie jego współczucie. Jezus ma współczucie dla ludzi. Ten cudowny czyn nie tylko pozostaje jednym z wielkich znaków życia publicznego Jezusa, ale antycypuje to, co ostatecznie stanie się pamiątką Jego ofiary, to jest Eucharystii, sakramentu Jego Ciała i Jego Krwi, wydanych za zbawienie świata.

Eucharystia jest syntezą całego życia Jezusa, które było jednym aktem miłości do Ojca i braci. Także tam, podobnie, jak w cudzie rozmnożenia chleba, Jezus wziął chleb w swoje ręce, wzniósł do Ojca modlitwę błogosławieństwa, połamał chleb i dał go uczniom; i to samo uczynił z kielichem z winem. Ale w tym momencie, w przededniu swej męki, chciał pozostawić w tym geście Testament nowego i wiecznego Przymierza, wieczną pamiątkę swej Paschy śmierci i zmartwychwstania. Każdego roku uroczystość Bożego Ciała zaprasza nas do odnowienia zadziwienia i radości z powodu tego wspaniałego daru Pana, jakim jest Eucharystia. Przyjmijmy go z wdzięcznością, nie w sposób bierny, rutynowy, ale prawdziwie ponawiając nasze „amen” dla Ciała Chrystusa. Nie wolno nam przyzwyczajać się do Eucharystii i iść do Komunii św. jakby z nawyku: nie! Ilekroć podchodzimy do ołtarza, aby przyjąć Eucharystię, musimy prawdziwie odnowić nasze „amen” dla Ciała Chrystusa. Kiedy kapłan mówi nam „Ciało Chrystusa”, odpowiadamy „amen”: ale niech to będzie „amen” płynące z serca, z przekonania. To Jezus, to Jezus który mnie zbawił, to Jezus przychodzi, aby dać mi siłę do życia. To Jezus, żyjący Jezus. Ale nie możemy się do tego przyzwyczaić: za każdym razem, tak jak gdyby była to pierwsza Komunia św.

Wyrażaniem wiary eucharystycznej świętego ludu Bożego są procesje z Najświętszym Sakramentem, które podczas tej uroczystości odbywają się wszędzie w Kościele katolickim. Również ja dziś wieczorem w rzymskiej dzielnicy Casal Bertone odprawię Mszę św., po której nastąpi procesja. Zapraszam wszystkich do uczestnictwa, także duchowo, za pośrednictwem radia i telewizji. Niech Matka Boża pomaga nam z wiarą i miłością iść za Jezusem, którego adorujemy w Eucharystii.

 

Rozważanie papieża Franciszka Msza Święta - 09 czerwiec 2019 r. Watykan

Po pięćdziesięciu niepewnych dniach nadeszła dla uczniów Pięćdziesiątnica. Z jednej strony Jezus zmartwychwstał, widzieli i słuchali Go pełni radości, a nawet z Nim jedli. Z drugiej strony nie przezwyciężyli jeszcze wątpliwości i lęków: przebywali za zamkniętymi drzwiami (por. J 20, 19.26), bez perspektyw, niezdolni do głoszenia Żyjącego. Następnie przybywa Duch Święty i troski zniknęły: teraz apostołowie nie boją się nawet tych, którzy ich aresztują. Wcześniej obawiali się o swoje życie, a teraz już nie boją się śmierci; wcześniej byli zamknięci w Wieczerniku, a teraz głoszą Ewangelię wszystkim narodom. Aż do Wniebowstąpienia Jezusa oczekiwali dla siebie królestwa Bożego (por. Dz 1,6), a teraz pragną dotrzeć do nieznanych krańców. Wcześniej niemal nigdy nie mówili publicznie, a kiedy to czynili, często wpadali w kłopoty, jak Piotr zapierający się Jezusa; a teraz szczerze i otwarcie mówią do wszystkich. Historia uczniów, która wydawała się skończona, została - krótko mówiąc - odnowiona przez młodość Ducha: ci młodzi, którzy ogarnięci niepewnością, czuli, że dotarli do kresu, zostali przemienieni radością, która sprawiła, że się odrodzili. Uczynił to Duch Święty. Duch nie jest, jak to mogłoby się zdawać, rzeczą abstrakcyjną; jest Osobą najbardziej konkretną, najbliższą, która zmienia nasze życie. Jak to czyni? Spójrzmy na Apostołów. Duch nie uczynił ich spraw łatwiejszymi, nie dokonał spektakularnych cudów, nie usunął z drogi problemów i przeciwników. Duch wprowadził w życie uczniów pewną harmonię, której brakowało, swoją, ponieważ On jest harmonią.

Harmonia w człowieku. W swoim wnętrzu, w sercu uczniowie potrzebowali przemiany. Ich historia mówi nam, że nie wystarczy nawet zobaczenie Zmartwychwstałego, jeśli nie przyjmiemy Go w sercu. Na nic się zda wiedza, że Zmartwychwstały żyje, jeśli nie żyje się jako Zmartwychwstali. I to Duch sprawia, że Jezus żyje i odżywa w nas, wskrzeszając nas wewnętrznie. Dlatego Jezus, spotykając się ze swymi uczniami powtarza: „Pokój wam” (J 20,19.21) i daje im Ducha. Pokój polega nie na uporządkowaniu spraw z zewnątrz - Bóg nie ujmuje swoim uczniom cierpień i prześladowań – ale na przyjęciu Ducha Świętego. Na tym polega pokój, ten, dany apostołom, pokój, uwalnia nie od problemów, ale w problemach, jest on ofiarowany każdemu z nas. Jest to pokój, który upodabnia serce do głębokiego morza, które jest zawsze spokojne, nawet wtedy, gdy na powierzchni fale się burzą. Jest to harmonia tak głęboka, że może nawet przekształcić prześladowania w błogosławieństwa. Ileż to razy pozostajemy jednak na powierzchni! Zamiast szukać Ducha, próbujemy utrzymać się na powierzchni, myśląc, że wszystko będzie lepiej, jeśli te problemy przeminą, jeśli nie zobaczę już tej osoby, jeśli poprawi się dana sytuacja. Ale jest to trwanie na powierzchni: gdy pojawi się problem, nadejdzie kolejny i niepokój powróci. Nie osiągniemy pogody ducha, nabierając dystansu wobec osób, które nie myślą tak jak my, nie będziemy żyli w pokoju rozwiązując kłopot danej chwili. Punktem zwrotnym jest pokój Jezusa, jest harmonia Ducha.

Dzisiaj, w pośpiechu, jaki narzuca nam nasz czas, wydaje się, że harmonia jest usunięta na margines: pociągani z tysiąca stron ryzykujemy wybuch, wywołany ciągłą nerwowością, która sprawia, że źle reagujemy na wszystko. Poszukujemy szybkiego rozwiązania, jedna pigułka za drugą, by iść naprzód, jedna emocja za drugą, by poczuć, że żyjemy. Ale potrzebujemy przede wszystkim Ducha: to On wprowadza w szaleństwo ład. On jest pokojem w niepokoju, ufnością w zniechęceniu, radością w smutku, młodością w starości, odwagą w chwili próby. To On, pośród burzliwych nurtów życia, umocowuje kotwicę nadziei. To Duch, jak mówi dzisiaj św. Paweł, uniemożliwia nam popadanie w bojaźń, ponieważ sprawia, że czujemy się miłowanymi dziećmi (por. Rz 8,15). On jest Pocieszycielem, który przekazuje nam czułość Boga. Bez Ducha życie chrześcijańskie jest chaotyczne, pozbawione miłości, która wszystko jednoczy. Bez Ducha Jezus pozostaje postacią przeszłości, z Duchem jest Osobą żywą dzisiaj; bez Ducha Pismo Święte jest martwą literą, z Duchem jest Słowem życia.

Chrześcijaństwo bez Ducha jest moralizmem bez radości; z Duchem jest życiem.

Duch Święty wnosi harmonię nie tylko w nasze wnętrze, ale także na zewnątrz, między ludzi. Czyni nas Kościołem, składa różne części w jeden harmonijny gmach. Dobrze wyjaśnia to święty Paweł, kiedy mówiąc o Kościele, często powtarza słowo „różne”: „różne charyzmaty, różne działalności, różne posługiwania” (1 Kor 12, 4-6). Jesteśmy różni, w różnorodności cech i darów. Duch rozdziela je według swej wyobraźni, nie wyrównując, nie ujednolicając. A wychodząc od tej różnorodności, buduje jedność. Czyni tak, począwszy od dzieła stworzenia, ponieważ jest specjalistą w przekształcaniu chaosu w kosmos, we wprowadzaniu harmonii. Jest specjalistą w tworzeniu różnorodności, bogactw; każdy ma własne, odmienne. Jest On twórcą tego zróżnicowania, a zarazem jest Tym, który harmonizuje, który nadaje harmonię i jedność różnorodności. Tylko On może czynić te dwie rzeczy.

Dziś na świecie rozbieżności stały się prawdziwymi i właściwymi podziałami: są tacy, którzy mają w nadmiarze i tacy, którzy nie mają nic, są tacy, którzy starają się żyć sto lat i tacy, którzy nie mogą się narodzić. W czasach komputerów jesteśmy na dystans: bardziej „społecznościowi”, ale mniej społeczni. Potrzebujemy Ducha jedności, który odrodzi nas jako Kościół, jako lud Boży i jako całą ludzkość, który nas odrodzi. Zawsze istnieje pokusa, by budować „gniazda”: gromadzić się wokół własnej grupy, swoich preferencji, podobni z podobnymi, uczuleni na wszelkie skażenia. Od gniazda do sekty jest blisko, również w Kościele. Ileż razy określa się własną tożsamość przeciwko komuś lub czemuś! Tymczasem Duch Święty łączy odległych, jednoczy dalekich, sprowadza zagubionych. Łączy różne odcienie w jednej harmonii, widzi bowiem przede wszystkim dobro, bardziej spogląda na człowieka niż na jego błędy, bardziej na osoby niż na ich działania. Duch kształtuje Kościół i świat jako miejsca synów i braci. Synowie i bracia: rzeczowniki, które pojawiają się przed wszelkimi innymi przymiotnikami. Modne jest używanie przymiotników, niestety także obrażanie. Możemy powiedzieć, że żyjemy w kulturze przymiotnika, która zapomina o rzeczowniku spraw; a także w kulturze obrażania, będącej pierwszą odpowiedzią na pogląd, którego nie podzielam. Później uświadamiamy sobie, że szkodzi to tym, którzy są obrażani, ale także tym, którzy obrażają. Nie można dobrze żyć, odpłacając złem za zło, zmieniając się z ofiar w oprawców. Ci natomiast, którzy żyją według Ducha wnoszą pokój tam, gdzie panuje niezgoda, zgodę tam, gdzie istnieje konflikt. Ludzie duchowi zło odwzajemniają dobrem, na arogancję reagują łagodnością, na złośliwość dobrocią, na zgiełk milczeniem, na plotki modlitwą, na defetyzmem uśmiechem.

Aby być ludźmi duchowymi, aby cieszyć się harmonią Ducha, musimy umieścić Jego spojrzenie przed swoim. Wówczas rzeczy się zmieniają: z Duchem Świętym Kościół jest świętym ludem Bożym, misja - zarażaniem radością, nie prozelityzmem, innych braci i siostry miłowanych przez tego samego Ojca. Ale bez Ducha Kościół jest organizacją, misja - propagandą, komunia - wysiłkiem. A jakże wiele Kościołów prowadzi działania zaprogramowane w tym znaczeniu planów duszpasterskich, dyskusji o wszystkich sprawach. Wydaje im się, jakby to była droga do zjednoczenia się, ale nie jest droga Ducha, jest to droga podziału. Duch jest pierwszą i ostatnią potrzebą Kościoła (por. św. Paweł VI, audiencja ogólna, 29 listopada 1972). „Przychodzi On tam, gdzie jest miłowany, gdzie jest zaproszony, gdzie się Go oczekuje” (Św. Bonawentura, Kazanie na IV Niedzielę Wielkanocną). Bracia i siostry, módlmy się do Niego codziennie. Duchu Święty, harmonio Boga, Ty, który przemieniasz strach w zaufanie a zamknięcie w dar, przyjdź do nas. Daj nam radość zmartwychwstania, odwieczną młodość serca. Duchu Święty, nasza harmonio, Ty, który czynisz nas jednym ciałem, wlej swój pokój w Kościół i świat. Duchu Święty, uczyń nas budowniczymi harmonii, siewcami dobra, apostołami nadziei.

 

Rozważanie papieża Franciszka- 26 maj 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia tej VI Niedzieli Wielkanocnej przedstawia nam fragment mowy, jaką Jezus skierował do apostołów podczas Ostatniej Wieczerzy (por. J 14, 23-29). Mówił o działaniu Ducha Świętego i złożył obietnicę: „Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (w. 26). Kiedy zbliżało się wydarzenie krzyża, Jezus zapewnił apostołów, że nie pozostaną sami: będzie z nimi zawsze Duch Święty, Pocieszyciel, który będzie ich wspierał w misji niesienia Ewangelii całemu światu. W oryginalnym języku greckim termin „Paraklet” oznacza tego, który stoi obok, aby wspierać i pocieszać. Jezus powróci do Ojca, ale nadal będzie nauczał i ożywiał swoich uczniów poprzez działanie Ducha Świętego.

Na czym polega misja Ducha Świętego, którego Jezus obiecuje jako dar? Mówi to On sam: „On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem”. Podczas swojego życia ziemskiego Jezus przekazał już wszystko, co chciał powierzyć apostołom: doprowadził do końca Boże Objawienie, to znaczy wszystko, co Ojciec chciał powiedzieć ludzkości wraz z wcieleniem Syna. Zadaniem Ducha Świętego jest przypomnienie, czyli pełne uświadomienie i nakłonienie do konkretnej realizacji nauk Jezusa. I to właśnie jest także misją Kościoła, który realizuje ją poprzez konkretny styl życia, cechujący się pewnymi wymaganiami: wiarą w Pana i przestrzeganiem Jego Słowa; uległością wobec działania Ducha, który nieustannie czyni żywym i obecnym Zmartwychwstałego Pana; przyjęcie Jego pokoju i świadectwo dawane mu poprzez postawę otwartości i spotkania z drugim człowiekiem.

Aby tego wszystkiego dokonać, Kościół nie może trwać nieruchomo, ale jest wezwany, aby przy czynnym udziale każdej osoby ochrzczonej działał jako wspólnota pielgrzymująca, ożywiana i wspierana światłem i mocą Ducha Świętego, który wszystko czyni nowym. Chodzi o uwolnienie się od więzi doczesnych, jakimi są nasze poglądy, nasze strategie, nasze cele, często obciążające pielgrzymowanie wiary, oraz o to, aby stanąć w uległym słuchaniu Słowa Pana. Właśnie w ten sposób Duch Boży nas prowadzi i kieruje Kościołem, aby jaśniało jego autentyczne oblicze, piękne i świetlne, którego chce Chrystus.

Pan zachęca nas dzisiaj do otwarcia serca na dar Ducha Świętego, aby nas poprowadził drogami historii. Dzień po dniu wychowuje On nas do logiki Ewangelii, logiki gościnnej miłości, „ucząc nas wszystkiego” i „przypominając nam wszystko, co Pan nam powiedział”. Niech Maryja, którą w maju czcimy i do której modlimy się ze szczególnym nabożeństwem, jako naszej Matki niebieskiej, stale chroni Kościół i całą ludzkość. Niech Ona, która z pokorną i odważną wiarą w pełni współpracowała z Duchem Świętym w dziele wcielenia Syna Bożego, pomaga także i nam, abyśmy dali się pouczyć i prowadzić Pocieszycielowi, abyśmy mogli przyjąć Słowo Boże i dawać o nim świadectwo naszym życiem.

 

Rozważanie papieża Franciszka- 19 maj 2019 r. Watykan

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas do Wieczernika, abyśmy mogli usłyszeć pewne słowa, które Jezus skierował do uczniów w „mowie pożegnalnej” przed swoją męką. Po obmyciu stóp dwunastu Apostołom mówi do nich: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 13, 34). W jakim sensie Jezus nazywa to przykazanie „nowym”? Wiemy, że już w Starym Testamencie Bóg nakazał członkom swego ludu, by kochali bliźniego jak siebie samego (por. Kpł 19, 18). Sam Jezus tym, którzy pytali Go, jakie jest największe przykazanie Prawa, odpowiedział, że pierwszym jest miłować Boga całym sercem, a drugim miłować bliźniego jak siebie samego (por. Mt 22, 38-39).

Co jest zatem nowością tego przykazania, które Jezus powierza swoim uczniom? Dlaczego nazywa je nowym przykazaniem? Dawne przykazanie miłości stało się nowym, ponieważ zostało uzupełnione następującym dodatkiem: „jak Ja was umiłowałem”. Cała nowość polega na miłości Jezusa Chrystusa, tej, z jaką oddał za nas swe życie. Chodzi o miłość Boga, powszechną, bezwarunkową i bez granic, która znajduje swój szczyt na krzyżu. W tym momencie najbardziej radykalnego uniżenia i powierzenia się Ojcu, Syn Boży ukazał i dał światu pełnię miłości. Zastanawiając się ponownie nad męką i agonią Chrystusa, uczniowie zrozumieli znaczenie Jego słów: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”.

Jezus umiłował nas jako pierwszy, umiłował nas pomimo naszych kruchości, naszych ograniczeń i ludzkich słabości. To On uczynił nas godnymi Jego miłości, która nie zna granic i nigdy się nie kończy. Dając nam nowe przykazanie, prosi nas, abyśmy się wzajemnie miłowali nie tylko i nie tyle naszą miłością, ile Jego miłością, którą Duch Święty wlewa do naszych serc, jeśli błagamy Go z wiarą. W ten sposób - i jedynie w ten sposób - możemy miłować się wzajemnie nie tylko tak, jak sami miłujemy, ale jak On nas umiłował, to jest o wiele więcej. Bóg nas bowiem miłuje znacznie bardziej, niż my miłujemy samych siebie. W ten sposób możemy wszędzie upowszechniać ziarno miłości, które odnawia relacje między ludźmi i otwiera perspektywy nadziei. Jezus zawsze otwiera perspektywy nadziei, Jego miłość otwiera perspektywy nadziei.

Ta miłość sprawia, że stajemy się nowymi ludźmi, braćmi i siostrami w Panu, i czyni nas nowym Ludem Bożym, Kościołem, w którym wszyscy są powołani, by kochać Chrystusa i w Nim miłować się wzajemnie.

Miłość, która objawiła się w krzyżu Chrystusa i do której przeżywania On nas wzywa, jest jedyną siłą, która przemienia nasze serce kamienne w serce z ciała; jedyną siłą zdolną do przemienienia naszego serca jest miłość Jezusa, o ile my sami też miłujemy tą miłością. A ta miłość czyni nas zdolnymi do miłowania naszych nieprzyjaciół i przebaczania tym, którzy nas skrzywdzili.

Postawię wam pytanie, a każdy niech odpowie w swoim sercu: czy jestem zdolny do miłowania moich nieprzyjaciół? Wszyscy mamy ludzi, nie wiem czy można ich nazwać nieprzyjaciółmi, ale takich, którzy się z nami nie zgadzają, stojących „po drugiej stronie”, albo ktoś ma ludzi, którzy wyrządzili mu zło... Czy potrafię miłować tych ludzi? Tego mężczyznę, tę kobietę, którzy wyrządzili mi zło, którzy mnie skrzywdzili? Czy potrafię im przebaczyć? Niech każdy odpowie w swoim sercu.

Miłość Jezusa sprawia, że postrzegamy drugiego jako obecnego lub przyszłego członka wspólnoty przyjaciół Jezusa; pobudza nas do dialogu i pomaga nam siebie wysłuchiwać i poznawać się nawzajem. Miłość otwiera nas na innych, stając się podstawą ludzkich relacji. Uzdalnia do przezwyciężania barier naszych własnych słabości i uprzedzeń. Miłość Jezusa w nas tworzy mosty, uczy nowych dróg, wyzwala dynamizm braterstwa. Niech Maryja Dziewica pomaga nam swoim macierzyńskim wstawiennictwem, przyjmować od jej Syna Jezusa dar Jego przykazania, a od Ducha Świętego moc, by realizować je w życiu codziennym.

 

Rozważanie papieża Franciszka- 29 kwiecień 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (por. J 20,19-31) mówi nam, że w dzień Paschy Jezus ukazał się wieczorem swoim uczniom w Wieczerniku, przynosząc trzy dary: pokój, radość, misję apostolską.

Pierwsze słowa, które wypowiada to: „Pokój wam” (w. 21). Zmartwychwstały Pan przynosi autentyczny pokój, ponieważ przez swoją ofiarę na krzyżu dokonał pojednania między Bogiem a ludzkością i zwyciężył grzech i śmierć – to właśnie jest pokój. Jego uczniowie jako pierwsi potrzebowali tego pokoju, ponieważ po pojmaniu i śmierci Nauczyciela popadli w zagubienie i lęk. Jezus staje pośród nich żywy i ukazując swoje rany – Jezus zechciał zachować swe rany - ukazując swoje rany na chwalebnym ciele, daje pokój jako owoc swego zwycięstwa. Ale tego wieczoru nie był obecny apostoł Tomasz. Poinformowany o tym niezwykłym wydarzeniu, nie dowierzając świadectwu innych apostołów, domaga się, by osobiście sprawdzić prawdziwość tego, co oni twierdzą. Osiem dni później, czyli dokładnie tak jak dzisiaj, ponownie ma miejsce objawienie: Jezus wychodzi na spotkanie z niedowiarstwem Tomasza, zachęcając go, by dotknął Jego ran. Są one źródłem pokoju, ponieważ są znakiem ogromnej miłości Jezusa, który pokonał siły wrogie człowiekowi, to jest grzech, zło i śmierć. Zachęca, by dotknąć Jego ran. Jest w tym dla nas nauka, jakby Jezus chciał powiedzieć każdemu z nas: jeśli jesteś niespokojny dotknij moich ran. Dotknąć ran Jezusa, którymi są liczne problemy, trudności, prześladowania, choroby wielu ludzi cierpiących. Jesteś niespokojny: idź nawiedzić kogoś, kto jest symbolem rany Jezusa. Dotknij rany Jezusa. Z tych ran wypływa miłosierdzie. Z tego względu jest dzisiaj Niedziela Miłosierdzia. Pewien święty mawiał, że ciało Jezusa ukrzyżowanego jest worek miłosierdzia, które poprzez rany dociera do każdego z nas. Wszyscy potrzebujemy miłosierdzia – wiemy o tym. Podejdźmy do Jezusa i dotknijmy Jego ran w naszych cierpiących braciach. Rany Jezusa są skarbem, z nich wypływa miłosierdzie. Bądźmy mężni i dotknijmy ran Jezusa. Z tymi ranami staje On przed Ojcem i ukazuje je Ojcu, jakby mówiąc: Ojcze oto jest cena, te rany są ceną, jaką zapłaciłem za moich braci. To znaczy: Jezus swoimi ranami wstawia się za nami u Ojca. Obdarza nas miłosierdziem jeśli się do Niego zbliżamy i wstawia się za nami. Nie zapominajmy o ranach Jezusa.


Drugim darem, który zmartwychwstały Jezus przynosi uczniom, jest radość. Ewangelista pisze, że „Uradowali się uczniowie, ujrzawszy Pana” (w. 20). Jest także pewien fragment w Ewangelii św. Łukasza, który mówi, że „z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia” (Łk 24,41). Także i nam, gdy wydarzyło się być może coś niewiarygodnego, pięknego chciałoby się powiedzieć: nie mogę w to uwierzyć, to nie może być prawdą. Podobnie uczniowie, nie mogli uwierzyć z powodu radości. To jest radość, którą przynosi nam Jezus. Jeśli jesteś smutny, niespokojny spójrz na Jezusa ukrzyżowanego i na Jezusa zmartwychwstałego. Spójrz na jego rany i zaczerpnij w nich radości.

Oprócz pokoju i radości Jezus daje uczniom również misję. Mówi im: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (w. 21). Zmartwychwstanie Jezusa jest początkiem nowej dynamiki miłości, zdolnej przemieniać świat mocą Ducha Świętego.

W tę drugą niedzielę Wielkanocy jesteśmy zaproszeni, aby zbliżyć się do Chrystusa z wiarą, otwierając nasze serca na pokój, radość i misję. Nie zapominajmy o ranach Jezusa, z których wypływa pokój, radość i siła do misji. Powierzmy tę modlitwę macierzyńskiemu orędownictwu Dziewicy Maryi, Królowej nieba i ziemi.

 

 

Papież Franciszek powiedział podczas celebracji sakramentu pojednania w Bazylice św. Piotra 29 marca 2019 roku.

„Dwoje pozostało: nieszczęśliwa i miłosierdzie” (In Joh 33,5). W ten sposób św. Augustyn ukazuje zakończenie Ewangelii, którą przed chwilą usłyszeliśmy. Odeszli ci, którzy przybyli, żeby ukamienować kobietę lub oskarżyć Jezusa odnośnie do Prawa. Odeszli, nie interesowali się niczym więcej. Natomiast Jezus pozostał. Pozostał, ponieważ trwa nadal to, co jest cenne w jego oczach: ta kobieta, ta osoba. Dla niego ważniejszy od grzechu jest grzesznik. Ja, ty, każdy z nas w sercu Boga jesteśmy ważniejsi: ważniejsi niż błędy, reguły, osądy i nasze upadki. Prośmy o łaskę podobnego spojrzenia jak spojrzenie Jezusa, prośmy o chrześcijańskie ujęcie życia, gdzie przed grzechem widzimy z miłością grzesznika, przed błędem człowieka błądzącego, osobę przed jej historią.

„Dwoje pozostało: nieszczęśliwa i miłosierdzie”. Dla Jezusa ta kobieta przyłapana na cudzołóstwie nie stanowi paragrafu Prawa, ale konkretną sytuację, w którą trzeba się zaangażować. Dlatego pozostaje z kobietą, stojąc niemal cały czas w milczeniu. W międzyczasie dwukrotnie wykonuje tajemniczy gest: pisze palcem po ziemi (J 8, 6, 8). Nie wiemy, co napisał, a może nie jest to najważniejsze: uwaga Ewangelii jest bowiem skupiona na fakcie, że Pan pisze. Przychodzi na myśl wydarzenie na Synaju, gdy Bóg napisał tablice Prawa swoim palcem (por. Wj 31,18), właśnie tak jak czyni to Jezus. Następnie Bóg, przez proroków, obiecał, że już nie będzie pisał na kamiennych tablicach, ale bezpośrednio na sercach (por. Jr 31,33), na tablicach naszych serc (por. 2 Kor 3, 3). Wraz z Jezusem, wcielonym miłosierdziem Bożym, nadszedł czas, aby pisać w sercu człowieka, aby dać pewną nadzieję ludzkiej nędzy: by dać nie tyle prawa zewnętrzne, które często sprawiają dystans między Bogiem a człowiekiem, ale prawo Ducha, który wkracza do serca i je uwalnia. Tak się dzieje w przypadku tej kobiety, która spotyka Jezusa i powraca do życia. A idzie, by już więcej nie grzeszyć (por. J 8, 11). To Jezus, mocą Ducha Świętego, uwalnia nas od zła, jakie mamy w sobie, od grzechu, który Prawo mogłoby utrudnić, ale nie usunąć.

A jednak zło jest silne, ma uwodzicielską moc: pociąga, urzeka. Aby oderwać się od niego, nie wystarczą nasze starania, potrzebujemy większej miłości. Bez Boga nie można przezwyciężyć zła: tylko Jego miłość podnosi wewnętrznie, tylko jego czułość wlana w serce czyni człowieka wolnym. Jeśli chcemy wyzwolenia od zła, to trzeba uczynić miejsce dla Panu, który przebacza i uzdrawia. A czyni to przede wszystkim poprzez sakrament, który będziemy celebrować. Spowiedź jest przejściem od nędzy do miłosierdzia, jest pismem Boga na sercu. Odczytujemy tam za każdym razem, że jesteśmy cenni w oczach Boga, że On jest Ojcem i kocha nas bardziej, niż my miłujemy samych siebie.

„Dwoje pozostało: nieszczęśliwa i miłosierdzie”. Tylko oni. Ileż razy czujemy się samotni i gubimy wątek życia. Ileż razy nie wiemy, jak zacząć od nowa, uciśnieni trudem, by zaakceptować samych siebie. Musimy zacząć od nowa, ale nie wiemy skąd. Chrześcijanin rodzi się z przebaczeniem, jakie otrzymuje w Chrzcie św. I z tego miejsca się odradza: z zadziwiającego przebaczenia Boga, z Jego miłosierdzia, które przywraca nam zdrowie. Tylko otrzymawszy przebaczenie możemy zacząć na nowo odświeżeni, doświadczywszy radości bycia naprawdę miłowanymi przez Ojca. Jedynie poprzez przebaczenie Boga zachodzą w nas rzecz naprawdę nowe. Posłuchajmy raz jeszcze zdania, które Pan powiedział nam dzisiaj przez proroka Izajasza: „Oto Ja dokonuję nowej rzeczy” (Iz 43,19). Przebaczenie daje nam nowy początek, czyni nas nowymi stworzeniami, sprawia, że namacalnie dotykamy nowego życia. Boże przebaczenie nie jest fotokopią, która powiela się takie samo za każdym pójściem do konfesjonału. Otrzymanie przebaczenia grzechów za pośrednictwem kapłana jest doświadczeniem nieustannie nowym, oryginalnym i niepowtarzalnym. Sprawia, że przechodzimy od bycia samotnymi z naszymi nędzami i oskarżycielami, jak kobieta z Ewangelii, do bycia pocieszonymi i wspieranymi przez Pana, który sprawia, że zaczynamy na nowo.

„Dwoje pozostało: nieszczęśliwa i miłosierdzie”. Co uczynić, aby polubić miłosierdzie, pokonać strach przed spowiedzią? Przyjmijmy raz jeszcze zaproszenie Izajasza: „Czy tego nie pojmujecie?” (Iz 43,19). Trzeba zdać sobie sprawę z Bożego przebaczenia. To ważne. Dobrze, by po spowiedzi pozostać, jak ta kobieta, ze wzrokiem utkwionym w Jezusa, który właśnie nas wyzwolił: już nie w naszych niedolach, ale w Jego miłosierdziu. Spójrz na krzyż i powiedz z zadziwieniem: „Tam właśnie skończyły się moje grzechy. Wziąłeś je na siebie. Nie wskazałeś na mnie palcem, otworzyłeś mi swoje ramiona i znowu mi przebaczyłeś”. Ważne jest upamiętnienie Bożego przebaczenia, pamiętanie o Jego czułości, zasmakowanie na nowo doświadczonego pokoju i wolności. To jest bowiem istotą spowiedzi: nie wyznane przez nas grzechy, ale Boża miłość, którą otrzymujemy i której zawsze potrzebujemy. Może nas najść jeszcze wątpliwość: „spowiedź niczemu nie służy, zawsze popełniam te same grzechy”. Ale Pan nas zna, wie, że walka wewnętrzna jest trudna, że jesteśmy słabi i skłonni do upadku, często powracamy do czynienia zła. I proponuje nam, abyśmy powracali na nowo do czynienia dobra, prosząc o miłosierdzie. To On nas podniesie i uczyni nowymi stworzeniami. Powróćmy do spowiedzi, przywróćmy temu sakramentowi miejsce, na jakie zasługuje w życiu i w duszpasterstwie!

„Dwoje pozostało: nieszczęśliwa i miłosierdzie”. Dzisiaj także i my przeżywamy w spowiedzi to spotkanie zbawcze: my, z naszymi niedolami i naszym grzechem; Pan, który nas zna, kocha nas i uwalnia od zła. Wejdźmy w to spotkanie, prosząc o łaskę odkrycia go na nowo.

 

 

Rozważanie papieża Franciszka- 24 marca 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia tej trzeciej niedzieli Wielkiego Postu (por. Łk 13, 1-9) mówi nam o Bożym miłosierdziu i naszym nawróceniu. Jezus opowiada przypowieść o drzewie figowym, które nie wydawało owoców. Pewien człowiek zasadził figę w swojej winnicy i z wielką ufnością każdego lata wychodził i szukał na niej owoców, ale nie znalazł żadnego, ponieważ drzewo było jałowe. Pobudzony tym rozczarowaniem, które powtarzało się przez ponad trzy lata, pomyślał o wycięciu drzewa figowego, by posadzić następne. Wezwał więc ogrodnika, będącego w winnicy, i wyraził swoje niezadowolenie, nakazując mu wyciąć figę, by niepotrzebnie nie wyjawiała ziemi. Ale pracownik winnicy poprosił jej właściciela o cierpliwość i o pozostawienie drzewa jeszcze na rok, podczas którego sam zatroszczy się, by poświęcić staranniejszą i delikatniejszej troskę o drzewo figowe, aby pobudzić jego wydajność. Taka jest przypowieść. Co ona przedstawia? Co ukazują postacie z tej przypowieści?

Właściciel uosabia Boga Ojca, a ogrodnik w winnicy jest obrazem Jezusa, natomiast drzewo figowe jest symbolem obojętnej i nie wydającej owoców ludzkości. Jezus wstawia się u Ojca za ludzkością - a czyni to zawsze - i prosi Go, aby poczekał i dał jej jeszcze trochę czasu, aby mogły się w niej pojawić pierwsze oznaki owoców miłości i sprawiedliwości. Drzewo figowe, które właściciel z przypowieści chce wyrwać, jest obrazem życia jałowego, niezdolnego do dawania, czynienia dobra. Jest symbolem tego, kto żyje dla siebie, syty i zadowolony, rozłożony w wygodach swojego życia, niezdolny, by skierować spojrzenie i serce ku tym, którzy są obok niego i przeżywają cierpienie, ubóstwo i trudności. Tej postawie egoizmu i duchowej bezpłodności przeciwstawiana jest wielka miłość ogrodnika wobec drzewa figowego: każe właścicielowi poczekać, jest cierpliwy, potrafi czekać, poświęca jemu swój czas i pracę. Obiecuje właścicielowi, że szczególnie zadba o to nieszczęśliwe drzewo.

Przypowieść ta ukazuje Boże miłosierdzie, które pozostawia nam czas na nawrócenie. Wszyscy potrzebujemy nawrócenia, uczynienia kroku naprzód, a Bóg jest cierpliwy i oferuje nam możliwość przemiany oraz czynienia postępów na drodze dobra. Ale wybłagane i udzielone odroczenie w oczekiwaniu, aż drzewo w końcu wyda owoce, wskazuje również na pilność nawrócenia. cierpliwość Boga, miłosierdzie nam w tym towarzyszy. Pomimo bezpłodności, która czasami naznacza nasze życie, Ogrodnik mówi właścicielowi: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw” (w. 8). Możliwość nawrócenia nie jest nieograniczona. Dlatego trzeba je podjąć natychmiast, inaczej przepadnie na zawsze. Możemy pomyśleć w tym Wielkim Poście: co muszę uczynić, aby zbliżyć się do Pana, nawrócić się, „wyciąć” te rzeczy, które są niewłaściwe? „Nie, nie, poczekam do następnego Wielkiego Postu”. Ale czy za rok będziesz żył? Możemy bardzo ufać Bożemu miłosierdziu, ale nie wolno go nadużywać. Nie możemy usprawiedliwiać lenistwa duchowego, ale trzeba umocnić nasze starania, aby niezwłocznie odpowiedzieć na to miłosierdzie ze szczerością serca.

W okresie Wielkiego Postu Pan zachęca nas do nawrócenia. Każdy z nas musi poczuć się wezwany tym głosem, poprawiając coś w swoim życiu, w swoim sposobie myślenia, działania i przeżywania relacji z innymi. Jednocześnie musimy naśladować cierpliwość Boga, który ufa, że wszyscy są zdolni aby „powstać” i podjąć pielgrzymowanie na nowo. Bóg jest Ojcem i nie gasi wątłego płomienia, ale towarzyszy i troszczy się o tych, którzy są słabi, żeby się umocnili i wnieśli swój wkład miłości do wspólnoty. Niech Maryja Dziewica pomoże nam przeżywać te dni przygotowań na Święta Paschalne jako czas odnowy duchowej i otwartości na łaskę Boga oraz Jego miłosierdzie.

 

Rozważanie papieża Franciszka- 17 marca 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
W tę drugą niedzielę Wielkiego Postu liturgia pozwala nam rozważać wydarzenie Przemienienia Pańskiego, w którym Jezus daje uczniom - Piotrowi, Jakubowi i Janowi przedsmak chwały zmartwychwstania: skrawek nieba na ziemi. Św. Łukasz Ewangelista (por. 9,28-36) ukazuje nam Jezusa przemienionego na górze, która jest miejscem światła, fascynującym symbolem wyjątkowego doświadczenia zastrzeżonego dla trzech uczniów. Idą z Nauczycielem na górę, widzą Go pogrążonego w modlitwie, a w pewnym momencie „wygląd Jego twarzy się odmienił” (w. 29). Przyzwyczajeni do codziennego oglądania Go w zwyczajnej postaci jego człowieczeństwa, są zdumieni w obliczu tej nowej chwały, która ogarnia również całą Jego osobę. A obok Jezusa pojawiają się Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiają z Nim o Jego bliskim „exodusie”, to znaczy o Jego wydarzeniu paschalnym - śmierci i zmartwychwstaniu. Jest to zapowiedź Paschy. Wtedy Piotr rzekł: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy” (w. 33). Chciałby, żeby to wydarzenie łaski nigdy się nie skończyło!

Przemienienie dokonuje się w bardzo konkretnym momencie misji Chrystusa, to znaczy po tym, jak wyznał uczniom, że musi „wiele wycierpieć, [...] będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (w. 21). Jezus wie, że nie akceptują oni tej rzeczywistości i dlatego chce ich przygotować, by mogli znieść zgorszenie męki i śmierci na krzyżu, aby wiedzieli, że jest to droga, poprzez którą Ojciec niebieski przeprowadzi swego Syna wybranego do chwały, wskrzeszając Go z martwych. Będzie to również droga uczniów: nikt nie przechodzi do życia wiecznego, jeśli nie idąc za Jezusem, niosąc swój własny krzyż w życiu doczesnym. Każdy z nas ma swój krzyż. Pan ukazuje nam kres tej podróży, którym jest zmartwychwstanie, piękno, niosąc nasz krzyż.

Zatem Przemienienie Chrystusa ukazuje nam chrześcijańską perspektywę cierpienia: nie jest ono sadomasochizmem, jest przejściem koniecznym, ale przemijającym. Punkt dojścia, do którego jesteśmy powołani, jest równie jasny jak twarz przemienionego Chrystusa: w Nim jest zbawienie, szczęście, światło, miłość Boga bez ograniczeń. Ukazując swoją chwałę, Jezus zapewnia nas, że krzyż, próby, trudności, z którymi się zmagamy, mają swoje rozwiązanie i przezwyciężenie w wydarzeniu paschalnym. Dlatego w tym Wielkim Poście także i my wychodzimy z Jezusem na górę! W jaki sposób? Z modlitwą. Wychodzimy na górę z modlitwą: modlitwą milczącą, modlitwą serca, modlitwą zawsze szukającą Pana. Pozostańmy chwilę w skupieniu, każdego dnia odrobinę, utkwijmy nasze spojrzenie wewnętrzne na Jego obliczu i pozwólmy, by Jego światło nas przenikało i promieniowało w naszym życiu.

Istotnie św. Łukasz ewangelista podkreśla, że Jezus został przemieniony „gdy się modlił” (w. 29). Pogrążył się w intymnej rozmowie z Ojcem, w której rozbrzmiewało także Prawo i Prorocy - Mojżesz i Eliasz - i gdy przystał całym sobą na wolę zbawienia Ojca, łącznie z krzyżem, ogarnęła Go chwała Boża, ukazując się również na zewnątrz. Bracia i siostry, tak się dzieje: modlitwa w Chrystusie i w Duchu Świętym przemienia osobę od wewnątrz i może oświecić innych oraz otaczający świat. Ileż razy spotkaliśmy ludzi, którzy jaśnieją, z których oczu promieniuje emitują światło, mające to jaśniejące spojrzenie! Modlą się, a modlitwa czyni nas jaśniejącymi światłem Ducha Świętego.

Kontynuujemy z radością naszą drogę wielkopostną. Uczyńmy miejsce dla modlitwy i słowa Bożego, które w tych dniach obficie oferuje nam liturgia. Niech Dziewica Maryja uczy nas trwać z Jezusem, nawet jeśli Go nie rozumiemy ani nie rozumiemy Jego dróg. Ponieważ tylko trwając z Nim ujrzymy Jego chwałę.

Rozważanie papieża Franciszka- 10 marca 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia tej pierwszej niedzieli Wielkiego Postu (por. Łk 4, 1-13) opisuje doświadczenie kuszenia Jezusa na pustyni. Po czterdziestu dniach postu Jezus jest trzykrotnie kuszony przez diabła. Najpierw szatan namawiał Go, by zamienił kamień w chleb (w. 3); następnie pokazał mu z góry królestwa ziemi i obiecał, że stanie się Mesjaszem potężnym i chwalebnym (ww. 5-6); w końcu zaprowadził go na szczyt świątyni w Jerozolimie i zachęcał, by rzucił się w dół, żeby w spektakularny sposób objawił swoją boską moc (ww. 9-11). Te trzy pokusy wskazują trzy drogi, które świat proponuje, zawsze obiecując wielkie sukcesy, aby nas zwieść: chciwość posiadania – mieć coraz więcej, ludzką sławę i instrumentalne posługiwanie się Bogiem. Są to trzy drogi, które zawiodą nas do zguby.

Pierwsza - droga chciwości posiadania. Zawsze jest to podstępna logika diabła. Wychodzi od naturalnej i uzasadnionej potrzeby posilenia się, życia, samorealizacji, bycia szczęśliwymi, aby nas nakłonić do myślenia, że to wszystko jest możliwe bez Boga, w nawet wbrew Niemu. Jezus odmawia stwierdzając: „Napisane jest: «Nie samym chlebem żyje człowiek»” (w. 4). Przypominając długą wędrówkę narodu wybranego przez pustynię Jezus potwierdza, że chce z całkowitą ufnością powierzyć się opatrzności Ojca, który zawsze troszczy się o swoje dzieci.

Druga pokusa: droga ludzkiej sławy. Diabeł mówi: „Jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje” (w. 7). Bracia i siostry, można zatracić wszelką godność osobistą, dajemy się skorumpować przez bożków pieniądza, sukcesu i władzy, aby osiągnąć swą samorealizację. I zasmakowujemy upojenia pustą radością, która szybko zanika a to nas prowadzi do nadymania się jak paw, ale to zanika. Dlatego Jezus odpowiada: „ Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (w. 8).

I wreszcie trzecia pokusa: instrumentalne posługiwanie się Bogiem dla własnej korzyści. Diabłu, który cytując Pismo Święte zachęca Go, by starał się u Boga o niezwykły cud Jezus przeciwstawia ponownie stanowczą decyzję, by pozostać pokornym i ufnym wobec Ojca: „„Powiedziano: «Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego»” (w. 12). W ten sposób odrzuca więc może najsubtelniejszą pokusę: pragnienie by „przyciągnąć Boga na swoją stronę”, prosząc Go o łaski, które w istocie służą zaspokojeniu naszej pychy.

Są to drogi jakie są stawiane przed nami, łudząc nas, że w ten sposób można osiągnąć sukces i szczęście. Ale w istocie są one całkowicie obce sposobowi działania Boga, a wręcz oddzielają nas od Niego, ponieważ są dziełem szatana. Jezus, osobiście stawiając czoła tym próbom, trzykrotnie przezwycięża pokusę, aby w pełni przystać na plan Ojca. I wskazuje nam środki zaradcze: życie wewnętrzne, wiarę w Boga, pewność Jego miłości, pewność, że Bóg nas kocha, że jest ojcem i z tą pewnością przezwyciężymy wszelką pokusę. Ale chciałbym zwrócić uwagę na pewien interesujący aspekt: Jezus odpowiadając kusicielowi nie nawiązuje dialogu, lecz odpowiada na trzy wyzwania jedynie Słowem Bożym. To nas uczy, że z diabłem nie prowadzi się dialogu, nie powinno się prowadzić dialogu. Trzeba jemu odpowiadać jedynie Słowem Bożym.

Wykorzystajmy zatem Wielki Post, jako szczególny czas, aby się oczyścić, aby doświadczyć pocieszającej obecności Boga w naszym życiu.

Niech macierzyńskie wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny, ikony wierności wobec Boga, wspiera nas w naszej drodze, pomagając nam zawsze odrzucać zło a przyjmować dobro.


Rozważanie papieża Franciszka- 24 luty 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
Ewangelia dzisiejszej niedzieli (por. Łk 6, 27-38) dotyczy centralnego i charakterystycznego punktu życia chrześcijańskiego: miłości nieprzyjaciół. Słowa Jezusa są jasne: „Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają” (ww. 27-28). To jest nakaz, a nie coś dowolnego. Nie dla wszystkich, ale dla uczniów, których Jezus nazywa „wy, którzy słuchacie”. Doskonale wie, że miłowanie naszych nieprzyjaciół wykracza poza nasze możliwości. Ale z tego powodu stał się człowiekiem: nie po to by zostawić nas takimi, jakimi jesteśmy, ale by przekształcić nas w ludzi zdolnych do większej miłości, miłości Jego i naszego Ojca. To jest miłość, którą Jezus daje tym, którzy „Go słuchają”. A wówczas staje się to możliwe! Z Nim, dzięki Jego miłości, i jego Duchowi możemy miłować również tych, którzy nas nie kochają, a nawet tych, którzy czynią nam zło.

W ten sposób Jezus pragnie, aby miłość Boga zatriumfowała w każdym sercu nad nienawiścią i urazą. Logika miłości, która ma swą kulminację w krzyżu Chrystusa jest znakiem rozpoznawczym chrześcijanina i skłania nas do wychodzenia na spotkanie wszystkich z sercem braterskim. Jak jednak można przezwyciężyć ludzki instynkt i światowe prawo odwetu? Jezus daje odpowiedź na tej samej karcie Ewangelii: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” (w. 36). Kto słucha Jezusa, kto stara się za Nim iść, nawet jeśli to kosztuje, staje się dzieckiem Bożym i zaczyna naprawdę przypominać Ojca, który jest w niebie. Stajemy się zdolni do rzeczy, o których nigdy nie myśleliśmy, że będziemy w stanie powiedzieć lub uczynić, i których wręcz będziemy się wstydzić, ale teraz dają nam radość i pokój. Nie musimy już być agresywni w słowach i czynach. Odkrywamy, że jesteśmy zdolni do czułości i dobroci; i czujemy, że to wszystko nie pochodzi od nas, ale od Niego, i dlatego nie chlubimy się tym, ale jesteśmy tylko za to wdzięczni.

Nie ma nic wspanialszego i bardziej owocnego od miłości: nadaje ona osobie całą jej godność, podczas gdy nienawiść i zemsta ją pomniejszają, oszpecają piękno stworzenia uczynionego na obraz Boga.

To polecenie, by na zniewagę i krzywdę odpowiadać miłością zrodziło w świecie nową kulturę: kulturę miłosierdzia, której musimy się dobrze nauczyć i wprowadzać w życie, tę „kulturę miłosierdzia która rodzi prawdziwą rewolucję” (List ap. Misericordia et misera, 20). Jest to rewolucja miłości, której protagonistami są męczennicy wszystkich czasów. A Jezus zapewnia nas, że nasze postępowanie, naznaczone miłością do tych, którzy wyrządzają nam zło, nie będzie daremne. Mówi: „Odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane [...] Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (w. 37-38). Jest to piękne, to coś pięknego, co da nam Bóg, jeśli będziemy wielkoduszni, miłosierni. Musimy przebaczyć, ponieważ Bóg nam przebaczył i zawsze nam przebacza. Jeśli nie przebaczymy całkowicie, nie możemy oczekiwać, aby nam przebaczono. Natomiast, jeśli nasze serca otwierają się na miłosierdzie, jeśli przebaczenie jest przypieczętowane braterskim uściskiem i zacieśniają się więzy komunii, to głosimy światu, że można zło dobrem zwyciężyć.

Czasami łatwiej jest nam pamiętać wyrządzone nam krzywdy, i zło, którego doznaliśmy, a nie dobro; do tego stopnia, że są ludzie, którzy mają ten nawyk, który stają się chorobą. Są „kolekcjonerami niesprawiedliwości”: pamiętają tylko złe rzeczy, jakich doznali. A to nie jest droga. Musimy postępować odwrotnie - mówi Jezus – Pamiętać o dobru, a kiedy ktoś przychodzi z plotką i źle mówi o drugim, powiedz: „Być może ... ale ma następujące zalety ...”. Odwróć tok dyskusji. To jest właśnie rewolucja miłosierdzia.

Niech Maryja Dziewica pomoże nam, byśmy pozwolili, żeby nasze serce poruszyło się tym świętym słowem Jezusa, palącym jak ogień, które nas przemienia i uzdalnia do czynienia dobra bez wzajemności, świadcząc wszędzie o zwycięstwie miłości.

 

Rozważanie papieża Franciszka- 17 luty 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (por. Łk 6, 17.20-26) ukazuje nam Błogosławieństwa w wersji św. Łukasza. Tekst składa się z czterech błogosławieństw i czterech przestróg, wyrażonych słowami „biada wam”. W ten sposób, mocno i stanowczo, Jezus otwiera nam oczy, pozwala nam widzieć Jego spojrzeniem, pomijając pozory, rzeczy powierzchowne i uczy nas rozeznawania sytuacji wiarą.

Jezus ogłasza błogosławionymi ubogich, głodnych, uciśnionych, prześladowanych; i upomina tych, którzy są bogaci, syci, śmieją się i są uwielbiani przez ludzi. Przyczyną tego paradoksalnego szczęścia jest fakt, że Bóg jest blisko tych, którzy cierpią i podejmuje działania, aby ich wyzwolić z ich zniewolenia. Jezus to widzi, widzi już błogosławieństwo niezależnie od negatywnej rzeczywistości. Także „biada wam”, skierowane do osób, którym obecnie dobrze się wiedzie, ma na celu „przebudzenie ich” z groźnej ułudy egoizmu i otwarcie ich na logikę miłości, póki nie jest za późno.

A zatem dzisiejsza karta Ewangelii zachęca nas do refleksji nad głębokim sensem wiary, która polega na całkowitym zaufaniu Panu. Chodzi o zburzenie bożków doczesnych, aby otworzyć serce na Boga żywego i prawdziwego. Tylko On może dać naszemu życiu tę tak pożądaną, a trudną do osiągnięcia pełnię. Wielu bowiem także dzisiaj przedstawia się jako szafarze szczęścia: obiecują powodzenie w krótkim okresie, wielkie zyski w zasięgu ręki, magiczne rozwiązania każdego problemu i tak dalej. I łatwo tutaj popaść, nie zdając sobie z tego sprawy, w grzech przeciw pierwszemu przykazaniu: bałwochwalstwo, zastępując Boga bożkiem. Bałwochwalcy i bożki zdają się sprawami z innych epok, ale w istocie pojawiają się w każdym czasie, także dzisiaj! Opisują niektóre postawy współczesne lepiej niż wiele analiz socjologicznych.

Dlatego Jezus otwiera nasze oczy na rzeczywistość. Jesteśmy powołani do szczęścia, by być błogosławionymi i stajemy się nimi już teraz w miarę, jak stajemy po stronie Boga, Jego królestwa, po stronie tego, co nie jest ulotne, ale trwa przez życie wieczne. Jesteśmy szczęśliwi, jeśli uznajemy siebie przed Bogiem - i to jest bardzo ważne: "Panie, potrzebuję Cię" - i jeśli, tak jak On i z Nim, jesteśmy blisko ubogich, cierpiących i głodnych. Również my nimi jesteśmy przed Bogiem: jesteśmy ubodzy, cierpiący, głodni przed Bogiem. Stajemy się zdolnymi do radości za każdym razem, gdy posiadając dobra tego świata, nie czynimy z nich bożków, którym trzeba zaprzedać swoją duszę, ale jesteśmy w stanie dzielić się nimi z naszymi braćmi. Liturgia dzisiejsza ponownie zaprasza nas do zadawania sobie pytań na ten temat i do czynienia prawdy w swoich sercach.

Błogosławieństwa Jezusa są orędziem decydującym, które pobudza nas, byśmy nie pokładali swej ufności w rzeczach materialnych i przelotnych, nie szukali szczęścia, idąc za specjalistami od wizerunku - którzy bardzo często są sprzedawcami śmierci - zawodowymi iluzjonistami. Nie należy iść za nimi, gdyż nie są oni w stanie dać nam nadziei. Pan pomaga nam otworzyć oczy, uzyskać bardziej przenikliwe spojrzenie na rzeczywistość, wyleczyć się z przewlekłej krótkowzroczności, którą zaraża nas duch doczesny. Swoim paradoksalnym Słowem wstrząsa nami i sprawia, że rozpoznajemy to, co nas naprawdę wzbogaca, zaspokaja, co daje nam radość i godność. To znaczy, co naprawdę nadaje sens i pełnię naszemu życiu. Niech Maryja Panna pomaga nam słuchać tej Ewangelii z otwartym umysłem i sercem, aby przyniosła owoce w naszym życiu i byśmy stawali się świadkami szczęścia, które nie zawodzi, szczęścia Bożego, które nigdy nie zawodzi.

Rozważanie papieża Franciszka- 3 luty 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W ubiegłą niedzielę liturgia przedstawiła nam wydarzenie w synagodze w Nazarecie, gdzie Jezus czytał fragment z proroka Izajasza i na końcu ujawnił, że słowa te wypełniły się „teraz” w Nim. Jezus ukazuje się jako ten, na którym spoczywa Duch Pański, Duch Święty, który go namaścił i posłał, aby wypełniał misję zbawienia na rzecz ludzkości. Dzisiejsza Ewangelia (por. Łk 4,21-30) jest kontynuacją tej historii i ukazuje nam zdumienie jego rodaków, gdy zobaczyli, że ktoś z ich ojczyzny „syn Józefa” (w. 22), twierdzi, iż jest Mesjaszem, posłanym przez Ojca.

Jezus, dzięki swojej zdolności przenikania umysłów i serc, natychmiast zrozumiał, co myślą jego współrodacy. Uważali, że skoro jest On jednym z nich, to powinien udowodnić swoje dziwne „roszczenia”, czyniąc cuda, w Nazarecie, jak to miało miejsce na terenach sąsiednich (por. w. 23). Ale Jezus nie chce i nie może zgodzić się na tę logikę, ponieważ nie odpowiada ona planowi Bożemu: Bóg chce wiary, a oni chcą cudów, znaków; Bóg chce zbawić wszystkich, a oni chcą Mesjasza z korzyścią dla siebie. I by wyjaśnić logikę Boga, Jezus daje przykład dwóch wielkich proroków starożytnych Eliasza i Elizeusza, których Bóg posłał by leczyli i zbawili nie-Żydów, inne narody, które jednak zaufały Jego słowu.

W obliczu tej zachęty do otwarcia swoich serc na bezinteresowność i powszechność zbawienia, mieszkańcy Nazaretu buntują się, a nawet podejmują postawę agresywną, która przeradza się na gorsze do tego stopnia, że „porwali się z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry [...] aby Go strącić” (w. 29). Zachwyt pierwszych chwili przerodził się w agresję, bunt przeciw Niemu.

Ta Ewangelia pokazuje nam, że publiczna posługa Jezusa rozpoczyna się od odrzucenia i groźby śmierci, paradoksalnie właśnie ze strony jego współrodaków. Jezus, żyjąc misją powierzoną mu przez Ojca, dobrze wie, że musi zmagać się z trudem, odrzuceniem, prześladowaniem i klęską. Jest to cena, jaką wczoraj, tak jak i dziś musi zapłacić każde autentyczne proroctwo. Surowe odrzucenie nie zniechęca jednak Jezusa ani nie zatrzymuje drogi i owocności jego proroczego działania. Idzie naprzód swoją drogą (por. w. 30), ufając w miłość Ojca.

Także i dziś świat musi widzieć w uczniach Pana proroków, to znaczy ludzi odważnie i wytrwale odpowiadających na powołanie chrześcijańskie. Osoby, którzy podążają za „bodźcem” Ducha Świętego, posyłającego ich, aby głosili nadzieję i zbawienie ubogim i wykluczonym; osoby, które kierują się logiką wiary, a nie cudowności; osoby poświęcające się służbie wszystkim, bez przywilejów i wykluczeń. W kilku słowach: osoby, które otwierają się na akceptację w sobie woli Ojca i starają się wiernie ją świadczyć innym.

Prośmy Najświętszą Maryję Pannę, abyśmy wzrastali i podążali w tym samym zapale apostolskim o królestwo Boże, jaki ożywiał misję Jezusa.

Rozważanie papieża Franciszka- 20 styczeń 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W minioną niedzielę, w święto Chrztu Pańskiego, rozpoczęliśmy „zwykły” okres liturgiczny: czas w którym mamy iść za Jezusem w Jego życiu publicznym, w misji, dla której Ojciec posłał Go na świat. W dzisiejszej Ewangelii (por. J 2, 1-11) znajdujemy opis pierwszego z cudów Jezusa, które św. Jan Ewangelista nazywa „znakami”, ponieważ Jezus uczynił je nie po to, aby wzbudzić zadziwienie, lecz aby objawić miłość Ojca. Pierwszy z tych cudownych znaków ma miejsce w wiosce Kana, w Galilei, podczas wesela. Nieprzypadkowo na początku życia publicznego Jezusa umiejscowiona jest ceremonia zaślubin, ponieważ w Nim Bóg poślubił ludzkość: i to jest dobra wiadomość, pomimo że ci, którzy Go zaprosili, jeszcze nie wiedzą, że u ich stołu zasiadł Syn Boży i że On jest prawdziwym Oblubieńcem. Rzeczywiście cała tajemnica znaku Kany opiera się na obecności tego Boskiego oblubieńca, który nadal się objawia. Jezus objawia się jako oblubieniec ludu Bożego, zapowiedziany przez proroków i objawiający nam głębię relacji, która nas z Nim jednoczy: jest to nowe przymierze miłości.

W kontekście przymierza rozumiemy w pełni znaczenie symbolu wina, które znajduje się w centrum tego cudu. Właśnie w kulminacyjnym momencie wesela skończyło się wino. Zauważyła to Matka Boża i powiedziała Jezusowi: „Nie mają już wina” (w.3). Pisma, a zwłaszcza prorocy, wskazywali na wino jako typowy element uczty mesjańskiej (por. Am 9,13-14; Jl 2,24; Iz 25,6). Woda jest niezbędna do życia, ale wino wyraża obfitość uczty i radość wesela. Nie jestem pewien, czy możliwe jest wesele bez wina. Przemieniając w wino wodę zgromadzoną w stągwiach używanych „do żydowskich oczyszczeń” (w. 6), - istniał zwyczaj, aby przed wejściem do domu się oczyścić - Jezus dokonał wymownego znaku: przemienił Prawo Mojżeszowe w Ewangelię niosącą radość.

A następnie spójrzmy na Matkę Bożą: słowa, które Maryja skierowała do sług są ukoronowaniem obrazu oblubieńczego z Kany: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (w.5). Także dzisiaj Matka Boża mówi nam wszystkim: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Te słowa są cennym dziedzictwem, jakie zostawiła nam Matka. I rzeczywiście słudzy w Kanie byli posłuszni. „Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Oni zaś zanieśli” (ww. 7-8). Na tym weselu doprawdy zostało zawarte Nowe Przymierze, a sługom Pana, to jest całemu Kościołowi została powierzona nowa misja: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Służenie Panu oznacza słuchanie i wprowadzanie Jego Słowa w czyn. Jest to proste i istotne zalecenie Matki Jezusa, program życia chrześcijanina.

Chciałbym podkreślić doświadczenie, które z pewnością wielu z nas miało w życiu. Kiedy znajdujemy się w trudnej sytuacji, kiedy pojawiają się problemy, których nie potrafimy rozwiązać, kiedy często odczuwamy niepokój i udrękę, gdy brakuje nam radości, idź do Matki Bożej i powiedz: „Nie mamy już wina. Wino się skończyło: popatrz w jakiej jestem sytuacji, spójrz na moje serce, spójrz na moją duszę”. Trzeba to Matce powiedzieć. A Ona pójdzie do Jezusa, żeby powiedzieć: „Spójrz na tego, spójrz na tę: nie ma wina”. A potem wróci do nas i powie nam: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

Dla każdego z nas, czerpanie ze stągwi jest równoznaczne z zaufaniem Słowu i Sakramentom, aby w naszym życiu doświadczyć łaski Bożej. Wtedy również my, podobnie jak starosta weselny, który spróbował wody zamienionej w wino, możemy wykrzyknąć: „Zachowałeś dobre wino aż do tej pory” (w. 10).

Niech Najświętsza Dziewica pomoże nam pójść za jej zachętą: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, abyśmy mogli w pełni otworzyć się na Jezusa, rozpoznając w codziennym życiu znaki Jego ożywczej obecności.

 

 

Rozważanie papieża Franciszka- 13 styczeń 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj, pod koniec okresu liturgicznego Bożego Narodzenia obchodzimy święto Chrztu Pańskiego. Liturgia wzywa nas do pełniejszego poznania Jezusa, którego narodziny świętowaliśmy niedawno. Dlatego Ewangelia (por. Łk 3,15-16. 21-22) ukazuje dwa ważne elementy: związek Jezusa z ludźmi i więź związek Jezusa z Ojcem.

W opisie chrztu udzielonego Jezusowi przez Jana Chrzciciela w wodach Jordanu widzimy przede wszystkim rolę ludu. Jezus jest pośród ludu. Nie jest on jedynie tłem sceny, ale istotnym składnikiem tego wydarzenia. Jezus zanim zanurzy się w wodzie, „zanurza się” w tłumie, jednoczy się z nim, całkowicie przyjmując ludzką kondycję, dzieląc wszystko z wyjątkiem grzechu. W swej Boskiej świętości, pełnej łaski i miłosierdzia, Syn Boży stał się ciałem właśnie dlatego, aby wziąć na siebie i zgładzić grzech świata. Dlatego dzisiejsze święto jest też epifanią, ponieważ przychodząc, aby przyjąć chrzest od Jana, wśród pokutujących ludzi swego narodu Jezus okazuje logikę i sens swojej misji.

Jednocząc się z ludem, który prosi Jana o chrzest nawrócenia, Jezus dzieli również jego głębokie pragnienie wewnętrznej odnowy. A Duch Święty, który zstąpił na Niego „w postaci cielesnej niby gołębica” (w. 22), jest znakiem, że wraz z Chrystusem rozpoczyna się nowy świat, „nowe stworzenie”, do którego należą ci wszyscy, którzy przyjmują Chrystusa w swoim życiu. Także do każdego z nas, którzy odradzamy się z Jezusem w chrzcie, skierowane są słowa Ojca: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (w. 22). Ta miłość Ojca, którą otrzymaliśmy w dniu naszego chrztu, jest płomieniem zapalonym w naszych sercach i wymaga od nas zasilania go przez modlitwę i miłosierdzie.

Pierwszym elementem był Jezusa zanurzający się pośród ludu. Drugim elementem, podkreślanym przez św. Łukasza Ewangelistę, jest to, że Jezus po zanurzeniu się w ludzie i w wodach Jordanu „zanurza się” w modlitwie, to znaczy w komunii z Ojcem. Chrzest jest początkiem publicznego życia Jezusa, Jego misji w świecie jako posłanego przez Ojca, aby ukazać Jego dobroć i miłość do ludzi. Misja ta dokonuje się w stałej i doskonałej jedności z Ojcem i Duchem Świętym. Również misja Kościoła i każdego z nas, aby była wierna i owocna, musi „wszczepić się” w tę modlitwę i misję Jezusa. Chodzi o nieustanne odradzanie ewangelizacji i apostolatu w modlitwie, aby dawać jasne świadectwo chrześcijańskie, nie według naszych ludzkich projektów, lecz zgodnie z planem i stylem Boga.

Drodzy bracia i siostry, święto Chrztu Pańskiego jest dobrą okazją, aby odnowić z wdzięcznością i przekonaniem przyrzeczenia naszego chrztu, zobowiązując się do codziennego życia zgodnie z nimi. Bardzo ważna jest także, jak wam mówiłem przy różnych okazjach, znajomość daty naszego chrztu. Mógłbym zadać wam pytanie: kto z was zna datę swego chrztu? Z pewnością nie wszyscy! Jeśli ktoś z was jej nie zna, niech po powrocie do domu zapyta o to swoich rodziców, dziadków, wujków, rodziców chrzestnych, przyjaciół rodziny: kiedy zostałem ochrzczony/ochrzczona? I niech jej nie zapomni, niech to będzie data zachowywana w sercu, aby ją świętować co roku.

Niech Jezus, który zbawił nas nie ze względu na nasze zasługi, ale aby urzeczywistnić niezmierzoną dobroć Ojca, uczyni nas miłosiernymi wobec wszystkich. Niech Maryja Panna, Matka Miłosierdzia będzie naszą przewodniczką i naszym wzorem.

 

Rozważanie papieża Franciszka- 6 styczeń 2019 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza uroczystość Objawienia Pańskiego jest świętem objawienia Jezusa, symbolizowanego przez światło. W tekstach prorockich to światło jest obietnicą. Obiecują one światło. Istotnie Izajasz zwraca się do Jerozolimy następującymi słowami: „Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pana rozbłyska nad tobą” (60, 1). Zaproszenie proroka wydaje się zaskakujące, ponieważ jest ono umieszczone po ciężkim wygnaniu i licznych prześladowaniach, których doświadczył lud.

To zaproszenie rozbrzmiewa dzisiaj także dla nas, którzy obchodziliśmy Narodziny Jezusa, i zachęca nas, abyśmy pozwoli się ogarnąć światłem z Betlejem. My również jesteśmy zaproszeni, by nie zatrzymywać się na zewnętrznych oznakach wydarzenia, ale by wyjść od niego, żeby podążać w nowości życia naszą drogą jako ludzi oraz jako osób wierzących.

Światło, które zapowiadał prorok Izajasz w Ewangelii, jest obecne i napotkane. Jezus, narodzony w Betlejem, w mieście Dawida, przyszedł, aby przynieść zbawienie bliskim i dalekim, wszystkim. Św. Mateusz Ewangelista ukazuje różne sposoby, w jakie można spotkać Chrystusa i zareagować na Jego obecność. Na przykład Herod i uczeni w Piśmie z Jerozolimy mają twarde serce, które trwa w uporze i odrzuca nawiedziny tego Dzieciątka. Istnieje taka możliwość zamknięcia się na światło. Reprezentują oni tych, którzy także w naszych czasach boją się przyjścia Jezusa i zamykają serca na braci i siostry potrzebujących pomocy. Herod boi się utraty władzy i nie myśli o prawdziwym dobru ludzi, ale o swoich korzyściach osobistych. Uczeni w Piśmie i przywódcy ludu boją się, ponieważ nie potrafią spojrzeć poza swoje własne pewniki, nie mogąc zatem pojąć nowości, która jest w Jezusie.

Bardzo odmienne jest natomiast doświadczenie Mędrców (por. Mt 2, 1-12). Przybywając ze Wschodu, reprezentują oni wszystkie narody dalekie od tradycyjnej wiary żydowskiej. A jednak godzą się, by kierowała nimi gwiazda i podejmują długą i ryzykowną podróż, aby dotrzeć do celu i poznać prawdę o Mesjaszu. Mędrcy byli otwarci na „nowość” i to właśnie im ukazuje się największa i najbardziej zaskakująca nowość w historii: Bóg, który stał się człowiekiem. Mędrcy upadli na twarz przed Jezusem i ofiarowali Mu symboliczne dary: złoto, kadzidło i mirrę. Poszukiwanie Pana pociąga za sobą bowiem nie tylko wytrwałość w drodze, ale także hojność serca. I w końcu powrócili „do swej ojczyzny” (w. 12), a Ewangelia mówi, że „inną drogą”. Bracia i siostry, za każdym razem kiedy jakiś mężczyzna czy kobieta spotyka Jezusa, zmienia drogę. Wraca do życia w inny sposób. Powraca odnowiony, inną drogą. Powrócili „do swej ojczyzny”, niosąc w sobie tajemnicę tego pokornego i ubogiego Króla. Możemy sobie wyobrazić, że opowiedzieli wszystkim o przeżytym doświadczeniu: zbawienie oferowane przez Boga w Chrystusie jest dla wszystkich ludzi, bliskich i dalekich. Nie można „zawłaszczyć” tego Dzieciątka: Ono jest darem dla wszystkich.

Także i my, uczyńmy nieco milczenia w naszym sercu, pozwólmy się oświecić światłością Chrystusa pochodzącą z Betlejem. Nie pozwólmy, by nasze lęki zamykały nasze serca, ale miejmy odwagę otworzyć się na to łagodne i dyskretne światło. Wtedy, podobnie jak Mędrcy, doświadczymy „wielkiej radości” (w. 10), której nie będziemy w stanie zatrzymać dla siebie. Niech nas wspiera w tej drodze Najświętsza Maryja Panna, gwiazda, która prowadzi nas do Jezusa, i Matka, która ukazuje Jezusa Mędrcom, i wszystkim którzy się do niej zbliżają.

 

 

 


[po modlitwie:] Drodzy bracia i siostry!

Od wielu dni 49 osób uratowanych na Morzu Śródziemnym znajduje się na pokładzie dwóch statków organizacji pozarządowych, w poszukiwaniu bezpiecznego portu, do którego mogłyby zawinąć. Zwracam się z serdecznym apelem do europejskich przywódców, aby okazali konkretną solidarność wobec tych osób.

Niektóre Kościoły wschodnie, katolickie i prawosławne, które posługują się kalendarzem juliańskim, jutro będą obchodziły święta Bożego Narodzenia. Kieruję do nich serdeczne i braterskie życzenia jako znak komunii między wszystkimi chrześcijanami, którzy uznają Jezusa za Pana i Zbawiciela.

Uroczystość Objawienia Pańskiego jest również Światowym Dniem Misyjnym Dzieci, który w tym roku zachęca młodych misjonarzy, aby byli „atletami Jezusa” aby być świadkami Ewangelii w rodzinie, w szkole i w miejscach rozrywki.

 

Rozważanie papieża Franciszka- 30 grudzień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dziś obchodzimy święto Świętej Rodziny i liturgia zachęca nas do zastanowienia się nad doświadczeniem Maryi, Józefa i Jezusa, zjednoczonych intensywną miłością i ożywianych wielką ufnością pokładaną w Bogu. Dzisiejszy fragment Ewangelii (por. Łk 2,41-52) opowiada o podróży rodziny z Nazaretu do Jerozolimy, na święto Paschy. Ale w drodze powrotnej rodzice zdali sobie sprawę, że dwunastoletniego syna nie ma w karawanie. Po trzech dniach poszukiwań i lęku znaleźli Go w świątyni, siedzącego pośród uczonych w Piśmie, mającego zamiar, by z nimi dyskutować. Na widok swego Syna, Maryja i Józef „zdziwili się bardzo” (w. 48), a Matka wyraziła ich obawy, mówiąc: „Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (tamże).

Zdziwienie i niepokój to dwa elementy, na które chciałbym zwrócić waszą uwagę.

W rodzinie z Nazaretu nigdy nie brakowało zadziwienia, nawet w chwili dramatycznej, takiej jak zagubienie Jezusa: jest to zdolność do zdumienia w obliczu stopniowego objawiania się Syna Bożego. Chodzi o to samo zadziwienie, które ogarnęło także uczonych w świątyni, zdumionych „bystrością Jego umysłu i odpowiedziami” (w. 47). Zdumienie i zadziwienie jest przeciwieństwem przyjmowania wszystkiego za pewnik, jest przeciwieństwem interpretowania otaczającej nas rzeczywistości i wydarzeń historycznych jedynie według naszych kryteriów. Zadziwienie i otwarcie się na innych, zrozumienie argumentów innych osób: taka postawa jest ważna dla uzdrowienia narażonych na szwank relacji międzyludzkich i jest ona niezbędna także dla uzdrowienia otwartych ran w środowisku rodzinnym. Kiedy pojawiają się problemy w rodzinie, traktujemy jako pewnik, że mamy rację i zamykamy drzwi innym. Tymczasem trzeba pomyśleć: „Co ta osoba ma dobrego?” i zadziwić się tym dobrem. A to wspomaga jedność w rodzinie. Jeśli macie problemy w rodzinie, pomyślcie o dobrych rzeczach, jakie posiada członek rodziny, z którym macie problemy i podziwiaj to dobro. A to pomoże uleczyć rany rodzinne.

Drugim elementem, który pragnę zaczerpnąć z Ewangelii jest niepokój, jakiego doświadczyli Maryja i Józef, kiedy nie mogli znaleźć Jezusa. Ten niepokój ukazuje centralne miejsce Jezusa w łonie Świętej Rodziny. Dziewica i jej oblubieniec przyjęli tego Syna, strzegli Go i widzieli, jak wzrasta w latach, mądrości i łasce pośród nich, ale nade wszystko wzrastał On w ich sercach; i stopniowo wzrastała ich miłość i zrozumienie względem Niego. Oto dlaczego rodzina z Nazaretu jest święta: ponieważ była skoncentrowana na Jezusie, na Niego była skierowana cała uwaga i troska Maryi i Józefa.

 

Ten niepokój jakiego doświadczali podczas trzech dni zagubienia Jezusa powinien być również naszym niepokojem, gdy jesteśmy z dala od Niego. Powinniśmy doświadczać niepokoju, gdy przez ponad trzy dni zapominamy o Jezusie, nie modląc się, nie czytając Ewangelii, nie odczuwając potrzeby Jego obecności i Jego pocieszającej przyjaźni. Maryja i Józef szukali i znaleźli Go w świątyni, gdy nauczał: my także, przede wszystkim w domu Bożym możemy spotkać Boskiego Nauczyciela i przyjąć Jego orędzie zbawienia. W celebracji eucharystycznej zyskujemy żywe doświadczenie Chrystusa. Mówi do nas, ofiarowuje nam swoje Słowo, które oświeca naszą drogę, daje nam swoje Ciało w Eucharystii, z którego czerpiemy siłę, aby stawić czoła trudnościom każdego dnia.

A dzisiaj wracamy do domu tymi dwoma słowami: zdziwienie i niepokój. Czy potrafię się zadziwić, kiedy widzę dobre rzeczy innych osób i rozwiązywać w ten sposób problemy rodzinne? Czy odczuwam niepokój, gdy oddaliłem się od Jezusa?

Módlmy się za wszystkie rodziny świata, szczególnie za te, w których z różnych powodów brakuje pokoju i zgody. I powierzmy je pod opiekę Świętej Rodziny z Nazaretu.

 

Homilia papieża Franciszka wygłoszona podczas tegorocznej pasterki.

Józef z poślubioną sobie Maryją, udał się „do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem” (Łk 2, 4). Tej nocy i my udajemy się do Betlejem, aby tam odkryć tajemnicę Bożego Narodzenia.

1. Betlejem: nazwa tego miasta oznacza dom chleba. W tym „domu” Pan wyznacza dzisiaj spotkanie z rodzajem ludzkim. Wie, że potrzebujemy pokarmu, aby żyć. Ale wie również, że pokarmy świata nie zaspokajają serca. W Piśmie Świętym grzech pierworodny ludzkości jest powiązany właśnie ze spożywaniem pokarmu: „Zerwała owoc i skosztowała go” - mówi Księga Rodzaju (3,6). Wziął i zjadł. Człowiek stał się chciwy i żarłoczny. Wydaje się, że dla wielu ludzi posiadanie, napełnienie się rzeczami stanowi sens życia. Nienasycona chciwość przenika ludzką historię, aż po paradoksy dnia dzisiejszego, gdy nieliczni ucztują sowicie, a nazbyt wielu nie ma chleba, by żyć.

Betlejem jest punktem zwrotnym, który zmienia bieg dziejów. Tam Bóg, w domu chleba, rodzi się w żłobie. Jakby chciał nam powiedzieć: oto jestem dla was, jako wasz pokarm. Nie bierze, ale karmi, nie daje byle czego, lecz samego siebie. W Betlejem odkrywamy, że Bóg nie jest kimś, kto odbiera życie, ale Tym, który daje życie. Do człowieka, nawykłego od samego początku, by brać i jeść Jezus zaczyna mówić: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje” (Mt 26,26). Malutkie ciało Dzieciątka z Betlejem wprowadza nowy model życia: nie pozyskiwać i pożerać, ale dzielić się i dawać. Bóg czyni się małym, aby być naszym pokarmem. Karmiąc się Nim, Chlebem Życia, możemy odrodzić się w miłości i przerwać cykl chciwości i zachłanności. Z „domu chleba” Jezus doprowadza człowieka z powrotem do domu, aby stał się członkiem rodziny swego Boga i bratem bliźniego. W obliczu żłóbka rozumiemy, że tym co posila życie nie są dobra, lecz miłość; nie zachłanność, ale miłosierdzie; nie obfitość, z którą trzeba się obnosić, ale prostota, której należy strzec.

Pan wie, że każdego dnia musimy się karmić. Dlatego dał się nam każdego dnia swego życia, od żłóbka w Betlejem do wieczernika w Jerozolimie. I także dzisiaj czyni siebie na ołtarzu chlebem łamanym dla nas: puka do naszych drzwi, aby przyjść i z nami spożyć wieczerzę (por. Ap 3, 20). Na Boże Narodzenie otrzymujemy na ziemi Jezusa, Chleb z nieba: jest to pokarm, który nigdy się nie przedawnia, ale pozwala nam już teraz zasmakować życia wiecznego.

W Betlejem odkrywamy, że życie Boga płynie w żyłach ludzkości. Jeśli go przyjmujemy, to dzieje zmieniają się, począwszy od każdego z nas. Bo kiedy Jezus przemienia serce, to centrum życia nie jest już moje własne wygłodniałe i egoistyczne „ja”, ale Ten, który rodzi się i żyje dla miłości. Wezwani tej nocy, by udać się do Betlejem, domu chleba, zadajmy sobie pytanie: co jest pokarmem mego życia, bez którego nie mogę się obyć? Czy jest to Pan, czy coś innego? Następnie, wchodząc do groty, dostrzegając w delikatnym ubóstwie Dzieciątka Jezus nowy aromat życia, aromat prostoty, zadajmy sobie pytanie: czy naprawdę potrzebuję wielu rzeczy, skomplikowanych recept na życie? Czy potrafię obejść się bez wielu zbędnych dodatków, aby wybrać prostsze życie? W Betlejem, obok Jezusa, widzimy ludzi, którzy przebywali drogę, jak Maryja, Józef i pasterze. Jezus jest Chlebem drogi. Nie przepada za leniwym, długim i siedzącym przeżuwaniem, ale żąda, by szybko wstać od stołu, żeby służyć jako chleb łamany dla innych. Zadajmy sobie pytanie: czy w Boże Narodzenie łamię mój chleb z tymi, którzy są go pozbawieni?

2. Po Betlejem, domu chleba, zastanówmy się nad Betlejem, miastem Dawidowym. Tam Dawid, jako chłopiec był pasterzem i jako taki został wybrany przez Boga, aby być pasterzem i przewodnikiem swego ludu. W Boże Narodzenie, w mieście Dawidowym, to właśnie pasterze przyjmują Jezusa. Tej nocy, jak mówi Ewangelia „bardzo się przestraszyli” (Łk 2,9), lecz anioł rzekł do nich: „Nie bójcie się” (w. 10). Wiele razy powraca w Ewangelii, to nie bójcie się: wydaje się, że jest to refren Boga poszukującego człowieka. Ponieważ człowiek, od samego początku, z powodu grzechu, boi się Boga: „przeraziłem się, i dlatego się ukryłem” (Rdz 3,10), mówi Adam po grzechu. Betlejem jest lekarstwem na lęk, bo pomimo ludzkiego „nie”, Bóg mówi na zawsze „tak”: na zawsze będzie Bogiem-z-nami. A aby Jego obecność nie wzbudzała strachu, staje się słabym dzieckiem. Nie bójcie się: nie powiedział o świętych, ale pasterzach, prostych ludziach, którzy w tym czasie nie wyróżniali się ani ogładą ani też pobożnością. Syn Dawida narodził się pośród pasterzy, aby nam powiedzieć, że nikt nigdy nie jest sam; mamy Pasterza, który pokonuje nasze lęki i kocha nas wszystkich, bez wyjątku.

Pasterze z Betlejem mówią nam również, jak wychodzić na spotkanie z Panem. Czuwają w nocy: nie śpią, lecz czynią to, o co będzie prosił Jezus wiele razy: czuwajcie (por. Mt 25,13; Mk 13,35; Łk 21,36). Trwają czuwając, oczekują czujnie w ciemności; a „opromieniła ich jasność Pana” (Łk 2,9). Dotyczy to również nas. Nasze życie może być oczekiwaniem, które nawet w nocach problemów powierza się Panu i pragnie Go; wtedy otrzyma Jego światło. Lub zarozumiałością, gdzie liczą się tylko własne siły i własne środki. Ale w tym przypadku serce pozostaje zamknięte na światło Boga. Pan lubi być oczekiwanym, a nie można Go oczekiwać na kanapie, śpiąc. W istocie pasterze ruszają: „Udali się z pośpiechem”, mówi tekst (w. 16). Nie stoją nieruchomo jak ktoś, kto czuje, że dotarł i niczego nie potrzebuje, ale idą, zostawiają stado niestrzeżone, podejmują ryzyko dla Boga. A zobaczywszy Jezusa, chociaż nie byli specjalistami w mówieniu, poszli Go głosić, tak, że „wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali” (w. 18).

Czujnie oczekiwać, pójść, podjąć ryzyko, opowiedzieć o pięknie: to są gesty miłości. Dobry Pasterz, który w Boże Narodzenie przychodzi, aby dać owcom życie, w Wielkanoc skieruje do Piotra, a przez niego do nas wszystkich pytanie końcowe: „Czy Mnie miłujesz?” (J 21,15). Od odpowiedzi zależeć będzie przyszłość owczarni. Dziś w nocy jesteśmy wezwani, by odpowiedzieć, i aby Jemu powiedzieć: „Miłuję Cię”. Odpowiedź każdego ma istotne znaczenie dla całej owczarni.

„Pójdźmy do Betlejem” (Łk 2, 15): tak mówili i uczynili pasterze. Również my, Panie, chcemy przybyć do Betlejem. Droga, także i dzisiaj prowadzi pod górę: trzeba pokonać szczyt egoizmu, nie możemy się zsunąć w jary światowości i konsumpcjonizmu. Panie, chcę dotrzeć do Betlejem, bo tam właśnie na mnie czekasz. I chcę uświadomić sobie, że Ty, złożony w żłobie, jesteś chlebem mojego życia. Potrzebuję delikatnego aromatu Twojej miłości, abym był z kolei chlebem łamanym dla świata. Weź mnie na swoje ramiona, dobry Pasterzu: miłowany przez Ciebie, będą mógł także i ja miłować i brać braci za rękę. Wtedy będzie Boże Narodzenie, kiedy będą mógł Tobie powiedzieć: „Panie, Ty wszystko wiesz, ty wiesz, że cię kocham” (J 21,17).

 

Rozważanie papieża Franciszka- 16 grudzień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę trzecią niedzielę Adwentu liturgia zaprasza nas do radości. Prorok Sofoniasz zwraca się do niewielkiej części ludu Izraela następującymi słowami: „Wyśpiewuj, Córo Syjońska, podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem!” (3,14). Mieszkańcy miasta świętego są wezwani do radości, ponieważ Pan odwołał swoje potępienie (por. w. 15). Bóg przebaczył, nie chciał karać! Zatem lud nie ma już powodu do smutku i przygnębienia, ale wszystko prowadzi do radosnej wdzięczności wobec Boga, który zawsze chce odkupić i zbawić tych, których miłuje. A miłość Pana do swego ludu jest nieustanna, porównywalna z czułością ojca wobec dzieci, oblubieńca dla oblubienicy, jak dalej mówi Sofoniasz: „uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości” (w. 17).

To wezwanie proroka jest szczególnie właściwe w czasie, gdy przygotowujemy się na Boże Narodzenie, ponieważ dotyczy Jezusa, Emmanuela, Boga-z-nami: Jego obecność jest źródłem radości. Istotnie Sofoniasz głosi: „Król Izraela, Pan, jest pośród ciebie”; a nieco później powtarza: „Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz, który daje zbawienie” (ww. 15.17). Przesłanie to znajduje swoje pełne znaczenie w momencie Zwiastowania Maryi, opowiadane przez Ewangelistę Łukasza. Słowa skierowane przez anioła Gabriela do Maryi są jakby echem słów proroka: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1,28). W odległej mieścinie w Galilei, w sercu młodej kobiety nieznanej światu, Bóg rozpala iskrę szczęścia dla całego świata. A dzisiaj ta sama nowina jest skierowana do Kościoła, powołanego do przyjęcia Ewangelii, aby stała się ciałem, konkretnym życiem: „Raduj się, mała wspólnoto chrześcijańska, uboga i pokorna, ale piękna w moich oczach, ponieważ żarliwie pragniesz mojego królestwa, łakniesz i pragniesz sprawiedliwości, cierpliwie planujesz taktyki pokoju, nie idziesz za aktualnymi możnymi, ale trwasz wiernie u boku ubogich. Niczego się zatem nie lękasz, a twoje serce się raduje”.

Również św. Paweł zachęca nas dzisiaj, byśmy się niczym nie zamartwiali, ale w każdej sytuacji przedstawiali Bogu wszystkie nasze pragnienia, nasze potrzeby, nasze obawy „w modlitwie i błaganiu” (Flp 4,6). Świadomość, że w trudnościach zawsze możemy zwrócić się do Pana i że On nigdy nie odrzuca naszych modlitw jest wielkim powodem do radości. Żadna troska, żaden lęk nigdy nie będzie w stanie odebrać nam pogody ducha wypływającej ze świadomości, że Bóg zawsze z miłością kieruje naszym życiem. Także pośród problemów i cierpień ta pewność posila naszą nadzieję i męstwo.

Ale by przyjąć zaproszenie Pana do radości, musimy być ludźmi gotowymi do postawienia sobie pytań. Podobnie jak ci, którzy po wysłuchaniu przepowiadania Jana Chrzciciela, pytają go: „Co mamy czynić?” (Łk 3,10). To pytanie jest pierwszym krokiem do nawrócenia, do którego podjęcia jesteśmy zaproszeni w tym okresie Adwentu. Niech Dziewica Maryja pomaga nam otworzyć nasze serca na Boga, który przychodzi, aby napełnić całe nasze życie radością.

 

 

Rozważania niedziela 9 grudzień 2018

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W poprzednią niedzielę liturgia zachęcała nas, abyśmy przeżywali okres Adwentu i oczekiwania Pana z czujnością oraz modlitwą: czuwajcie i módlcie się. Dzisiaj, w drugą niedzielę Adwentu, wskazuje nam w jaki sposób urzeczywistniać to oczekiwanie: podejmując proces nawrócenia. Ewangelia przedstawia nam jako przewodnika na tej drodze postać Jana Chrzciciela, który „obchodził całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów” (Łk 3, 3). Aby opisać misję Chrzciciela św. Łukasz ewangelista podejmuje starożytne proroctwo Izajasza: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane” (ww. 4-5).

Aby przygotować drogę dla przychodzącego Pana, należy wziąć pod uwagę wymagania nawrócenia, do którego zaprasza nas Jan Chrzciciel. Jakie to są wymagania nawrócenia? Przede wszystkim jesteśmy wezwani do zasypania zagłębień wytworzonych przez oziębłość i obojętność, otwierając się na innych z tymi samymi uczuciami, co Jezus, to znaczy z tą serdecznością i braterską wrażliwością, która zajmuje się potrzebami bliźniego. A wszystko to ze szczególną troską o najbardziej potrzebujących. Zasypania zagłębień wytworzonych przez oziębłość. Nie można mieć relacji miłości, miłosierdzia, braterstwa wobec bliźniego, jeśli są wyrwy, tak jak nie można iść drogą z wieloma dziurami. Wymaga to zmiany nastawienia. I wszystko to trzeba czynić ze szczególną troską o najbardziej potrzebujących. Następnie musimy obniżyć wiele szorstkości powodowanych przez pychę i poczucie wyższości, podejmując konkretne gesty pojednania z naszymi braćmi, prosząc o przebaczenie naszych win. Nawrócenie jest bowiem pełne, jeśli prowadzi do pokornego uznania naszych błędów, naszych niewierności i niewywiązywania się ze zobowiązań.

Wierzący to ten, który przez swoje bycie blisko swego brata, jak Jan Chrzciciel otwiera drogi na pustyni, to znaczy wskazuje perspektywy nadziei nawet w tych trudnych sytuacjach życiowych, naznaczonych porażką i klęską. Nie możemy się poddać w obliczu sytuacji negatywnych zamknięcia i odrzucenia; nie możemy dać się uzależnić od mentalności świata, ponieważ centrum naszego życia stanowi Jezus i Jego słowo światła, miłości, pocieszenia. Jan Chrzciciel zachęcał do nawrócenia ludzi swego czasu z mocą, zdecydowanie i surowo. A jednak potrafił słuchać, umiał podejmować gesty czułości i przebaczenia wobec rzeszy mężczyzn i kobiet, którzy przyszli do niego, aby wyznać swoje grzechy i przyjąć chrzest pokuty.

Niech świadectwo Jana Chrzciciela pomaga nam iść naprzód ze świadectwem naszego życia. Jego świadectwo życia, czystość jego przepowiadania, jego odwaga w głoszeniu prawdy potrafiły rozbudzić oczekiwania i nadzieje Mesjasza, które już dawno były uśpione. Także dzisiaj, uczniowie Jezusa są wezwani, aby byli Jego pokornymi, ale odważnymi świadkami, aby rozniecić nadzieję, aby uzmysłowić, że mimo wszystko królestwo Boże jest stale budowane z dnia na dzień mocą Ducha Świętego. Niech każdy z nas pomyśli, jak mogę coś zmienić w mojej postawie, aby przygotować drogę Panu.

Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam w codziennym przygotowaniu drogi Pańskiej, poczynając od samych siebie; i rozsypywania wokół nas, z wytrwałą cierpliwością, ziaren pokoju, sprawiedliwości i braterstwa.


Rozważanie papieża Franciszka- 02 grudzień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj rozpoczyna się Adwent, okres liturgiczny przygotowujący na Boże Narodzenie, zachęcając nas do wzniesienia wzroku i otwarcia naszych serc na przyjęcie Jezusa. W Adwencie żyjemy nie tylko oczekiwaniem na Boże Narodzenie. Jesteśmy również zaproszeni do rozbudzenia oczekiwania chwalebnego powrotu Chrystusa, kiedy przyjdzie u końca czasów, przygotowując się na ostateczne spotkanie z Nim poprzez konsekwentne i odważne decyzje. Przypominamy Boże Narodzenie, oczekujemy na chwalebny powrót Chrystusa, a także na nasze osobiste spotkanie w dniu, kiedy wezwie nas Pan.

W ciągu tych czterech tygodni jesteśmy wezwani do porzucenia zrezygnowanego i schematycznego stylu życia, ożywiając nadzieje i marzenia na nową przyszłość. W tym kierunku zmierza właśnie Ewangelia dzisiejszej niedzieli (por. Łk 21,25-28.34-36) i przestrzega nas, byśmy nie dali się gnębić egocentrycznym stylem życia i konwulsyjnymi rytmami dni. Szczególnie wyraziście brzmią słowa Jezusa: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka [...] Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie” (ww. 34.36).

Być czujnymi i modlić się: tak właśnie należy przeżywać ten okres od dzisiaj do Świąt Bożego Narodzenia. Sen wewnętrzny rodzi się zawsze z kręcenia się wokół siebie i utknięcia w zamknięciu swojego życia, z jego problemami, radościami i bólami, ale zawsze kręcąc się wokół siebie. A to męczy, nudzi, niweczy nadzieję. To tutaj tkwi źródło odrętwienia i lenistwa, o których mówi Ewangelia. Adwent zachęca nas do starania o czujność, patrząc poza samych siebie, poszerzając nasz umysł i serce, aby otworzyć się na potrzeby naszych braci i na pragnienie nowego świata. Jest to pragnienie wielu narodów dręczonych przez głód, niesprawiedliwość i wojnę; jest to pragnienie ubogich, słabych, opuszczonych. To właściwy okres, by otworzyć nasze serca, aby zadać sobie konkretne pytania o to, jak i dla kogo poświęcamy nasze życie.

Drugą postawą służącą dobremu przeżyciu okresu oczekiwania na Pana jest modlitwa. „Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (w. 28) - napomina Ewangelia św. Łukasza. Chodzi o powstanie i modlitwę, skierowując nasze myśli i nasze serca ku Jezusowi, który wkrótce nadejdzie. Wstajemy, kiedy na coś lub na kogoś czekamy. Oczekujemy Jezusa i chcemy na Niego czekać trwając na modlitwie, która jest ściśle związana z czujnością. Modlitwa, oczekiwanie Jezusa, otwarcie się na innych, bycie czujnymi a nie zamkniętymi w sobie. Ale jeśli myślimy o Bożym Narodzeniu w atmosferze konsumizmu, poszukiwania, co mogę kupić, co uczynić, żeby to było święto światowe, to Jezus przejdzie obok i nie znajdziemy Go. Oczekujemy Jezusa i chcemy na Niego czekać trwając na modlitwie, która jest ściśle związana z czujnością.

Ale jaka jest perspektywa naszego modlitewnego oczekiwania? Wskazują to nam w Biblii przede wszystkim głosy proroków. Dziś jest to głos Jeremiasza, który mówi do ludu poważnie doświadczonego wygnaniem i któremu grozi zatracenie swojej tożsamości. Także nam chrześcijanom, będącym również ludem Bożym, zagraża zeświecczenie i zatracenie swojej tożsamości, a nawet „spoganienie” stylu chrześcijańskiego. Dlatego potrzebujemy Słowa Bożego, które poprzez proroka głosi: „Oto nadchodzą dni, kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem [...] Wzbudzę Dawidowi potomka sprawiedliwego; będzie on wymierzał prawo i sprawiedliwość na ziemi” (33, 14-15). A tym potomkiem sprawiedliwym jest Jezus, który przychodzi i na którego czekamy.

Niech Maryja Panna, która niesie nam Jezusa, kobieta oczekiwania i modlitwy, pomoże nam umocnić naszą nadzieję w obietnice Jej Syna Jezusa, abyśmy doświadczyli, że przez udręki historii Bóg pozostaje wierny i posługuje się także ludzkimi błędami, aby okazać swoje miłosierdzie.

[po modlitwie:] Adwent to okres nadziei. W tej chwili chciałbym dołączyć się do nadziei na pokój dzieci mieszkających w Syrii, dręczonej przez trwającą od ośmiu lat wojnę. Dlatego, przyłączając się do inicjatywy „Pomocy Kościołowi w Potrzebie”, zapalę teraz świecę wraz z wieloma dziećmi syryjskimi i licznymi wiernymi w świecie, którzy dziś zapalają swoje świece [zapala świecę]

Niech te płomienie nadziei rozpraszają ciemność wojny! Módlmy się i pomagajmy chrześcijanom, aby pozostali w Syrii i na Bliskim Wschodzie jako świadkowie miłosierdzia, przebaczenia i pojednania. Niech płomień nadziei dotrze również do tych wszystkich, którzy w tych dniach doznają konfliktów i napięć w różnych częściach świata, bliskich i dalekich. Niech modlitwa Kościoła pomaga im odczuć bliskość wiernego Boga i poruszy sumienia wszystkich ludzi, by szczerze angażowali się na rzecz pokoju.

I niech Bóg, nasz Pan, przebaczy tym, którzy prowadzą wojnę, tym, którzy chwytają zabroń, aby się wzajemnie niszczyć, i nawróci ich serca. Módlmy się o pokój w umiłowanej Syrii. Zdrowaś, Maryjo...

 

Rozważanie papieża Franciszka- 25 listopad 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Obchodzona dzisiaj Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata znajduje się na końcu roku liturgicznego i przypomina, że życie świata stworzonego nie postępuje naprzód przypadkowo, ale zmierza do celu ostatecznego: do ostatecznego ukazania się Chrystusa, Pana dziejów i całego stworzenia. Zwieńczeniem historii będzie Jego wieczne królestwo. Mówi o tym królestwie dzisiejsza Ewangelia (por. J 18,33b-37), opowiadając o upokarzającej sytuacji w jakiej znalazł się Jezus po tym, jak został aresztowany w Getsemani: związany, znieważony, oskarżony i doprowadzony przed władze Jerozolimy. Został przedstawiony namiestnikowi rzymskiemu, jako ktoś, kto zagraża władzy politycznej, zostawszy Królem żydowskim. Piłat dokonuje zatem swego dochodzenia i podczas dramatycznego przesłuchania pyta go dwukrotnie, czy jest królem (por. ww. 33b.37).

Jezus najpierw odpowiada, że Jego królestwo „nie jest z tego świata” (w. 36). Następnie mówi: „Tak, jestem królem” (w. 37). Z całego Jego życia wyraźnie widać, że Jezus nie ma ambicji politycznych. Po rozmnożeniu chleba, ludzie zachwyceni cudem chcieli obwołać Go królem, aby obalić władzę rzymską i przywrócić królestwo Izraela. Ale dla Jezusa królestwo jest czymś innym, i na pewno nie osiąga się go buntem, przemocą i siłą zbrojną. Dlatego też usunął się sam na górę, aby się modlić (J 6, 5-15). Teraz, odpowiadając Piłatowi, zwraca uwagę, że Jego uczniowie nie walczyli, aby go bronić. Mówi: „Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom” (w. 36).

Jezus chce dać jasno do zrozumienia, że ponad władzą polityczną jest inna, o wiele większa, której nie osiąga się ludzkimi środkami. Przyszedł na ziemię, aby sprawować tę władzę, którą jest miłość, dając świadectwo prawdzie (por. w. 37). Chodzi o Bożą prawdę, która jest w ostatecznym rachunku istotnym przesłaniem Ewangelii: „Bóg jest miłością” (1 J 4,8) i chce ustanowić na świecie swoje królestwo miłości, sprawiedliwości i pokoju. To jest królestwo, którego Jezus jest królem, a które rozciąga się aż do końca czasów. Historia uczy, że królestwa oparte na potędze broni i na wiarołomstwie są kruche i prędzej czy później upadają. Ale Królestwo Boże opiera się na Jego miłości i zakorzenione jest w sercach, udzielając tym, którzy Go przyjmują pokój, wolność i pełnię życia.

Jezus żąda od nas dzisiaj, byśmy pozwolili, żeby stał się naszym królem. Królem, który swoim słowem, swoim przykładem i swoim życiem złożonym w ofierze na krzyżu wybawił nas od śmierci, wskazuje drogę zagubionemu człowiekowi, daje nowe światło naszemu życiu naznaczonemu zwątpieniem, lękiem i doświadczeniami każdego dnia. Ale nie możemy zapominać, że królestwo Jezusa nie jest z tego świata. On może nadać nowy sens naszemu życiu, niekiedy wystawionemu na ciężką próbę przez nasze błędy i grzechy, tylko pod warunkiem, że nie pójdziemy za logiką świata i jego „królów”.

Niech Maryja Panna pomaga nam przyjąć Jezusa jako króla naszego życia i szerzyć Jego królestwo, dając świadectwo prawdzie, która jest miłością.

Po modlitwie Anioł Pański.

Drodzy bracia i siostry,

Wczoraj Ukraina obchodziła rocznicę „Hołodomoru”, straszliwego głodu sprowokowanego przez reżim sowiecki, który spowodował miliony ofiar. Ogromna rana przeszłości niech będzie wezwaniem dla wszystkich, aby takie tragedie nigdy więcej się nie powtórzyły. Módlmy się za ten umiłowany kraj i za tak bardzo upragniony pokój.

Pozdrawiam was wszystkich pielgrzymów, przybyłych z Włoch i z różnych krajów: rodziny, grupy parafialne, stowarzyszenia. W szczególności pozdrawiam liczne chóry, które przybyły na Trzecią Międzynarodową Konferencję w Watykanie, i dziękuję im za ich obecność oraz za ich cenną posługę w liturgii i w ewangelizacji.

Pozdrawiam uczestników kongresu na temat płodności, zorganizowanego przez Katolicki Uniwersytet Najświętszego Serca Jezusowego w 50. rocznicę encykliki Humanae vitae świętego Pawła VI; a także studentów prawa rzymskiego Uniwersytetu Roma Tre oraz wiernych z Pozzuoli, Bacoli i Bellizzi.

Wszystkim życzę dobrej niedzieli. I proszę, nie zapomnijcie za mnie się modlić. Smacznego obiadu i do zobaczenia!

 

SZKOŁA BIBLIJNA DLA DOROSŁYCH IM. ŚW. PAWŁA APOSTOŁA

przy Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ostrowcu Świętokrzyskim

29 LISTOPADA 2018ROK (CZWARTEK) GODZ. 15.00 WARSZTATY BIBLIJNE  prowadzi ks.dr hab. Roman Sieroń prof KUL

29 LISTOPADA 2018ROK (CZWARTEK) GODZ. 18.45 (DIECEZJALNY TYDZIEŃ BIBLIJNY)
     1) Szukamy Chrystusa w księgach Starego Testamentu: Księga Izajasza cz.II
     2) Źródła biblijne sakramentów Kościoła: kult zmarłych

 

 

Rozważanie papieża Franciszka- 18 listopad 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W fragmencie Ewangelii dzisiejszej niedzieli (por. Mk 13, 24-32) Pan chce pouczać swoich uczniów o wydarzeniach przyszłych. Nie jest to przede wszystkim mowa na temat końca świata, ale raczej zachęta do dobrego przeżywania teraźniejszości, do czujności i stałej gotowości, ponieważ będziemy wezwani do rozliczenia się z naszego życia. Jezus mówi: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte” (ww. 24-25). Słowa te skłaniają nas do myśli o pierwszej stronie Księgi Rodzaju, o opisie stworzenia: słońce, księżyc, gwiazdy, które od początku czasu jaśnieją w swej kolejności i przynoszą światło, będące znakiem życia, są tutaj opisane w ich zaniku, gdy popadają w ciemność i chaos, będące znakiem kresu. Natomiast światło, które będzie świecić w tym dniu ostatnim, będzie wyjątkowe i nowe: będzie to światło Pana Jezusa, który przyjdzie w chwale ze wszystkimi świętymi. W tym spotkaniu ujrzymy wreszcie Jego Oblicze w pełnym świetle Trójcy Świętej; oblicze promieniujące miłością, przed którym w całkowitej prawdzie pojawi się także każda istota ludzka.

Historia ludzkości, podobnie jak historia osobista każdego z nas, nie może być rozumiana jako prosta seria słów i faktów, które nie mają znaczenia. Nie może też być interpretowana w świetle wizji fatalistycznej, jakoby już wszystko było ustalone z góry, zgodnie z przeznaczeniem, które obejmuje wszelkie przestrzenie wolności, uniemożliwiając dokonywania wyborów, które byłyby owocem prawdziwej decyzji. W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi przeciwnie - że historia narodów i jednostek ma kres i cel, który trzeba osiągnąć: ostateczne spotkanie z Panem. Nie znamy czasu ani sposobu, w jaki się to stanie; Pan podkreślił, że „nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (w. 32); wszystko jest zachowywane w tajemnicy misterium Ojca. Znamy jednak podstawową zasadę, z którą musimy się zmierzyć: „Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą” (w. 31) – mówi Jezus. To właśnie jest ten najważniejszy punkt. W tym dniu, każdy z nas będzie musiał zrozumieć, czy Słowo Syna Bożego rozjaśniło nasze życie osobiste, czy też się od niego odwróciliśmy, preferując zaufanie własnym słowom. Będzie to bardziej niż kiedykolwiek chwila, w której powinniśmy definitywnie powierzyć się miłości Ojca i zawierzyć się Jego miłosierdziu.

Nikt nie może uciec przed tą chwilą, nikt z nas. Spryt, który często wnosimy w nasze zachowanie, aby uwiarygodnić obraz, jaki chcemy przedstawić, nie będzie już potrzebny. Podobnie nie będzie już można wykorzystać siły pieniędzy i środków ekonomicznych, za pomocą których zakładaliśmy, że kupimy wszystko i wszystkich. Będziemy mieć przy sobie tylko to, co dokonaliśmy w tym życiu, wierząc w Jego Słowo: wszystko i nic oprócz tego, co przeżyliśmy albo czego zaniedbaliśmy dokonać. Zabierzemy ze sobą to tylko, co daliśmy innym.

Prośmy o wstawiennictwo Dziewicy Maryi, aby stwierdzenie naszej przygodności na ziemi i naszych ograniczeń nie sprawiło pogrążenia nas w lęku, ale przypomniało nam o naszej odpowiedzialności za samych siebie, za bliźnich i za cały świat.

Rozważanie papieża Franciszka- 11 listopad 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejszy fragment Ewangelii (por. Mk 12, 38-44) kończy serię nauk Jezusa w świątyni w Jerozolimie i uwypukla dwie przeciwstawne postaci: uczonego w Piśmie i wdowę. Pierwszy jest przedstawicielem osób ważnych, bogatych, wpływowych; druga jest reprezentantką ostatnich, ubogich, słabych. W rzeczywistości stanowczy osąd Jezusa wobec uczonych w Piśmie nie dotyczy całej tej kategorii, ale odnosi się do tych z nich, którzy afiszują się swoim statusem społecznym, szczycą się tytułem „rabbi”, czyli nauczyciela, lubią być poważani i zajmować pierwsze miejsca (por. ww. 38-39). Najgorsze jest to, że ta ich ostentacja ma przede wszystkim charakter religijny, bo „dla pozoru odprawiają długie modlitwy” (w. 40) i posługują się Bogiem, aby wzbudzić do siebie zaufanie jako obrońcy Jego Prawa. A ta postawa wyższości i próżności prowadzi ich do pogardzania tymi, którzy niewiele znaczą lub znajdują się w niekorzystnej sytuacji ekonomicznej, tak jak w przypadku wdów.

Jezus demaskuje ten wypaczony mechanizm: potępia ucisk słabych, dokonywany instrumentalnie na podstawie motywacji religijnych, jasno mówiąc, że Bóg jest po stronie ostatnich. I pragnąc, aby uczniowie dobrze zapamiętali tę lekcję, daje im żywy przykład: ukazuje pewną ubogą wdowę, której pozycja społeczna nie miała znaczenia, bo pozbawiona była męża, który mógłby bronić jej praw, i dlatego stała się łatwym łupem dla jakiegoś wierzyciela bez skrupułów. Wierzyciele ci prześladowali dłużników, by spłacili należność. Kobieta ta, która zamierzała złożyć w skarbcu świątyni dwie monety, wszystko, co jej pozostało, składała swoją ofiarę, starając się przejść niepostrzeżona, jakby się wstydząc. Ale właśnie w tej pokorze dokonała czynu o wielkim znaczeniu religijnym i duchowym. Gest ten, pełen poświęcenia nie umknął uważnemu spojrzeniu Jezusa, który - co więcej - widzi w nim wręcz blask całkowitego daru z siebie, którego chce nauczyć swoich uczniów.

Nauka, której udziela nam dziś Jezus, pomaga nam odzyskać to, co jest istotne w naszym życiu oraz sprzyja konkretnej i codziennej relacji z Bogiem.

Bracia i siostry, miary Pana różnią się od naszych. Różnie ocenia On osoby i ich gesty. Bóg mierzy nie ilość, ale jakość, bada serce i patrzy na czystość intencji. Oznacza to, że nasz „dar” dla Boga w modlitwie i dla innych w miłosierdziu zawsze powinien unikać rytualizmu i formalizmu, a także logiki wyrachowania i wyrażać bezinteresowność. Tak jak to uczynił Jezus wobec nas, zbawiając nas bezinteresownie, nie kazał nam płacić za odkupienie. Zbawił nas bezinteresownie. My także powinniśmy, czyniąc różne rzeczy, wyrażać swoją bezinteresowność.

Dlatego właśnie Jezus wskazuje tę ubogą i hojną wdowę jako wzorzec życia chrześcijańskiego, który należy naśladować. Nie znamy jej imienia, ale znamy jej serce. Spotkamy ją w niebie i z pewnością pójdziemy ją pozdrowić. To właśnie liczy się przed Bogiem. Kiedy pojawia się w nas pokusa pragnienia pokazania się i zaksięgowania naszych gestów altruizmu, gdy jesteśmy zbyt zainteresowani spojrzeniem innych, pomyślmy o tej kobiecie. To pomoże nam ogołocić się z tego, co - wybaczcie mi to słowo - kiedy zachowujemy się jak pawie, a więc co jest zbyteczne, aby przejść do tego, co jest naprawdę ważne i pozostać pokornymi.

Niech Maryja Panna, kobieta uboga, która całkowicie oddała się Bogu, wspiera nas w postanowieniu dania Panu i braciom nie czegoś z siebie, ale siebie samych w pokornej i hojnej ofierze.

Rozważanie papieża Franciszka- 4 listopad 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W centrum Ewangelii dzisiejszej niedzieli (por. Mk 12, 28b-34) znajduje się przykazanie miłości: miłości Boga i miłości bliźniego. Pewien uczony w Piśmie zapytał Jezusa: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?” (w. 28). Jezus odpowiedział cytując owo wyznanie wiary, którym każdy Izraelita zaczyna i kończy swój dzień, rozpoczynające się od słów: „Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny” (Pwt 6, 4). W ten sposób Izrael strzeże swej wiary w fundamentalną rzeczywistość całego swojego wyznania wiary: jest tylko jeden Pan i ten Pan jest „naszym” w tym sensie, że jest związany z nami nierozerwalnym przymierzem, umiłował nas, kocha nas i będzie nas miłował na zawsze. Z tego źródła wypływa dla nas podwójne przykazanie: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. [...] Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (ww. 30-31).

Wybierając te dwa słowa skierowane przez Boga do swego ludu i łącząc je, Jezus nauczył raz na zawsze, że miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne, a nawet co więcej, wspierają się nawzajem. Chociaż są umieszczone jedno po drugim, to są one dwiema stronami tej samej monety: przeżywane razem, są prawdziwą siłą człowieka wierzącego! Kochać Boga to żyć Nim i dla Niego, ze względu na to kim jest, i na to, co czyni. A nasz Bóg jest dawaniem siebie bez zastrzeżeń, jest przebaczeniem bez granic, to relacja, która wspiera i rozwija. Zatem miłowanie Boga oznacza codziennie wkładanie naszej energii, aby być jego współpracownikami, służąc bliźniemu bez zastrzeżeń, starając się wybaczyć bez ograniczeń i pielęgnując relacje komunii i braterstwa.

Święty Marek Ewangelista nie zawraca sobie głowy określeniem, kto jest bliźnim, ponieważ bliźni to osoba, którą spotykam na drogach moich dni. To nie jest kwestia dokonania wstępnego wyboru mojego bliźniego – to nie jest chrześcijańskie, jeśli myślę, że moim bliźnim jest ten, którego wybrałem z góry, to nie jest chrześcijańskie lecz pogańskie. Ale chodzi o posiadanie oczu, aby go zobaczyć i serca, aby pragnąć jego dobra. Jeśli będziemy się starali patrzeć spojrzeniem Jezusa, to zawsze będziemy wysłuchiwać i stawać u boku tych, którzy tego potrzebują. Potrzeby bliźniego wymagają oczywiście skutecznych reakcji, ale jeszcze wcześniej wymagają dzielenia się. Stosując pewien obraz możemy powiedzieć, że głodni potrzebują nie tylko talerza zupy, ale także uśmiechu, bycia wysłuchanymi, a nawet modlitwy, być może odmawianej wspólnie. Dzisiejsza Ewangelia zachęca nas wszystkich, abyśmy nie kierowali się tylko na naglące potrzeby najuboższych braci, ale przede wszystkim zwracali uwagę na ich potrzebę braterskiej bliskości, sensu życia i czułości. Stanowi to wyzwanie dla naszych wspólnot chrześcijańskich: chodzi o to, aby uniknąć niebezpieczeństwa bycia wspólnotami, które żyją wieloma inicjatywami, ale niewielu relacjami; niebezpieczeństwa bycia, powiedziałbym, wspólnotami-„stacjami obsługi”, ale niezbyt towarzyszącymi, w pełnym i chrześcijańskim sensie tego terminu.

Bóg, który jest miłością, stworzył nas ze względu na miłość i abyśmy mogli kochać innych, trwając z Nim w jedności. Złudzeniem byłoby utrzymywanie, że kochamy bliźniego, nie miłując Boga; i równie iluzoryczne byłoby utrzymywanie, że kochamy Boga, nie miłując naszego bliźniego. Ucznia Chrystusa charakteryzują dwa wymiary miłości - Boga i bliźniego, w ich jedności. Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam przyjąć i świadczyć to wspaniałe nauczanie w życiu codziennym.

Rozważanie papieża Franciszka- 28 październik 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry,

Dziś rano, w bazylice Świętego Piotra, odprawiliśmy Mszę św. wieńczącą zgromadzenie Synodu Biskupów poświęcone młodzieży. Pierwsze czytanie z proroka Jeremiasza (31, 7-9) było szczególnie dostrojone do tej chwili, ponieważ jest to słowo nadziei, jaką Bóg daje swojemu ludowi. Jest to słowo pociechy, opierającej się na fakcie, że Bóg jest ojcem dla swego ludu, miłuje go i traktuje jak syna (por. w. 9). Otwiera przed nim horyzont przyszłości, przystępną i praktyczną drogę, po której mogą chodzić „niewidomi i dotknięci kalectwem, kobieta brzemienna wraz z położnicą” (w. 8), czyli osoby w trudnej sytuacji. Bo nadzieja Boga nie jest złudzeniem, jak pewne reklamy, gdzie wszyscy są zdrowi i piękni, ale jest to obietnica dla realnych ludzi, z mocnymi i słabymi stronami, potencjałami i kruchością.

To słowo Boże dobrze wyraża doświadczenie, jakie przeżyliśmy w tygodniach synodu: był to czas pociechy i nadziei. Był nim przede wszystkim jako wydarzenie słuchania: słuchanie wymaga bowiem czasu, uwagi, otwartości umysłu i serca. Ale ten trud zmieniał się każdego dnia w pocieszenie, przede wszystkim dlatego, że mieliśmy wśród nas żywą i pobudzającą obecność ludzi młodych, z ich historiami i tym, co wnieśli. Poprzez świadectwa ojców synodalnych wielopostaciowa rzeczywistość nowych pokoleń weszła na synod ze wszystkich stron: z każdego kontynentu i z wielu różnych sytuacji ludzkich i społecznych.

W tej zasadniczej postawie słuchania próbowaliśmy odczytywać rzeczywistość, zrozumieć znaki naszych czasów. Było to rozeznanie wspólnotowe, dokonywane w świetle słowa Bożego i Ducha Świętego. Jest to jeden z najpiękniejszych darów, jakim Pan obdarza Kościół katolicki, to znaczy zgromadzenie głosów i twarzy z najróżniejszych rzeczywistości, aby w ten sposób spróbować podjąć interpretację, która bierze pod uwagę bogactwo i złożoność zjawisk, zawsze w świetle Ewangelii. Zatem w tych dniach dyskutowaliśmy o tym, jak iść razem poprzez wiele wyzwań, takich jak świat cyfrowy, zjawisko migracji, znaczenie ciała i seksualności, dramat wojen i przemocy.

Owoce tej pracy już „fermentują”, podobnie jak sok winogronowy w beczkach po winobraniu. Synod młodzieżowy to dobre winobranie i obiecuje dobre wino. Chciałbym jednak powiedzieć, że pierwszym owocem tego zgromadzenia synodalnego powinien być właśnie wzór metody, którą staraliśmy się stosować począwszy od fazy przygotowawczej. Styl synodalny, którego głównym celem nie jest opracowanie dokumentu, również wartościowego i użytecznego. Jednak ważniejsze od dokumentu jest to, aby szerzył się pewien sposób bycia i współpracy, młodych i starych, słuchając i rozeznając, by wypracować decyzje duszpasterskie zgodne z rzeczywistością.

Przyzywajmy w tym celu wstawiennictwa Maryi Panny. Jej, Matce Kościoła powierzamy dziękczynienie Bogu za dar tego zgromadzenia synodalnego. Niech nam teraz pomaga rozwijać to, co doświadczyliśmy, bez lęku w zwyczajnym życiu wspólnot. Niech Duch Święty sprawi, aby owoce naszej pracy rozwijały się z Jego mądrą wyobraźnią, aby dalej kroczyć wraz z młodymi całego świata.

 

Rozważanie papieża Franciszka- 21 październik 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (por. Mk 10,35-45) opisuje Jezusa, który po raz kolejny z wielką cierpliwością stara się sprostować błędy swoich uczniów, nawracając ich z mentalności świata na Bożą mentalność. Okazję stwarzają Jemu bracia Jakub i Jan, dwaj z pierwszych, których Jezus spotkał i których powołał, aby poszli za Nim. Przeszli już z Nim długą drogę i należą do grupy dwunastu apostołów. Zatem będąc w drodze do Jerozolimy, gdzie uczniowie z niecierpliwością oczekują, że Jezus, z okazji święta Paschy, wreszcie ustanowi Królestwo Bożego, bracia zdobyli się na odwagę i skierowali do Mistrza swą prośbę: „Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”(w. 37).

Jezus wie, że Jakuba i Jana ożywia wielki entuzjazmem dla Niego i dla sprawy Królestwa, ale wie także, iż ich oczekiwania i ich gorliwość są skalane duchem tego świata. Dlatego odpowiada: „Nie wiecie, o co prosicie” (w.38). I podczas gdy oni mówili o „tronach chwały”, na których zasiądą obok Chrystusa Króla, On mówi o „kielichu”, który trzeba wypić, o „chrzcie”, który trzeba przyjąć, to znaczy swojej męce i śmierci. Jakub i Jan, stale dążąc do oczekiwanego przywileju mówią z zapałem: tak, „możemy”! Ale nawet tutaj nie zdają sobie sprawy z tego, co mówią. Jezus zapowiada, że Jego kielich będą pili i przyjmą Jego chrzest, to znaczy, że oni także, podobnie jak inni apostołowie, będą mieli udział w Jego krzyżu, gdy nadejdzie ich czas. Jednak - konkluduje Jezus – „Nie do Mnie należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane” (w. 40). Jakby chciał powiedzieć: teraz idźcie za mną i nauczcie się drogi miłości „przynoszącej stratę”, a Ojciec niebieski pomyśli o nagrodzie. Droga miłości zawsze „przynosi stratę”, bo miłowanie oznacza porzucenie egoizmu, zamknięcia w sobie, aby służyć innym.

Jezus następnie uświadamia sobie, że pozostali apostołowie złoszczą się na Jakuba i Jana, udowadniając tym samym, że mają tę samą mentalność światową. I to Go inspiruje do wykładu, który odnosi się do chrześcijan wszystkich czasów, także i nas. Mówi: „Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym” (w. 42). To reguła życia chrześcijańskiego. Przesłanie Nauczyciela jest jasne: podczas gdy wielcy tej ziemi będą budowali „trony” dla swojej władzy, to Bóg wybiera niewygodny tron, krzyż, z którego trzeba panować oddając swoje życie: Jezus mówi „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu” (w. 45).

Droga służby jest najskuteczniejszym antidotum na chorobę poszukiwania pierwszych miejsc, to lekarstwo dla karierowiczów, tego poszukiwania pierwszych miejsc, które zaraża wiele ludzkich sytuacji i nie oszczędza również chrześcijan, ludu Bożego, nawet hierarchii Kościoła. Stąd, jako uczniowie Chrystusa, przyjmijmy tę Ewangelię jako wezwanie do nawrócenia, do świadczenia z odwagą i hojnością Kościoła, który pochyla się do stóp ostatnich, aby im służyć z miłością i prostotą. Niech Najświętsza Maryja Panna, która w pełni i pokornie była posłuszna woli Bożej, pomaga nam w radosnym naśladowaniu Jezusa na drodze służby, najważniejszej drodze prowadzące

 

Rozważanie papieża Franciszka- Msza Święta,14 październik 2018 r. Watykan

Drugie czytanie mówiło nam, że „słowo Boże jest żywe, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny” (Hbr 4,12). To prawda: słowo Boże to nie tylko zbiór prawd, czy budująca opowieść duchowa, ale jest to żywe Słowo, które dotyka życia i je przekształca. W nim przemawia do naszych serc sam Jezus, Ten, który jest żywym Słowem Bożym.

Szczególnie Ewangelia zaprasza nas do spotkania z Panem, podobnie jak tego, który „upadł przed Nim na kolana” (Mk 10,17). Możemy utożsamiać się z tym człowiekiem, którego imienia tekst nie przytacza, jakby sugerował, że może przedstawiać każdego z nas. Pyta on Jezusa, jak „można osiągnąć życie wieczne?” (w. 17). Prosi o życie na zawsze, życie w pełni: któż z nas by tego nie pragnął? Ale jak zauważamy, prosi o nie jako o dziedzictwo, które można posiąść, jak jakieś dobro, które można uzyskać, zdobyć o własnych siłach. Istotnie, aby posiąść to dobro, przestrzegał przykazań od dzieciństwa i, aby osiągnąć cel, gotów jest zachowywać inne. Dlatego pyta: „Co mam czynić, aby osiągnąć?”.

Odpowiedź Jezusa go zaskakuje. Pan spojrzał na niego z miłością (por. w. 21). Jezus zmienia perspektywę: od zachowywanych przykazań, by uzyskać nagrodę, do miłości bezinteresownej i bez reszty. Ów człowiek mówił w kategoriach popytu i podaży, a Jezus proponuje mu historię miłości. Prosi, aby przeszedł od przestrzegania prawa do daru z siebie, od czynienia dla siebie do przebywania z Nim. I daje mu stanowczą propozycję życia: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, [...] Potem przyjdź i chodź za Mną” (w. 21). Jezus mówi także do ciebie: „przyjdź i chodź za Mną!”. Przyjdź: nie stój w miejscu, bo aby być z Jezusem nie wystarczy nie czynić nic złego. Chodź za Mną!: nie idź za Jezusem tylko wtedy, gdy to tobie odpowiada, ale szukaj Go każdego dnia. Nie zadowalaj się przestrzeganiem przykazań, daniem trochę na jałmużnę i odmówieniem kilku modlitw: spotkaj w Nim Boga, który zawsze ciebie kocha, sens twojego życia, siłę, by dać siebie.

Ponadto Jezus mówi mu: „Sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim”. Pan nie tworzy teorii o ubóstwie i bogactwie, ale przechodzi wprost do życia. Wymaga od ciebie, abyś zostawił wszystko, co obciąża serce, abyś ogołocił się z dóbr, żeby uczynić miejsce dla Niego, jedynego dobra. Nie można naprawdę iść za Jezusem, kiedy jesteśmy obciążeni rzeczami. Jeśli bowiem serce jest wypełnione dobrami, nie będzie w nim miejsca dla Pana, który stanie się jedną z wielu rzeczy. Właśnie dlatego bogactwo jest niebezpieczne i – jak mówi Jezus – sprawia, że trudne jest nawet zbawienie siebie. Nie dlatego, że Bóg jest surowy, o nie! Problem leży po naszej stronie: nasze zbytnie posiadanie, chcenie nazbyt wiele dławi nasze serce i czyni nas niezdolnymi do miłości. Dlatego św. Paweł przypomina, że „korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy” (1 Tm 6,10). Widzimy to: gdzie pieniądze są stawiane w centrum, nie ma miejsca dla Boga i nie ma też miejsca dla człowieka.

Jezus jest radykalny. Daje wszystko i wymaga wszystkiego: daje całkowitą miłość i wymaga niepodzielnego serca. Także dzisiaj daje się nam jako Chleb żywy. Czy możemy mu dać w zamian okruchy? Jemu, który stał się naszym sługą, aż po przyjęcie dla nas krzyża nie możemy odpowiedzieć tylko przestrzegając jakiegoś przykazania. Jemu, który daje nam życie wieczne nie możemy dać tylko kilku wolnych chwil. Jezusowi nie wystarczają tylko „procenty miłości”: nie możemy go kochać w dwudziestu, pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu procentach. Wszystko albo nic.

Drodzy bracia i siostry, nasze serce jest jak magnes: daje się pociągnąć miłością, ale może przyczepić się jedynie jedną częścią i musi wybrać: albo pokocha Boga, albo też pokocha bogactwo świata (por. Mt 6, 24); albo będzie żyło, żeby kochać, albo będzie żyć dla siebie (por. Mk 8, 35). Zadajmy sobie pytanie, po której stronie jesteśmy. Zadajmy sobie pytanie, w jakim punkcie znajdujemy się w naszej historii miłości z Bogiem. Czy zadowalamy się jakimś przykazaniem, czy też podążamy za Jezusem jako zakochani, naprawdę gotowi zostawić coś dla Niego? Jezus pyta każdego z nas i nas wszystkich jako Kościół pielgrzymujący: czy jesteśmy Kościołem, który głosi jedynie dobre wskazania czy też Kościołem-Oblubienicą, który dla swego Pana rzuca się w miłość? Czy podążamy za Nim naprawdę, czy też powracamy na drogi świata, jak ów człowiek? Krótko mówiąc, czy wystarcza nam Jezus, czy też szukamy wielu zabezpieczeń świata? Prośmy o łaskę, aby móc porzucić ze względu na umiłowanie Pana: porzucić bogactwa, tęsknotę za odgrywaniem ważnych ról i posiadaniem władzy, struktury, które nie są już odpowiednie do głoszenia Ewangelii, balasty utrudniające misję, węzły wiążące nas ze światem. Bez kroku naprzód w miłości nasze życie i nasz Kościół są chore na „egocentryczne samozadowolenie” (adhort. ap. Evangelii gaudium, 95.): poszukujemy radości w jakiejś przelotnej przyjemności, zamykamy się w jałowej gadaninie, rozkładamy się w monotonii chrześcijańskiego życia bez energii, gdzie odrobina narcyzmu pokrywa smutek pozostawania niespełnionym.

Tak było z tym człowiekiem, który – jak mówi Ewangelia – „odszedł zasmucony” (w. 22). Uchwycił się przykazań i wielu swoich dóbr, nie oddał swego serca. I chociaż spotkał Jezusa i otrzymał spojrzenie pełne miłości, odszedł smutny. Smutek jest dowodem niespełnionej miłości. To znak serca letniego. Natomiast serce nieobciążone dobrami, które swobodne miłuje Pana, zawsze szerzy radość, tę radość, której dzisiaj bardzo potrzeba. Święty papież Paweł VI napisał: „współcześni nam ludzie uwikłani w błędy, potrzebują doznania radości i usłyszenia jakby jej pieśni” (Adhort. ap. Gaudete in Domino, I). Jezus zachęca nas dzisiaj, abyśmy powrócili do źródła radości, którym jest spotkanie z Nim, odważna decyzja, aby podjąć ryzyko pójścia za Nim, smak pozostawienia czegoś, aby podjąć Jego drogę. Święci przemierzyli tę drogę.

Paweł VI uczynił to, idąc za przykładem Apostoła, którego imię przyjął. Podobnie jak on poświęcił życie dla Ewangelii Chrystusa, przekraczając nowe granice i stając się Jego świadkiem w głoszeniu i dialogu, prorokiem Kościoła wychodzącego, patrzącego na dalekich i troszczącego się o ubogich. Paweł VI, także w trudzie i pośród niezrozumienia, świadczył z zapałem o pięknie i radości całkowitego naśladowania Jezusa. Dzisiaj nadal nas zachęca, wraz z Soborem, którego był mądrym sternikiem, abyśmy żyli naszym wspólnym powołaniem: powszechnym powołaniem do świętości. Nie do połowiczności, ale do świętości. To piękne, że wraz z nim i innymi świętymi jest dzisiaj Arcybiskup Romero, który porzucił bezpieczeństwa świata, a nawet swoje własne bezpieczeństwo, aby oddać swoje życie według Ewangelii, będąc blisko ubogich i swego ludu, z sercem zwróconym ku Jezusowi i braciom. To samo można powiedzieć o Franciszku Spinellim, Wincentym Romano, Marii Katarzynie Kasper, Nazarii Ignacji od św. Teresy od Jezusa i Nuncjuszu Sulprizio. Wszyscy ci święci, w różnych okolicznościach, przekładali na swoje życie dzisiejsze Słowo, bez letniości, bez kalkulacji, z żarliwością, by ryzykować i porzucić. Niech Pan pomoże nam naśladować ich wzorce.


 

Rozważanie papieża Franciszka,30 wrzesień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia dzisiejszej niedzieli (por. Mk 9, 38-43.45.47-48) przedstawia nam jeden z tych bardzo pouczających szczegółów z życia Jezusa i Jego uczniów. Widzieli oni, że pewien człowiek, który nie należał do idących za Jezusem wyrzucał złe duchy w imię Jezusa, a zatem chcieli mu zabronić. Jan z typowym dla młodych gorliwym entuzjazmem przedstawił sprawę Nauczycielowi starając się o Jego wsparcie; ale Jezus, wręcz przeciwnie, odpowiada: „Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami” (w. 39-40 ).

Jan i inni uczniowie ukazują postawę zamknięcia w obliczu wydarzenia, które nie pasuje do ich schematów, w tym przypadku wręcz dobrego działania osoby „zewnętrznej” względem kręgu uczniów. Natomiast Jezus wydaje się bardzo wolny, w pełni otwarty na wolność Ducha Bożego, który w swoim działaniu nie jest ograniczony żadną granicą ani żadnym ogrodzeniem. Jezus chce wychować swoich uczniów, także i nas dzisiaj, do tej wolności wewnętrznej.

Warto zastanowić się nad tym epizodem i uczynić po trosze rachunek sumienia. Postawa uczniów Jezusa jest bardzo ludzka, bardzo powszechna i możemy ją znaleźć we wspólnotach chrześcijańskich wszystkich czasów, prawdopodobnie także w nas samych. W dobrej wierze, wręcz z gorliwością chcielibyśmy chronić autentyczności pewnego doświadczenia, zwłaszcza charyzmatycznego, zabezpieczając założyciela lub przywódcę przed fałszywymi naśladowcami. Ale jednocześnie pojawia się jakby obawa o „konkurencję” – jest to straszne, obawa o „konkurencję, że ktoś może wykraść nowych zwolenników, a zatem nie potrafimy docenić dobra, jakie czynią inni; nie jest w porządku, bo „nie jest spośród naszych”. Jest to forma autoreferencyjności. Co więcej: tutaj tkwi źródło prozelityzmu. Kościół, jak mówił nam Benedykt XVI, nie wzrasta przez prozelityzm, ale przez przyciąganie, czyli przez świadectwo wobec innych mocą Ducha Świętego.

Wielka wolność Boga w dawaniu się nam jest wyzwaniem i zachętą do zmiany naszych postaw i naszych relacji. Jest to zaproszenie, jakie kieruje do nas dzisiaj Jezus. Wzywa nas, byśmy nie myśleli w kategoriach „przyjaciel/wróg”, „my/oni”, „kto jest w obrębie grona/kto jest na zewnątrz”, „moje”/„twoje” ale aby iść dalej i otwierać serce, żeby móc rozpoznać Jego obecność i działanie Boga nawet w środowiskach nietypowych i nieprzewidywalnych oraz w osobach nie należących do naszego kręgu. Chodzi o to, aby bardziej zwracać uwagę na autentyczność wypełnianego dobra, piękna i prawdy niż na imię i pochodzenie tych, którzy to czynią. I – jak nam sugeruje pozostała część dzisiejszej Ewangelii - zamiast osądzać innych, musimy zbadać samych siebie i „odciąć” bezkompromisowo to wszystko, co może zgorszyć osoby słabsze w wierze.

Niech Dziewica Maryja, wzór posłusznej akceptacji niespodzianek Boga pomoże nam rozpoznawać znaki obecności Boga pośród nas, odkrywając ją, gdziekolwiek się objawia, nawet w sytuacjach najbardziej niespodziewanych i nietypowych. Niech nas nauczy kochać naszą wspólnotę bez zazdrości i zamknięć, będąc zawsze otwartymi na szeroki horyzont działania Ducha Świętego.

 

Rozważanie papieża Franciszka,16 wrzesień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii (por. Mk 8, 27-35) powraca pytanie, które przenika całą Ewangelię Marka: kim jest Jezus? Ale tym razem to sam Jezus stawia je uczniom, pomagając im stopniowo stawić czoło podstawowej kwestii Jego tożsamości. Jezus, zanim bezpośrednio zapytał Dwunastu, chce usłyszeć od nich, co myślą o Nim ludzie - a bardzo dobrze wie, że uczniowie są bardzo wrażliwi na popularność Nauczyciela! Dlatego pyta: „ Za kogo uważają Mnie ludzie?” (w. 27). Okazuje się, że Jezus jest uważany przez ludzi za wielkiego proroka. Ale w gruncie rzeczy nie interesują go sondaże i plotki. Nie godzi się nawet, aby uczniowie odpowiadali na Jego pytania przewidywalnymi odpowiedziami, cytując słynne postaci Pisma Świętego, ponieważ wiara, która sprowadza się do formułek jest wiarą krótkowzroczną.

Pan pragnie, aby Jego uczniowie dnia wczorajszego i dzisiejszego nawiązali z Nim osobistą relację, a tym samym przyjęli Go w centrum swego życia. To dlatego pobudza ich, by stanęli przed sobą w całej prawdzie i pyta: „A wy za kogo Mnie uważacie?" (w. 29). Dzisiaj Jezus kieruje to pytanie tak bezpośrednie i szczere do każdego z nas: „Kim dla ciebie jestem?”. Każdy jest wezwany by odpowiedzieć w swoim sercu, dając się oświecić tym światłem, jakie nam daje Ojciec, aby poznać Jego Syna, Jezusa. A może się zdarzyć także i nam, podobnie jak Piotrowi, by entuzjastycznie powiedzieć: „Ty jesteś Mesjasz”. Ale gdy Jezus wyraźnie nam mówi, to co powiedział swoim uczniom, że jego misja wypełnia się nie na szerokiej drodze sukcesu, ale na trudnej ścieżce cierpiącego Sługi, poniżonego, odrzuconego i ukrzyżowanego, to może się nam przytrafić, podobnie jak Piotrowi, by protestować i buntować się, ponieważ jest to sprzeczne z naszymi oczekiwaniami. W takich chwilach również i my zasługujemy na zbawienną przyganę Jezusa: „Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie” (w.33).

Bracia i siostry, wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa nie może zatrzymać się na słowach, ale domaga się uwierzytelnienia poprzez konkretne decyzje i gesty, przez życie naznaczone miłością Boga i bliźniego, życia wspaniałego, życia z wielkim umiłowaniem bliźniego. Jezus mówi nam, że aby za Nim pójść, aby być Jego uczniami, musimy się zaprzeć samych siebie (por. w. 34), to znaczy zaprzeć się roszczeń własnej egoistycznej pychy i wziąć swój krzyż. Następnie daje każdemu ważną regułę: „Kto chce zachować swoje życie, straci je. Często w życiu, z wielu powodów mylimy drogę, szukając szczęścia w rzeczach lub w ludziach, których traktujemy jak rzeczy. Ale szczęście znajdujemy tylko wtedy, gdy miłość, ta prawdziwa miłość, nas spotyka, zaskakuje nas, kiedy nas zmienia. Miłość wszystko zmienia! Miłość może przemienić również nas, każdego z nas. Udowadnia to świadectwo świętych.

Niech Najświętsza Maryja Panna, która przeżywała swą wiarę, idąc wiernie za swoim Synem Jezusem, pomaga także i nam kroczyć Jego drogą, wielkodusznie poświęcając nasze życie dla Niego i dla naszych braci.

 

 

Rozważanie papieża Franciszka,9 wrzesień 2018 r. Watykan

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia dzisiejszej niedzieli (por. Mk 7, 31-37) mówi o wydarzeniu cudownego uzdrowienia głuchoniemego dokonanego przez Jezusa. Przyprowadzili do Niego głuchoniemego, błagając, aby położył na niego ręce. On natomiast wykonał nad nim kilka gestów: wziął go na bok osobno od tłumu. Przy tej okazji, podobnie jak w innych, Jezus zawsze działa dyskretnie. Nie chce robić wrażenia na ludziach, nie szuka popularności ani sukcesu, ale pragnie jedynie czynić dla ludzi dobro. Poprzez tę postawę uczy nas, że dobro powinno być dokonywane bez fanfar i ostentacji, bez dęcia w trąbę. Należy pełnić je po cichu.

Jezus kiedy stanął na uboczu, włożył palce w uszy głuchoniemego, a Jego ślina dotknęła języka tego człowieka. Ten gest odsyła do Wcielenia. Syn Boży jest człowiekiem w pełni osadzonym w ludzkiej rzeczywistości, dlatego może zrozumieć okropny stan innego człowieka i wykonuje gest, w który zaangażowane jest całe Jego człowieczeństwo. Jednocześnie Jezus chce dać do zrozumienia, że cud dokonuje się z powodu Jego zjednoczenia z Ojcem; dlatego spojrzał w niebo. Potem westchnął i wypowiedział decydujące słowo: „Effatha”, co oznacza: „Otwórz się”. I natychmiast człowiek został uzdrowiony: jego uszy otwarły się, jego język się rozwiązał. Uzdrowienie było dla niego „otwarciem się” na innych i na świat.

Ta historia podkreśla potrzebę podwójnego uzdrowienia. Przede wszystkim uzdrowienie z choroby i fizycznego cierpienia, aby przywrócić zdrowie ciała, nawet jeśli ten cel nie jest w pełni osiągalny w perspektywie doczesnej, pomimo wysiłków nauki i medycyny. Ale jest drugie uzdrowienie, być może trudniejsze – chodzi o uzdrowienie z lęku. Ten lęk popycha nas do usuwania na margines chorych, cierpiących, niepełnosprawnych. Istnieje wiele sposobów marginalizowania, nawet poprzez pseudo-litość lub usunięcie problemu. Pozostajemy głusi i niemi w obliczu bólu osób dotkniętych chorobą, udręką i trudnością. Zbyt często chorzy i cierpiący stają się problemem, a tymczasem powinni być okazją do wyrażenia troski i solidarności społeczeństwa wobec najsłabszych.

Jezus objawił nam tajemnicę cudu, który możemy powtórzyć także i my stając się protagonistami „Effatha”, tego słowa „Otwórz się”, którym przywrócił głuchoniememu mowę i słuch. Chodzi o otwarcie się na potrzeby naszych braci cierpiących i potrzebujących pomocy, unikając egoizmu i zamknięcia serca. Jezus przyszedł właśnie po to, aby otworzyć serce, to znaczy najgłębszy rdzeń osoby, aby je wyzwolić, aby uczynić nas zdolnymi do przeżywania w pełni naszej relacji z Bogiem i z innymi ludźmi. Stał się człowiekiem, aby człowiek, wewnętrznie głuchy i niemy z powodu grzechu, mógł usłyszeć głos Boga, głos Miłości, który przemawia do jego serca, a tym samym nauczył się z kolei mówić językiem miłości, przekładając go na gesty wielkoduszności i daru z siebie.

Niech Maryja, która jest całkowicie „otwarta” na miłość Pana, wyjedna nam doświadczenie każdego dnia, w wierze, cudu „Effatha”, aby żyć w komunii z Bogiem i z naszymi braćmi i siostrami.

Rozważanie papieża Franciszka,2 wrzesień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W dzisiejszą niedzielę podejmujemy czytanie Ewangelii św. Marka. W dzisiejszym fragmencie (por. Mk 7,1-8,14-15.21-23) Jezus zajmuje się ważną kwestią dla nas wszystkich wierzących: autentyczności naszego posłuszeństwa słowu Bożemu, wbrew wszelkiemu skażeniu światem lub formalizmowi legalistycznemu. Opis zaczyna się od zastrzeżenia jakie uczeni w Piśmie i faryzeusze skierowali do Jezusa, oskarżając Jego uczniów, że nie przestrzegają nakazów rytualnych zgodnie z tradycją. W ten sposób rozmówcy zamierzali zaatakować wiarygodność i autorytet Jezusa jako Nauczyciela, bo mówili „Ten nauczyciel pozwala, aby uczniowie nie wypełniali nakazów tradycji”. Ale on odpowiedział: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie. Ale czci na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi»” (ww. 6-7). Jasne i mocne słowa! „Obłudnik” to, że tak powiem jednio z najmocniejszych określeń, jakich Jezus używa w Ewangelii. A wypowiada je zwracając się do nauczycieli religii, uczonych w Prawie, znawców Pisma św.: obłudnicy – mówi Jezus.

Jezus rzeczywiście chce wstrząsnąć uczonymi w Piśmie i faryzeuszami ze względu na błąd, w który popadli, to znaczy uchylania woli Boga, zaniedbując przykazania, aby przestrzegać ludzkich tradycji. Reakcja Jezusa jest surowa, ponieważ chodzi o wielką stawkę: chodzi o prawdę relacji człowieka z Bogiem, o autentyczność życia religijnego. Obłudnik jest kłamcą, nie jest autentyczny.

Także i dzisiaj Pan zachęca nas, abyśmy unikali tego zagrożenia, jakim jest nadawanie większej wagi formie niż istocie. Wzywa nas, abyśmy nieustannie na nowo rozpoznawali, to, co jest prawdziwym centrum doświadczenia wiary, to znaczy miłości Boga i miłości bliźniego, oczyszczając ją z obłudy legalizmu i rytualizmu.

Przesłanie dzisiejszej Ewangelii jest również wzmocnione przez głos Apostoła Jakuba, który mówi nam skrótowo, że prawdziwa religia wyraża się w następujący sposób: „w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata” (w. 27) ,

„Opieka nad sierotami i wdowami” oznacza praktykowanie miłosierdzia wobec bliźnich, począwszy od osób najbardziej potrzebujących, najbardziej kruchych, najbardziej zmarginalizowanych. Są to osoby, o których Bóg troszczy się szczególnie i prosi nas, abyśmy czynili to samo.

„Zachowanie siebie samego nieskalanym od wpływów świata” nie oznacza izolowania się i zamykania się na rzeczywistość. Również w tym wypadku, nie powinna to być postawa zewnętrzna, ale istotna postawa wewnętrzna. „Zachowanie siebie samego nieskalanym od wpływów świata” oznacza czuwanie, aby nasz sposób myślenia i działania nie był zanieczyszczony przez mentalność światową, to znaczy przez próżność, chciwość, pychę. W istocie mężczyzna, czy kobieta żyjący w próżności, chciwości, pysze sądzi i pokazuje się jako osoba religijna, i wręcz posuwa się do potępiania innych jest obłudnikiem.

Uczyńmy rachunek sumienia, aby zobaczyć, jak przyjmujemy słowo Boże. W niedzielę słyszymy je we Mszy św. Jeśli słuchamy je roztargnieni lub w sposób powierzchowny, na niewiele nam się zda. Powinniśmy natomiast przyjąć Słowo z otwartym umysłem i sercem, jako dobra gleba, aby było ono przyswojone i przynosiło owoce w konkretnym życiu. Jezus powiada, że słowo Boże jest jak ziarno, które musi się rozwijać w konkretnych dziełach. W ten sposób samo Słowo oczyszcza nasze serce, a nasze działania i nasza relacja z Bogiem oraz z innymi zostaje uwolniona od obłudy.

Niech wzór i wstawiennictwo Dziewicy Maryi pomagają nam zawsze oddawać cześć Panu naszym sercem, dając świadectwo naszej miłości do Niego w konkretnych decyzjach na rzecz dobra naszych braci.


Rozważanie papieża Franciszka,19 sierpień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Fragment Ewangelii dzisiejszej niedzieli (por. J 6, 51-58) wprowadza nas do drugiej części mowy Jezusa w synagodze w Kafarnaum, po nakarmieniu wielkiego tłumu pięcioma chlebami i dwoma rybami: jest to rozmnożenie chlebów. Przedstawia się On jako „chleb żywy, który zstąpił z nieba”, chleb, który daje życie wieczne, i dodaje: „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życia świata” (w. 51). Ten fragment ma decydujące znaczenie i rzeczywiście wywołuje reakcję słuchaczy, którzy zaczynają sprzeczać się między sobą: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?” (w. 52). Kiedy znak chleba dzielonego prowadzi do jego prawdziwego znaczenia, to znaczy do daru z siebie, aż po ofiarę, pojawia się niezrozumienie, pojawia się wręcz odrzucenie Tego, którego przed chwilą chcieli nieść w pochodzie triumfalnym. Przypomnijmy, że Jezus musiał się ukryć, ponieważ chcieli uczynić Go królem.

Jezus mówi dalej: „Jeżeli nie będziecie spożywać ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (w. 53). Tutaj obok ciała pojawia się także krew. Ciało i krew w języku biblijnym wyrażają konkretne człowieczeństwo. Ludzie i sami uczniowie rozumieją, że Jezus zaprasza ich do wejścia w komunię z Nim, do „zjedzenia” Go, Jego człowieczeństwa, by wraz z Nim dzielić dar życia dla świata. To coś innego niż triumfy i ułudy sukcesu! To właśnie ofiara Jezusa, który wydaje siebie za nas.

Ten chleb życia, sakrament Ciała i Krwi Chrystusa, jest nam darmo dany na stole Eucharystii. Wokół ołtarza znajdujemy to, co nas karmi i gasi nasze pragnienie duchowe dzisiaj i na wieki. Za każdym razem, gdy uczestniczymy we Mszy świętej, w pewnym sensie zapowiadamy niebo na ziemi, ponieważ z pokarmu eucharystycznego, Ciała i Krwi Jezusa, uczymy się, czym jest życie wieczne. Jest ono życiem dla Pana: „kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (w. 57). Eucharystia nas kształtuje, abyśmy nie żyli tylko dla siebie, ale dla Pana i dla naszych braci. Szczęście i wieczność życia zależą od naszej zdolności do uczynienia owocną miłości ewangelicznej, którą otrzymujemy w Eucharystii.

Dzisiaj Jezus, tak jak czynił to wówczas, powtarza każdemu z nas: „Jeżeli nie będziecie spożywać ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (w. 53). Bracia i siostry, nie chodzi o pokarm materialny, lecz o chleb żywy i ożywiający, który przekazuje samo życie Boga. Gdy przystępujemy do Komunii św. otrzymujemy samo życie Boga. Aby mieć to życie, trzeba karmić się Ewangelią i miłością braci. W obliczu zaproszenia Jezusa, aby karmić się Jego Ciałem i Krwią, moglibyśmy odczuwać potrzebę sprzeczania się i stawiania oporu, podobnie jak uczynili słuchacze dzisiejszej Ewangelii. Dzieje się tak, gdy trudno nam kształtować nasze życie według życia Jezusa, aby postępować zgodnie z Jego kryteriami, a nie według kryteriów świata. Karmiąc się tym pokarmem, możemy w pełni dostroić się do Chrystusa, do Jego uczuć, do Jego postawy. Jest to bardzo ważne: pójście na Mszę św. i przyjmowanie Komunii św. Przyjmowanie Komunii św. jest bowiem przyjmowaniem tego żyjącego Chrystusa, który przemienia nas wewnętrznie i przygotowuje nas na niebo.

Niech Maryja Panna wspiera nasze postanowienie czynienia komunii z Jezusem Chrystusem, karmiąc się Jego Eucharystią, aby z kolei stać się chlebem łamanym dla naszych braci.

Rozważanie papieża Franciszka,5 sierpień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W minione niedziele liturgia ukazała nam pełen czułości obraz Jezusa, wychodzącego naprzeciw tłumom i ich potrzebom. W dzisiejszym fragmencie Ewangelii (J 6,24-35) perspektywa ulega zmianie: to tłum spragniony jest Jezusa, po raz kolejny wyrusza na Jego poszukiwanie. Ale Jezusowi nie wystarcza, by ludzie Go szukali, chce aby ludzie Go poznali; pragnie, aby poszukiwanie Go i spotkanie z Nim wykraczały poza doraźne zaspokojenie potrzeb materialnych. Jezus przyszedł, aby przynieść nam coś więcej, aby otworzyć nasze istnienie na szerszy horyzont, niż codzienne troski o pokarm, przyodzianie się, karierę i tak dalej. Dlatego zwróciwszy się do tłumów, zawołał: „Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do sytości” (w. 26). W ten sposób pobudził ludzi do uczynienia kroku naprzód, zastanowienia się nad znaczeniem cudu, a nie tylko czerpania z niego korzyści. Rozmnożenie chlebów i ryb jest bowiem znakiem wielkiego daru, jaki Ojciec dał ludzkości, a jest nim sam Jezus!

On, będący prawdziwym „chlebem życia” (w. 35), pragnie zaspokoić nie tylko ciało, lecz także dusze, dając pokarm duchowy, który może zaspokoić najgłębszy głód. Dlatego zachęca tłum, aby troszczył się nie o pożywienie nietrwałe, ale o to które trwa na życie wieczne (por. w. 27). Chodzi o pokarm, który Jezus daje nam każdego dnia: Jego Słowo, Jego Ciało, Jego Krew. Tłum słucha zachęty Pana, ale nie rozumie jej znaczenia - jak to często zdarza się również nam - i pyta Go: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?” (w. 28). Słuchacze Jezusa myślą, że żąda od nich przestrzegania przykazań, aby zyskali inne cuda, takie jak rozmnożenie chleba. Częstą pokusą jest sprowadzanie religii wyłącznie do praktykowania prawa, dokonując projekcji na naszą relację z Bogiem relacji między sługami a ich panem: słudzy, by zyskać życzliwość swoich panów muszą wypełniać zadania, jakie im przypisali. Znamy to wszyscy. Dlatego tłum chce wiedzieć, jakie działania należy wykonać, aby podobać się Bogu. Ale Jezus daje odpowiedź nieoczekiwaną: „Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał” (w. 29). Dzisiaj te słowa są skierowane również do nas: dzieło Boże polega nie tyle na „czynieniu” rzeczy, lecz na „wierzeniu” w Tego, którego On posłał. Oznacza to, że wiara w Jezusa pozwala nam czynić dzieła Boże. Jeśli damy się wciągnąć w tę relację miłości i zaufania z Jezusem, to będziemy zdolni wypełniać dobre uczynki, mające woń Ewangelii dla dobra i zaspokojenia potrzeb braci.

Pan zachęca nas, byśmy nie zapominali, że o ile trzeba troszczyć się o chleb materialny, to jeszcze ważniejsze jest pielęgnowanie relacji z Bogiem, umocnienie naszej wiary w Tego, który jest „chlebem życia”, w Tego, który przyszedł, aby zaspokoić nasz głód prawdy, sprawiedliwości i miłości. Niech Dziewica Maryja, w dniu, w którym wspominamy poświęcenie bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie, „Salus Populi Romani”, wspiera nas w naszej drodze wiary i pomaga nam powierzyć siebie z radością Bożym planom co do naszego życia.

 

 

Rozważanie papieża Franciszka,29 lipiec 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
Dzisiejsza Ewangelia (por. J 6,1-15) przedstawia opis rozmnożenia chlebów i ryb. Widząc wielki tłum, który szedł za nim nad jeziorem Tyberiadzkim, Jezus zwrócił się do apostoła Filipa i zapytał: „Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?” (w. 5). Bowiem niewiele pieniędzy, które posiadał Jezus i apostołowie nie wystarczały, aby wyżywić ten tłum. A oto Andrzej, jeden z Dwunastu, przyprowadził do Jezusa chłopca, który oddał do dyspozycji wszystko, co posiadał: pięć chlebów i dwie ryby. Ale jak mówi Andrzej, z pewnością - to nic dla tak wielkiego tłumu (por. w. 9). Dzielny jest ten chłopiec, odważny. On także widział tłum, widział pięć chlebów: jeśli się przydadzą – jestem do dyspozycji. Ten chłopiec składnia nas do zastanowienia. Ta odwaga. Tacy są młodzi: mają odwagę. Powinniśmy im pomagać w rozwijaniu tej odwagi. Jednakże Jezus polecił uczniom, aby kazali ludziom usiąść, a potem wziął te chleby i ryby, złożył dziękczynienie Ojcu i rozdał je (por. w. 11), a wszyscy mieli pożywienia do sytości. Wszyscy jedli tyle, ile chcieli.

W tym fragmencie Ewangelii liturgia prowadzi nas do tego, aby nie odwracać wzroku od Jezusa, który w minioną niedzielę w Ewangelii Marka, kiedy ujrzał „wielki tłum, zdjęła Go litość nad nimi” (6, 34). Również ten chłopiec, który miał pięć chlebów zrozumiał to współczucie i powiedział: biedni ludzie – ja mam to. Współczucie sprawiło, że ofiarował to, co miał. Dzisiaj Jan rzeczywiście ukazuje nam ponownie Jezusa wrażliwego na podstawowe potrzeby ludzi. Wydarzenie to wypływa z konkretnego faktu: ludzie są głodni, a Jezus angażuje swoich uczniów, aby zaspokoić ten głód. Jest to konkretny fakt. Jezus nie ograniczał się, by dawać rzeszom tylko to - dał swoje słowo, swoje pocieszenie, zbawienie, a na końcu swoje życie - ale oczywiście uczynił także i to: zatroszczył się o pokarm dla ciała. A my, jego uczniowie nie możemy udawać, że nic się nie stało. Jedynie słuchając najprostszych próśb ludzi i stojąc obok ich konkretnych sytuacji egzystencjalnych można być wysłuchanym, gdy mówi się o wartościach wyższych.

Miłość Boga do ludzkości głodnej chleba, wolności, sprawiedliwości, pokoju, a nade wszystko jego Bożej łaski, nigdy nie ustaje. Jezus także i dzisiaj nadal zaspokaja głód, nadal staje się obecnością żywą i pocieszającą, a czyni to poprzez nas. Dlatego Ewangelia zachęca nas, abyśmy byli dyspozycyjni i działający, tak jak ten chłopiec, który wie, że ma pięć chlebów mówi: jak to daję – później zobaczymy. W obliczu wołania głodu - wszelkiego rodzaju „głodu” - wielu braci i sióstr w każdym zakątku świata nie możemy pozostać obojętnymi i spokojnymi widzami. Przepowiadanie Chrystusa będące chlebem na życie wieczne wymaga wielkodusznego zaangażowania solidarności względem ubogich, słabych, ostatnich, bezbronnych. To działanie bliskości i miłości jest najlepszym sprawdzianem jakości naszej wiary, zarówno na poziomie osobistym, jak i wspólnotowym.

Pod koniec relacji Jezus, gdy wszyscy byli nasyceni powiedział uczniom, aby zebrali pozostałe okruchy, żeby nic nie zginęło. Chciałbym wam zaproponować do rozważenia to zdanie Jezusa: „Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło” (w. 12). Myślę o ludziach dotkniętych głodem oraz o tym, jakie wiele resztek żywności wyrzucamy. Niech każdy z nas pomyśli: co dzieje się z jedzeniem jaki pozostaje po obiedzie czy wieczerzy? Co w moim domu robi się z resztkami żywności? Czy się wyrzuca? Jeśli masz taki nawyk, dam tobie radę: porozmawiaj z dziadkami, którzy żyli w okresie powojennym i zapytaj ich, co robili z resztkami żywności. Nigdy nie wyrzucajcie pożywienia, które zostało. Albo się je wykorzystuje ponownie, albo daje się innym, którzy mogą je wykorzystać, którzy go potrzebują. Nigdy nie wyrzucajcie pożywienia, które zostało. Jest to rada, ale także rachunek sumienia: co robi się w domu z resztkami żywności.

Prośmy Maryję Pannę, aby w świecie dominowały programy poświęcone rozwojowi, wyżywieniu, solidarności, a nie nienawiści, zbrojeniom i wojnie.

 

Rozważanie papieża Franciszka,15 lipiec 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (por. Mk 6, 7-13) opisuje moment, w którym Jezus posyła Dwunastu na misję. Po tym, jak powołał każdego z nich po imieniu, „aby Mu towarzyszyli” (Mk 3,14) słuchając Jego słów i obserwując Jego gesty uzdrowienia, teraz przywołuje ich ponownie, by ich „posłać po dwóch” (6, 7) do wiosek, do których zamierzał się udać. Jest to rodzaj „przyuczenia się” do tego, do czego czynienia będą powołani po Zmartwychwstaniu mocą Ducha Świętego.

Fragment Ewangelii koncentruje się na stylu misyjnym, stylu który możemy podsumować w dwóch punktach: misja posiada centrum; misja posiada oblicze.

Uczeń-misjonarz ma przede wszystkim swoje centrum odniesienia, którym jest osoba Jezusa. Opis wskazuje to stosując szereg czasowników, których On jest podmiotem - „przywołał do siebie”, Jezus „zaczął rozsyłać”, „dał im władzę”, „przykazał im”, „I mówił do nich”(ww. 7.8.10.) - tak, że wyjście i działanie Dwunastu wydaje się promieniować od centrum, zdaje się być ponowieniem obecności i dzieła Jezusa w ich działaniu misyjnym. Ukazuje to, że Apostołowie nie mieli do przepowiadania nic swojego, że nie chcieli wykazywać się swoimi zdolnościami, ale mówili i działali jako „posłani”, jako posłańcy Jezusa.

To wydarzenie ewangeliczne dotyczy także nas, i to nie tylko kapłanów, ale wszystkich ochrzczonych, powołanych do świadczenia Ewangelii Chrystusa w różnych środowiskach życia. I także dla nas ta misja jest autentyczna, tylko na tyle, na ile wychodzimy od niezmiennego centrum, jakim jest Jezus. Nie jest to inicjatywa poszczególnych wierzących, grup czy nawet dużych stowarzyszeń, ale jest to misja Kościoła nierozerwalnie związana z jego Panem. Żaden chrześcijanin nie głosi Ewangelii „na własną rękę”, ale jedynie będąc posłanym przez Kościół, który otrzymał upoważnienie od samego Chrystusa. To właśnie chrzest czyni nas misjonarzami. Osoba ochrzczona, która nie odczuwa potrzeby głoszenia Ewangelii, przepowiadania Jezusa nie jest dobrym chrześcijaninem.

Drugą cechą stylu misjonarza jest, że tak powiem, oblicze, które polega na ubóstwie środków. Wyposażenie misjonarza spełnia kryterium wstrzemięźliwości. Pan bowiem przykazał Dwunastu, „żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie” (w. 8). Nauczyciel chce, aby byli wolni i lekcy, bez wsparcia i bez względów, pewni tylko miłości Tego, który ich posyła, mocni jedynie Jego słowem, które idą głosić. Laska i sandały są wyposażeniem pielgrzymów, bo takimi są posłańcy królestwa Bożego, a nie wszechmocnymi menadżerami, ani też nieusuwalnymi urzędnikami, nie są gwiazdami na trasie. Pomyślmy na przykład o tej diecezji, której jestem biskupem. Pomyślmy o niektórych świętych tej diecezji rzymskiej: św. Filip Nereusz, św. Benedykt Józef Labre, św. Aleksy, bł. Ludwika Albertoni, św. Franciszka Rzymska, św. Kasper del Bufalo i wielu innych. Nie byli funkcjonariuszami czy przedsiębiorcami, ale pokornymi pracownikami królestwa Bożego. Posiadali to oblicze.

I do tego „oblicza” należy również sposób, w jaki zostaje przyjęte orędzie: może się bowiem zdarzyć, że nie zostanie ono przyjęte ani wysłuchane (por. w. 11). To także jest ubóstwem: doświadczenie porażki. Historia Jezusa, który został odrzucony i ukrzyżowany zapowiada los Jego posłańca. I tylko wtedy, gdy jesteśmy zjednoczeni z Tym, który umarł i zmartwychwstał, możemy odnaleźć odwagę ewangelizacji.

Niech Dziewica Maryja, pierwsza uczennica i misjonarka Słowa Bożego pomoże nam nieść światu orędzie Ewangelii z radością pokorną i promieniującą, pomimo wszelkiego odrzucenia, niezrozumienia czy ucisku.

 

Rozważanie papieża Franciszka,8 lipiec 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza karta Ewangelii (por. Mk 6, 1-6) ukazuje Jezusa, który powrócił do Nazaretu, a w szabat zaczął nauczać w synagodze. Odkąd odszedł i poświęcił się głoszeniu Dobrej Nowiny w pobliskich osadach i wioskach, nigdy nie postawił już nogi w swojej ojczyźnie. Powrócił. Dlatego cały kraj będzie słuchał tego syna ludu, którego sława mądrego nauczyciela i możnego uzdrowiciela rozprzestrzeniała się teraz po Galilei i poza nią. Ale to, co mogłoby wydawać się sukcesem, przerodziło się w głośne odrzucenie, do tego stopnia, że Jezus nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie tylko kilka uzdrowień (por. w. 5). Ewangelista Marek szczegółowo zrekonstruował dynamikę tego dnia: mieszkańcy Nazaretu najpierw słuchają i są zdumieni; potem zastanawiają się zdziwieni: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana?”, a wreszcie się gorszą, uznając w nim cieślę, syna Maryi, którego dorastanie widzieli (ww. 2-3). Dlatego Jezus kończy słowem, które stało się przysłowiowe: „Tylko w swojej ojczyźnie, … może być prorok tak lekceważony” (w.4).

Zadajemy sobie pytanie: dlaczego rodacy Jezusa przechodzą od zadziwienia do niewiary? Dokonują zestawienia między skromnym pochodzeniem Jezusa a Jego aktualnymi zdolnościami: jest cieślą, nie studiował, a jednak głosi lepiej niż uczeni w Piśmie i dokonuje cudów. I zamiast otworzyć się na rzeczywistość, gorszą się. Zdaniem mieszkańców Nazaretu, Bóg jest zbyt wielki, aby się uniżyć i przemawiać przez tak prostego człowieka! To skandal wcielenia: szokujące wydarzenie Boga, który stał się ciałem, myślącego ludzkim umysłem, pracującego i działającego ludzkimi rękoma, kochającego ludzkim sercem, Boga który się trudzi, je i śpi jak jeden z nas. Syn Boży obala wszelkie ludzkie schematy: to nie uczniowie umywali stopy Panu, ale Pan, umył nogi swoim uczniom (por. J 13,1-20). To jest powodem zgorszenia i niewiary, nie tylko wówczas, ale w każdym czasie, także i dzisiaj.

Radykalna zmiana dokonana przez Jezusa zobowiązuje Jego wczorajszych i dzisiejszych uczniów do dokonania weryfikacji osobistej i wspólnotowej. Bowiem także w naszych czasach może się zdarzyć, że żywimy uprzedzenia, które uniemożliwiają nam uchwycenie rzeczywistości. Ale Pan zachęca nas dzisiaj do przyjęcia postawy pokornego słuchania i pojętnego oczekiwania, ponieważ łaska Boża często przedstawia się nam w zaskakujący sposób, nie odpowiadający naszym oczekiwaniom. Pomyślmy wspólnie na przykład o Matce Teresie z Kalkuty. Maleńka siostra - nikt by jej nie dał dziesięciu groszy - która wychodziła na ulice, aby wziąć umierających i zapewnić im godną śmierć. Ta mała zakonnica poprzez modlitwę i swoje działania dokonała cudów! Małość kobiety zrewolucjonizowała dzieło miłosierdzia w Kościele. To jest przykład z naszych czasów. Bóg nie dostosowuje się do uprzedzeń. Musimy usiłować otworzyć serce i umysł, aby zaakceptować Bożą rzeczywistość wychodzącą nam na spotkanie. Chodzi o to, aby mieć wiarę: brak wiary jest przeszkodą dla łaski Bożej. Wielu ochrzczonych żyje tak, jakby Chrystus nie istniał. Powtarzają gesty i znaki wiary, ale nie odpowiada im rzeczywista akceptacja osoby Jezusa i Jego Ewangelii. Każdy chrześcijanin – każdy z nas - jest powołany do pogłębienia tej podstawowej przynależności, starając się o niej świadczyć poprzez konsekwentny sposób życia, którego wątkiem przewodnim zawsze będzie miłość.

Prośmy Pana, za wstawiennictwem Maryi Dziewicy, aby przemógł zatwardziałość serc i ograniczoność umysłów, abyśmy byli otwarci na Jego łaskę, na Jego prawdę i Jego misję dobroci i miłosierdzia, która jest skierowana do wszystkich, nikogo nie wykluczając.

 

Rozważanie papieża Franciszka,1 lipiec 2018 r. Watykan

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia dzisiejszej niedzieli (por. Mk 5,21-43) przedstawia dwa cuda dokonane przez Jezusa, opisując je niemal jako rodzaj triumfalnego marszu ku życiu.

Najpierw ewangelista opowiada o pewnym Jairze, jednym z przełożonych synagogi, który przybył do Jezusa i błagał Go, aby poszedł do jego domu, ponieważ jego dwunastoletnia córka dogorywała. Jezus zgodził się i poszedł z nim; ale po drodze nadeszła wiadomość, że dziewczynka nie żyje. Możemy sobie wyobrazić reakcję owego ojca. Ale Jezus mówi mu: „Nie bój się, tylko wierz” (w.36). Gdy dotarli do domu Jaira, Jezus odsunął wszystkich, wszedł do pokoju jedynie z rodzicami oraz trzema uczniami i zwracając się do zmarłej powiedział: „Dziewczynko, mówię ci, wstań” (w. 41). Dziewczynka natychmiast wstała, jakby budząc się z głębokiego snu (por. w. 42).

W obrębie tego opisu Marek umieszcza inny: uzdrowienie kobiety, która cierpiała na krwotok a została uzdrowiona, skoro tylko dotknęła się płaszcza Jezusa (por. w. 27). Tutaj uderzający jest fakt, że wiara tej kobiety przyciąga, - chciałbym powiedzieć „kradnie” - boską moc zbawczą będącą w Chrystusie, który czując, że „wyszła z niego” moc, starał się zrozumieć, kto to był. A kiedy kobieta przyznała się i wyznała wszystko, powiedział do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła” (w. 34).

Są to dwie powiązane historie, z jednym centrum: wiara. Ukazują one Jezusa jako źródło życia, jako Tego, który daje na nowo życie osobom, które całkowicie Mu ufają. Dwaj główni bohaterowie, czyli ojciec dziewczynki i chora nie są jeszcze uczniami Jezusa, a jednak zostali wysłuchani ze wzglądu na swą wiarę. Rozumiemy stąd, że na drogę Pana przyjmowani są wszyscy: nikt nie powinien czuć się jak intruz, osoba dopuszczająca się nadużycia, czy ktoś, kto nie ma prawa. Jest tylko jeden wymóg, by uzyskać dostęp do Jego serca: poczucie potrzeby uzdrowienia i powierzenie się Jemu. Pytam was, każdego z osobna: czy czujesz potrzebę uzdrowienia? Z jakiejś rzeczy, jakiegoś grzechu, problemu? A jeśli to odczuwasz, czy masz wiarę w Jezusa? To dwa wymagania, aby być uzdrowionymi, by mieć dostęp do Jego serca: odczuwać potrzebę uzdrowienia i powierzyć się Jemu.

Jezus idzie, aby znaleźć tych ludzi w tłumie i wyrywa ich z anonimowości, wyzwala z lęku, by żyć i się ośmielić. Czyni to spojrzeniem i słowem, które stawia ich na nogi po tak wielu cierpieniach i upokorzeniach. My również jesteśmy wezwani, by nauczyć się i naśladować te słowa, które wyzwalają i te spojrzenia, które przywracają chęć życia, tym którzy są jej pozbawieni.

W tym fragmencie Ewangelii przeplatają się tematy wiary i nowego życia, które Jezus przyszedł dać wszystkim. Wchodząc do domu, w którym leżała martwa dziewczynka, wyrzucał tych, którzy robili zgiełk i płakali, (por. w. 40) mówiąc: „Dziecko nie umarło, tylko śpi” (w. 39). Jezus jest Panem, a wobec Niego śmierć fizyczna jest jak sen: nie ma powodu do rozpaczy. Istnieje inna śmierć, której należy się obawiać: serce znieczulone złem! Tak, tej śmierci musimy się obawiać! Gdy czujemy, że nasze serce jest nieczułe, znieczula się – pozwolę sobie powiedzieć – serce zmumifikowane – wówczas musimy się tego obawiać. To właśnie jest śmierć serca. Ale także grzech, serce zmumifikowane nie jest dla Jezusa ostatnim słowem, ponieważ to On przyniósł nam nieskończone miłosierdzie Ojca. I nawet jeśli nisko upadniemy, dociera do nas jego delikatny i mocny głos: „Mówię ci: wstań!”. Wspaniale usłyszeć to słowo Jezusa skierowane do każdego z nas: „Mówię ci: wstań! Wstań, bądź odważny, wstań!”. Jezus przywraca życie dziewczynce i przywraca życie uzdrowionej kobiecie: życie i wiarę obydwu.

Prośmy Maryję Dziewicę, aby towarzyszyła naszej pielgrzymce wiary i konkretnej miłości, zwłaszcza wobec potrzebujących. I wzywajmy Jej macierzyńskiego wstawiennictwa dla naszych braci, którzy cierpią na ciele i na duchu.

 

Rozważanie papieża Franciszka, 24 czerwiec 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj liturgia zachęca nas do obchodzenia uroczystości Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Jego narodziny to wydarzenie, które rzuca światło na życie jego rodziców, Elżbiety i Zachariasza, ogarniając radością i zdumieniem jego krewnych i osoby bliskie. Ci podeszli wiekiem rodzice wymarzyli a także przygotowywali ten dzień, ale już się go nie spodziewali: czuli się wykluczeni, upokorzeni, rozczarowani: nie mieli dzieci. W obliczu zapowiedzi narodzin syna (por. Łk 1, 13), Zachariasz pozostał niedowiarkiem, bo prawa naturalne na to nie pozwalały: byli starzy, w podeszłym wieku. Zatem Pan sprawił, że był niemy przez cały okres ciąży (por. w. 20). To znak. Ale Bóg nie jest uzależniony od naszej logiki i naszych ograniczonych ludzkich możliwości. Musimy nauczyć się ufać i zamilczeć w obliczu tajemnicy Boga oraz kontemplować w pokorze i milczeniu Jego dzieło, które objawia się w historii i które często przekracza naszą wyobraźnię.

A teraz, gdy wydarzenie ma miejsce, gdy Elżbieta i Zachariasz doświadczają, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (Łk 1, 37), ich radość jest wielka. Dzisiejszy fragment Ewangelii (Łk 1,57-66.80) ogłasza narodziny, a następnie koncentruje się na momencie nadania dziecku imienia. Elżbieta wybiera imię obce tradycji rodzinnej i mówi: „ma otrzymać imię Jan” (w. 60), co oznacza „Bóg okazał łaskę”. I rzeczywiście Jan, darmo dany i już nieoczekiwany dar, będzie świadkiem i zwiastunem Bożej łaski dla ubogich, którzy wyczekują z pokorną wiarą Jego zbawienia. Zachariasz niespodziewanie potwierdza wybór tego imienia, pisząc je na tabliczce – był bowiem niemy - i „natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga” (w. 64).

Całe wydarzenie narodzin Jana Chrzciciela otoczone jest radosnym poczuciem zadziwienia, zaskoczenia i wdzięczności: ludzie ogarnięci są świętą bojaźnią Bożą i „w całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło” (w. 65). Bracia i siostry, wierny lud zdaje sobie sprawę, że stało się coś wielkiego, chociaż pokornego i ukrytego, i zastanawia się: „Kimże będzie to dziecię?” (w. 66).

Wierny lud Boży jest zdolny do przeżywania wiary z radością, z poczuciem zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Ale spójrzmy na tych ludzi, którzy dobrze mówili o tej cudownej rzeczy, o tym cudzie narodzin Jana, i czynili to z radością, byli szczęśliwi, z poczuciem zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Patrząc na to, zadajmy sobie pytanie: jaka jest moja wiara? Czy jest to wiara radosna, czy też wiara zawsze taka sama, wiara płaska? Czy mam poczucie zadziwienia, gdy widzę dzieła Pana, kiedy słyszę o ewangelizacji lub życiu jakiegoś świętego, lub kiedy widzę tak wielu ludzi dobrych: czy odczuwam w swoim wnętrzu łaskę, albo też nic w moim sercu się nie porusza? Czy potrafię odczuć pociechę Ducha Świętego, czy też jestem na to zamknięty? Niech każdy z nas postawi sobie pytanie w rachunku sumienia: „Jaka jest moja wiara? Czy jest radosna? Czy jest otwarta na niespodzianki Boga, bo Bóg jest Bogiem niespodzianek? Czy zakosztowałem w duszy poczucia zadziwienia jakie sprawia obecność Boga, tego poczucia wdzięczności?”. Pomyślmy o tych słowach, które są duszą wiary: radości, poczucia zadziwienia, poczucia niespodzianki i wdzięczności.

Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam zrozumieć, że w każdej osobie ludzkiej znajduje się ślad Boga, który jest źródłem życia. Niech Ona, Matka Boga i nasza Matka, uświadamia nam coraz bardziej, że rodząc dziecko rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia, a każde narodziny dziecka niech rozbudzają radość, zadziwienie i wdzięczność.

 

Rozważanie papieża Franciszka, 10 czerwiec 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia dzisiejszej niedzieli (por. Mk 3,20-35) ukazuje nam dwa rodzaje niezrozumienia, którym Jezus musiał stawić czoła: uczonych w Piśmie oraz członków swojej rodziny.

Pierwsze niezrozumienie: Uczeni w Piśmie byli ludźmi znającymi Pismo Święte, a ich zadaniem było wyjaśnianie go ludowi. Niektórzy z nich zostali posłani z Jerozolimy do Galilei, gdzie zaczęła się rozprzestrzeniać sława Jezusa, aby Go zdyskredytować w oczach ludzi. Aby szerzyć plotki, zdyskredytować drugiego, pozbawić autorytetu. Po to zostali posłani. Owi uczeni w Piśmie przybyli z wyraźnym i straszliwym oskarżeniem, nie szczędzili środków, zmierzają do centrum: „Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy” (w. 22). Oznaczało to mniej więcej, że jest On opętany przez diabła. Rzeczywiście Jezus uzdrowił wielu chorych, a oni chcą, by wierzono, że czyni to nie mocą Ducha Bożego, lecz złego ducha. Jezus reaguje słowami mocnymi i jasnymi, gdyż owi uczeni w Piśmie, być może nieświadomie, popadają w większy grzech: zaprzeczają i bluźnią miłości Boga, który jest obecny i działa w Jezusie. Jest to bluźnierstwo, grzech przeciwko Duchowi Świętemu, jedyny grzech niewybaczalny – tak mówi Jezus - ponieważ zaczyna się od zamknięcia serca na miłosierdzie Boga działającego w Jezusie.

Ale wydarzenie to zawiera ostrzeżenie potrzebne nam wszystkim. Może się bowiem zdarzyć, że silna zawiść z powodu dobra i dobrych uczynków danej osoby może doprowadzić do fałszywego jej oskarżenia. Dostrzegamy tutaj śmiertelną truciznę: zjadliwość z jaką rozmyślnie chce się zniszczyć dobrą opinię drugiej osoby. Niech Bóg nas uwolni od tej strasznej pokusy! A jeśli, badając nasze sumienie widzimy, że ten chwast zaczyna w nas kiełkować, to natychmiast idźmy go wyznać w Sakramencie Pokuty, zanim się rozwinie i zrodzi swoje niedobre skutki, których nie da się uleczyć. Uważajcie, bo ta postawa niszczy rodziny, przyjaźnie, wspólnoty i wreszcie społeczeństwo.

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam także o innym, bardzo odmiennym niezrozumieniu Jezusa: niezrozumieniu członków Jego rodziny. Niepokoili się, ponieważ Jego nowe wędrowne życie wydawało się im szalone (por. w. 21). Rzeczywiście okazał się tak dostępny dla ludzi, szczególnie dla chorych i grzeszników, że nie miał nawet czasu na spożywanie posiłków. Taki był Jezus: najpierw ludzie, służenie, pomaganie ludziom, nauczanie, leczenie ludzi, był dla ludzi, nie miał nawet czasu, by coś zjeść. Zatem członkowie Jego rodziny postanowili sprowadzić Go z powrotem do Nazaretu, do domu. Przybyli na miejsce, gdzie Jezus nauczał i posłali, aby Go przywołać. Powiedziano Mu: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie” (w.32). On odpowiedział: „«Któż jest moją matką i którzy są braćmi?» I spoglądając na siedzących wokoło Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką»” (ww. 33-34). Jezus tworzą nową rodzinę, już nie w oparciu o więzi naturalne, ale opierającej się na wierze w Niego, na Jego miłości, która nas przyjmuje i jednoczy między nami w Duchu Świętym. Wszyscy, którzy przyjmują słowo Jezusa są synami Boga i braćmi między sobą. Przyjęcie słowa Jezusa czyni nas między sobą braćmi, czyni nas rodziną Jezusa. Obmawianie innych, niszczenie dobrego imienia innych czyni nas członkami rodziny diabła.

Ta odpowiedź Jezusa nie jest brakiem szacunku dla swej Matki i członków rodziny. Jest tutaj wręcz największe uznanie dla Maryi, gdyż to właśnie ona jest doskonałą uczennicą, która we wszystkim była posłuszna woli Boga. Niech Dziewica-Matka pomaga nam zawsze żyć w komunii z Jezusem, uznając dzieło Ducha Świętego działającego w Nim i w Kościele, odradzając świat do nowego życia.

 

Rozważanie papieża Franciszka, 3 czerwiecj 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj w wielu krajach, w tym we Włoszech obchodzona jest uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, lub zgodnie z najbardziej znanym wyrażeniem łacińskim, uroczystości Bożego Ciała. Ewangelia prowadzi nas z powrotem do słów Jezusa wypowiedzianych podczas Ostatniej Wieczerzy spożywanej wraz z uczniami: „Bierzcie, to jest Ciało moje [...] To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” (Mk 14,22.24). Właśnie na mocy tego testamentu miłości wspólnota chrześcijańska gromadzi się w każdą niedzielę i każdego dnia wokół Eucharystii - sakramentu odkupieńczej ofiary Chrystusa. A zauroczeni Jego rzeczywistą obecnością chrześcijanie adorują i kontemplują Go przez pokorny znak chleba, który stał się Jego Ciałem.

Za każdym razem, gdy celebrujemy Eucharystię przez ten sakrament taki skromny, a zarazem uroczysty, doświadczamy Nowego Przymierza, które w pełni urzeczywistnia komunię między Bogiem a nami. A jako uczestnicy tego przymierza, choć mali i ubodzy współpracujemy w budowaniu historii tak jak tego chce Bóg. Dlatego każda celebracja eucharystyczna stanowiąc akt publicznego kultu Boga, odnosi do życia i konkretnych wydarzeń naszej egzystencji. Karmiąc się Ciałem i Krwią Chrystusa upodabniamy się do Niego, przyjmujemy w sobie Jego miłość, nie po to, aby trzymać ją zazdrośnie dla siebie, ale dzielić się nią z innymi. Ta logika wpisana jest w Eucharystię. Otrzymujemy Jego miłość i dzielimy ją z innymi. Taka jest jej logika! Kontemplujemy w niej bowiem Jezusa – chleb łamany i ofiarowany, krew przelaną dla naszego zbawienia. Jest to obecność, która jak ogień spala w nas postawy egoistyczne, oczyszcza nas ze skłonności, by dawać tylko wtedy, gdy otrzymaliśmy, i rozpala pragnienie, abyśmy i my w jedności z Jezusem stali się chlebem łamanym i krwią przelaną dla braci.

Dlatego uroczystość Bożego Ciała jest tajemnicą zauroczenia Chrystusem i przekształcenia w Niego. Jest też szkołą konkretnej miłości, cierpliwej i ofiarnej, jak Jezusa na krzyżu. Uczy nas stawania się bardziej gościnnymi i dyspozycyjnymi wobec osób poszukujących zrozumienia, pomocy, dodania otuchy, a które są usunięte na margines i samotne. Obecność Jezusa żyjącego w Eucharystii jest jak brama, brama otwarta między świątynią a drogą, między wiarą a historią, między miastem Boga - a miastem człowieka.

Wyrazem ludowej pobożności eucharystycznej są procesje z Najświętszym Sakramentem. Odbywają się one dzisiaj w wielu miastach i miasteczkach. Są wymownym znakiem, że Jezus, który umarł i zmartwychwstał, nadal przemierza drogi świata, dołącza do nas i poprowadzi nasze pielgrzymowanie: karmi naszą wiarę, nadzieję i miłość; pociesza w przeżywanych próbach; wspiera zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości i pokoju. Również tego wieczoru, w Ostii - jak to uczynił błogosławiony Paweł VI 50 lat temu - odprawię Mszę św., po której nastąpi procesja z Najświętszym Sakramentem. Zapraszam wszystkich do uczestnictwa, także duchowego, za pośrednictwem radia i telewizji.

Niech Matka Boża towarzyszy nam tego dnia.

 

Rozważanie papieża Franciszka, 27 maj 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj, w niedzielę po Pięćdziesiątnicy, obchodzimy uroczystość Trójcy Świętej. Jest to święto służące kontemplowaniu i uwielbianiu tajemnicy Boga Jezusa Chrystusa, który jest jedno w komunii trzech Osób: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Aby świętować z nieustannie nowym zadziwieniem Boga, który jest Miłością, a który daje nam darmo swoje życie i prosi, abyśmy je szerzyli w świecie.

Dzisiejsze czytania biblijne pozwalają nam zrozumieć, że Bóg nie tyle chce nam objawić, że istnieje, ile raczej, iż jest „Bogiem z nami”, który nas kocha, jest zainteresowany naszą osobistą historią i opiekuje się wszystkimi, poczynając od najmniejszych i potrzebujących. Jest On „Bogiem, na niebie wysoko”, lecz także „na ziemi nisko” (por. Pwt 4, 39). Dlatego nie wierzymy w istotę odległą, obojętną, lecz przeciwnie w Miłość, która stworzyła wszechświat i zrodziła lud, stała się ciałem, umarła i powstała z martwych dla nas, a jako Duch Święty wszystko przekształca i doprowadza do pełni.

Święty Paweł (por. Rz 8, 14-17), który osobiście doświadczył tej przemiany dokonanej przez Boga, który jest Miłością, mówi nam, że pragnie On być nazywany Ojcem, a raczej „Tatusiem”, z całkowitą ufnością dziecka, które wtula się w ramiona tego, który dał mu życie. Raz jeszcze Apostoł nam przypomina, iż Duch Święty działając w nas sprawia, że Jezus Chrystus nie sprowadza się do osoby z przeszłości, ale że czujemy, iż jest On blisko, że jest naszym współczesnym i doświadczamy radości bycia dziećmi kochanymi przez Boga. Wreszcie w Ewangelii, zmartwychwstały Pan obiecuje, że pozostanie z nami na zawsze. I właśnie dzięki tej Jego obecności i mocy Jego Ducha możemy spokojnie wypełniać misję, którą nam powierza: głoszenie i dawanie świadectwa wszystkim Jego Ewangelii i w ten sposób poszerzanie komunii z Nim i wypływającej z niej radości. Bóg pielgrzymując wraz z nami napełnia nas radością, a radość jest poniekąd pierwszym językiem chrześcijanina.

Zatem uroczystość Trójcy Przenajświętszej każe nam kontemplować tajemnicę Boga, który bezustannie stwarza, odkupia i uświęca, zawsze z miłością i ze względu na miłość, i każdemu stworzeniu, które Go przyjmuje pozwala odzwierciedlać promień Jego piękna, dobroci i prawdy. Od początku postanowił On pielgrzymować wraz z ludzkością i tworzy lud, który byłby błogosławieństwem dla wszystkich narodów i dla każdej osoby, nikogo nie wykluczając. Chrześcijanin nie jest osobą wyizolowaną. Należy do ludu, tego ludu kształtowanego przez Boga. Nie można być chrześcijaninem bez tej przynależności i komunii. Jesteśmy ludem: Bożym ludem.

Niech Najświętsza Maryja Panna pomoże nam wypełnić z radością misję świadczenia światu, spragnionemu miłości, że sensem życia jest właśnie nieskończona i konkretna miłość Ojca i Syna i Ducha Świętego.

 

Rozważanie papieża Franciszka, 20 maj 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza uroczystość Pięćdziesiątnicy stanowi uwieńczenie okresu wielkanocnego, skupionego na śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Jest przypomnieniem i przeżyciem na nowo wylania Ducha Świętego na apostołów i innych uczniów zgromadzonych na modlitwie wraz z Maryją Panną w Wieczerniku (por. Dz 2, 1-11). W tym dniu rozpoczęła się historia chrześcijańskiej świętości, ponieważ Duch Święty jest źródłem świętości, która nie jest przywilejem nielicznych, lecz powołaniem wszystkich.

Na mocy chrztu świętego zostaliśmy bowiem wszyscy wezwani do udziału w Bożym życiu samego Chrystusa a przez bierzmowanie mamy być Jego świadkami w świecie. „Duch Święty rozlewa świętość wszędzie w świętym i wiernym ludzie Bożym” (Adhort. ap. "Gaudete et exsultate", 6). Jak stwierdza Sobór Watykański II, „Podobało się Bogu uświęcić i zbawiać ludzi nie pojedynczo, z wyłączeniem wszelkich wzajemnych powiązań, lecz ustanowić ich jako lud, który uznałby Go w prawdzie i Jemu święcie służył” (Konst. dogm. "Lumen gentium", 9).

Już przez starożytnych proroków Pan ogłosił ludziom swój plan. Za pośrednictwem Ezechiela mówi: „Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali. [...] Będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem” (36, 27-28). A Przez usta Joela głosi: „Wyleję potem Ducha mego na wszelkie ciało, a synowie wasi i córki wasze prorokować będą [...] Nawet na niewolników i niewolnice wyleję Ducha mego w owych dniach [...] Każdy jednak, który wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony” (3,1-2.5). Wszystkie te proroctwa wypełniają się w Jezusie Chrystusie, „Pośredniku i poręczycielu nieustannego wylania Ducha” (Mszał Rzymski, Prefacja po Wniebowstąpieniu). Dzisiaj jest święto wylania Ducha Świętego.

Od tego dnia Pięćdziesiątnicy aż do końca czasów świętość ta, której pełnią jest Chrystus, jest dawana wszystkim tym, którzy otwierają się na działanie Ducha Świętego i starają się być Jemu posłuszni. Duch Święty, wkraczając w nas, pokonuje oschłość, otwiera serca na nadzieję, pobudza i wspiera dojrzewanie wewnętrzne w relacji z Bogiem i bliźnim. To nam właśnie mówi św. Paweł: „Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5, 22).

Prośmy Maryję Pannę, aby wyjednała również dzisiaj dla Kościoła nową Pięćdziesiątnicę, odnowioną młodość, aby dała nam radość życia i świadczenia o Ewangelii oraz „napełniła nas mocnym pragnieniem bycia świętymi dla większej chwały Bożej” ("Gaudete et exsultate', 177).

Rozważanie papieża Franciszka, 13 maj 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj we Włoszech i wielu innych krajach obchodzona jest uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Święto to zawiera dwa elementy. Z jednej strony kieruje nasze spojrzenie ku niebu, gdzie uwielbiony Jezus zasiada po prawicy Boga (por. Mk 16,19). Z drugiej strony przypomina nam początek misji Kościoła: Jezus który zmartwychwstał i wstąpił do nieba, posyła swoich uczniów, aby szerzyli Ewangelię po całym świecie. Dlatego Wniebowstąpienie zachęca nas, byśmy wznieśli spojrzenie ku niebu, aby następnie natychmiast zwrócić je ku ziemi, wypełniając zadania powierzone nam przez zmartwychwstałego Pana.

Do uczynienia tego zachęca nas dzisiejszy fragment Ewangelii, w którym wydarzenie Wniebowstąpienia następuje bezpośrednio po misji, jaką Jezus powierza uczniom. Jest to misja bezkresna – to znaczy dosłownie bez granic - przekraczająca siły ludzkie. Istotnie Jezus mówi: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16, 15). Wydaje się ona zbyt śmiałym zadaniem, które Jezus powierza małej grupie prostych ludzi, pozbawionych wielkich zdolności intelektualnych! Jednak ta niewielka grupa, nieistotna dla wielkich mocarstw świata, jest posłana, aby zanieść orędzie miłości i miłosierdzia Jezusa do każdego zakątka ziemi.

Ale ten Boży plan może zostać zrealizowany jedynie dzięki mocy, jaką sam Bóg udziela apostołom. Dlatego Jezus zapewnia, że ich misję będzie wspierał Duch Święty. Mówi: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8). W ten sposób mogła wypełnić się ta misja, a apostołowie rozpoczęli dzieło, które następnie kontynuowali ich następcy. Misja powierzona przez Jezusa apostołom trwała przez wieki i trwa także i dzisiaj: wymaga współpracy nas wszystkich. Każdy bowiem na mocy otrzymanego chrztu jest uprawniony ze swojej strony do głoszenia Ewangelii.

Wniebowstąpienie Pańskie rozpoczynając nową formę obecności Jezusa pośród nas wymaga, abyśmy mieli otwarte oczy i serce, by Go spotkać, aby Jemu służyć i świadczyć o Nim innym. Chodzi o to, aby być mężczyznami i kobietami Wniebowstąpienia, czyli poszukiwaczami Chrystusa na drogach naszych czasów, niosącymi Jego słowo zbawienia aż po krańce ziemi. Na tej drodze spotykamy samego Chrystusa w braciach, zwłaszcza w najuboższych, w tych, którzy znoszą w swoim ciele trudne i upokarzające doświadczenie starych i nowych form ubóstwa. Tak jak na początku Zmartwychwstały Chrystus posłał swoich apostołów mocą Ducha Świętego, tak dzisiaj posyła nas, z tą samą siłą, aby dawać konkretne i widzialne znaki nadziei.

Niech Najświętsza Maryja Panna, która będąc Matką Pana, który umarł i zmartwychwstał, ożywiła wiarę pierwszej wspólnoty uczniów pomaga nam również trzymać „nasze serca w górze", jak nas zachęca liturgia. A jednocześnie niech nam pomoże stawiać „stopy na ziemi” i odważnie siać Ewangelię w konkretnych sytuacjach życia i historii.

 

Rozważanie papieża Franciszka, 6 maj 2018 r. Watykan

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W trwającym obecnie okresie wielkanocnym Słowo Boże nadal wskazuje nam konsekwentne style życia, abyśmy byli wspólnotą Zmartwychwstałego Pana. Wśród nich dzisiejsza Ewangelia przedstawia polecenie Jezusa: „Wytrwajcie w miłości mojej” (J 15,9). Przebywanie w nurcie Bożej miłości, obranie w niej stałego mieszkania jest warunkiem, aby sprawić, żeby nasza miłość nie utraciła po drodze swego żaru i swej śmiałości. My również, tak jak Jezus i w Nim, musimy przyjąć z wdzięcznością miłość, która pochodzi od Ojca i trwać w tej miłości, starając się od niej nie oddzielać przez egoizm i grzech. Jest to program wymagający, ale nie niemożliwy.

Ważne jest przede wszystkim uświadomienie sobie, że miłość Chrystusa nie jest uczuciem powierzchownym, ale podstawową postawą serca, która przejawia się w życiu tak, jak On tego chce. Jezus stwierdza: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (w. 10). Miłość urzeczywistnia się w życiu codziennym, w postawach, w działaniach; w przeciwnym razie jest tylko czymś iluzorycznym, to tylko słowa, słowa, słowa… - to nie jest miłość. Miłość jest konkretna. Jezus wymaga od nas, abyśmy przestrzegali Jego przykazań, które streszczają się w tych słowach: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (w. 12).

Jak sprawić, aby ta miłość, którą daje nam Zmartwychwstały Pan mogła być dzielona z innymi? Jezus wielokrotnie wskazywał, kto jest drugim, którego trzeba miłować, nie słowami, lecz czynem. To ten, którego spotykam na mojej drodze i który ze swoim obliczem i swoją historią jest dla mnie wzywaniem. To ten, który samą swoją obecnością pobudza mnie do wyjścia z moich zainteresowań i zabezpieczeń. To ten, który oczekuje mojej gotowości do słuchania i przemierzenia fragmentu drogi razem. Dyspozycyjność wobec każdego brata i siostry, kimkolwiek on jest i niezależnie od sytuacji, w której się znajduje, począwszy od tych, którzy są mi bliscy w rodzinie, we wspólnocie, w pracy, w szkole... W ten sposób, jeśli trwam zjednoczony z Jezusem, Jego miłość może dotrzeć do drugiego i pociągnąć go do siebie, do przyjaźni z Nim.

A ta miłość wobec innych nie może być ograniczona do chwil wyjątkowych, ale musi stać się stałym elementem naszego życia. Dlatego właśnie jesteśmy wezwani, by strzec osób starszych jako cennego skarbu i z miłością, nawet jeśli stwarzają problemy gospodarcze i niedogodności. Właśnie dlatego musimy udzielić chorym, nawet jeśli są na ostatnim etapie życia, wszelkiej możliwej pomocy. Właśnie dlatego trzeba zawsze przyjąć tych, którzy mają się urodzić. Właśnie dlatego ostatecznie życie musi być zawsze chronione i miłowane od poczęcia do naturalnego kresu – to właśnie jest miłość.

Jesteśmy kochani przez Boga w Jezusie Chrystusie, który wymaga od nas, abyśmy się tak miłowali nawzajem, jak On nas miłuje. Ale nie możemy tego uczynić, jeśli nie mamy w sobie Jego Serca. Eucharystia, w której mamy uczestniczyć każdej niedzieli, ma na celu kształtowanie w nas Serca Chrystusa, aby całe nasze życie kierowało się Jego hojnymi postawami. Niech Dziewica Maryja pomaga nam trwać w umiłowaniu Jezusa i wzrastać w miłości wobec wszystkich, a szczególnie najsłabszych, aby w pełni odpowiadać naszemu powołaniu chrześcijańskiemu.

 

Rozważanie papieża Franciszka, 29 kwiecień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Słowo Boże, także w tę piątą niedzielę wielkanocną, stale wskazuje nam drogę i warunki bycia wspólnotą Zmartwychwstałego Pana. W minioną niedzielę podkreślono związek między człowiekiem wierzącym a Jezusem Dobrym Pasterzem. Dzisiaj Ewangelia proponuje nam wydarzenie, w którym Jezus przedstawia się jako prawdziwy krzew winny i zachęca nas, abyśmy trwali z Nim zjednoczeni, by przynosić owoc obfity (por. J 15, 1-8). Winorośl jest rośliną, która tworzy jedność z latoroślami; a latorośle owocują tylko dlatego, że są zjednoczone z winnym krzewem. Związek ten jest tajemnicą życia chrześcijańskiego, a św. Jan ewangelista wyraża to za pomocą czasownika „trwać”, który w dzisiejszym fragmencie powtarza się siedmiokrotnie.

Chodzi o trwanie z Panem, aby znaleźć odwagę, by wyjść ze swoich ograniczeń, z naszej wygody, z naszych ograniczonych i chronionych przestrzeni, by wyruszyć na otwarte morze potrzeb innych osób i tchnąć sporo życia do naszego chrześcijańskiego świadectwa w świecie. Odwaga ta rodzi się z wiary w zmartwychwstałego Pana i z pewności, że Jego Duch towarzyszy naszej historii. Jednym z najdojrzalszych owoców, który wypływa z komunii z Chrystusem, jest bowiem zaangażowanie miłości wobec bliźniego, miłując braci i zapominając o sobie, aż po ostateczne konsekwencje, tak, jak Jezus nas umiłował. Dynamizm miłości człowieka wierzącego nie jest owocem strategii, nie wynika z napięć zewnętrznych, aspektów społecznych czy ideologicznych, ale ze spotkania z Jezusem i trwania w Jezusie. On jest dla nas winnym krzewem, z którego czerpiemy energię, to znaczy, „życie”, aby wnieść w społeczeństwo inny sposób życia i poświęcania się, który stawia na pierwszym miejscu ostatnich.

Kiedy jesteśmy w bliskiej relacji z Panem tak, jak są sobie bliskie i połączone ze sobą krzew winny i latorośle, to jesteśmy zdolni do przynoszenia owoców nowego życia, miłosierdzia, sprawiedliwości i pokoju, które wywodzą się ze Zmartwychwstania Pana. To właśnie czynili święci, ci, którzy żyli w pełni życiem chrześcijańskim i świadectwem miłości, ponieważ byli prawdziwymi latoroślami winnego krzewu Pana. Ale żeby być świętymi „nie trzeba być biskupami, kapłanami, zakonnikami ani zakonnicami [...] Wszyscy jesteśmy powołani, by być świętymi, żyjąc z miłością i dając swe świadectwo w codziennych zajęciach, tam, gdzie każdy się znajduje” (adhort. ap. Gaudete et exsultate, 14). Wszyscy jesteśmy powołani, aby być świętymi; powinniśmy być święci tym bogactwem, które otrzymujemy od zmartwychwstałego Pana. Każde działanie - praca i odpoczynek, życie rodzinne i społeczne, podejmowanie odpowiedzialności politycznej, kulturalnej i gospodarczej - każda działalność, czy to wielka czy też mała, jeśli jest przeżywana w jedności z Jezusem oraz z postawą miłości i służby jest okazją do życia w pełni chrztem i ewangeliczną świętością.

Niech nam pomaga Maryja, Królowa Wszystkich Świętych i wzór doskonałej komunii ze swoim boskim Synem. Niech nas Ona nauczy trwania w Jezusie tak, jak latorośle w winnym krzewie i abyśmy nigdy nie odłączali się od Jego miłości. Bez Niego bowiem nic nie możemy uczynić, bo naszym życiem jest Chrystus żyjący, obecny w Kościele i świecie.

 

Rozważanie papieża Franciszka, 22 kwiecień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Liturgia tej czwartej niedzieli wielkanocnej nadal pragnie nam pomóc w odkrywaniu naszej tożsamości jako uczniów Zmartwychwstałego Pana. W Dziejach Apostolskich Piotr wyraźnie stwierdza, że dokonane przez niego uzdrowienie chromego, o którym mówi cała Jerozolima, miało miejsce w imię Jezusa, bo „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (4,12). W tym uzdrowionym człowieku jest każdy z nas, nasze wspólnoty: każdy może zostać wyleczony z wielu form duchowej choroby - ambicji, lenistwa, pychy - jeśli zgodzi się na ufne złożenie swego życia w rękach Zmartwychwstałego. „W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka - stwierdza Piotr - ten człowiek stanął przed wami zdrowy” (w. 10). Ale kim jest uzdrawiający Chrystus? Na czym polega bycie uzdrowionym przez Niego? Z czego nas leczy? I przez jakie postawy?

Odpowiedź na wszystkie te pytania znajdujemy w dzisiejszej Ewangelii, gdzie Jezus mówi: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10,11). Ta samo prezentacja Jezusa nie może być sprowadzona do emocjonalnej sugestii, bez żadnego konkretnego skutku! Jezus uzdrawia poprzez swoje bycie pasterzem, który daje życie. Oddając za nas swe życie, Jezus mówi do każdego: „twoje życie jest dla mnie tak cenne, że aby je zbawić, daję całego siebie”. To właśnie owo ofiarowanie swojego życia czyni Go dobrym Pasterzem w pełnym tego słowa znaczeniu, Tym, który leczy, Tym, który pozwala nam żyć życiem pięknym i owocnym.

Druga część tego samego fragmentu Ewangelii mówi nam pod jakimi warunkami Jezus może nas uzdrowić i uczynić nasze życie radosnym i owocnym: „Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca” (ww. 14-15). Jezus nie mówi o wiedzy intelektualnej, ale o relacji osobistej, o szczególnym umiłowaniu, o wzajemnej czułości, będącej odzwierciedleniem tej samej bliskiej relacji miłości między Nim a Ojcem. Nie zamykać się w sobie, ale otworzyć się na Niego, aby On mnie poznał. Jest to postawa przez którą dokonuje się żywa i osobista relacja z Jezusem: dać się Jemu poznać. Troszczy się o każdego z nas, dogłębnie zna nasze serce: zna nasze strony mocne i nasze niedostatki, plany, które zrealizowaliśmy i niespełnione nadzieje. Ale akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy, nawet z naszymi grzechami, aby nas uzdrowić, aby je nam wybaczyć. Prowadzi nas z miłością, abyśmy mogli pokonywać nawet trudne ścieżki, nie gubiąc drogi. On nam towarzyszy.

A my ze swej strony jesteśmy wezwani, aby poznać Jezusa. Oznacza to spotkanie z Nim, które wzbudzi pragnienie pójścia za Nim, porzucając postawy zamknięcia w sobie, aby wyruszyć na nowe drogi, wskazane przez samego Chrystusa i otwarte na szeroką perspektywę. Kiedy w naszych wspólnotach wystyga chęć przeżywania relacji z Jezusem, słuchania Jego głosu i wiernego naśladowania Go, to nieuchronnie przeważać będą inne sposoby myślenia i życia, niezgodne z Ewangelią.

Niech Maryja, nasza Matka pomaga nam rozwijać coraz silniejszą więź z Jezusem otworzyć się na Jezusa, aby wszedł do naszego wnętrza, aby ta relacja była mocniejsza. On jest Zmartwychwstały. W ten sposób możemy Go naśladować w całym naszym życiu. Niech w tym Światowym Dniu Modlitw o Powołania Maryja wstawia się, aby wielu odpowiedziało z wielkodusznością i wytrwałością Panu, który wzywa do opuszczenia wszystkiego dla Jego królestwa.

 

Rozważanie papieża Franciszka, 15 kwiecień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W centrum dzisiejszej trzeciej niedzieli Wielkanocy znajduje się doświadczenie zmartwychwstałego Chrystusa, będące udziałem Jego uczniów. Widać to szczególnie w Ewangelii, która po raz kolejny wprowadza nas do Wieczernika, gdzie Jezus objawia się Apostołom, zwracając się do nich z następującym pozdrowieniem: „Pokój wam!” (Łk 24, 36). Chodzi zarówno o pokój wewnętrzny, jak i pokój, który jest ustanawiany w relacjach między ludźmi. Wydarzenie opisane przez ewangelistę Łukasza kładzie duży nacisk na realizm zmartwychwstania. Nie chodzi bowiem o pojawienie się duszy Jezusa, ale Jego rzeczywistą obecność w zmartwychwstałym ciele.

Jezus zauważa, że apostołowie są zaniepokojeni, widząc Go; że są zszokowani, ponieważ rzeczywistość zmartwychwstania jest dla nich niepojęta. Sądzą, że widzą ducha, ale zmartwychwstały Jezus nie jest duchem, jest człowiekiem z ciałem i duszą. Dlatego mówi do nich: „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam” (w. 39). A ponieważ wydaje się, że to nie wystarcza, aby przezwyciężyć niewiarę uczniów, Jezus ich pyta: „Macie tu coś do jedzenia?” (w. 41). Dają mu trochę pieczonej ryby; Jezus bierze ją i spożywa wobec nich.

Nacisk Jezusa na rzeczywistość Jego zmartwychwstania rzuca światło na chrześcijańską perspektywę dotyczącą ciała: nie jest ono przeszkodą czy też więzieniem duszy. Ciało jest stworzone przez Boga, a człowiek nie jest pełny, jeśli nie jest jednością ciała i duszy. Jezus, który zwyciężył śmierć i zmartwychwstał w ciele i duszy pozwala nam zrozumieć, że musimy mieć pozytywną wizję naszego ciała. Może stać się ono okazją lub narzędziem grzechu, ale grzech nie jest spowodowany przez ciało, ale przez naszą słabość moralną. Ciało jest wspaniałym darem Boga, przeznaczonym, w zjednoczeniu z duszą, aby w pełni wyrazić obraz i podobieństwo do Niego. Zatem jesteśmy wezwani, by mieć wielki szacunek i troskę o nasze ciało, a także ciało innych osób.

Każda obraza, rana lub przemoc wobec ciała naszego bliźniego jest zniewagą dla Boga Stwórcy! Moje myśli biegną szczególnie ku dzieciom, kobietom, osobom starszym, dręczonymi cieleśnie. W ciele tych osób znajdujemy ciało Chrystusa. Jezus wyśmiewany, oczerniany, poniżany, biczowany, ukrzyżowany uczył nas miłości. Takiej miłości, która w swoim zmartwychwstaniu okazała się potężniejsza od grzechu i śmierci, i pragnie odkupić wszystkich, którzy w swoim ciele doświadczają niewolnictwa naszych czasów.

W świecie, w którym nazbyt często przeważa brutalność wobec najsłabszego i materializm tłumiący ducha, dzisiejsza Ewangelia wzywa nas, abyśmy byli osobami zdolnymi do spojrzenia w głębię, pełnymi zdumienia i wielkiej radości z powodu spotkania zmartwychwstałego Pana. Osobami umiejącymi podjąć i docenić nowość życia, jaką zasiewa On w dziejach, aby ją ukierunkować ku nowemu niebu i nowej ziemi. Niech nas w tej drodze wspiera Dziewica Maryja, której macierzyńskiemu wstawiennictwu ufnie się powierzamy.

 

Homilia papieża Franciszka, 8 kwiecień 2018 r. Watykan

W dzisiejszej Ewangelii wiele razy powtarza się czasownik „widzieć”: „Uradowali się uczniowie, ujrzawszy Pana” (J 20,20); następnie powiedzieli Tomaszowi: „Widzieliśmy Pana” (w. 25). Lecz Ewangelia nie opisuje, jak Go widzieli, nie opisuje Zmartwychwstałego, uwydatnia tylko jeden szczegół: „Pokazał im ręce i bok” (w. 20). Zdaje się, jakby nam chciała powiedzieć, że uczniowie rozpoznali Jezusa poprzez Jego rany. To samo stało się z Tomaszem: on także chciał zobaczyć „na rękach Jego ślad gwoździ” (w. 25), a gdy zobaczył – uwierzył (w. 27).

Musimy podziękować Tomaszowi, mimo jego niewiary, bo nie zadowolił się usłyszeniem od innych, że Jezus żyje, ani też zobaczeniem Go w ludzkiej postaci, ale chciał wejść do wnętrza, dotknąć jego ran, znaków Jego miłości. Ewangelia nazywa Tomasza „Didymos” (w.24), czyli bliźniakiem, i jest on w tym naprawdę naszym bratem bliźniakiem. Bo i nam nie wystarcza wiedzieć, że Bóg istnieje: nie wypełnia naszego życia Bóg zmartwychwstały, lecz odległy; nie pociąga nas Bóg daleki, chociaż sprawiedliwy i święty. Nie, także i my musimy „zobaczyć Boga”, dotknąć własnymi rękami, że dla nas zmartwychwstał.

Jak to możemy zobaczyć? Podobnie jak uczniowie: przez Jego rany. Patrząc tam, uświadomili sobie, że nie kochał ich na niby i że im przebaczył, mimo że wśród nich byli tacy, którzy się Go zaparli i którzy Go opuścili. Wejście w Jego rany to kontemplowanie bezgranicznej miłości, wypływającej z Jego serca. To zrozumieć, że Jego serce bije dla mnie, dla ciebie, dla każdego z nas. Drodzy bracia i siostry, możemy uważać się i określać za chrześcijan i mówić o wielu pięknych wartościach wiary, ale podobnie jak uczniowie potrzebujemy widzenia Jezusa dotykając Jego miłości. Tylko w ten sposób możemy dotrzeć do istoty wiary i, podobnie jak uczniowie, znaleźć pokój i radość (por. ww. 19-20) silniejsze niż wszelkie wątpliwości.

Tomasz, widząc rany Pana, zawołał: „Pan mój i Bóg mój!” (w. 28). Chciałbym zwrócić uwagę na przymiotnik powtarzany przez Tomasza: mój. Jest to przymiotnik dzierżawczy i, jeśli się zastanowimy, mogło by się zdawać nie na miejscu odnoszenie go do Boga: jakże Bóg może być mój? Jakże mogę czynić Wszechmogącego „moim”? Tak naprawdę, mówiąc „mój”, nie dopuszczamy się bezczeszczenia Boga, ale oddajemy cześć Jego miłosierdziu, ponieważ to On chciał „stać się naszym”. I tak jak w historii miłosnej, mówimy Jemu: „Dla mnie stałeś się człowiekiem, dla mnie umarłeś i zmartwychwstałeś, a zatem jesteś nie tylko Bogiem; jesteś moim Bogiem, jesteś moim życiem. W Tobie znalazłem miłość, której szukałem i o wiele więcej niż kiedykolwiek myślałem”.

Bóg nie jest urażony, by być „naszym”, ponieważ miłość wymaga zaufania, miłosierdzie wymaga zaufania. Już na początku Dekalogu Bóg powiedział: „Ja jestem Pan, twój Bóg” (Wj 20, 2) i powtórzył: „ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym” (w.5). Oto propozycja Boga, zazdrosnego miłującego, który przedstawia się jako „twój” Bóg. A ze wzruszonego serca Tomasza płynie odpowiedź: „Pan mój i Bóg mój!”. Wchodząc dzisiaj poprzez rany w tajemnicę Boga, rozumiemy, że miłosierdzie nie jest jedną z wielu Jego cech między innymi, lecz pulsem Jego serca. A zatem, podobnie jak Tomasz, nie żyjemy już jako uczniowie wątpiący, pobożni, lecz niezdecydowani; stajemy się i my prawdziwymi rozmiłowanymi w Panu! Nie bójmy się tego słowa: rozmiłowani w Panu!

Jak możemy zakosztować tej miłości, jak możemy dzisiaj dotknąć miłosierdzia Jezusa? Wskazuje to stale Ewangelia, gdy podkreśla, że w wieczór Wielkanocy (por. w. 19), to znaczy właśnie dopiero co zmartwychwstały Jezus jako pierwszy dar daje Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów. Aby doświadczyć miłości trzeba przez to przejść: pozwolić, by nam przebaczono. Stawiam pytanie sobie i każdemu z was: czy pozwalam, by mi przebaczono? Aby doświadczyć tej miłości musimy przez to przejść: czy pozwalam, by mi przebaczono?. Ależ Ojcze, pójście do spowiedzi wydaje się trudne. Jesteśmy kuszeni, aby wobec Boga postępować tak, jak uczniowie w Ewangelii: zabarykadować się za zamkniętymi drzwiami. Uczynili to ze strachu, a my też się boimy, wstydząc się otworzyć się i wyznać grzechy. Niech Pan obdarzy nas łaską zrozumienia wstydu, postrzegania go nie jako zamknięte drzwi, lecz jako pierwszy krok spotkania. Gdy doświadczamy wstydu, winniśmy być wdzięczni: oznacza to, że nie godzimy się na zło, i to jest dobre. Wstyd jest tajemnym zaproszeniem duszy, która potrzebuje Pana, by przezwyciężyć zło. Dramat pojawia się wtedy, gdy już nie wstydzimy się niczego. Nie lękajmy się doświadczenia wstydu! I przejdźmy od wstydu do przebaczenia! Nie lękajcie się wstydu!

Natomiast istnieją takie drzwi zamknięte przed przebaczeniem Pana, jakimi jest rezygnacja. Doświadczyli tego uczniowie, którzy w dzień Paschy z goryczą zauważyli, że wszystko powróciło do stanu poprzedniego: nadal byli w Jerozolimie, zniechęceni; „rozdział Jezusa” wydawał się skończony i po długim czasie przebywania z Nim nic się nie zmieniło. Ulegamy zniechęceniu. Także i my możemy pomyśleć: „ Od tak dawna jestem chrześcijaninem, ale nic się nie zmienia, zawsze popełniam te same grzechy”. Zatem zniechęceni, wyrzekamy się miłosierdzia. Ale Pan nas wzywa: „Czy nie wierzysz, że moje miłosierdzie jest większe od twojej nędzy? Czy powracasz do grzechu? Stale powracaj do proszenia o miłosierdzie a zobaczymy, kto wygra!”. Poza tym wie o tym ten, kto zna sakrament przebaczenia - to nieprawda, że wszystko pozostaje tak jak było. Za każdym razem otrzymując przebaczenie jesteśmy pokrzepieni, doznajemy otuchy, bo za każdym razem czujemy się bardziej miłowani, brai w ramiona przez Ojca. A kiedy, będąc miłowanymi upadamy ponownie, doświadczamy więcej bólu niż wcześniej. Jest to ból dobroczynny, który powoli oddziela nas od grzechu. Odkrywamy wtedy, że siłą życia jest otrzymanie Bożego przebaczenia i pójście naprzód, od przebaczenia do przebaczenia. Tak toczy się życie: do wstydu do innego wstydu, od przebaczenia do przebaczenia. To właśnie jest życie chrześcijańskie.

Obok wstydu i rezygnacji są jeszcze inne drzwi zamknięte, czasami opancerzone: nasz grzech. Kiedy popełniam wielki grzech, jeśli szczerze mówiąc, nie chcę sobie wybaczyć, to dlaczego miałby to czynić Bóg? Te drzwi są jednak zaryglowane tylko z jednej strony, naszej; dla Boga nigdy nie są nieprzekraczalne. Jak naucza Ewangelia, lubi On wchodzić właśnie „przez drzwi zamknięte”, gdy wszelki dostęp zdaje się zaryglowany. Tam Bóg dokonuje cudów. Nigdy nie postanawia, by się od nas oddzielić, to my go pozostawiamy na zewnątrz. Ale kiedy wyznajemy nasze grzechy, ma miejsce coś niesłychanego: odkrywamy, że właśnie ten grzech, który trzymał nas z dala od Pana, staje się miejscem spotkania z Nim. Tam Bóg zraniony w swej miłości wychodzi naprzeciw naszym ranom. I czyni nasze nędzne rany podobnymi do swoich chwalebnych ran: zachodzi przemiana moja nędzna rana staje się podobna do jego ran chwalebnych. Ponieważ On jest miłosierdziem i dokonuje cudów w naszych nędzach. Podobnie jak Tomasz, prośmy dzisiaj o łaskę rozpoznania naszego Boga: znalezienia w Jego przebaczeniu naszej radości, w Jego miłosierdziu naszej nadziei.

 

Rozważanie papieża Franciszka -Anioł Pański , 2 kwiecień 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Poniedziałek po Wielkanocy, według bardzo pięknej tradycji, zgodnej ze źródłami biblijnymi o zmartwychwstaniu jest nazywany „Poniedziałkiem Anioła”. Rzeczywiście Ewangelie opowiadają (por. Mt 28, 1-10; Mk 16, 1-7; Łk 24, 1-12), że kiedy kobiety poszły do grobu, zastały go otwartym. Obawiały się, że nie będą mogły wejść, bo grób był przywalony dużym kamieniem. Tymczasem był on odsunięty, a z głębi jakiś głos mówił im, że Jezusa tam nie ma, bo zmartwychwstał.

Po raz pierwszy zostają wypowiedziane słowa: „zmartwychwstał”. Ewangeliści mówią nam, że tę pierwszą wieść przekazali aniołowie, to znaczy, posłańcy Boga. W tej anielskiej obecności jest pewna wymowa: podobnie jak głoszącym po raz pierwszy wcielenie Słowa był anioł Gabriel, tak też dla ogłoszenia po raz pierwszy zmartwychwstania nie wystarczało ludzkie słowo. Konieczne było działanie istoty wyższej, aby przekazać rzeczywistość tak szokującą, tak niesamowitą, że zapewne żaden człowiek nie odważyłby się jej wysłowić. Po tym pierwszym głoszeniu wspólnota uczniów zaczyna powtarzać: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi” (Łk 24, 34), ale pierwsza proklamacja wymagała inteligencji wyższej niż ludzka.

Dzień dzisiejszy jest świętem życzliwości przeżywanym zwykle z rodziną. Po uroczystości Wielkanocy odczuwamy potrzebę ponownego spotkania z naszymi bliskimi i przyjaciółmi, aby świętować. Braterstwo jest bowiem owocem Paschy Chrystusa, który przez swoją śmierć i zmartwychwstanie pokonał grzech oddzielający człowieka od Boga, człowieka od siebie samego, człowieka od swoich braci. Wiemy, że grzech zawsze dzieli, zawsze rodzi wrogość. Jezus obalił mur podziału między ludźmi i przywrócił pokój, rozpoczynając tkanie sieci nowego braterstwa. Bardzo ważne w naszych czasach jest ponowne odkrywanie braterstwa, tak jak było ono przeżywane w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich. Odkrywanie jak czynić miejsce dla Jezusa, który nigdy nie dzieli, ale zawsze łączy. Nie może być prawdziwej komunii i zaangażowania na rzecz dobra wspólnego i sprawiedliwości społecznej bez braterstwa i dzielenia się. Bez braterskiego dzielenia się nie można stworzyć autentycznej wspólnoty kościelnej lub obywatelskiej: istnieje wówczas tylko zbiór jednostek motywowanych czy zespolonych własnymi interesami. Natomiast braterstwo jest łaską czynioną przez Jezusa.

Pascha Chrystusa sprawiła powstanie w świecie nowości dialogu i relacji, nowości, która stała się dla chrześcijan odpowiedzialnością. Rzeczywiście Jezus powiedział: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35). Dlatego właśnie nie możemy zamykać się w naszej sferze prywatnej, w naszej grupie, ale jesteśmy wezwani do troski o dobro wspólne, do zadbania o naszych braci, zwłaszcza tych najsłabszych i usuniętych na margines. Tylko braterstwo może zagwarantować trwały pokój, może pokonać różne formy ubóstwa, może ugasić napięcia i wojny, może wyplenić korupcję i przestępczość. Niech anioł mówiący: „zmartwychwstał” pomoże nam żyć braterstwem i nowością dialogu oraz relacji a także troską o dobro wspólne.

Niech Dziewica Maryja, którą w tym okresie wielkanocnym przyzywamy jako Królową Nieba wspiera nas swoją modlitwą, aby braterstwo i wspólnota, których doświadczamy w te dni Wielkanocy mogły stawać się naszym stylem życia i duszą naszych relacji.

 

Rozważanie papieża Franciszka w czasie Mszy Świętej , 31 marca 2018 r. Watykan

Rozpoczęliśmy tę uroczystość na zewnątrz, zanurzając się w ciemność nocy i towarzyszące jej zimno. Odczuwamy ciężar milczenia w obliczu śmierci Pana, milczenia, w którym każdy z nas może się rozpoznać, a które zapada głęboko w szczeliny serca ucznia, który w obliczu krzyża pozostaje bez słów.

Oto godziny ucznia, któremu odjęło mowę w obliczu cierpienia spowodowanego śmiercią Jezusa: co powiedzieć wobec takiej rzeczywistości? Ucznia, który pozostaje bez słów, uświadamiając sobie swoje reakcje w kluczowych godzinach życia Pana: w obliczu niesprawiedliwości, która skazała Nauczyciela uczniowie milczeli; w obliczu oszczerstw i fałszywych świadectw znoszonych przez Nauczyciela, uczniowie milczeli. W trudnych i bolesnych godzinach Męki uczniowie doświadczali radykalnie swej niezdolności do podjęcia ryzyka i przemawiania na rzecz Nauczyciela; co więcej, zaparli się, ukryli, uciekli, milczeli (por. J 18, 25-27).

Jest to noc milczenia ucznia odrętwiałego i sparaliżowanego, nie wiedzącego, dokąd pójść w obliczu wielu sytuacji bolesnych, które go dręczą i osaczają. Jest to uczeń dnia dzisiejszego, oniemiały wobec narzucającej się mu rzeczywistości, sprawiając iż czuje, a co gorsza sądzi, że nie można nic zrobić, by przezwyciężyć wiele niesprawiedliwości, jakie przeżywa w swoim ciele wielu naszych braci.

Jest to uczeń zdezorientowany, ponieważ zanurzony w przytłaczającej rutynie, która pozbawia go pamięci, ucisza nadzieję i przyzwyczaja go, by mówić „zawsze tak było”. To uczeń, oniemiały i zamroczony, który w końcu przyzwyczaja się i uważa za normalne słowa Kajfasza: „Nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród” (J 11, 50).

I pośród naszego braku odzewu, gdy milczymy w sposób tak przytłaczający, zaczynają wołać kamienie (por. Łk 19, 40), robiąc miejsce na najwspanialszą wieść, jaką dzieje mogły kiedykolwiek pomieścić w swym łonie: „Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał” (Mt 28, 6). Zawołał kamień u grobu, a swoim wołaniem ogłosił wszystkim nową drogę. To stworzenie jako pierwsze odpowiedziało echem na triumf Życia nad tym wszystkim, co usiłowało wyciszyć i kneblować radość Ewangelii. To kamień od grobu jako pierwszy podskoczył i na swój sposób zaczął śpiewać kantyk uwielbienia i entuzjazmu, radości i nadziei, do którego udziału jesteśmy wszyscy zaproszeni.

I jeśli wczoraj, razem z kobietami, patrzyliśmy na „Tego, którego przebodli” (J 19,37; por. Za 12,10), to dziś wraz z nimi jesteśmy wezwani do kontemplowania pustego grobu i słuchania słów anioła: „Wy się nie bójcie! [...] bo zmartwychwstał” (Mt 28, 5-6). Są to słowa, które chcą dotrzeć do naszych najgłębszych przekonań i pewników, naszego sposobu osądzania i radzenia sobie z codziennymi wydarzeniami; szczególnie naszego sposobu nawiązywania więzi z innymi. Pusty grób chce stawiać wyzwania, wstrząsnąć, zadawać pytania, ale przede wszystkim chce nas zachęcić do wiary i ufności, że Bóg „działa” w każdej sytuacji, w każdej osobie i że Jego światło może dotrzeć do najbardziej nieoczekiwanych zakątków istnienia.

Powstał z martwych, zmartwychwstał z miejsca, z którego nikt niczego nie oczekiwał, i czeka na nas – tak jak oczekiwał na kobiety – by nas uczynić uczestnikami swego dzieła zbawienia. To jest podstawa i siła, którą mamy jako chrześcijanie, aby poświęcić nasze życie i naszą energię, inteligencję, uczucia i wolę na poszukiwanie, a zwłaszcza na tworzenie dróg godności. Nie ma go tutaj ... Zmartwychwstał! Ta wieść wspiera naszą nadzieję i ją przekształca w konkretne gesty miłości. Jakże bardzo potrzebujemy, aby nasza słabość została namaszczona przez to doświadczenie! Jakże bardzo potrzebujemy odnowienia naszej wiary, aby nasze krótkowzroczne horyzonty zostały podważone i odnowione tą wieścią! Powstał z martwych, a wraz z Nim powstaje z martwych nasza twórcza nadzieja, by stawić czoła obecnym problemom, bo wiemy, że nie jesteśmy sami.

Świętowanie Wielkanocy oznacza ponowne uwierzenie, że Bóg wdziera się i nieustannie wkracza w nasze dzieje, stawiając wyzwanie naszym ujednolicającym i paraliżującym determinizmom. Świętowanie Wielkanocy to pozwolenie Jezusowi, by przezwyciężył On tę małoduszną postawę, która tak często nas zamyka i próbuje pogrzebać wszelką nadzieję.

Kamień od grobu zrobił swoje, podobnie jak kobiety a teraz zaproszenie skierowane jest po raz kolejny do was i do mnie: zachęta do przełamania powtarzających się nawyków, do odnowienia naszego życia, naszych wyborów i naszego istnienia. Jest to zaproszenie kierowane do nas tam, gdzie jesteśmy, w tym, co czynimy i czym jesteśmy, z takim udziałem we władzy, jaki mamy. Czy chcemy uczestniczyć w tym głoszeniu życia, czy też będziemy milczeć w obliczu wydarzeń?

Bracia i siostry, nie ma Go tutaj, zmartwychwstał! I czeka na ciebie w Galilei, zaprasza cię do powrotu do czasu i miejsca pierwszej miłości, aby ci powiedzieć: „Nie lękaj się, pójdź za mną”.

 

Rozważanie papieża Franciszka w czasie Mszy Świętej , 25 marca 2018 r. Watykan

Jezus wkracza do Jerozolimy. Liturgia zachęciła nas byśmy włączyli się i uczestniczyli w radości i święcie ludu, który potrafi krzyczeć i uwielbiać swego Pana. Radość ta zanika, pozostawiając gorzki i bolesny smak po zakończeni obecnie relacji o Męce Pańskiej. W tej celebracji zdają się krzyżować dzieje radości i cierpienia, błędów i sukcesów, będące częścią naszego codziennego życia jako uczniów, ponieważ udaje się jej odsłonić uczucia i sprzeczności, które dziś często należą również do nas, mężczyzn i kobiet tego czasu: zdolnych, by bardzo kochać ... a także nienawidzić - i to bardzo; zdolnych do szlachetnych poświęceń, a także potrafiących „umyć ręce” w odpowiedniej chwili; zdolnych do wierności, ale także wielkich porzuceń i zdrady.

W całej narracji ewangelicznej wyraźnie też widać, że radość rozbudzona przez Jezusa jest dla niektórych osób motywem irytacji i rozdrażnienia.

Jezus wchodzi do miasta w otoczeniu swego ludu, otoczony hałaśliwymi pieśniami i okrzykami. Możemy sobie wyobrazić, że w tym wejściu głośno rozbrzmiewa głos syna, który otrzymał przebaczenie, trędowatego, który odzyskał zdrowie lub beczenie owcy zagubionej. Jest to pieśń celnika i nieczystego; to krzyk tego, który żył na skraju miasta. Jest to krzyk mężczyzn i kobiet, którzy podążali za nim, ponieważ doświadczyli Jego współczucia w obliczu swego cierpienia i biedy ... To śpiew i spontaniczna radość tak wielu osób usuniętych na margines, którzy będąc pod wrażeniem Jezusa mogą wołać: „Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie!”. Jakże nie wiwatować na cześć Tego, który przywrócił im godność i nadzieję? To radość wielu grzeszników, którzy zyskali przebaczenie oraz odnaleźli zaufanie i nadzieję a teraz się radują, wołają.

Ta wielbiąca radość okazuje się niewygodna i staje się absurdalna oraz gorsząca dla tych, którzy uważają się za sprawiedliwych i „wiernych” prawu i nakazom rytualnym (1). Jest to radość nieznośna dla tych, którzy zdławili swoją wrażliwość w obliczu bólu, cierpienia i nędzy. Ale wielu myśli: to lud prostacki. Nieznośna radość dla tych, którzy utracili pamięć i zapomnieli o wielu otrzymanych szansach. Jak trudno zrozumieć radość i święto Bożego miłosierdzia tym, którzy starają się usprawiedliwić samych siebie i urządzić! Jakże trudno mieć udział w tej radości tym, którzy ufają jedynie we własne siły i czują się lepsi od innych! (2).

Tak rodzi się wołanie tych, którym nie zadrży głos, by krzyczeć: „Ukrzyżuj Go!”. To nie jest okrzyk spontaniczny, ale krzyk spreparowany, skonstruowany, który tworzy się z pogardą, z oszczerstwem, powołując fałszywych świadków. To krzyk rodzący się między faktem a relacją o nim. Jest głosem tych, którzy manipulują rzeczywistością i tworzą taką wersję, by samemu skorzystać i nie mają problemów z „wrobieniem” innych, żeby jak najlepiej wybrnąć. To jest relacją. Jest to wołanie tych, którzy nie mają skrupułów, aby szukać środków na umocnienie swej pozycji i uciszenie głosów brzmiących inaczej. Jest to krzyk rodzący się z fałszowania rzeczywistości i malowania jej w taki sposób, który kończy się oszpeceniem oblicza Jezusa i czyni go „złoczyńcą”. Jest to głos tych, którzy chcą bronić swojej pozycji dyskredytując zwłaszcza tych, którzy nie mogą się bronić. Jest to krzyk wytworzony przez intrygi samowystarczalności, pychy i arogancji, który głosi bez żadnych problemów, „Ukrzyżuj Go, ukrzyżuj Go”.

W ten sposób ucisza się święto ludu, burzy nadzieję, zabija marzenia, eliminuje radość. Tak w końcu zamyka się serce, oziębia miłość. Zaś krzyk „ocal sam siebie” chce uśpić solidarność, przygasić ideały, znieczulić oko ... Krzyk, który chce, wyeliminować współczucie, to cierpienie z drugim.

W obliczu tych wszystkich głosów krzyczących najlepszym antidotum jest spojrzenie na krzyż Chrystusa i pozwolenie, by wyzwaniem był dla nas Jego ostatni krzyk. Chrystus umarł, wykrzykując swoją miłość do każdego z nas: do młodych i starców, świętych i grzeszników, miłość do ludzi swoich czasów i naszych czasów. Na Jego krzyżu zostaliśmy zbawieni, aby nikt nie mógł przygasić radości ewangelii; aby nikt, w sytuacji, w której się znajduje nie był daleko od miłosiernego spojrzenia Ojca. Spojrzenie na krzyż oznacza przyzwolenie, abyśmy zastanowili się nad naszymi priorytetami, decyzjami i działaniami. Oznacza postawienie sobie pytania o naszą wrażliwość na tych, którzy przeżywają lub doświadczają chwili trudności. Bracia i siostry! Co widzi nasze serce? Czy Jezus jest nadal przyczyną radości i uwielbienia w naszym sercu, czy też wstydzimy się Jego priorytetów wobec grzeszników, ostatnich i zapomnianych?

Drodzy młodzi radość, którą Jezus w was wzbudza, jest dla niektórych powodem niechęci i irytacji, ponieważ młodym radosnym człowiekiem trudno manipulować.

Ale w tym dniu możliwy jest trzeci rodzaj wołania: „Niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: «Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom!» Odrzekł: «Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą»” (Łk 19, 39-40).

Uciszanie młodych ludzi jest pokusą, która istniała zawsze. Sami faryzeusze atakują za to Jezusa i proszą Go, aby ich uspokoił i uciszył.

Istnieje wiele sposobów, aby uczynić ludzi młodych cichymi i niewidzialnymi. Wiele sposobów na ich znieczulenie i uśpienie, aby nie robili „rabanu”, aby nie zadawali sobie pytań i nie zastanawiali nad sobą – bądźcie cicho! Jest wiele sposobów, aby ich uspokoić, żeby się nie angażowali a ich marzenia się zdewaluowały, stając się przyziemnymi, sennymi, miernymi fikcjami.

W tę Niedzielę Palmową, obchodząc Światowe Dni Młodzieży, dobrze usłyszeć odpowiedź Jezusa dla faryzeuszy dnia wczorajszego i wszystkich czasów, także dnia dzisiejszego: „Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19,40).

Drodzy młodzi, od was zależy, czy postanowicie wołać, to od was zależy, czy zdecydujecie się na niedzielną „Hosanna”, aby nie wpaść w piątkowe „Ukrzyżuj Go!” ... I od was nie zależy, czy nie pozostaniecie milczący. Jeśli inni milczą, jeśli my starsi i odpowiedzialni, czasami zepsuci, milczymy, jeśli świat milczy i traci radość, pytam was: czy będziesz wołali?

Proszę, zdecydujcie, zanim kamienie wołać będą

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 18 marca 2018 r. Watykan

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (por. J 12,20-33) opisuje wydarzenie, które zaszło w ostatnich dniach życia Jezusa. Scena rozgrywa się w Jerozolimie, gdzie Jezus przybył na święto żydowskiej Paschy. Niektórzy Grecy przybyli również na tę uroczystość rytualną. Chodzi o ludzi żywiących uczucia religijne, pociągniętych wiarą narodu żydowskiego, a którzy usłyszawszy, gdy mówiono o tym wielkim proroku, podeszli do Filipa, jednego z dwunastu apostołów, i powiedzieli jemu: „Chcemy ujrzeć Jezusa” (w. 21). Jan podkreśla to zdanie, skoncentrowane na czasowniku zobaczyć, które w słownictwie ewangelisty oznacza wyjście poza to co widzialne, aby pojąć tajemnicę osoby. Słowo, którego używa Jan „zobaczyć” oznacza dotarcie do serca, dotarcie wzrokiem, zrozumieniem aż do tego, co w osobie intymne, do wnętrza osoby.

Reakcja Jezusa jest zaskakująca. Nie odpowiada „tak” lub „nie”, ale mówi: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy” (w. 23). Słowa te, które na pierwszy rzut oka zdają się ignorować pytanie owych Greków, dają w istocie prawdziwą odpowiedź, bo kto chce poznać Jezusa musi spoglądać na krzyż, gdzie objawia się Jego chwała. Dzisiejsza Ewangelia zachęca nas, abyśmy skierowali nasze spojrzenie na krzyż, który nie jest przedmiotem ozdobnym ani dodatkiem do ubrań - czasem nadużywanym! - ale znakiem religijnym, który należy kontemplować i rozumieć. W obrazie Jezusa ukrzyżowanego objawia się tajemnica śmierci Syna Bożego jako najwznioślejszy akt miłości, źródło życia i zbawienia dla ludzkości wszystkich czasów. „W Jego ranach jest nasze zdrowie”(Iz 53,5).

Mogę pomyśleć: „Jak patrzę na krzyż? Jako na dzieło sztuki, by sprawdzić, czy jest piękne czy też nie? Czy też mogę spoglądam do wnętrza, wchodzę rany Jezusa, aż do Jego serca? Czy patrzę na tajemnicę Boga unicestwionego aż po śmierć, jak niewolnik, jak przestępca?”. Nie zapominajcie o tym: patrzcie na krzyż, ale spójrzcie na niego od wewnątrz. Jest takie piękne nabożeństwo modlitwy „Ojcze nasz” za każdą z pięciu ran: kiedy modlimy się „Ojcze Nasz”, spróbujemy wejść poprzez rany Jezusa do wewnątrz, do środka, wprost do Jego serca. I tam nauczymy się wielkiej mądrości tajemnicy Chrystusa, wielkiej mądrości krzyża.

Aby wyjaśnić znaczenie swojej śmierci i zmartwychwstania, Jezus posługuje się obrazem i mówi: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (w.24). Chce dać jasno do zrozumienia, że jego niezwykłe wydarzenie – Jego krzyż, śmierć i zmartwychwstanie - jest aktem płodności, - w Jego ranach zostaliśmy uzdrowieni - który przyniesie owoc dla wielu. W ten sposób porównuje siebie do ziarna pszenicy, które rozkładając się w ziemi rodzi nowe życie. Wraz z Wcieleniem Jezus przyszedł na ziemię; ale to nie wystarcza: musi także umrzeć, aby wykupić ludzi z niewoli grzechu i dać im nowe życie pojednane w miłości. Powiedziałem: „aby odkupić ludzi”: ale aby odkupić mnie, ciebie, nas wszystkich, każdego z nas, On zapłacił tę cenę. To jest tajemnica Chrystusa. Idź do jego ran, wejdź, kontempluj; patrzcie na Jezusa, ale od wewnątrz.

Ten dynamizm ziarna pszenicy, który wypełnił się w Jezusie musi się także dokonywać w nas, Jego uczniach: jesteśmy wezwani do przyswojenia sobie prawa paschalnego utraty swojego życia, żeby otrzymać je nowym i wiecznym. Co to znaczy stracić życie? Czyli, co znaczy być ziarnem pszenicy? Oznacza mniej myśleć o sobie, o osobistych korzyściach, to umieć „widzieć” i zaspokajać potrzeby naszych bliźnich, zwłaszcza tych ostatnich. Spełnianie z radością uczynków miłosierdzia wobec tych, którzy cierpią na ciele i na duszy jest najbardziej autentycznym sposobem życia Ewangelią, jest niezbędną podstawą, aby nasze wspólnoty wzrastały w braterstwie i we wzajemnej akceptacji. Chcę zobaczyć Jezusa, ale widzieć go od wewnątrz. Wejdźcie w Jego rany i kontemplujcie tę miłość Jego serca dla was, dla mnie, dla nas wszystkich.

Niech Dziewica Maryja, która zawsze była wpatrzona sercem w swego Syna, od żłóbka w Betlejem aż po krzyż na Kalwarii, pomaga nam się z Nim spotkać i poznać Go tak, jak On chce, abyśmy mogli żyć oświeceni przez Niego, i przynosić w świecie owoce sprawiedliwości i pokoju.

 

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 11 marca 2018 r. Watykan

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W czwartą niedzielę Wielkiego Postu, zwaną niedzielą „laetare", czyli „radujcie się”, antyfona na wejście liturgii eucharystycznej zachęca nas do radości: „Raduj się, Jerozolimo [...] Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni, weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy Radujcie się i radujcie się, wy, którzy byliście w smutku”. Co jest powodem tej radości? To wielka miłość Boga względem ludzkości, jak mówi dzisiejsza Ewangelia: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Te słowa, wypowiedziane przez Jezusa podczas rozmowy z Nikodemem podsumowują temat, który znajduje się w centrum przepowiadania chrześcijańskiego: nawet gdy sytuacja wydaje się rozpaczliwa, Bóg interweniuje, dając człowiekowi zbawienie i radość. W istocie Bóg nie stoi na uboczu, ale wkracza w historię ludzkości, wkracza w nasze życie, aby je ożywić swoją łaską i ją zbawić.

Jesteśmy wezwani do wysłuchania tego przepowiadania, odrzucając pokusę, by uważać się za pewnych siebie, pragnąc żyć bez Boga, domagając się absolutnej wolności od Niego i Jego Słowa. Kiedy znajdziemy odwagę, aby uznać siebie za takich jakimi jesteśmy, to widzimy, że jesteśmy osobami wezwanymi do zmierzenia się z naszą kruchością i ograniczeniami. Wówczas może się przydarzyć, że ogranie nas lęk, niepokój o jutro, strach przed chorobą i śmiercią. Wyjaśnia to dlaczego wiele osób, szukając drogi wyjścia, czasami obiera niebezpieczne skróty, takie jak tunel narkotyków lub przesądy albo zgubne rytuały magii. Warto znać swoje ograniczenia, swoje słabości, ale nie po to, by popadać w rozpacz, lecz ofiarować je Panu. A On nam pomaga na drodze uzdrowienia. Prowadzi nas za rękę, Bóg jest z nami i z tego powodu się cieszę, radujemy się. Antyfona na wejście mówi: „Raduj się, Jerozolimo” – bo Bóg jest z nami.

Mamy prawdziwą i wielką nadzieję w Bogu Ojcu, bogatym w miłosierdzie, który dał nam swego Syna, aby nas zbawić. To prawda, że przeżywamy wiele smutków, ale będąc prawdziwymi chrześcijanami doświadczamy także nadziei, która jawi się jako mała radość napawająca bezpieczeństwem. Nie wolno nam się zniechęcać, gdy widzimy nasze ograniczenia, grzechy.

Miłowanie Boga oznacza: spojrzenie na krzyż i powiedzenie w naszym wnętrzu: Bóg mnie miłuje. To prawda: istnieją ograniczenia, słabości, grzechy, ale On jest większy od tych słabości i grzechów. Pamiętajcie o tym! Bóg jest większy od naszych słabości, niewierności, od naszych grzechów. Pochwyćmy Boga za rękę, spójrzmy na krzyż i idźmy naprzód.

Niech Maryja, Matka Miłosierdzia, wleje na nasze serca pewność, że jesteśmy kochani przez Boga. Niech będzie blisko nas, w chwilach, gdy czujemy się osamotnieni, kiedy przeżywamy pokusę, by poddać się trudnościom życia. Niech nam przekaże uczucia swego Syna Jezusa, aby nasza pielgrzymka wielkopostna stała się doświadczeniem przebaczenia, akceptacji i miłości.


 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 4 marca 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia przedstawia w wersji Janowej wydarzenie wypędzenia przez Jezusa przekupniów ze świątyni jerozolimskiej (por. J 2, 13-25). Uczynił ten gest, sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, przewracając stoły i mówiąc: „nie róbcie z domu Ojca mego targowiska!” (w. 16). To stanowcze działanie dokonane w bliskości Paschy wywołało wielkie wrażenie na tłumie i wrogość władz religijnych oraz tych, którzy czuli się zagrożeni w swoich interesach ekonomicznych. Jak powinniśmy je interpretować? Z pewnością nie było to działanie naznaczone przemocą. Tak naprawdę nie wywołało ingerencji strażników porządku publicznego. Było rozumiane jako działanie typowe dla proroków, którzy często potępiali w imię Boga nadużycia i wykroczenia. Narzucało się natomiast pytanie dotyczące władzy. Rzeczywiście, Żydzi zapytali Jezusa: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas?” (w. 18), jak gdyby żądając, aby udowodnił, że naprawdę działał w imię Boga.

By zinterpretować gest Jezusa oczyszczenia domu Bożego, Jego uczniowie posłużyli się tekstem biblijnym zaczerpniętym z Psalmu 69: „Gorliwość o dom Twój pożera Mnie” (w. 17). Ten psalm jest wzywaniem pomocy w sytuacji skrajnego niebezpieczeństwa z powodu nienawiści wrogów: sytuacji, którą Jezus będzie przeżywał podczas swej męki. Gorliwość dla Ojca i Jego domu doprowadzi Go aż na krzyż: Jego gorliwość jest gorliwością miłości prowadzącej do ofiary, a nie fałszywą gorliwością, która zakłada, iż służy Bogu przez przemoc. Istotnie „znakiem”, który Jezus przedstawi jako dowód swej władzy będzie właśnie Jego śmierć i zmartwychwstanie: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” (w. 19). Ewangelista zauważa: „ On zaś mówił o świątyni swego ciała” (w. 21). Wraz z Paschą Jezusa rozpoczyna się nowy kult, kult miłości i nowa świątynia, którą jest On sam.

Postawa Jezusa opisana w dzisiejszym fragmencie Ewangelii zachęca nas do przeżywania naszego życia nie w poszukiwaniu naszych korzyści i interesów, ale dla chwały Boga, który jest miłością. Jesteśmy wezwani, aby zawsze pamiętać o tych mocnych słowach Jezusa: „nie róbcie z domu Ojca mego targowiska” (w. 16). Pomagają nam odrzucić zagrożenie uczynienia z naszej duszy, będącej mieszkaniem Boga, targowiska, żyjąc w nieustannym poszukiwaniu naszego zysku, a nie wielkoduszną i solidarną miłością. To nauczanie Jezusa jest zawsze aktualne, nie tylko dla wspólnot kościelnych, ale także dla poszczególnych osób, dla wspólnot obywatelskich i dla społeczeństwa. Wspólna jest bowiem pokusa wykorzystywania dobrych działań, niekiedy koniecznych, by troszczyć się o interesy prywatne, jeśli nie wręcz nielegalne. Jest to poważne niebezpieczeństwo, zwłaszcza gdy wykorzystuje instrumentalnie samego Boga i należny Jemu kult, lub służenie człowiekowi będącego Jego obrazem. Dlatego właśnie Jezus użył tych „stanowczych sposobów”, aby nami wstrząsnąć w obliczu tego śmiertelnego zagrożenia.

Niech Maryja Panna wspiera nas w naszym staraniu, aby uczynić z Wielkiego Postu dobrą okazję do uznania Boga za jedynego Pana naszego życia, usuwając z naszego serca i naszych dzieł wszelkie formy bałwochwalstwa.

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 25 luty 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia, drugiej niedzieli Wielkiego Postu, zachęca nas do kontemplacji przemienienia Jezusa (por. Mk 9,2-10). Wydarzenie to należy łączyć z tym, co wydarzyło się sześć dni wcześniej, kiedy Jezus objawił swoim uczniom, że w Jerozolimie będzie musiał „wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie” (Mk 8,31). Te słowa spowodowały kryzys wewnętrzy u Piotra i całej grupy uczniów, którzy odpierali myśl, że Jezus zostanie odrzucony przez przywódców ludu i zabity. Czekali oni w istocie na Mesjasza potężnego, silnego i panującego. Tymczasem Jezus przedstawia się jako cichy i pokorny sługa Boga i ludzi, który będzie musiał oddać swoje życie w ofierze, przechodząc drogą prześladowania, cierpienia i śmierci. Jak można podążać za Nauczycielem i Mesjaszem, którego ziemskie życie skończyłoby się w ten sposób? Cóż oni myśleli? Odpowiedź pochodzi właśnie z przemienienia stanowiącego zapowiedź wielkanocnego pojawienia się Jezusa.

Jezus wziął ze sobą trzech uczniów, Piotra, Jakuba i Jana, i „zaprowadził ich na górę wysoką” (Mk 9,2); i tam, przez chwilę, ukazał im swoją chwałę, chwałę Syna Bożego. To wydarzenie przemienienia umożliwia uczniom stanięcie w obliczu męki Jezusa w sposób pozytywny, nie dając się przytłoczyć. Zobaczyli Go takim, jakim będzie po męce, chwalebny. W ten sposób Jezus przygotowuje ich na próbę. Przemienienie pomaga uczniom, a także nam w zrozumieniu, że męka Chrystusa jest tajemnicą cierpienia, ale jest przede wszystkim ze strony Jezusa darem nieskończonej miłości. Wydarzenie Jezusa, który przemienia się na górze pozwala nam lepiej zrozumieć także Jego zmartwychwstanie. Gdyby przed męką nie było przemienienia ze stwierdzeniem Boga: „To jest mój Syn umiłowany” (w. 7), zmartwychwstanie i tajemnica paschalna Jezusa nie byłyby łatwe do zrozumienia w całej ich głębi. Aby je zrozumieć, trzeba wcześniej wiedzieć, że Ten, który cierpi i który jest uwielbiony, jest nie tylko człowiekiem, ale Synem Bożym, który zbawił nas swoją miłością wierną aż po śmierć. W ten sposób Ojciec ponawia swoją deklarację mesjańską dotyczącą Syna, już uczynioną na brzegu Jordanu w dniu chrztu i zachęca: „Jego słuchajcie!” (Wj 7). Uczniowie są powołani do podążania za Nauczycielem z ufnością i nadzieją, pomimo Jego śmierci. Bóstwo Jezusa ma się objawić właśnie na krzyżu, właśnie w Jego śmierci „w ten sposób”, tak że ewangelisty Marek wkłada w tym momencie w usta setnika wyznanie wiary: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (15, 39).

Zwracamy się teraz do Maryi Dziewicy w modlitwie, do ludzkiego stworzenia przemienionego wewnętrznie przez łaskę Chrystusa. Powierzamy się, ufni w jej macierzyńską pomoc, aby z wiarą i wielkodusznością kontynuować drogę Wielkiego Postu. 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 18 luty 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę pierwszą niedzielę Wielkiego Postu Ewangelia przypomina nam kwestie pokusy, nawrócenia i Dobrej Nowiny.

Ewangelista Marek pisze: „Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana” (Mk 1, 12-13). Jezus wychodzi na pustynię, aby przygotować się do swojej misji w świecie. Nie potrzebuje On nawrócenia, ale jako człowiek musi przejść przez tę próbę, zarówno dla siebie, aby być posłusznym woli Ojca, jak i dla nas, aby dać nam łaskę przezwyciężania pokus.
To przygotowanie polega na walce ze złym duchem, czyli z diabłem.
Również dla nas Wielki Post jest czasem duchowego „zmagania się”, walki duchowej: jesteśmy wezwani do stawienia czoła Złu przez modlitwę, abyśmy byli zdolni z Bożą pomocą do pokonania go w naszym codziennym życiu. Niestety, zło działa w naszym życiu i wokół nas, gdzie pojawiają się przemoc, odrzucenie innego, blokady, wojny, niesprawiedliwości, które wszystkie są dziełami złego, zła.

Natychmiast po kuszeniu na pustyni Jezus zaczyna głosić Ewangelię, czyli Dobrą Nowinę, która wymaga od człowieka nawrócenia i wiary. Głosi On: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże”. Następnie zwrócił się z zachętą: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (w. 15), czyli wierzcie w tę Dobrą Nowinę, że królestwo Boże jest blisko. W naszym życiu stale potrzebujemy nawrócenia, każdego dnia, a Kościół każe nam się o to modlić. Rzeczywiście, nigdy nie jesteśmy wystarczająco ukierunkowani ku Bogu i musimy nieustannie kierować do Niego nasz umysł i serce. Aby to uczynić musimy mieć odwagę, by odrzucić to wszystko, co nas sprowadza na manowce, fałszywe wartości, które zwodzą nas podstępnie przyciągając nasz egoizm. Tymczasem powinniśmy pokładać ufność w Panu, w Jego dobroci i w Jego planie miłości dla każdego z nas. Wielki Post to czas pokuty, ale nie jest to okres smutny! Na to musimy zwrócić uwagę - jest to okres pokuty, ale nie jest to czas smutny, okres żałoby. Jest to radosny i poważny trud, by ogołocić się z naszego egoizmu, naszego starego człowieka, aby odnowić się w naszej łasce chrzcielnej.
Tylko Bóg może dać prawdziwe szczęście. Nie warto, byśmy marnowali czas na poszukiwanie go gdzie indziej, w bogactwach, przyjemnościach, władzy, w karierze. Królestwo Boże jest urzeczywistnieniem wszystkich naszych najgłębszych i najbardziej autentycznych aspiracji, ponieważ jest jednocześnie zbawieniem człowieka i chwałą Bożą. W tę pierwszą niedzielę Wielkiego Postu jesteśmy zaproszeni do uważnego słuchania i przyjęcia tego wezwania Jezusa do nawrócenia i uwierzenia w Ewangelię. Jesteśmy zachęcani do zdecydowanego podjęcia czterdziestodniowej pielgrzymki ku Wielkanocy, aby jeszcze bardziej przyjąć łaskę Bożą, która chce przemienić świat w królestwo sprawiedliwości, pokoju i braterstwa.

Niech Najświętsza Maryja Panna pomoże nam przeżyć ten Wielki Post z wiernością Słowu Bożemu i z nieustanną modlitwą, tak jak Jezus uczynił to na pustyni. To nie jest niemożliwe! Chodzi o przeżywanie całych dni z gorącym pragnieniem przyjęcia miłości, pochodzącej od Boga, która chce przemienić nasze życie i cały świat.

Po modlitwie Anioł Pański.

Drodzy bracia i siostry,

Za miesiąc, od 19 do 24 marca, około 300 młodych ludzi z całego świata przyjedzie do Rzymu na spotkanie przygotowawcze przed październikowym Synodem. Bardzo pragnę w związku z tym, aby wszyscy młodzi ludzie mogli czynnie uczestniczyć w tym przygotowaniu. Dlatego będą mogli włączać się przez internet za pośrednictwem grup językowych moderowanych przez inne młode osoby. Wkład „grup sieciowych” zostanie dołączony do wkładu spotkania w Rzymie. Drodzy młodzi, możecie znaleźć informacje na stronie internetowej Sekretariatu Synodu Biskupów. Dziękuję za wasz wkład we wspólne pielgrzymowanie!

Pozdrawiam was, rodziny, grupy parafialne, stowarzyszenia i wszystkich pielgrzymów przybyłych z Włoch i z różnych krajów. Pozdrawiam wiernych diecezji z Murcji, Vannes, Warszawy i Wrocławia; a także pielgrzymów z Erba, Vignole, Fontaneto d'Agogna, Silvi i Troina. Pozdrawiam młodych z dekanatu Baggio (Mediolan) i Melito Porto Salvo.

Na początku Wielkiego Postu, który - jak powiedziałem - jest pielgrzymką nawrócenia i walki ze złem, pragnę skierować specjalne życzenie dla osób pozbawionych wolności: drodzy bracia i siostry, którzy jesteście w więzieniu, zachęcam każdego z was do przeżywania okresu Wielkiego Postu jako sposobności do pojednania i odnowy swego życia pod miłosiernym spojrzeniem Pana. On niestrudzenie przebacza.

Proszę wszystkich, aby pamiętali na modlitwie o mnie i moich współpracownikach w Kurii Rzymskiej, którzy tego wieczoru rozpoczynamy tydzień ćwiczeń duchowych.

Życzę wam dobrej niedzieli. Smacznego obiadu i do zobaczenia!

 

 

 

 

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 11 luty 2018 r. Watykan

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W te niedziele Ewangelia, według św. Marka, przedstawia nam Jezusa leczącego chorych wszelkiego rodzaju. W tym kontekście umieszczony jest Światowy Dzień Chorego który przypada właśnie dzisiaj, 11 lutego, we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes. Dlatego ze spojrzeniem serca skierowanym ku grocie Massabielskiej kontemplujemy Jezusa jako prawdziwego lekarza ciał i dusz, którego Bóg Ojciec posłał na świat, aby uzdrowił ludzkość, naznaczoną grzechem i jego konsekwencjami.

Dzisiejsza karta Ewangelii (por. Mk 1, 40-45) przedstawia nam uzdrowienie człowieka cierpiącego na trąd, chorobę, która w Starym Testamencie była uważana za poważną nieczystość i wiązała się z oddzieleniem trędowatego od wspólnoty. Jego stan był naprawdę bolesny, ponieważ mentalność tamtych czasów sprawiała, że czuł się nieczysty także wobec Boga, a nie tylko wobec ludzi. Dlatego trędowaty z Ewangelii błaga Jezusa następującymi słowami: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!” (w.40).

Usłyszawszy to Jezus odczuwał współczucie (zob. w. 41). Bardzo ważne jest skupienie naszej uwagi na tym odzewie wewnętrznym Jezusa, jak to czyniliśmy przez długi czas podczas Jubileuszu Miłosierdzia. Nie można zrozumieć dzieła Chrystusa, nie można zrozumieć samego Chrystusa, jeśli nie wniknie się w Jego serce pełne współczucia i miłosierdzia. To właśnie ono pobudza Go, by wyciągnąć rękę ku temu człowiekowi cierpiącemu na trąd, dotknąć go i powiedzieć jemu: „Chcę bądź oczyszczony!” (w. 40). Najbardziej szokującym faktem jest to, że Jezus dotyka trędowatego, ponieważ było to absolutnie zabronione przez prawo Mojżeszowe. Dotknięcie trędowatego oznaczało zarażenie także wewnętrzne, na duchu, to znaczy stawanie się nieczystymi. Ale w tym przypadku to nie trędowaty oddziałuje na Jezusa, by przekazać infekcję, ale Jezus wpływa na trędowatego, aby dać mu oczyszczenie. W tym uzdrowieniu podziwiamy, oprócz współczucia i miłosierdzia, także śmiałość Jezusa, który nie przejmował się zakażeniem ani przepisami, ale pragnie tylko uwolnić tego człowieka od uciskającego go przekleństwa.

Bracia i siostry, żadna choroba nie jest przyczyną nieczystości: choroba z całą pewnością obejmuje całą osobę, ale w żaden sposób nie wpływa ani nie przeszkadza jego relacji z Bogiem. Wręcz przeciwnie, osoba chora może być jeszcze bardziej zjednoczona z Bogiem. Natomiast to grzech czyni nas nieczystymi! Samolubstwo, pycha, wkraczanie w świat deprawacji, to choroby serca, z których musimy zostać oczyszczeni, zwracając się do Jezusa podobnie jak trędowaty: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!”. A teraz pozostańmy na chwilę w milczeniu i niech każdy z nas pomyśli w swoim sercu, spojrzy w swoje wnętrze, by dojrzeć swoje nieczystości, swoje grzechy, i niech każdy z nas w milczeniu, ale głosem serca powie Jezusowi: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!”. Uczyńmy to wszyscy w milczeniu. [Papież powtarza dwukrotnie: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!”]. I za każdym razem, gdy przystępujemy do sakramentu pojednania ze skruszonym sercem, Pan powtarza także i nam: „Chcę, bądź oczyszczony!”. Jakże to wielka radość! W ten sposób znika trąd grzechu, powracamy do życia z radością w naszym synowskim związku z Bogiem i jesteśmy w pełni włączeni we wspólnotę.

Przez wstawiennictwo Maryi Dziewicy, naszej Niepokalanej Matki, prośmy Pana, który przyniósł chorym zdrowie, aby uzdrowił także nasze rany wewnętrzne swoim nieskończonym miłosierdziem, aby przywrócił nam nadzieję i pokój serca.


Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 04 luty 2018 r. Watykan 

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia dzisiejszej niedzieli kontynuuje opis dnia Jezusa w Kafarnaum, w szabat będący dla Żydów cotygodniowym dniem świątecznym (por. Mk 1, 21-39). Tym razem Ewangelista Marek podkreśla związek między uzdrawiającym działaniem Jezusa a przebudzeniem wiary w osobach, które spotyka. Rzeczywiście poprzez znaki uzdrowienia, jakich dokonuje dla wszelkiego rodzaju chorych, Pan chce wzbudzić reakcję wiary.

Dzień Jezusa w Kafarnaum rozpoczyna się od uzdrowienia teściowej Piotra a kończy się sceną zgromadzenia całego miasta przed domem, w którym przebywał, aby przyprowadzić do Niego wszystkich chorych (por. w. 33). Tłum, naznaczony cierpieniem fizycznym i nędzą duchową, stanowi, że tak powiem, „środowisko życiowe”, w którym wypełnia się misja Jezusa, składająca się z leczących i pocieszających słów i gestów. Jezus nie przyszedł, aby przynieść zbawienie w jakimś laboratorium: nie głosi kazania wytworzonego w laboratorium, oderwany od ludzi: przebywa pośród rzesz! Pośród ludu! Pomyślcie, że większość życia publicznego Jezusa była przeżywana na drodze, między ludźmi, aby głosić Ewangelię, aby leczyć rany fizyczne i duchowe. Te rzesze to ludzkość przeorana cierpieniami, o której wiele razy mówi Ewangelia. Jest to ludzkość przeorana cierpieniami, trudami i problemami: do tej biednej ludzkości ukierunkowane jest pełne mocy, wyzwalające i odnawiające działanie Jezusa. W ten sposób pośród rzesz aż do późnego wieczora ten szabat dobiega końca. A co Jezus czyni później?

Przed świtem następnego dnia, Jezus wyszedł niewidoczny z bramy miasta i schronił się w miejscu odosobnionym, aby się modlić. Jezus się modli. W ten sposób ratuje także swoją osobę i swoją misję od wizji triumfalistycznej, która błędnie rozumie znaczenie cudów i Jego charyzmatyczną moc. W istocie cuda są „znakami”, które zachęcają do odpowiedzi wiary; znakami, którym zawsze towarzyszą słowa, rzucające na nie światło; a zarówno znaki jak i słowa prowokują wiarę i nawrócenie przez boską moc łaski Chrystusa.

Zwieńczenie dzisiejszego fragmentu (ww. 35-39) wskazuje, że głoszenie Jezusa o Królestwie Bożym znajduje swoje właściwe miejsce właśnie na drodze. Uczniom, którzy Go szukają, aby sprowadzić Go z powrotem do miasta, odpowiada: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem” (w.38). To była droga Syna Bożego i taka będzie droga Jego uczniów. I powinna być drogą każdego chrześcijanina. Droga, jako miejsce radosnego głoszenia Ewangelii stawia misję Kościoła pod znakiem „chodzenia”, pielgrzymowania, pod znakiem „ruchu”, a nigdy bezruchu.

Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam otworzyć się na głos Ducha Świętego, który wzywa Kościół, aby coraz bardziej umieszczał swój namiot pośród ludzi, aby niósł każdemu uzdrawiające słowo Jezusa, lekarza dusz i ciał.

***

[po modlitwie:] Drodzy bracia i siostry!

Wczoraj w Vigevano został ogłoszony błogosławionym młody Teresio Olivelii, zabity za wiarę chrześcijańską w 1945 roku, w obozie koncentracyjnym Hersbruck. Dał świadectwo o Chrystusie poprzez umiłowanie najsłabszych i dołącza do długiej rzeszy męczenników ubiegłego wieku. Niech jego heroiczna ofiara będzie ziarnem nadziei i braterstwa, szczególnie dla młodych.

Dziś we Włoszech obchodzony jest Dzień dla Życia, którego tematem są słowa: „Ewangelia życia, radością dla świata”. Dołączam się do orędzia biskupów włoskich i wyrażam moje uznanie i wsparcie dla różnych instytucji kościelnych, które na wiele sposobów promują i wspierają życie, a zwłaszcza „Ruchu dla Życia”, którego obecnych tutaj członków pozdrawiam. Nie ma ich zbyt wielu. I to mnie niepokoi: nie ma zbyt wielu ludzi walczących o życie w świecie, w którym codziennie buduje się coraz więcej broni, codziennie ustanawia się więcej praw przeciwnych życiu, każdego dnia rozwija się ta kultura odrzucenia, odrzucenia tego, który jest niepotrzebny, który przeszkadza. Proszę was bardzo módlmy się, aby nasz naród był bardziej świadomy obrony życia w tym momencie zniszczenia i odrzucenia człowieczeństwa.

Pragnę zapewnić o mojej bliskości mieszkańców Madagaskaru, niedawno dotkniętych silnym cyklonem, który spowodował ofiary, przesiedlenia i wielkie szkody. Niech Pan ich pociesza i wspiera.

A teraz ogłoszenie. W obliczu tragicznego przedłużania się sytuacji konfliktów w różnych częściach świata, zachęcam wszystkich wiernych do udziału w specjalnym dniu modlitwy i postu w intencji pokoju - 23 lutego, w piątek pierwszego tygodnia Wielkiego Postu. Ofiarujemy go szczególnie za mieszkańców Demokratycznej Republiki Konga i Sudanu Południowego. Podobnie jak przy innych okazjach, zapraszam także braci i siostry niekatolików i niechrześcijan do przyłączenia się do tej inicjatywy w sposób, jaki uznają za najbardziej stosowny.

Nasz Niebiański Ojciec zawsze wysłuchuje swoich dzieci, które wołają do Niego w udręce i cierpieniu: „podtrzymuj złamanych na duchu i opatrz ich bolesne rany” (Ps 147,3). Zwracam się z serdecznym apelem, abyśmy również my usłyszeli to wołanie i każdy w swoim sumieniu, przed Bogiem, zadali sobie pytanie: „Co mogę uczynić dla pokoju?”. Z pewnością możemy się modlić; ale nie tylko: każdy może konkretnie powiedzieć „nie” przemocy, na ile zależy to od niego czy też od niej. Ponieważ zwycięstwa zyskane przy użyciu przemocy są fałszywymi zwycięstwami; natomiast praca na rzecz pokoju służy wszystkim!

Pozdrawiam was wszystkich, wiernych Rzymu i pielgrzymów przybyłych z Włoch i z różnych krajów. Pozdrawiam grupę diecezji Kadyks i Ceuta (Hiszpania), uczniów kolegium „Charles Péguy” w Paryżu, wiernych z Sestri Levante, Empoli, Mediolanu i Palermo, przedstawicieli miasta Agrigento, którym wyrażam wdzięczność za zaangażowanie w przyjmowanie i integrację imigrantów. Serdeczne pozdrowienia kieruję dla wolontariuszy i współpracowników stowarzyszenia „Fraterna Domus”, które od 50 lat działa w Rzymie na rzecz gościnności i solidarności.

Życzę wszystkim dobrej niedzieli. Proszę, nie zapomnijcie modlić się za mnie. Smacznego obiadu i do zobaczenia!

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 28 styczeń 2018 r. Watykan

Ewangelia dzisiejszej niedzieli (por. Mk 1, 21-28) jest częścią szerszej narracji zwanej „dniem w Kafarnaum”. W centrum dzisiejszej opowieści jest wydarzenie egzorcyzmu, przez które Jezus jest ukazany jako prorok potężny w słowach i czynach.

Wchodzi On do synagogi w Kafarnaum w szabat i zaczyna nauczać. Ludzie są zdumieni Jego słowami, ponieważ nie są to zwykłe słowa, nie przypominają tego, czego zwykle słuchają. Uczeni w Piśmie uczą, ale nie mają własnego autorytetu. Jezus natomiast naucza jako ten, kto ma władzę, objawiając się w ten sposób jako Posłaniec Boga, a nie jako zwykły człowiek, który musi oprzeć swoje nauczanie na wcześniejszych tradycjach. Jezus ma pełen autorytet. Jego nauczanie jest nowe. A Ewangelia mówi, że ludzie komentowali: „Nowa jakaś nauka z mocą” (w. 27).

Jednocześnie Jezus okazuje się potężny w swoich dziełach. W synagodze w Kafarnaum jest człowiek opętany przez ducha nieczystego, który objawia się, krzycząc następującymi słowami: „Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży!” (w.24). Diabeł wypowiada pewną prawdę. Jezus przyszedł, aby zniszczyć diabła, aby zrujnować demona, aby go pokonać. Ten duch nieczysty zna moc Jezusa, a także głosi Jego świętość. Jezus go karci, mówiąc mu: „Milcz i wyjdź z niego” (w. 25). Te kilka słów Jezusa wystarczy, aby odnieść zwycięstwo nad szatanem, który wychodzi z tego człowieka „miotając nim i głośno krzycząc” (w. 26) –mówi Ewangelia.

Fakt ten wywiera wielkie wrażenie na obecnych; wszyscy są przejęci strachem i zadają sobie pytanie: „Co to jest? [...] Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są mu posłuszne!” (w. 27). Moc Jezusa potwierdza autorytatywność jego nauczania. Nie wymawia On jedynie słów, ale działa. W ten sposób ukazuje Boży plan słowami i mocą uczynków. Rzeczywiście w Ewangelii widzimy, że Jezus w swojej ziemskiej misji objawia miłość Boga zarówno poprzez głoszenie, jak i niezliczone akty zainteresowania i pomocy chorym, potrzebującym, dzieciom i grzesznikom.

Dzisiejszy fragment Ewangelii pokazuje nam, że Jezus jest naszym Nauczycielem, potężnym w słowach i czynach. Jezus przekazuje nam całe światło, które oświeca niekiedy mroczne drogi naszego istnienia; przekazuje nam także siłę niezbędną do pokonania trudności, prób, pokus. Pomyślmy jaką wielką łaską jest dla nas znajomość tego Boga tak potężnego i tak dobrego! Nauczyciela i przyjaciela, który wskazuje nam drogę i troszczy się o nas, zwłaszcza, gdy jesteśmy w potrzebie.

Niech Najświętsza Maryja Panna, kobieta wysłuchania, pomoże nam zachować milczenie wokół nas i w naszym wnętrzu, aby usłyszeć w zgiełku przesłań świata najbardziej autorytatywne słowo, jakie istnieje: Jej Syna Jezusa, który głosi sens naszego istnienia i uwalnia nas od wszelkiego zniewolenia, także od niewoli złego ducha.

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 21 styczeń 2018 r. Peru

 Drodzy młodzi, cieszę się, że mogę z wami być. Te spotkania są dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza w tym roku, w którym przygotowujemy się do Synodu na temat młodzieży. Wasze twarze, wasze dążenia, wasze życie są ważne dla Kościoła i musimy docenić ich znaczenie, na jakie zasługują, oraz mieć odwagę, jaką miało wielu młodych tej ziemi, którzy nie bali się kochać i poświęcić się dla Jezusa.

Drodzy przyjaciele, jakże wiele macie wzorów! Myślę o świętym Marcinie de Porres. Nic nie przeszkodziło temu młodzieńcowi w spełnieniu jego marzeń, nic nie przeszkodziło mu w poświęceniu swego życia dla innych, nic nie przeszkodziło mu w miłowaniu, a uczynił to, ponieważ doświadczył, że Pan umiłował go jako pierwszy. Takim jakim był: Mulatem, zmagającym się z wieloma niedostatkami. Dla ludzkich oczu lub dla przyjaciół wydawało się, że był skazany na „przegraną”, ale potrafił czynić to, co stało się później tajemnicą jego życia: ufać. Pokładał ufność w Panu, który go miłował. Czy wiecie dlaczego? Ponieważ Pan najpierw zaufał jemu; tak jak ufa każdemu z was i niestrudzenie będzie darzył was zaufaniem.

Możecie mi powiedzieć: ale czasami zaufanie staje się to bardzo trudne. Rozumiem was. W tych momentach mogą przychodzić myśli negatywne, poczucie, że jest wiele sytuacji, które spadają na nas ciężarem i wydaje się, że wypadliśmy z biegu świata; zdaje się, że jesteśmy pokonani. Ale tak nie jest, prawda?

Są chwile, w których możecie pomyśleć, że pozostajecie bez możliwości spełnienia pragnień swego życia, waszych marzeń. Wszyscy przeszliśmy przez takie sytuacje. W takich chwilach, w których wydaje się, że wiara gaśnie, nie zapominajcie, że Jezus jest po waszej stronie. Nie uważajcie się za przegranych, nie traćcie nadziei! Nie zapominajcie o świętych, którzy nam towarzyszą z nieba. Zwracajcie się do nich, módlcie się i niestrudzenie proście o ich wstawiennictwo. Świętych dnia wczorajszego, ale także dzisiejszego: ta ziemia ma ich wielu, ponieważ jest to kraina „pełna świętości”. Szukajcie pomocy, porady od osób, o których wiecie, że są dobre, aby wam doradzały, bo ich oblicza wyrażają radość i pokój. Pozwólcie, aby wam towarzyszyli, i w ten sposób idźcie naprzód drogą życia.

Jezus chce, abyście działali. Chce, abyś realizował twoje ideały i abyś postanowił przestrzegać Jego poleceń. Poprowadzi was drogą Błogosławieństw, drogą, która nie jest łatwa, ale fascynująca, drogą, której nie można przebyć samotnie, ale w grupie, gdzie każdy może współpracować, dając z siebie to, co najlepsze. Jezus liczy na ciebie tak, jak bardzo dawno temu, uczynił ze świętą Różą z Limy, świętym Turybiuszem, świętym Janem Macíasem, świętym Franciszkiem Solano i wieloma innymi. Dzisiaj pyta cię – tak jak ich – czy chcesz pójść za Nim? Czy jesteś gotów za Nim iść? Pozwolić się pobudzić przez Jego Ducha, aby uobecniać Jego Królestwo sprawiedliwości i miłości?

Drodzy przyjaciele, Pan patrzy na was z nadzieją, nigdy się do nas nie zniechęca. Być może my możemy zniechęcić się do siebie lub do innych.

Wiem, że bardzo miło oglądać zdjęcia przerobione cyfrowo, ale działa to tylko w przypadku zdjęć, nie możemy fotoszopować innych osób, rzeczywistości czy nas samych. Filtry kolorów i wysoka rozdzielczość dobrze wychodzą tylko na wideo, ale nigdy nie możemy ich zastosować do przyjaciół. Są zdjęcia, które są bardzo ładne, ale wszystkie są fałszywe i pozwólcie, że wam powiem, iż serca nie można fotoszopować, bo tam chodzi o prawdziwą miłość, tam stawką jest szczęście.

Jezus nie chce, aby ci zrobiono „makijaż” serca. On ciebie kocha takim, jakim jesteś i ma marzenie, które chciałby spełnić z każdym z was. Nie zapominajcie, że On się nie zniechęca wobec nas. A jeśli wy się zniechęcacie, to zachęcam was do wzięcia do rąk Biblii i przypomnienia sobie przyjaciół, których wybrał sobie Bóg: Mojżesz się jąkał; Abraham, był staruszkiem; Jeremiasz, był bardzo młody; Zacheusz, był człowiekiem niskiego wzrostu; uczniowie, gdy Jezus prosił ich, żeby się modlili, posnęli; Paweł, prześladował chrześcijan; Piotr, zaparł się Go... i tak moglibyśmy ciągnąć tę listę. Jaką wymówkę moglibyśmy znaleźć?

Kiedy Jezus na nas patrzy, nie myśli o tym, jak bardzo jesteśmy doskonali, ale o całej miłości, jaką mamy w naszych sercach, aby ofiarować ją innym i im służyć. Dla Niego to jest ważne i zawsze będzie nalegał na to samo – nie zwraca uwagi na to jak jesteś wysoki, czy mówisz dobrze czy też źle, czy modląc się zasypiasz, czy jesteś bardzo młody czy też stary. Jedyne pytanie, jakie stawia, brzmi: czy chcesz iść za mną i być moim uczniem? Nie trać czasu na maskowanie swojego serca, napełnij swoje życie Duchem Świętym!

Za każdym razem oczekuje, aby dać nam swego Ducha, który jest Miłością, którą Bóg chce wlać w nasze serca, aby uczynić nas swymi misyjnymi uczniami.

Idąc za Jezusem, nigdy, przenigdy, nie zostajemy wykluczeni. Nawet jeśli popełniamy błędy, Pan zawsze daje nam nową możliwość, aby na nowo podjąć drogę z Nim.

Drodzy młodzi: w swojej modlitwie powierzam was w ręce Maryi Panny. Bądźcie pewni, że Ona będzie wam towarzyszyła we wszystkich chwilach waszego życia, na wszystkich rozstajach waszych dróg, zwłaszcza gdy musicie podejmować ważne decyzje. Ona tam będzie jako dobra Matka, dodając wam otuchy, wspierając was, abyście się nie załamywali. A jeśli z powodu tych spraw się zniechęcisz, nie martw się, że powie o tym Jezusowi. Po prostu nie przestawaj się modlić, nie przestawaj prosić, nie przestawaj ufać w Jej macierzyńską opiekę.

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 14 styczeń 2018 r. w Watykanie

Opis ewangeliczny wskazuje na podstawowe cechy drogi wiary uczniów wszystkich czasów, także nam, począwszy od pytania, które Jezus zadaje tym dwóm, którzy, zachęcani przez Jana Chrzciciela, zaczęli za Nim podążać: „Czego szukacie?” (w. 38). Jest to to samo pytanie, które w poranek wielkanocny Zmartwychwstały skieruje do Marii Magdaleny: „Niewiasto, kogo szukasz?” (J 20, 15). Każdy z nas jako człowiek szuka: szuka szczęścia, miłości, dobrego i pełnego życia. Bóg Ojciec dał nam to wszystko w swoim Synu Jezusie.

W tych poszukiwaniach podstawową rolę odgrywa prawdziwy świadek, osoba, która jako pierwsza przebyła drogę i spotkała Pana. W Ewangelii tym świadkiem jest Jan Chrzciciel. Z tego względu może skierować uczniów do Jezusa, który włącza ich w nowe doświadczenie, mówiąc: „Chodźcie, a zobaczycie” (w. 39). I obaj nie będą już w stanie zapomnieć piękna tego spotkania, i to do tego stopnia, że ewangelista zauważa nawet czas: „Było około godziny dziesiątej” (tamże). Dopiero osobiste spotkanie z Jezusem rodzi pielgrzymkę wiary i bycia uczniem. Będziemy mogli mieć wiele doświadczeń, dokonać wielu rzeczy, nawiązać więzi z wieloma ludźmi, ale dopiero spotkanie z Jezusem, o tej godzinie, którą zna Bóg, może nadać naszemu życiu pełny sens i sprawić, aby nasze plany i inicjatywy były owocne.

Nie wystarczy zbudować sobie obrazu Boga w oparciu o to, co zasłyszeliśmy. Trzeba wyruszyć w poszukiwaniu Boskiego Nauczyciela i pójść tam, gdzie On mieszka. Prośba dwóch uczniów skierowana do Jezusa: „Gdzie mieszkasz?” (w. 38), ma mocne znaczenie duchowe: wyraża pragnienie, aby wiedzieć, gdzie mieszka Nauczyciel, aby móc przebywać z Nim. Życie wiarą polega na pragnieniu przebywania z Panem, a zatem na ciągłym poszukiwaniu miejsca, w którym On mieszka. Oznacza to, że jesteśmy powołani do przekraczania religijności nawykowej i oczywistej, ożywiając spotkanie z Jezusem na modlitwie, w rozważaniu Słowa Bożego i przystępując do sakramentów, aby przebywać z Nim i przynosić owoc dzięki Niemu, Jego pomocy, Jego łasce. Szukać Jezusa, spotykać Jezusa, iść za Jezusem ... to jest ta droga.

Niech Maryja Panna wspiera nas w tym postanowieniu, aby iść za Jezusem, iść i przebywać tam, gdzie On mieszka, aby słuchać Jego Słowa życia, dołączyć do Tego, który gładzi grzech świata, znaleźć w Nim nadzieję i zapał duchowy.

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 7 styczeń 2018 r. w Watykanie

fragment- Święto chrztu Jezusa zaprasza każdego chrześcijanina do pamięci o swoim chrzcie. Nie mogę was zapytać, czy pamiętacie dzień waszego chrztu, ponieważ większość z was była wtedy dziećmi, podobnie jak ja. Zostaliśmy ochrzczeni jako dzieci. Ale zadam wami kolejne pytanie: czy znacie datę waszego chrztu? Czy wiecie, w którym dniu zostaliście ochrzczeni? Niech każdy o tym po myśli. A jeśli nie znacie daty lub ją zapomnieliście, to po powrocie do domu, zapytacie matkę, babcię, wujka, ciocię, dziadka, ojca chrzestnego, matkę chrzestną: jaka to była data? I tę datę zawsze musimy pamiętać, bo jest to data świąteczna, data naszego pierwotnego uświęcenia, jest to data, w której Ojciec dał nam Ducha Świętego, który pobudza nas, byśmy szli, to data wielkiego przebaczenia. Nie zapomnijcie: jaka jest data mojego chrztu?

Całe rozważanie
Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsze święto Chrztu Pańskiego kończy okres Bożego Narodzenia i zachęca nas do pomyślenia o naszym chrzcie. Jezus zechciał przyjąć chrzest głoszony i udzielany przez Jana Chrzciciela w rzece Jordan. Chodziło o chrzest pokuty: ci, którzy do niego przystępowali, wyrażali chęć bycia oczyszczonymi z grzechów i z Bożą pomocą zobowiązywali się do rozpoczęcia nowego życia.

Rozumiemy zatem wielką pokorę Jezusa, Tego, który nie miał grzechu, kiedy stanął w kolejce razem z pokutującymi, wmieszany pośród nich, aby przyjąć chrzest w rzece. Jakże wspaniała pokora! Czyniąc tak, ukazał to, co świętowaliśmy w Boże Narodzenie: gotowość Jezusa, aby zanurzyć się w rzekę ludzkości, aby wziąć na siebie niedociągnięcia i słabości ludzi, aby dzielić ich pragnienie wyzwolenia i przezwyciężenia tego wszystkiego, co oddala od Boga i czyni obcym dla braci. Podobnie jak w Betlejem, nad brzegiem Jordanu Bóg dochowuje obietnicy, że weźmie na siebie losy człowieka, a Jezus jest tego namacalnym i ostatecznym znakiem. On wziął na siebie nas wszystkich, bierze nas wszystkich na siebie w życiu, w poszczególnych dniach.

Dzisiejsza Ewangelia podkreśla, że ​​Jezus „gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie” (Mk 1,10). Duch Święty, który działał od początku stworzenia i prowadził Mojżesza oraz lud na pustyni, teraz w pełni zstępuje na Jezusa, aby dać Jemu siłę do pełnienia Jego misji w świecie. To Duch jest sprawcą chrztu Jezusa, a także naszego chrztu. To Duch otwiera oczy serca na prawdę, na całą prawdę. To Duch prowadzi nasze życie na drodze miłości. To Duch jest darem, uczynionym przez Ojca dla każdego z nas w dniu naszego chrztu. To Duch przekazuje nam czułość Boskiego przebaczenia. I to znowu On, Duch Święty, sprawia, że rozbrzmiewa objawiające Słowo Ojca: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (w. 11).

Święto chrztu Jezusa zaprasza każdego chrześcijanina do pamięci o swoim chrzcie. Nie mogę was zapytać, czy pamiętacie dzień waszego chrztu, ponieważ większość z was była wtedy dziećmi, podobnie jak ja. Zostaliśmy ochrzczeni jako dzieci. Ale zadam wami kolejne pytanie: czy znacie datę waszego chrztu? Czy wiecie, w którym dniu zostaliście ochrzczeni? Niech każdy o tym po myśli. A jeśli nie znacie daty lub ją zapomnieliście, to po powrocie do domu, zapytacie matkę, babcię, wujka, ciocię, dziadka, ojca chrzestnego, matkę chrzestną: jaka to była data? I tę datę zawsze musimy pamiętać, bo jest to data świąteczna, data naszego pierwotnego uświęcenia, jest to data, w której Ojciec dał nam Ducha Świętego, który pobudza nas, byśmy szli, to data wielkiego przebaczenia. Nie zapomnijcie: jaka jest data mojego chrztu?

Przyzywajmy matczynej opieki Najświętszej Maryi Panny, aby wszyscy chrześcijanie mogli coraz pełniej zrozumieć dar chrztu i zobowiązali się do przeżywania go w sposób konsekwentny, dając świadectwo miłości Ojca i Syna i Ducha Świętego.

 

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański,31 grudzień 2017 r. w Watykanie

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu obchodzimy święto Świętej Rodziny z Nazaretu, a Ewangelia zachęca nas do refleksji nad doświadczeniem przeżywanym przez Maryję, Józefa i Jezusa, gdy wzrastają razem jako rodzina we wzajemnej miłości i zaufaniu Bogu. Wyrazem tego zaufania jest obrzęd dokonywany przez Maryję i Józefa, gdy ofiarowują swego syna Jezusa Bogu: „Przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu” (Łk 2, 22), zgodnie z wymogami Prawa Mojżeszowego. Rodzice Jezusa udają się do świątyni, aby potwierdzić, że dziecko należy do Boga a oni są strażnikami jego życia, a nie właścicielami i powinni im pomagać w rozwoju, w dojrzewaniu.

Gest ten podkreśla, że tylko Bóg jest Panem dziejów indywidualnych i rodzinnych - wszystko od Niego pochodzi. Każda rodzina jest powołana do uznania tego pierwszeństwa, strzegąc i wychowując dzieci, aby otworzyły się na Boga, który jest źródłem życia. Stąd pochodzi tajemnica młodości wewnętrznej, o której paradoksalnie świadczy w Ewangelii para starców, Symeon i Anna. Zwłaszcza starzec Symeon, natchniony przez Ducha Świętego mówi o Dzieciątku Jezus: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą [...] aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (w. 34-35).
Te prorocze słowa ukazują, że Jezus przyszedł, aby obalić czynione przez nas fałszywe obrazy Boga i nas samych; aby „sprzeciwić się” światowym pewnikom, na których usiłujemy się opierać; abyśmy ponownie weszli na autentyczną drogę ludzką i chrześcijańską, opartą na wartościach Ewangelii.
Nie ma sytuacji rodzinnej, która byłaby wykluczona z tej nowej drogi odrodzenia i zmartwychwstania. Ilekroć rodziny, nawet te zranione i naznaczone słabością, porażkami i trudnościami powracają do źródła doświadczenia chrześcijańskiego, otwierają się nowe drogi i niewyobrażalne możliwości.

Dzisiejszy fragment Ewangelii mówi, że Maria i Józef, „gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” (ww. 39-40). Wielką radością rodziny jest rozwój dzieci, wiemy o tym wszyscy. Mają one rozwijać się i umacniać, zdobyć mądrość i przyjąć łaskę Bożą, tak właśnie jak stało się z Jezusem. Jest On naprawdę jednym z nas: Syn Boży staje się dzieckiem, godzi się wzrastać, umacniać siebie, jest pełen mądrości a łaska Boża spoczywa na Nim. Maryja i Józef z radością widzą to wszystko w swoim synu. To właśnie jest misja, ku której ukierunkowana jest rodzina: stwarzanie warunków sprzyjających harmonijnemu i pełnemu rozwojowi dzieci, aby mogły prowadzić życie dobre, godne Boga i konstruktywne dla świata.

Jest to życzenie, które kieruję do wszystkich rodzin, a dołączam do niego modlitwę do Maryi, Królowej Rodziny.

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański,24 grudzień 2017 r. w Watykanie

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę niedzielę, która bezpośrednio poprzedza Boże Narodzenie, słuchamy Ewangelii Zwiastowania Pańskiego (por. Łk 1, 26-38).

W tym ewangelicznym fragmencie możemy zauważyć kontrast między obietnicami Anioła a odpowiedzią Maryi. Kontrast ten przejawia się w wymiarze i w treści wyrażeń dwojga protagonistów. Anioł mówi do Maryi: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego ojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca” (ww. 30-33). Jest to długie objawienie, które otwiera niewyobrażalne perspektywy. Dziecko, które narodzi się z tej pokornej dziewczyny z Nazaretu, będzie nazywane Synem Najwyższego: nie można sobie wyobrazić godności wyższej od tej. A po pytaniu Maryi, w którym prosi o wyjaśnienia, objawienie anioła staje się jeszcze bardziej szczegółowe i zaskakujące.

Natomiast odpowiedź Maryi jest krótkim zdaniem, które nie mówi o chwale czy przywileju, ale tylko o gotowości i służbie: „Oto ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa” (w. 38). Różna jest również treść. Maryja nie wywyższa się w obliczu perspektywy, że zostanie wręcz matką Mesjasza, ale pozostaje skromna i wyraża swoją akceptację dla planu Pana.

Ten kontrast jest znaczący. Pozwala nam to zrozumieć, że Maryja jest naprawdę pokorna i nie próbuje się pokazać. Uznaje, że jest maluczka przed Bogiem i jest zadowolona z tego stanu rzeczy. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że od jej odpowiedzi zależy realizacja Bożego planu i że jest zatem wezwana, by włączyć się do niego całą sobą.

W tej sytuacji Maryja ukazuje się w postawie, która doskonale koresponduje z postawą Syna Bożego, kiedy przychodzi na świat: pragnie On stać się sługą Pana, oddać się w służbie ludzkości, aby wypełnić plan Ojca. Maryja mówi: „Oto ja służebnica Pańska”; a Syn Boży, wchodząc w ten świat, mówi: „Oto idę [...] abym spełniał wolę Twoją” (Hbr 10,7.9). Postawa Maryi w pełni odzwierciedla tę deklarację Syna Bożego, który staje się także synem Maryi. W ten sposób Matka Boża objawia się jako doskonały współpracownik Bożego planu, a w Magnificat może głosić, że „Bóg wywyższa pokornych” (Łk 1, 52), ponieważ dzięki tej pokornej i wielkodusznej odpowiedzi zyskała niezwykle wzniosłą chwałę.

Podziwiając naszą Matkę za tę odpowiedź na Boże powołanie i misję, prośmy ją, aby pomogła każdemu z nas przyjąć Boży plan w naszym życiu, z szczerą pokorą i odważną hojnością.


Po modlitwie Anioł Pański.

Drodzy bracia i siostry,

W modlitewnym oczekiwaniu na narodziny Jezusa - Księcia Pokoju prośmy o dar pokoju dla całego świata, szczególnie dla narodów, które najbardziej cierpią z powodu trwających konfliktów. W szczególny sposób ponawiam apel, aby przy okazji Świąt Bożego Narodzenia osoby uprowadzone - kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz świeccy - zostali zwolnieni i mogli powrócić do swoich domów. Módlmy się za nich.

Pragnę też zapewnić o mojej modlitwie za mieszkańców wyspy Mindanao na Filipinach, dotkniętych burzą, która spowodowała wiele ofiar i zniszczeń. Niech miłosierny Bóg przyjmie dusze zmarłych i pocieszy osoby cierpiące z powodu tej klęski żywiołowej. Módlmy się za te osoby.

Pozdrawiam serdecznie was wszystkich, wiernych z Rzymu oraz pielgrzymów przybyłych z różnych krajów, rodziny, grupy parafialne i stowarzyszenia.

W tych godzinach, które oddzielają nas od Bożego Narodzenia, znajdźcie kilka chwil, aby zatrzymać się w milczeniu i modlitwie przed żłóbkiem, aby adorować w sercu tajemnicę prawdziwego Bożego Narodzenia, Jezusa, który zbliża się do nas z miłością, pokorą i czułością.

I w tych chwilach pamiętajcie również, aby pomodlić się za mnie. Dziękuję! Dobrej niedzieli i dobrych Świąt Bożego Narodzenia!

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański,17 grudzień 2017 r. w Watykanie

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W minione niedziele liturgia podkreślała, co znaczy zająć postawę czujności i co konkretnie pociąga za sobą przygotowywanie drogi Panu. W tę trzecią niedzielę Adwentu, nazywaną „niedzielą radości”, liturgia zaprasza nas do zrozumienia ducha, z którym to wszystko zachodzi, to jest właśnie radości. Święty Paweł zachęca nas, abyśmy przygotowali się na przyjście Pana, podejmując trzy postawy: nieustanną radość, wytrwałą modlitwę i stałe dziękczynienie.

Pierwszą postawą jest nieustanna radość: „Zawsze się radujcie” (1 Tes 5,16) - napomina Apostoł. Oznacza to, że zawsze mamy trwać w radości, nawet jeśli sprawy nie biegną tak, jakbyśmy tego chcieli. Niepokoje, trudności i cierpienia przenikają życie każdego z nas i wiele razy otaczająca nas rzeczywistość wydaje się nieprzyjazna i jałowa, podobnie jak pustynia, na której rozbrzmiewał głos Jana Chrzciciela, jak to przypomina dzisiejsza Ewangelia (por. J 1, 23). Ale właśnie słowa Jana Chrzciciela ukazują, że nasza radość opiera się na pewności, że ta pustynia jest zamieszkana: „Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie” (w. 26). Chodzi o Jezusa, posłanego przez Ojca, który przychodzi, jak to podkreśla Izajasz, „by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać rany serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski u Pana” (61,1-2). Te słowa, z którymi Jezus utożsami się w mowie w synagodze w Nazarecie (por. Łk 4, 16-19) wyjaśniają, że Jego misja w świecie polega na wyzwoleniu z grzechu i ze zniewolenia osobistego i społecznego, jakie wytwarza grzech. Przyszedł na ziemię, aby dać ponownie ludziom godność i wolność dzieci Bożych, które tylko On może przekazać.

Radość, charakteryzująca oczekiwanie na Mesjasza, opiera się na wytrwałej modlitwie.To druga postawia: „Nieustannie się módlcie” (1 Tes 5,17), mówi Paweł. Poprzez modlitwę możemy wejść w trwałą relację z Bogiem, który jest źródłem prawdziwej radości. Radość chrześcijanina pochodzi z wiary i spotkania z Jezusem Chrystusem, motywem naszego szczęścia. Im bardziej jesteśmy zakorzenieni w Chrystusie, tym bardziej znajdujemy wewnętrzną pogodę ducha, nawet pośród codziennych przeciwności. Z tego powodu chrześcijanin, spotkawszy Jezusa nie może być prorokiem nieszczęścia, ale świadkiem i zwiastunem radości. Radości, którą trzeba dzielić się z innymi; radości zaraźliwej, która sprawia, że pielgrzymka życiowa staje się mniej męcząca.

Trzecią postawą wskazaną przez św. Pawła jest nieustanne dziękczynienie, to znaczy wdzięczna miłość wobec Boga. On jest bowiem bardzo szczodry wobec nas, a my jesteśmy wezwani do uznawania zawsze Jego dobrodziejstw, Jego miłości miłosiernej, Jego cierpliwości i dobroci, żyjąc w ten sposób w nieustannym dziękczynieniu.

Radość, modlitwa i wdzięczność to trzy postawy, które przygotowują nas do przeżywania Bożego Narodzenia w sposób autentyczny. Na tym ostatnim etapie okresu Adwentu, powierzamy się matczynemu wstawiennictwu Maryi Panny. Ona jest „przyczyną naszej radości”, nie tylko dlatego, że porodziła Jezusa, ale i dlatego, że nieustannie odsyła nas do Niego.

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański,10 grudzień 2017 r. w Watykanie

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W minioną niedzielę rozpoczęliśmy Adwent wraz z zaproszeniem do czuwania. Dzisiaj, w drugą niedzielę tego okresu przygotowań do Bożego Narodzenia, liturgia wskazuje właściwą jemu treść: jest to czas, by uznać pustki, które trzeba wypełnić w naszym życiu, aby wyrównać chropowatości pychy i uczynić miejsce dla Jezusa, który przychodzi.

Prorok Izajasz zwraca się do ludu, ogłaszając koniec wygnania w Babilonie i powrót do Jerozolimy. Prorokuje: „Głos się rozlega: «Przygotujcie na pustyni drogę dla Pana» [...] Niech się podniosą wszystkie doliny” (40.3). Doliny, które mają zostać podniesione są obrazem wszystkich braków w naszym zachowaniu wobec Boga, wszystkich naszych grzechów zaniechania. Pustka w naszym życiu może polegać na tym, że się nie modlimy albo, że modlimy się bardzo niewiele. Adwent jest zatem czasem sprzyjającym bardziej intensywnej modlitwie, aby przeznaczyć ważne, należne miejsce dla życia duchowego. Inną pustką może być brak miłości wobec bliźniego, zwłaszcza osób, które najbardziej potrzebują pomocy nie tylko materialnej, ale także duchowej. Jesteśmy wezwani do bycia bardziej wrażliwymi na potrzeby innych, bycia bliżej nich. Podobnie jak Jan Chrzciciel, możemy w ten sposób otworzyć drogi nadziei na pustyni oschłych serc wielu ludzi.

„Niech się wszystkie góry i wzgórza obniżą” (w. 4) - zachęca ponadto Izajasz. Góry i pagórki, które muszą być obniżone, to pycha, duma, arogancja. Musimy przyjąć postawy łagodności i pokory, aby przygotować się na przyjście naszego Zbawiciela, który jest łagodnego i pokornego serca (por. Mt 11, 29). Następnie jesteśmy wezwani do wyeliminowania wszystkich przeszkód, które stawiamy naszej jedności z Panem: „Równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką. Wtedy się chwała Pana objawi, zobaczy ją wszelkie ciało” (Iz 40, 4-5). Jednak te działania trzeba wypełniać z radością, ponieważ mają na celu przygotowanie na przyjście Jezusa. Kiedy oczekujemy w domu wizyty drogiej nam osoby, wszystko przygotowujemy troskliwie i radośnie. W ten sam sposób pragniemy przygotować się na przyjście Pana: oczekiwać na niego każdego dnia z troską, aby być napełnionymi Jego łaską, gdy przyjdzie.
W Ewangelii Jan Chrzciciel realizuje postać zapowiadaną przez Izajasza, „Głos wołającego na pustyni”. Ta pustynia daje nam przede wszystkim wskazówkę miejsca, w którym żył i głosił swoje słowo Jan Chrzciciel. Ale przypomina nam także o klimacie nawrócenia i pokuty, który pozwala nam przygotować się do spotkania z Panem. Jan oświadcza: „Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym” (Mk 1, 8). Zbawiciel, na którego czekamy może przemienić nasze życie mocą Ducha Świętego, mocą miłości. Duch Święty wlewa bowiem do naszych serc miłość Boga, będącą niewyczerpalnym źródłem oczyszczenia, nowego życia i wolności. Maryja Dziewica w pełni żyła tą rzeczywistością, pozwalając się „ochrzcić” Duchem Świętym, który zrosił ją obficie swą mocą. Ta, która przygotowała przyjście Chrystusa całym swoim życiem, niech nam pomaga naśladować jej przykład i prowadzi nasze kroki na spotkanie Pana, który przychodzi.

 

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 3 grudzień 2017 r. w Watykanie

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dziś rozpoczynamy drogę Adwentu, którego uwieńczeniem będzie Boże Narodzenie. Adwent jest czasem, który jest nam dany, aby przyjąć Pana wychodzącego nam naprzeciw także po to, aby przekonać się o naszym pragnieniu Pana, aby spojrzeć przed siebie i przygotować się na powrót Chrystusa. Powróci On do nas w święcie Bożego Narodzenia, kiedy będziemy upamiętniać Jego historyczne przyjście w pokorze ludzkiej kondycji. Ale przychodzi On do nas za każdym razem, gdy jesteśmy gotowi Go przyjąć i przyjdzie ponownie pod koniec czasów, aby „sądzić żywych i umarłych”. Dlatego musimy zawsze być czujni i oczekiwać na Pana z nadzieją, że się z Nim spotkamy. Dzisiejsza liturgia wprowadza nas właśnie w ten sugestywny temat czujności i oczekiwania.

Dlatego w czytanej dzisiaj Ewangelii (por. Mk 13, 33-37) Jezus zachęca nas, abyśmy uważali i czuwali, abyśmy byli gotowi powitać Go w chwili Jego powrotu. Mówi nam: „Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie [...];By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących”(ww. 33-36).

Osoba uważająca to ktoś, kto w zgiełku świata nie daje się owładnąć rozproszeniu czy powierzchowności, ale żyje w sposób pełny i świadomy, z troską skierowaną przede wszystkim ku innym. Dzięki takiej postawie uświadamiamy sobie łzy i potrzeby bliźniego i możemy również pojąć jego zdolności ludzkie i duchowe. Osoba czujna zwraca się następnie także ku światu, starając się przeciwstawić obecnym w nim obojętności i okrucieństwu, a ciesząc się skarbami piękna, które również istnieją i których trzeba strzec. Chodzi o spojrzenie zrozumienia, aby rozpoznać zarówno nędzę i ubóstwo jednostek i społeczeństwa, jak i bogactwo ukryte w małych rzeczach dnia powszedniego, właśnie tam, gdzie postawił nas Pan.Osoba czuwająca to ktoś, kto przyjmuje zaproszenie do czuwania, to znaczy by nie dać się przytłoczyć przez ospałość zniechęcenia, brak nadziei czy rozczarowania; a jednocześnie odrzuca nagabywanie wielu próżności, których pełen jest świat i w pogoni za którymi niekiedy poświęca się czas oraz pogodę ducha osobistą i rodzinną. Jest to bolesne doświadczenie ludu Izraela, wypowiedziane przez proroka Izajasza: wydawało się, że Bóg pozwolił, aby Jego lud błądził daleko od Jego dróg (por. 67,17), ale było to skutkiem niewierności samego ludu (por. 64,4 b). Również my często znajdujemy się w tej sytuacji niewierności wobec wezwania Pana: On wskazuje nam dobrą drogę, drogę wiary i miłości, ale my szukamy swego szczęścia gdzie indziej.

Bycie uważnymi i czuwającymi to warunki wstępne, aby nie „błądzić z dala od dróg Pana”, będąc zagubionymi w naszych grzechach i naszych niewiernościach; są to warunki, by pozwolić Bogu na wtargnięcie w nasze życie, aby przywrócić Mu znaczenie i wartość, z Jego obecnością pełną dobroci i czułości. Niech Najświętsza Maryja Panna, wzór oczekiwania Boga i ikona czujności, prowadzi nas na spotkanie swego Syna Jezusa, ożywiając naszą miłość do Niego.

Po odmówieniu modlitwy maryjnej i udzieleniu wszystkim błogosławieństwa apostolskiego Ojciec Święty jeszcze raz zabrał głos. Oto jego wypowiedź:

Drodzy bracia i siostry,

Minionej nocy powróciłem z podróży apostolskiej do Mjanmy i Bangladeszu. Dziękuję wszystkim, którzy towarzyszyli mi swoją modlitwą i zapraszam do włączenia się w moje dziękczynienie Panu, który pozwolił mi spotkać się z tymi ludami, zwłaszcza wspólnotami katolickimi, i być podbudowanym ich świadectwem. Głęboko wryło mi się w pamięć wspomnienie wielu twarzy doświadczonych życiem, ale szlachetnych i uśmiechniętych. Wszystkich noszę w sercu i w modlitwie. Dziękuję bardzo narodom Mjanmy i Bangladeszu.

W sposób szczególny wspominam w modlitwie również naród Hondurasu, aby mógł przezwyciężyć na drodze pokojowej obecny czas trudności.

Pozdrawiam was, obecnych tu rzymian i pielgrzymów, szczególnie zaś wiernych przybyłych z Bratysławy (Słowacja) i z Ludwigshafen w Niemczech. Pozdrawiam grupę z Pregaziol (koło Treviso) i młodych przygotowujących się do bierzmowania z Mestrino (koło Padwy), jak również mieszkającą we Włoszech wspólnotę rumuńską, obchodzącą dzisiaj święto narodowe Rumunii.

Wszystkim życzę udanej niedzieli i dobrej drogi adwentowej. Nie zapominajcie, proszę, modlić się za mnie. Smacznego obiadu i do zobaczenia!

 
Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 26 listopada 2017 r. w Watykanie

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę ostatnią niedzielę roku liturgicznego obchodzimy uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Jego królowanie jest tym, które przewodzi, jest służbą, a także takim królowaniem, które da się poznać na końcu czasów jako sąd. Dzisiaj mamy przed sobą Chrystusa jako Króla, Pasterza i Sędziego, ukazującego kryteria przynależności do królestwa Bożego.

Ewangeliczna karta otwiera się wspaniałą wizją. Jezus, zwracając się do swoich uczniów, mówi: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały” (Mt 25, 31). Jest to uroczyste wprowadzenie historii sądu ostatecznego. Jezus przeżywszy ziemską egzystencję w pokorze i ubóstwie, ukazuje się obecnie w przynależnej Jemu Boskiej chwale, otoczony orszakami anielskimi. Cała ludzkość jest wezwana by stanąć przed Nim, a On wypełnia swą władzę oddzielając jednych od drugich, tak jak pasterz oddziela owce od kozłów.

Do tych, których postawił po swojej prawicy mówi: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźmijcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (w. 34-36). Sprawiedliwi są zaskoczeni, ponieważ nie pamiętają, aby kiedykolwiek spotkali Jezusa, a tym bardziej pomogli mu w ten sposób; ale On stwierdza: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (w. 40). To słowo nigdy nie przestaje nas uderzać, ponieważ ukazuje nam, jak daleko posuwa się miłość Boża: aż po utożsamienie się z nami, ale nie wtedy, gdy dzieje się nam dobrze, gdy jesteśmy zdrowi i szczęśliwi, ale wręcz przeciwnie - kiedy jesteśmy w potrzebie. I w ten ukryty sposób On pozwala się spotkać, wyciąga do nas rękę jak żebrak.
Tak Jezus objawia decydujące kryterium swego sądu, czyli konkretną miłość bliźniego znajdującego się w niebezpieczeństwie. Tak ukazuje się moc miłości, królewskość Boga: solidarnego z cierpiącymi, aby wszędzie wzbudzić postawy i uczynki miłosierdzia.

Przypowieść o sądzie mówi dalej o królu, który oddala od siebie tych, którzy za życia nie troszczyli się o potrzeby braci. Także w tym przypadku są oni zaskoczeni i pytają: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?" (w. 44). W domyśle: „Gdybyśmy Cię widzieli, z pewnością byśmy Ci pomogli!”. Ale król odpowie: „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” (w. 45). Pod koniec naszego życia będziemy sądzeni z miłości, to znaczy z naszego konkretnego wysiłku, aby kochać i służyć Jezusowi w naszych braciach najmniejszych i potrzebujących. Ten żebrzącym ten potrzebujący, który wyciąga rękę, to Jezus, ten chory, którego powinienem odwiedzić, to Jezus, ten uwięziony, to Jezus, ten głodny to Jezus. Pomyślmy o tym.

Jezus przyjdzie na końcu czasów, aby osądzić wszystkie narody, ale przychodzi do nas każdego dnia, na wiele sposobów, i prosi, abyśmy Go przyjęli. Niech Maryja Panna pomaga nam spotkać Go i przyjmować w Jego Słowie i w Eucharystii, a jednocześnie w braciach i siostrach cierpiących z powodu głodu, choroby, ucisku i niesprawiedliwości. Oby nasze serca przyjmowały Go w dniu dzisiejszym naszego życia, abyśmy byli przez Niego przyjęci w wieczności Jego Królestwa Światła i Pokoju.
Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 19 listopada 2017 r. w Watykanie
 
Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę przedostatnią niedzielę roku liturgicznego Ewangelia przedstawia nam przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30). Pewien człowiek, zanim udał się w podróż, przekazał swoim sługom talenty, które były w tym czasie monetami o znacznej wartości: jednemu słudze pięć, drugiemu dwa, a innemu jeden talent, zależnie od zdolności każdego z nich. Sługa, który otrzymał pięć talentów był przedsiębiorczy i sprawił, że przyniosły zysk, zarabiając jeszcze kolejnych pięć. W ten sam sposób zachował się sługa, który otrzymał dwa talenty, i zdobył kolejne dwa. Natomiast sługa, który otrzymał jeden talent, wykopał dziurę w ziemi i ukrył tam monetę swojego pana.

To ten sam sługa, który wyjaśnia swemu panu, po jego powrocie, motyw swego działania, mówiąc: „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi” (w. 24-25). Ten sługa nie ma ze swym panem relacji zaufania, ale się go boi i to go blokuje. Strach zawsze paraliżuje i często sprawia, że podejmujemy błędne decyzje. Strach zniechęca do podejmowania inicjatyw, prowadzi do chronienia się w rozwiązaniach bezpiecznych i gwarantowanych. W ten sposób dochodzimy do tego, że nie czynimy nic dobrego. Aby iść naprzód i wzrastać na drodze życia, trzeba mieć ufność.

Przypowieść ta pomaga nam zrozumieć, jak ważne jest posiadanie prawdziwej idei Boga. Nie wolno myśleć, że jest On niedobrym, ostrym i surowym panem, który chce nas ukarać. Jeśli jest w nas taki fałszywy obraz Boga, to wówczas nasze życie nie może być owocne, ponieważ będziemy żyli w strachu, a to nie doprowadzi nas do niczego konstruktywnego. Jesteśmy wezwani do refleksji, aby odkryć, jaka jest naprawdę nasza idea Boga. Już w Starym Testamencie Bóg objawił się jako „Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34,6). A Jezus zawsze nam ukazywał, że Bóg nie jest panem surowym i nietolerancyjnym, ale ojcem pełnym miłości, czułości, dobroci. Dlatego możemy i musimy pokładać w Nim ogromne zaufanie.

Jezus ukazuje nam hojność i troskliwość Ojca na wiele sposobów: poprzez swoje słowo, swoimi gestami, swoją akceptacją dla wszystkich, zwłaszcza grzeszników, ubogich i maluczkich - jak to nam przypomina dzisiaj również Pierwszy Światowy Dzień Ubogich. Ale także swoimi przestrogami, które ujawniają Jego troskę, abyśmy nie zmarnowali bezużytecznie naszego życia. Jest to znak, że Bóg ma dla nas wielki szacunek: świadomość ta pomaga nam być osobami odpowiedzialnymi w każdym naszym działaniu. Dlatego przypowieść o talentach wzywa nas do osobistej odpowiedzialności i do takiej wierności, która staje się także zdolnością do nieustannego wyruszania na nowe drogi, nie „zakopując talentu”, to znaczy darów, które powierzył nam Bóg, i z których nas rozliczy.

Niech wstawia się za nami Najświętsza Dziewica, abyśmy byli wierni woli Bożej, sprawiając owocowanie talentów, którymi nas obdarzył. W ten sposób będziemy przydatni dla innych i w dniu ostatnim, zostaniemy powitani przez Pana, który zaprosi nas do wzięcia udziału w Jego radości.


[po modlitwie:] Drodzy bracia i siostry!

Wczoraj, w Detroit, w Stanach Zjednoczonych Ameryki, został beatyfikowany Franciszek Solano, kapłan z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Pokorny i wierny uczeń Chrystusa wyróżniał się niestrudzoną posługą ubogim. Niech jego świadectwo pomaga kapłanom, zakonnikom i świeckim radośnie przeżywać więź między głoszeniem Ewangelii a miłością do ubogich.

To właśnie chcieliśmy przypomnieć poprzez dzisiejszy Światowy Dzień Ubogich, który w Rzymie i w diecezjach świata wyraża się w wielu inicjatywach modlitewnych i dzielenia się z innymi. Niech ubodzy znajdują się w centrum naszych wspólnot nie tylko w chwilach takich, jak ta, ale zawsze; ponieważ są oni w samym sercu Ewangelii, w nich spotykamy Jezusa, który do nas mówi i stawia nam wzywania poprzez ich cierpienia oraz ich potrzeby.

Pragnę dzisiaj przypomnieć szczególnie ludzi żyjących w bolesnej nędzy z powodu wojny i konfliktów. Dlatego ponawiam stanowczy apel do wspólnoty międzynarodowej o podjęcie wszelkich możliwych wysiłków na rzecz pokoju, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Szczególną myśl kieruję do umiłowanego narodu libańskiego, modlę się o stabilność w tym kraju, aby mógł być nadal „orędziem” szacunku i współżycia dla całego regionu i dla całego świata.
Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 12 listopada 2017 r. w Watykanie
 
Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę niedzielę Ewangelia (por. Mt 25, 1-13) wskazuje nam warunki wejścia do królestwa niebieskiego. Czyni to za pomocą przypowieści o dziesięciu pannach: chodzi o druhny, które były odpowiedzialne za przyjęcie i towarzyszenie oblubieńcowi w ceremonii ślubnej, a ponieważ w tym czasie zazwyczaj obchodzono ją w nocy, druhny były wyposażone w lampy.

Przypowieść mówi, że pięć z tych dziewic było mądrych a pięć głupich. Rzeczywiście mądre zabrały ze sobą oliwę do lamp, podczas gdy głupie jej nie zabrały. Pan młody się spóźniał i wszystkie zasnęły. O północy ogłoszono przybycie pana młodego. Wtedy głupie panny zdały sobie sprawę, że nie miały oliwy do lamp i poprosiły o nią panny roztropne. Ale te odpowiedziały, że nie mogą jej dać, ponieważ nie wystarczyłoby dla wszystkich. Podczas gdy głupie szukały oliwy, przybył pan młody. Panny mądre weszły wraz z nim do sali gdzie odbywała się uczta i drzwi zostały zamknięte. Pięć głupich wróciło zbyt późno, pukając do drzwi, ale odpowiedź brzmiała: „Nie znam was” (w. 12) i pozostały na zewnątrz.

Czego chce nas nauczyć Jezus poprzez tę przypowieść? Przypomina nam, że musimy być gotowi na spotkanie z Nim. Wiele razy Jezus zachęca w Ewangelii do czuwania, i czyni to także na koniec tej opowieści. „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (w. 13). Ale poprzez tę przypowieść mówi nam, że czuwanie to nie tylko wyrzeczenie się snu, ale bycie przygotowanym. Rzeczywiście wszystkie panny śpią zanim przybył oblubieniec, ale po przebudzeniu niektóre są gotowe, a inne nie. Na tym więc polega sens bycia mądrymi i roztropnymi: chodzi o to, aby nie czekać do ostatniej chwili naszego życia, żeby współpracować z łaską Bożą, ale aby to czynić już teraz. Warto byłoby trochę pomyśleć, że kiedyś będzie ostatni dzień. Gdyby to było dziś – jak jestem na to przygotowany, przygotowana? Ale muszę jeszcze zrobić to i jeszcze tamto…Przygotować się tak, jak byłby to ostatni dzień: warto to uczynić. 

Lampa jest symbolem wiary, która oświeca nasze życie, a olej jest symbolem miłości, która karmi, czyni owocnym i wiarygodnym światło wiary. Warunkiem aby być gotowym na spotkanie z Panem jest nie tylko wiara, ale także i chrześcijańskie życie pełne miłości do bliźniego. Jeśli pozwolimy, by kierowało nami to, co wydaje się wygodniejsze, dążenie do osiągnięcia korzyści osobistych, to nasze życie staje się bezowocne i nie gromadzimy żadnych zapasów oliwy dla lampy naszej wiary. Zgaśnie ona w czasie przyjścia Pana, a nawet wcześniej. Jeśli jesteśmy natomiast czujni i staramy się czynić dobro, poprzez czyny miłości, dzielenia się z innymi, służenia bliźnim w potrzebie, możemy zachować spokój w oczekiwaniu na przyjście oblubieńca: Pan może przyjść w każdej chwili, i nawet sen śmierci nas nie przeraża, ponieważ mamy zapas oliwy, zgromadzonej poprzez dobre uczynki każdego dnia.

Niech Maryja Panna pomaga nam czynić naszą wiarę coraz bardziej działającą przez miłość; aby nasza lampa mogła jaśnieć już tutaj, w pielgrzymce doczesnej, a potem na zawsze, na uczcie weselnej w raju.

Rozważanie papieża Franciszka przed modlitwą na Anioł Pański, 5. listopada 2017 r. w Watykanie

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (por. Mt 23, 1-12) rozgrywa się w ostatnich dniach życia Jezusa, w Jerozolimie. Są to dni pełne oczekiwań i napięć. Z jednej strony Jezus surowo krytykuje uczonych w Piśmie i faryzeuszy, z drugiej zaś pozostawia ważne nakazy chrześcijanom wszystkich czasów, a zatem także nam.

Mówi tłumom: „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą”. Oznacza to, że mają władzę nauczania tego, co jest zgodne z Prawem Bożym. Jednakże zaraz potem Jezus dodaje: „Lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią" (w. 3). Bracia i siostry, częstą wadą tych, którzy mają władzę - czy to kościelną, czy świecką - jest żądanie od innych wypełniania rzeczy, nawet słusznych, których jednak sami nie czynią. Prowadzą podwójne życie. Jezus mówi: „Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą” (w.4). Taka postawa jest złym sprawowaniem władzy, której - przeciwnie - podstawową siłę winien stanowić dobry przykład, aby pomóc innym czynić to, co słuszne i właściwe, podtrzymując ich w próbach, napotykanych na drodze dobra. Władza jest pomocą, ale jeśli sprawowana jest źle, to staje się opresyjna, nie pozwala ludziom się rozwijać oraz tworzy atmosferę nieufności i wrogości. Prowadzi też do korupcji.

Jezus otwarcie potępia pewne negatywne zachowania uczonych w Piśmie i faryzeuszy: „Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach” (w. 6-7). Jest to pokusa, która odpowiada ludzkiej pysze i którą nie zawsze łatwo pokonać. Jest to postawa życia wyłącznie pozorami.

Następnie Jezus daje swoim uczniom nakazy: „Nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście [...] Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą” (w. 8-11).

My, uczniowie Jezusa, nie powinniśmy dążyć do godności zaszczytnych, władzy czy zwierzchnictwa. Wyznam wam, że mnie osobiście martwi, gdy widzę ludzi, którzy psychologicznie żyją, goniąc za próżnością zaszczytów. My, uczniowie Jezusa, nie powinniśmy tego czynić, bo między nami powinna być postawa prostoty i braterstwa. Wszyscy jesteśmy braćmi i nie powinniśmy w żaden sposób przytłaczać innych. Wszyscy jesteśmy braćmi. Jeśli od Ojca Niebieskiego otrzymaliśmy pewne przymioty, to winniśmy je spożytkować w służbie braciom a nie wykorzystywać je dla naszej satysfakcji i interesu osobistego. Nie powinniśmy uważać się za lepszych od innych. Skromność ma istotne znaczenie w życiu kogoś, kto chce żyć zgodnie z nauczaniem Jezusa, łagodnego i pokornego sercem i który przyszedł nie po to, aby Mu służono, lecz aby służyć.

Niech Maryja Panna, „Najpokorniejsza i najwyższa w niebie” (Dante - Raj, XXXIII, 2), pomaga nam, przez swoje macierzyńskie wstawiennictwo wystrzegać się pychy i próżności oraz być posłusznymi miłości, która pochodzi od Boga, aby służyć naszym braciom i ich radości, która będzie również naszą radością.

Papież Franciszek na Anioł Pański. 2017 11 01

Drodzy bracia i siostry, dobry dzień i dobrego świętowania!

Uroczystość Wszystkich Świętych jest „naszym” świętem: nie dlatego, abyśmy byli tak wspaniali, ale dlatego, że świętość Boga dotknęła naszego życia. Święci nie są doskonałymi wzorami, ale osobami przenikniętymi Bogiem. Możemy je porównać do witraży w kościołach, które wpuszczają światło w różnych odcieniach barw. Święci są naszymi braćmi i siostrami, którzy przyjęli do swego serca światło Boga i przekazywali je światu, każdy zgodnie z swoim „odcieniem”. Ale wszyscy byli przejrzyści, zmagali się, by usunąć plamy i ciemności grzechu, i przepuścić łagodne światło Boga. Taki jest cel życia, by przepuścić światło Boga, także cel naszego życia.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do swoich uczniów, do nas wszystkich, mówiąc nam: „Błogosławieni” (Mt 5,3). Jest to słowo, którym zaczyna się Jego przepowiadanie, czyli „ewangelia”, dobra nowina, ponieważ jest drogą szczęścia. Kto jest z Jezusem ten jest błogosławiony, szczęśliwy. Szczęście nie polega na tym, aby coś posiadać czy też kimś się stawać, przeciwnie prawdziwym szczęściem jest przebywanie z Panem i życie dla miłości. Czy w to wierzycie? Prawdziwe szczęście nie polega na tym, aby coś posiadać czy też kimś się stawać Prawdziwym szczęściem jest przebywanie z Panem i życie dla miłości. Czy w to wierzycie? Zatem składniki życia szczęśliwego nazywane są błogosławieństwami: błogosławieni są ludzie prości, pokorni, czyniący miejsce dla Boga, którzy potrafią płakać z powodu grzechów innych osób i swoich własnych, ludzie którzy pozostają łagodnymi, walczący o sprawiedliwość, miłosierni dla wszystkich, strzegący czystości serca, zawsze działający na rzecz pokoju i trwający w radości, nie żywiący nienawiści, i którzy nawet wtedy, gdy cierpią, na zło odpowiadają dobrem.

Oto błogosławieństwa. Nie potrzebują nadzwyczajnych gestów, nie są przeznaczone dla nadludzi, ale dla tych, którzy przeżywają codzienne doświadczenia i trudy, dla nas. Takimi ludźmi są święci: tak jak wszyscy oddychają zanieczyszczonym powietrzem zła istniejącego w świecie, ale w drodze nigdy nie tracą z oczu śladu Jezusa, wskazanego w błogosławieństwach, będących jakby mapą życia chrześcijańskiego. Dzisiaj obchodzimy święto tych, którzy osiągnęli cel wskazany przez tę mapę: nie tylko święci z kalendarza, ale wielu braci i sióstr „mieszkających obok nas”, których być może spotkaliśmy i znali. Dzisiaj jest święto rodziny, wielu osób prostych i ukrytych, które rzeczywiście pomagają Bogu, aby prowadzić świat. I nie brak ich także i dziś! Tym nieznanym braciom i siostrom, pomagającym Bogu prowadzić świat naprzód, żyjącym pośród nas zgotujmy wszyscy brawa!

Są to przede wszystkim - mówi pierwsze błogosławieństwo – „ubodzy w duchu” (Mt 5,3). Cóż to znaczy? Którzy nie żyją po to, by osiągnąć sukces, władzę i pieniądze. Wiedzą, że kto gromadzi skarby dla siebie, nie jest bogaty przed Bogiem (por. Łk 12,21). Wierzą natomiast, że Pan jest skarbem życia, a miłość bliźniego jedynym prawdziwym źródłem zysku. Czasami jesteśmy niezadowoleni z czegoś, czego nam brakuje lub martwi nas, jeśli nie jesteśmy tak uznawani, jak tego byśmy chcieli. Pamiętajmy, że nie na tym polega nasze szczęście, ale w Panu i w miłości: tylko z Nim, tylko kochając żyjemy szczęśliwie.

Na koniec chciałbym wspomnieć o innym błogosławieństwie, które nie znajduje się w Ewangelii, ale na końcu Biblii i opowiada o końcu życia: „Błogosławieni, którzy w Panu umierają” (Ap 14, 13). Jutro zostaniemy wezwani do towarzyszenia naszym zmarłym modlitwą, aby na zawsze mogli radować się z Panem. Pamiętajmy z wdzięcznością o naszych bliskich i módlmy się za nich.

Niech Matka Boża, Królowa Wszystkich Świętych i Brama Niebios, wstawia się za naszą drogę świętości i naszych bliskich, którzy odeszli przed nami i już wyruszyli do niebieskiej ojczyzny.

2017 10 29

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę niedzielę liturgia przedstawia nam krótki, ale bardzo ważny fragment ewangeliczny (por. Mt 22, 34-40). Ewangelista, św. Mateusz opowiada, że faryzeusze zebrali się razem, aby wystawić Jezusa na próbę. Jeden z nich, uczony w Prawie zadał Mu następujące pytanie: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” (w. 36). Jest to pytanie podstępne, ponieważ w Prawie Mojżesza wspomnianych jest ponad sześćset przykazań. Jak między nimi odróżnić wielkie przykazanie? Ale Jezus bez najmniejszego wahania odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. Po czym dodał: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (w. 37.39).

Ta odpowiedź Jezusa nie jest oczywista, bo wśród wielu nakazów prawa żydowskiego, najważniejsze było dziesięć przykazań, przekazanych przez Boga bezpośrednio Mojżeszowi, jako warunki przymierza z ludem. Ale Jezus chce uzmysłowić, że bez miłości Boga i bliźniego nie ma prawdziwej wierności temu przymierzu z Panem.

Potwierdza to inny tekst Księgi Wyjścia, nazywany „kodeksem przymierza”, który mówi, że nie można trwać w przymierzu z Panem i znęcać się nad tymi, którzy cieszą się Jego ochroną: wdową, sierotą, cudzoziemcem, to znaczy osobami najbardziej samotnymi i bezbronnymi (por. Wj 22,20-21). Odpowiadając tym faryzeuszom, którzy postawili mu pytanie, Jezus stara się im również pomóc w zaprowadzeniu porządku w ich religii, aby przypomnieć, co jest naprawdę ważne, a co mniej ważne. Mówi: „Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22,40). I Jezus właśnie w ten sposób przeżywał swe życie: głosząc i dokonując tego, co naprawdę się liczy i jest istotne, to znaczy miłość. Miłość nadaje życiu i drodze wiary dynamizm i owocność: bez miłości życie i wiara pozostają bezpłodne.

To, co Jezus proponuje w tej ewangelicznej karcie jest wspaniałym ideałem, który odpowiada najbardziej autentycznym pragnieniom naszego serca. Rzeczywiście zostaliśmy stworzeni, aby kochać i aby być miłowanymi. Bóg, który jest Miłością, stworzył nas, aby uczynić nas uczestnikami swego życia, abyśmy byli przez Niego miłowanymi i abyśmy Go kochali oraz abyśmy wraz z Nim miłowali wszystkich innych ludzi. To jest „marzenie” Boga wobec człowieka. Aby to osiągnąć potrzebujemy Jego łaski, potrzebujemy przyjąć w sobie zdolność miłowania, która pochodzi od samego Boga. Właśnie dlatego Jezus daje nam siebie w Eucharystii. W niej otrzymujemy Jego Ciało i Jego Krew, czyli otrzymujemy Jezusa w najwspanialszym wyrazie Jego miłości, gdy ofiarował siebie samego Ojcu dla naszego zbawienia.

Niech Najświętsza Dziewica pomaga nam przyjąć w naszym życiu „wielkie przykazanie” miłości Boga i bliźniego. W gruncie rzeczy nawet jeśli je znamy od dzieciństwa, to nigdy nie przestaniemy się na nie się nawracać i wprowadzać je w życie w różnych sytuacjach, w których się znajdujemy.Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia tej niedzieli (Mt 22,15-21) przedstawia nowe spotkanie twarzą w twarz między Jezusem a Jego przeciwnikami. Tematem jest sprawa podatku dla cezara. Jest to kwestia drażliwa, dotycząca godziwości lub niegodziwości płacenia podatku cesarzowi rzymskiemu, któremu była poddana Palestyna w czasach Jezusa. Stanowiska były różne. Dlatego pytanie postawione przez faryzeuszy: „Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” (w. 17) stanowi pułapkę dla Nauczyciela. W zależności od tego, jak by odpowiedział, mógłby zostać oskarżony, że opowiada się za Rzymem lub przeciwko Rzymowi.

Ale także w tym przypadku Jezus reaguje spokojnie i wykorzystuje złośliwe pytanie, aby dać ważną naukę, wznosząc się ponad polemikę i przeciwstawne strony. Mówi faryzeuszom: „Pokażcie Mi monetę podatkową”. Przedstawiają jemu denara, a Jezus, patrząc na monetę, pyta: „Czyj jest ten obraz i napis?. Faryzeusze mogą odpowiedzieć jedynie: „Cezara”. Wtedy Jezus stwierdza: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (por. w. 19-21). Z jednej strony nakazując zwrócenie cezarowi to, co należy do niego Jezus oświadcza, że płacenie podatku nie jest aktem bałwochwalstwa, ale obowiązkiem wobec władzy doczesnej; a z drugiej strony - i tutaj Jezus rzuca iskrę - odnosząc się do prymatu Boga, prosi, aby oddać Jemu to, co do Niego należy jako do Pana życia ludzkiego i historii.

Wzmianka o wizerunku cezara, wyrytym w monecie mówi, że mamy prawo czuć się w pełni z prawami i obowiązkami - obywatelami państwa; ale symbolicznie każe zastanowić się nad innym obrazem, który jest odciśnięty w każdym człowieku: obrazem Boga. On jest Panem wszystkiego, a my, którzy zostaliśmy stworzeni „na Jego obraz” należymy przede wszystkim do Niego, Jezus wydobywa z pytania zadanego mu przez faryzeuszy pytanie bardziej radykalne i żywotne dla każdego z nas: do kogo należę? Do rodziny, miasta, przyjaciół, szkoły, pracy, polityki, państwa? Tak, oczywiście. Ale Jezus przypomina nam: przede wszystkim należysz do Boga. To przynależność fundamentalna. On jest tym, który dał ci to wszystko, czym jesteś i co masz. Zatem możemy i powinniśmy przeżywać nasze życie, dzień po dniu uznając tę naszą podstawową przynależność i z wdzięcznością serca wobec naszego Ojca, który stworzył każdego z nas osobno, niepowtarzalnie, ale zawsze na wzór swego umiłowanego Syna, Jezusa. Jest to wspaniała tajemnica.Chrześcijanin jest powołany do aktywnego angażowania się w sprawy ludzkie i społeczne, nie przeciwstawiając „Boga” i „cezara” – co byłoby postawą fundamentalistyczną, ale oświecając rzeczywistości doczesne światłem, które pochodzi od Boga. Priorytetowe powierzenie się Bogu i pokładana w Nim nadzieja nie powinny pociągać za sobą ucieczki od rzeczywistości, a raczej pracowite oddanie Bogu tego, co należy do Niego. Dlatego właśnie człowiek wierzący patrzy ku rzeczywistości przyszłej, rzeczywistości Boga, aby przeżywać życie doczesne w pełni i odważnie odpowiadać na jego wyzwania.

Niech Dziewica Maryja pomaga nam zawsze żyć zgodnie z tym obrazem Boga, jaki w sobie nosimy, wnosząc również nasz wkład w budowę porządku doczesnego.

 

Msza Święta z dnia 2017 10 15

Usłyszana przez nas przypowieść mówi o Królestwie Bożym jako o uczcie weselnej (por. Mt 22, 1-14). Główną postacią jest syn króla, oblubieniec, w którym łatwo dostrzec Jezusa. Jednakże w przypowieści nie mówi się wcale o oblubienicy, ale o wielu zaproszonych, upragnionych i oczekiwanych: noszą oni strój weselny. Tymi zaproszonymi jesteśmy my wszyscy, ponieważ z każdym z nas Pan chce "świętować wesele".

Zaślubiny zapoczątkowują jedność całego życia: tego właśnie pragnie Bóg z każdym z nas. Zatem nasza relacja z Nim nie może być jedynie relacją podwładnych, oddanych swemu królowi, wiernych sług ze swym panem, czy pilnych uczniów ze swoim nauczycielem, ale jest przede wszystkim relacją ukochanej oblubienicy ze swoim oblubieńcem. Innymi słowy Pan nas pragnie, poszukuje i zaprasza.

Nie zadowala się tym, że wypełniamy dobre obowiązki i przestrzegamy Jego praw, ale pragnie mieć z nami prawdziwą komunię życia, relację opartą na dialogu, zaufaniu i przebaczeniu.

To jest życie chrześcijańskie - historia miłości z Bogiem, gdzie Pan bezinteresownie podejmuje inicjatywę i gdzie nikt z nas nie może poszczyć się wyłącznością zaproszenia: nikt nie jest uprzywilejowany względem innych, ale każdy jest uprzywilejowany wobec Boga. Z tej bezinteresownej, czułej i uprzywilejowanej miłości rodzi się i stale odnawia życie chrześcijańskie.

Możemy się zastanawiać, czy przynajmniej raz dziennie wyznajemy Panu naszą miłość do Niego; czy pamiętamy, pośród wielu słów, aby codziennie Jemu powiedzieć: "Kocham cię Panie. Ty jesteś moim życiem". Bo jeśli zatraca się miłość, życie chrześcijańskie staje się bezowocne, staje się ciałem bez duszy, moralnością niemożliwą do realizacji, zestawem zasad i przepisów, z którymi trzeba się zgadzać, bez pytania "dlaczego?".

Natomiast Bóg życia oczekuje odpowiedzi życiem, Pan Miłości oczekuje odpowiedzi miłości. Zwracając się do jednego z Kościołów w Księdze Apokalipsy czyni wyraźne napomnienie: "Odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości" (2,4). Oto niebezpieczeństwo: rutynowe życie chrześcijańskie, gdzie zadowalamy się "normalnością", bez rozmachu, bez entuzjazmu i z krótką pamięcią.

Ożywmy natomiast pamięć pierwszej miłości: jesteśmy miłowanymi, zaproszonymi na ucztę weselną, a nasze życie jest darem, bo każdy dzień jest wspaniałą okazją do odpowiedzi na zaproszenie.

Ale Ewangelia nas ostrzega: zaproszenie można odrzucić. Wielu zaproszonych powiedziało "nie", bo byli zajęci swoimi sprawami: "Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa"- mówi tekst (Mt 22, 5). Powraca pewne słowo: swoimi. Jest ono kluczem, by zrozumieć przyczynę odrzucenia. Zaproszeni nie myśleli bowiem, aby wesele było smutne, czy nudne, ale zwyczajnie "ich nie obchodziło": przeszkadzały im ich sprawy, woleli coś mieć, niż się zaangażować, jak tego wymaga miłość.

W taki właśnie sposób biorą się dystanse od miłości, nie ze złośliwości, ale dlatego, że wolimy swoje: zabezpieczenia, samo potwierdzenie, wygodę ... Wtedy rozkładamy się na kanapach zysków, przyjemności, jakiś hobby sprawiających, że czujemy się trochę weselsi, ale w ten sposób starzejemy się szybko i źle, bo starzejemy się wewnętrznie: kiedy serce się nie poszerza - to się zamyka.

A kiedy wszystko zależy od "ja" - od tego co mi odpowiada, co mi służy, od tego, co chcę - stajemy się również surowymi i złymi, w zły sposób reagujemy na wszystko, jak zaproszeni z Ewangelii, którzy doszli do znieważania, a nawet zabijania (por. w. 6) tych, którzy przynosili im zaproszenie, tylko dlatego, że byli im niewygodni.

Zatem Ewangelia żąda od nas: po której stronie stanąć: czy po stronie "ja", czy też po stronie Boga? Ponieważ Bóg jest przeciwieństwem samolubstwa, autoreferencyjności. Ewangelia mówi nam, że On w obliczu stałego odrzucenia, jakie otrzymuje, w obliczu zamknięcia na Jego zaproszenia, idzie naprzód, nie odwołuje uczty. Nie rezygnuje, ale nadal zaprasza. W obliczu "nie" nie trzaska drzwiami, ale jeszcze bardziej włącza. Bóg, w obliczu doznanych niesprawiedliwości odpowiada jeszcze większą miłością.

My, gdy jesteśmy zranieni przez niegodziwość i odrzucenie, często żywimy niezadowolenie i urazę. Bóg, cierpiąc z powodu naszego "nie", nadal jednak ponawia inicjatywę, idzie dalej, aby przygotować dobro także dla tych, którzy czynią zło. Dzisiaj ten Bóg, który nigdy nie traci nadziei, zobowiązuje nas, abyśmy postępowali tak, jak On, abyśmy żyli zgodnie z prawdziwą miłością, przezwyciężali rezygnację i zachcianki naszego wiecznego i drażliwego ego.

Jest jeszcze jeden aspekt, który podkreśla Ewangelia: niezbędna szata zaproszonych. Nie wystarczy raz odpowiedzieć na zaproszenie, powiedzieć "tak" i na tym koniec, ale trzeba przyodziać szatę, trzeba mieć nawyk życia miłością każdego dnia. Ponieważ nie można mówić: "Panie, Panie", nie żyjąc i nie wprowadzając w czyn woli Boga (por. Mt 7,21).

Każdego dnia musimy przyoblekać się w Jego miłość, każdego dnia ponawiać wybór Boga. Drogę tę wskazują kanonizowani dziś święci, zwłaszcza wielu męczenników. Nie odpowiedzieli oni "tak" miłości jedynie słowami i na chwilę, ale swoim życiem i aż do końca.

Ich codzienną szatą było umiłowanie Jezusa, ta szalona miłość, która umiłowała nas aż do końca, która pozostawiła swoje przebaczenie i swoją szatę tym, którzy ją ukrzyżowali. Także i my otrzymaliśmy na chrzcie białą szatę, suknię ślubną dla Boga.

Prośmy Go, przez wstawiennictwo tych świętych naszych braci i sióstr, o łaskę wybierania i przyodziewania tej szaty i zachowania jej w czystości. Jak to czynić? Przed wszystkim idąc, by otrzymać bez lęku przebaczenie Pana: jest to krok decydujący, aby wejść do sali weselnej, aby sprawować święto miłości wraz z Nim.

 

Przed modlitwą na Anioł Pański 2017 10 08

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Liturgia dzisiejszej niedzieli proponuje nam przypowieść o dzierżawcach, którym gospodarz powierza założoną przez siebie winnicę, a następnie odchodzi (por. Mt 21, 33-43). W ten sposób zostaje wystawiona na próbę lojalność tych rolników: powierzono im winnicę, której powinni strzec, sprawić, by wydała owoce i przekazać zbiór gospodarzowi. Kiedy nadszedł czas winobrania, pan posłał swoje sługi, aby zebrali owoce. Ale dzierżawcy winnicy przyjmują postawę zaborczą: uważają siebie nie jedynie za zarządców, ale raczej za właścicieli i odmawiają przekazania zbiorów. Znęcają się nad sługami, aż po zabicie ich. Gospodarz wykazuje wobec nich cierpliwość: posyła innych służących, liczniejszych niż za pierwszym razem, ale wynik jest taki sam. W końcu postanowił wysłać swojego syna; ale owi dzierżawcy, niewolnicy zachłannego zachowania, zabijają także syna.

Opowieść ta ukazuje w sposób alegoryczny wyrzuty, jakie czynili prorocy w dziejach Izraela. Jest to historia, która dotyczy także nas: mowa w niej o przymierzu, jakie Bóg zechciał zawrzeć z ludzkością i do udziału w którym powołał również nas. Jednakże te dzieje przymierza, jak każda historia miłości, mają swoje chwile pozytywne, ale są również naznaczone zdradą i odrzuceniem. Aby zrozumieć, jak Bóg Ojciec odpowiada na odrzucenia, sprzeczne z Jego miłością i Jego propozycją przymierza, fragment ewangeliczny wkłada w usta gospodarza winnicy pytanie: "Kiedy właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?" (w. 40). Pytanie to podkreśla, że rozczarowanie Boga z powodu niegodziwego postępowania ludzi nie jest Jego ostatnim słowem! Widać w tym wielką nowość chrześcijaństwa: Boga, który, choć rozczarowany naszymi uchybieniami i grzechami, nie cofa swego słowa, nie wycofuje się, a zwłaszcza nie szuka pomsty!

Bracia i siostry, Bóg nie mści się; czeka na nas, aby nas ukochać i przygarnąć do siebie. Przez "odrzucone kamienie" - a Chrystus jest pierwszym kamieniem odrzuconym przez budujących - przez sytuacje słabości i grzechu Bóg nadal wprowadza do obrotu "nowe wino" ze swojej winnicy, czyli miłosierdzie. To jest to nowe wino - miłosierdzie. Jest tylko jedna przeszkoda wobec nieustępliwej i czułej woli Boga: nasza arogancja i nasza zarozumiałość, która czasami staje się nawet przemocą! W obliczu tych postaw i tam, gdzie nie rodzą się owoce, Słowo Boże zachowuje całą swoją siłę wyrzutu i przestrogi: "Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce" (w. 43).


Pilna konieczność odpowiedzenia dobrymi owocami na wezwanie Pana, który wzywa nas, byśmy stali się Jego winnicą, pomaga nam zrozumieć, co jest w chrześcijaństwie nowego i oryginalnego. Jest ono nie tyle sumą przepisów i norm moralnych, ile przede wszystkim propozycją miłości, którą Bóg przez Jezusa uczynił i nadal czyni wobec ludzkości. Jest to zaproszenie do wejścia w tę historię miłości, stając się żywą i otwartą winnicą, bogatą w owoce i nadzieję dla wszystkich. Winnica zamknięta może stać się dziką i rodzić cierpkie grona. Jesteśmy powołani, by wyjść z winnicy, aby oddać się na służbę braciom, którzy nie są z nami, aby potrząsnąć sobą nawzajem i dodać sobie otuchy, żeby przypomnieć nam o tym, że musimy być winnicą Pańską w każdym środowisku, nawet tym najbardziej odległym i uciążliwym.

Drodzy bracia i siostry, przyzywajmy wstawiennictwa Najświętszej Maryi Panny, aby nam pomagała być wszędzie, zwłaszcza na obrzeżach społeczeństwa, winnicą, którą zasadził Pan dla dobra wszystkich i przynosić wino miłosierdzia Pańskiego.

Przed modlitwą na Anioł Pański 2017 09 24

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

 W dzisiejszej Ewangelii (por. Mt 20,1-16) znajdujemy przypowieść o robotnikach wezwanych na dzień, którą Jezus opowiada, aby przekazać dwa aspekty królestwa Bożego: pierwszy, że Bóg pragnie wezwać wszystkich do pracy na rzecz swego królestwa; drugi, że na końcu pragnie dać wszystkim taką samą nagrodę, czyli zbawienie, życie wieczne.

Gospodarz winnicy, reprezentujący Boga, wychodzi o świcie i zatrudnia grupę robotników, umawiając się z nimi na zapłatę w wysokości denara za dzień. Potem wychodzi także w następnych godzinach, aż po późne popołudnie, aby wynająć innych robotników, widząc, że są bezrobotni. Pod koniec dnia właściciel zarządził, aby wszystkim dano po denarze, również tym którzy pracowali kilka godzin. Oczywiście robotnicy, którzy zostali wynajęci jako pierwsi narzekają, ponieważ widzą, że zapłacono im w taki sam sposób jak tym, którzy pracowali mniej. Gospodarz przypomina im jednak, że otrzymali to, co zostało uzgodnione. Jeśli chce być potem szczodry wobec innych, nie powinni być zazdrośni.

 W istocie ta "niesprawiedliwość" właściciela ma w słuchaczach przypowieści sprowokować przeskok na inny poziom, ponieważ tutaj Jezus nie ma zamiaru mówić o pracy i sprawiedliwej zapłacie, ale o królestwie Bożym! A przesłanie jest następujące: w królestwie Bożym nie ma bezrobotnych, wszyscy są wezwani do odegrania swojej roli. I dla wszystkich u kresu będzie nagroda, która pochodzi z Boskiej sprawiedliwości, a nie ludzkiej, na nasze szczęście! - czyli zbawienie, które Jezus Chrystus nabył dla nas wraz ze swą śmiercią i zmartwychwstaniem. Zbawienie, którego sobie nie zasłużyliśmy, ale otrzymaliśmy w darze i dlatego "ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi" (Mt 20,16).

Poprzez tę przypowieść Jezus chce otworzyć nasze serca na logikę miłości Ojca, która jest darmo dana i szczodra. Chodzi o to, aby dać się zadziwić i zafascynować "myślami" i "drogami" Boga, które, jak przypomina prorok Izajasz, nie są naszymi myślami i nie są naszymi drogami (por. Iz 55,8). Ludzkie myśli są często naznaczone egoizmem i własnymi celami, a naszych ciasnych i krętych ścieżek nie można porównywać do szerokich i prostych dróg Pana. On okazuje miłosierdzie, szczodrze przebacza, pełen jest wielkoduszności i dobroci, którymi obdarza każdego z nas, otwiera na wszystkie bezkresne obszary swej miłości i łaski, które jedynie mogą dać ludzkiemu sercu pełnię radości.

Jezus chce, abyśmy kontemplowali spojrzenie tego gospodarza: spojrzenia którym widzi każdego z robotników oczekujących pracy i wzywa ich, aby poszli do jego winnicy. Jest to spojrzenie pełne zainteresowania, pełne życzliwości. Jest to spojrzenie, które wzywa, które zaprasza do powstania i wyruszenia w drogę, ponieważ pragnie życia dla każdego z nas, pragnie życia pełnego, zaangażowanego, ocalonego od pustki i lenistwa. Bóg, który nikogo nie wyklucza i pragnie, aby każdy osiągnął swą pełnię.

Niech Najświętsza Maryja Panna pomoże nam przyjąć w naszym życiu logikę miłości, która uwalnia nas od zarozumialstwa, jakobyśmy zasługiwali na Bożą nagrodę i od negatywnego osądzania innych.

Przed modlitwą Anioł Pański 17.09.2017r

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Czytany w dzisiejszą niedzielę fragment Ewangelii (por. Mt 18, 21-35) oferuje nam naukę o przebaczeniu, które nie neguje doznanej krzywdy, ale uznaje, że człowiek stworzony na obraz Boga jest zawsze większy niż popełnione zło. Piotr pyta Jezusa: "Panie, ile razy mam przebaczać, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?" (w. 21).

Piotrowi zdaje się, że tej samej osobie można przebaczyć najwyżej siedmiokrotnie. A nam być może wydaje się już dużo, by uczynić to dwukrotnie. Ale Jezus odpowiada: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy" (w. 22), to znaczy zawsze, musisz zawsze przebaczać. I potwierdza to, opowiadając przypowieść o miłosiernym królu i bezlitosnym słudze, w której wykazuje niekonsekwencję tego, który wcześniej otrzymał już przebaczenie, a następnie odmawia przebaczenia innej osobie.

Król z przypowieści jest człowiekiem wielkodusznym, który ogarnięty współczuciem daruje błagającemu go słudze ogromny dług - "dziesięciu tysięcy talentów". Ale ten sam sługa, gdy tylko spotykał innego sługę, takiego samego jak on, który był ma winien sto denarów - to jest o wiele mniej - zachowuje się bezwzględnie, wtrącając go do więzienia.

Niekonsekwentna postawa tego sługi jest również naszą postawą, kiedy odmawiamy przebaczenia naszym braciom. Natomiast król z przypowieści jest obrazem Boga, który nas miłuje miłością tak pełną miłosierdzia, że nieustannie nas akceptuje, miłuje i nam przebacza.Od chwili naszego chrztu Bóg nam przebaczył, darując nam niespłacalny dług: grzech pierworodny. To było po raz pierwszy. Zatem, z nieograniczonym miłosierdziem, przebacza On nam wszystkie winy, gdy tylko okażemy mały znak skruchy. Bóg jest tak bardzo miłosierny.

Kiedy ogarnie nas pokusa, aby zamknąć nasze serce na tych, którzy nas obrazili i proszą o przebaczenie, pamiętajmy o słowach Ojca Niebieskiego skierowane do bezlitosnego sługi: "Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swym współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?"(ww. 32-33). Każdy, kto doświadczył radości, pokoju i wewnętrznej wolności, pochodzącej z otrzymanego przebaczenia może otworzyć się na możliwość przebaczenia ze swej strony innym.

W modlitwie "Ojcze Nasz" Jezus zechciał włączyć to samo nauczanie, jakie znajdujemy w tej przypowieści. W bezpośredniej relacji ujął przebaczenie, o które prosimy Boga, z przebaczeniem, jakie musimy udzielić naszym braciom: "Przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili" (Mt 6, 12).

Przebaczenie Boga jest znakiem Jego przeobfitej miłości względem każdego z nas. Jest to miłość pozostawiająca nam swobodę odejścia, jak syn marnotrawny, ale która oczekuje codziennie naszego powrotu. Jest to śmiała miłość pasterza względem zagubionej owcy. Jest to czułość, która przyjmuje każdego grzesznika, pukającego do jej drzwi. Ojciec Niebieski, nasz Ojciec jest pełen miłości i pragnie ją nam zaoferować, ale nie może tego uczynić, jeśli zamkniemy nasze serca na miłość innych ludzi.

Niech Dziewica Maryja pomoże nam być coraz świadomymi bezinteresowności i wspaniałości przebaczenia otrzymanego od Boga, aby stać się miłosiernym jak On, Dobry Ojciec, cierpliwy i pełny łaskawości.

 

Przed modlitwą Anioł Pański 3.09.2017r

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejszy fragment Ewangelii (por. Mt 16, 21-27) to kontynuacja tekstu z minionej niedzieli, w którym wyróżniało się wyznanie wiary Piotra, „skały”, na której Jezus zechciał zbudować swój Kościół. Dzisiaj, w przenikliwym kontraście Mateusz ukazuje nam reakcję tego samego Piotra, gdy Jezus ujawnia uczniom, że w Jerozolimie będzie musiał cierpieć, że zostanie zabity i że zmartwychwstanie (por. w. 21). Piotr bierze Mistrza na bok i czyni mu wyrzuty, bo to - jak mówi - nie może zdarzyć się Jemu, Chrystusowi. Ale Jezus z kolei upomina Piotra surowymi słowami: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie!”(w. 23). Chwilę wcześniej apostoł był błogosławionym przez Ojca, bo otrzymał od Niego to objawienie, był mocną „skałą”, żeby Jezus mógł na niej zbudować swoją wspólnotę, a zaraz potem staje się przeszkodą, kamieniem potknięcia na drodze Mesjasza. Jezus dobrze wie, że Piotr i inni mają wciąż przed sobą długą drogę, aby stać się Jego apostołami!

W tym momencie Mistrz zwraca się do tych wszystkich, którzy za Nim szli, ukazując im wyraźnie drogę, którą trzeba przejść: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (w. 24). Zawsze, także dzisiaj, istnieje pokusa chęci pójścia za Chrystusem bez krzyża, co więcej, pokusa by nauczyć Boga właściwej drogi, jak Piotr: „Nie, Panie, niech to nigdy nie przyjdzie na Ciebie”. Ale Jezus nam przypomina, że Jego droga jest drogą miłości, i że nie ma prawdziwej miłości bez poświęcenia samego siebie. Jesteśmy wezwani, byśmy nie dali się pochłonąć przez wizję tego świata, ale byśmy byli coraz bardziej świadomi konieczności i trudu dla nas chrześcijan, by iść pod prąd i pod górę.


Jezus dopełnia swoją propozycję słowami, które wyrażają wielką mądrość, zawsze aktualną, ponieważ stanowią wyzwanie dla mentalności i dla postaw egocentrycznych. Powiada: „Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (w. 25). W tym paradoksie zawarta jest złota zasada, którą Bóg wpisał w naturę ludzką stworzoną w Chrystusie: reguła, że tylko miłość daje życiu sens i szczęście. Wydawanie swoich talentów, energii i swego czasu, jedynie po to, aby ocalić, strzec i realizować samych siebie, prowadzi w istocie do zagubienia się, albo do życia smutnego i bezowocnego. Jeśli natomiast żyjemy dla Pana i ustawiamy swoje życie na miłości, tak jak uczynił Jezus, to będziemy mogli zasmakować prawdziwej radości.

Podczas celebracji Eucharystii ponownie przeżywamy tajemnicę krzyża. Nie tylko wspominamy, ale dokonujemy pamiątki Ofiary odkupieńczej, w której Syn Boży całkowicie traci siebie, aby otrzymać siebie ponownie od Ojca i w ten sposób odnaleźć nas, którzy byliśmy straceni, wraz ze wszystkimi stworzeniami. Za każdym razem, kiedy uczestniczymy we Mszy św., miłość Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego przekazuje się nam jako pokarm i napój, abyśmy mogli naśladować Go na drodze każdego dnia, w konkretnej posłudze braciom.

Niech Najświętsza Maryja Panna, która poszła za Jezusem, aż na Kalwarię, towarzyszy również nam i pomoże nam, byśmy się nie lękali krzyża, ale wraz z Jezusem do niego przybitym, a nie krzyżem bez Jezusa, krzyżem z Jezusem, to znaczy krzyżem cierpienia z miłości do Boga i braci, bo to cierpienie, dzięki łasce Chrystusa, owocuje zmartwychwstaniem.

 

Przed modlitwą Anioł Pański 2017.08.20

Drodzy Bracia i Siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (Mt 15,21-28) przedstawia nam szczególny przykład wiary w spotkaniu Jezusa z Kananejką, która dla Żydów była cudzoziemką. Scena rozgrywa się, kiedy podąża On do miast Tyru i Sydonu, na północny-zachód od Galilei. Tam właśnie kobieta błaga Jezusa, aby uzdrowił jej córkę, która „jest ciężko dręczona przez złego ducha” (w. 22). W pierwszej chwili Pan zdaje się nie słuchać tego krzyku bólu na tyle, by pobudzić interwencję uczniów, którzy wstawiają się za nią. Pozorna obojętność Jezusa nie zniechęca tej matki, która nalega w swoim błaganiu.

Siły wewnętrznej tej kobiety, pozwalającej przezwyciężyć wszelką przeszkodę, trzeba szukać w miłości macierzyńskiej i ufności, że Jezus może wysłuchać jej prośby. To sprawia, że myślę o sile kobiet. Ze swoim męstwem potrafią uzyskać rzeczy wspaniałe. Poznaliśmy wiele takich kobiet. Możemy powiedzieć, że to miłość porusza wiarę, a wiara ze swej strony staje się nagrodą miłości. Przejmująca miłość ku córce skłania ją do wołania: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida!” (w. 22). A wytrwała wiara w Jezusa pozwala jej nie zniechęcać się nawet w obliczu Jego początkowej odmowy. Zatem kobieta „upadła przed Nim i prosiła: «Panie, dopomóż mi»” (w. 25).


W końcu, w obliczu takiej wytrwałości Jezus jest pełen podziwu, niemal zdumiony wiarą poganki. Dlatego się zgadza, mówiąc: „«O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz». Od tej chwili jej córka została uzdrowiona" (w. 28). Ta pokorna kobieta została wskazana przez Jezusa jako przykład niezachwianej wiary. Jej naleganie w błaganiu o interwencję Chrystusa pobudza nas, byśmy się nie zniechęcali, nie popadali w rozpacz, gdy jesteśmy uciskani przez trudne doświadczenia życia. Pan nigdy nie odwraca się w obliczu naszych potrzeb, a jeśli czasami zdaje się niewrażliwy na prośby o pomoc, to po to, aby wypróbować i umocnić naszą wiarę. Musimy wołać jak ta kobieta: „Panie, pomóż mi! Panie, pomóż mi!”. W ten sposób, z wytrwałością i męstwem. Jest to odwaga, której potrzebujemy w modlitwie.

To ewangeliczne wydarzenie pomaga nam zrozumieć, że wszyscy musimy wzrastać w wierze i umocnić naszą ufność w Jezusa. On może nam pomóc w odnalezieniu drogi, kiedy zatraciliśmy kierunek naszej pielgrzymki, kiedy droga nie wydaje się już gładka, lecz ciężka i trudna; kiedy trudno być wiernym naszym zobowiązaniom. Ważne, by każdego dnia karmić naszą wiarę poprzez uważne słuchanie Słowa Bożego, życie sakramentami, modlitwę osobistą jako „wołaniem” do Niego, oraz konkretne postawy miłości wobec bliźniego.

Powierzmy się Duchowi Świętemu, aby pomógł nam wytrwać w wierze. Duch wlewa śmiałość w serca wiernych; naszemu życiu i świadectwu chrześcijańskiemu daje moc przekonania i perswazji; zachęca nas do przezwyciężania niedowiarstwa wobec Boga i obojętności wobec braci.

Niech Najświętsza Maryja Panna czyni nas coraz bardziej świadomymi naszej potrzeby Pana i Jego Ducha; niech nam wyjedna silną wiarę, pełną miłości i miłość, która potrafi stawać się odważnym błaganiem skierowanym do Boga.


Przed modlitwą Anioł Pański 2017.08.15

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny Ewangelia przedstawia nam młodą kobietę z Nazaretu, która otrzymawszy zwiastowanie anielskie wyrusza pospiesznie, aby być blisko Elżbiety w ostatnich miesiącach jej niezwykłej ciąży. Przybywając do niej Maryja wypowiada słowa, które stworzyły modlitwę „Zdrowaś Maryjo”: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” (Łk 1,42). Rzeczywiście największym darem, jaki Maryja przynosi Elżbiecie i światu jest Jezus, który już w niej żyje; i żyje nie tylko w wierze i oczekiwaniu, tak jak w wielu kobietach Starego Testamentu, ale z Dziewicy Jezus przyjął ludzkie ciało dla swojej misji zbawienia.

W domu Elżbiety i jej męża Zachariasza, gdzie kiedyś panował smutek z powodu braku dzieci, teraz jest radość przychodzącego dziecka: dziecka, które stanie się wielkim Janem Chrzcicielem, zapowiadającym Mesjasza. A kiedy przybywa Maryja, serca są przepełnione i wybuchają radością, bo niewidzialna ale rzeczywista obecność Jezusa wypełnia wszystko sensem: życie, rodzina, zbawienie ludu - wszystko! Ta pełna radość wyraża się głosem Maryi w pięknej modlitwie, którą przekazała nam Ewangelia św. Łukasza, a która od pierwszego słowa w języku łacińskim nazywa się Magnificat. Jest to kantyk uwielbienia Boga, który dokonuje wielkich rzeczy za pośrednictwem ludzi pokornych, nieznanych światu, tak jak sama Maryja, jak jej oblubieniec Józef, i jak również miejsce, w którym mieszkają - Nazaret. Wielkie rzeczy, które Bóg uczynił z osobami pokornymi, wielkie rzeczy, które Bóg czyni w świecie z pokornymi, bo pokora jest jak próżnia, która zostawia miejsce dla Boga. Człowiek pokorny wiele może, ponieważ jest pokorny, a nie dlatego, że jest mocny. To właśnie jest wielkością człowieka pokornego i pokory. Chciałbym was zapytać – a także postawić pytanie samemu sobie - ale nie odpowiadamy na to pytanie głośno, niech każdy odpowie w swoim sercu: „Jak to jest z moją pokorą?”.Magnificat opiewa Boga miłosiernego i wiernego, który wypełnia swój plan zbawienia poprzez maluczkich i ubogich, tych, którzy w Niego wierzą, którzy ufają Jego Słowu, jak Maryja. Oto okrzyk Elżbiety: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła” (Łk 1,45). W tym domu przyjście Jezusa poprzez Maryję nie tylko stworzyło atmosferę radości i wspólnoty braterskiej, ale także atmosferę wiary, która prowadzi do nadziei, do modlitwy, do wielbienia Boga.

Chcielibyśmy, aby to wszystko miało miejsce także dzisiaj w naszych domach. Świętując Wniebowzięcie Matki Bożej chcielibyśmy, aby przyniosła po raz kolejny do naszych rodzin, do naszych wspólnot ten ogromny dar, tę wyjątkową łaskę, o którą zawsze musimy prosić przede wszystkim i ponad wszelkie inne łaski, na których nam także zależy: łaskę, którą jest Jezus!

Przynosząc Jezusa, Maryja przynosi nam też nową radość, pełną znaczenia; przynosi nam nową zdolność do przeżywania z wiarą chwil najbardziej bolesnych i trudnych; przynosi nam zdolność do miłosierdzia, abyśmy sobie wybaczali, zrozumieli siebie nawzajem, wspierali jedni drugich.

Maryja jest wzorem cnoty i wiary. Gdy kontemplujemy Ją dziś wziętą do Nieba, w ostatecznym wypełnieniu Jej ziemskiej wędrówki, dziękujemy Jej, ponieważ zawsze idzie przed nami w pielgrzymce życia i wiary. I prosimy Ją, by nad nami czuwała i wspierała nas; abyśmy mogli mieć wiarę mocną, radosną i miłosierną; aby pomogła nam być świętymi, abyśmy spotkali się z Nią pewnego dnia w niebie.

 

Przed modlitwą Anioł Pański 2017.08.06

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W tę niedzielę w liturgii obchodzimy święto Przemienienia Pańskiego. Dzisiejsza Ewangelia, jak słyszeliśmy, opowiada, że świadkami tego niezwykłego wydarzenia byli apostołowie Piotr, Jakub i Jan. Jezus wziął ich ze sobą "i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno" (Mt 17,1), a gdy się modlił, Jego twarz się zmieniła, jaśniejąc jak słońce, odzienie zaś Jego stało się białe jak światło. Wtedy ukazali się Mojżesz i Eliasz, nawiązując z Nim dialog. W tym momencie Piotr rzekł do Jezusa: "Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza" (w. 4). Zanim skończył mówić, osłonił ich obłok świetlany.
Wydarzenie Przemienienia Pańskiego oferuje nam przesłanie nadziei: zaprasza nas na spotkanie z Jezusem, aby służyć braciom.

Wstąpienie uczniów na górę Tabor prowadzi nas do refleksji nad znaczeniem oderwania się od rzeczy światowych, aby podjąć pielgrzymowanie ku temu, co w górze i aby kontemplować Jezusa. Idzie o przygotowanie do uważnego i modlitewnego słuchania Chrystusa, umiłowanego Syna Ojca, poszukując chwil zażyłości w modlitwie, które pozwalają na posłuszne i radosne przyjęcie słowa Bożego. W tym wstępowaniu duchowym jak i oderwaniu od rzeczy światowych jesteśmy wezwani do odkrycia uspokajającego i ożywiającego milczenia medytacji Ewangelii, czytania Biblii prowadzącego do celu bogatego pięknem, blaskiem i radością.

A kiedy tak stajemy z Biblią w ręku i w milczeniu, to zaczynamy odczuwać owo piękno wewnętrzne, tę radość, jaką wzbudza w nas słowo Boże. W tej perspektywie okres letni jest opatrznościową chwilą, aby wzmóc nasze zaangażowanie w poszukiwanie Boga i w spotkanie z Panem. W tym okresie uczniowie i studenci są wolni od obowiązków szkolnych i uczelnianych, a wiele rodzin udaje się na wakacje. Ważne, aby w okresie odpoczynku i oderwania od codziennych obowiązków, można było przywrócić siły ciała i ducha, pogłębiając pielgrzymowanie duchowe.

Pod koniec cudownego doświadczenia Przemienienia, uczniowie zeszli z góry (por. w. 9), z oczyma i sercem przemienionymi przez spotkanie z Panem. Jest to droga, którą możemy przebyć także i my. Coraz żywsze ponowne odkrycie Jezusa nie jest celem samym w sobie, ale prowadzi nas do "zejścia z góry", będąc napełnionymi mocą Ducha Bożego, aby postanowić o nowych krokach autentycznego nawrócenia, a także nieustannie dawać świadectwo miłości, jako prawa życia powszedniego.

Przemienieni obecnością Chrystusa i żarem Jego słowa będziemy konkretnym znakiem ożywiającej miłości Boga dla wszystkich naszych braci, zwłaszcza tych, którzy cierpią, dla samotnych i opuszczonych, chorych oraz wielu mężczyzn i kobiet, którzy w różnych częściach świata są poniżani przez niesprawiedliwość, arogancję i przemoc.

W Przemienieniu słyszymy głos Ojca Niebieskiego, który mówi: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie" (w. 5). Spójrzmy na Maryję, "Dziewicę słuchającą", stale gotową na przyjęcie i strzeżenie w sercu wszelkiego słowa Syna Bożego (por. Łk 1, 51).

Niech nasza Matka, Matka Boża zechce pomóc nam w dostosowaniu się do Słowa Bożego, aby Chrystus stał się światłem i przewodnikiem całego naszego życia. Jej zawierzamy wakacje wszystkich, aby były pogodne i owocne, ale zwłaszcza lato tych osób, które nie mogą spędzić wakacji z powodu wieku, stanu zdrowia lub pracy, trudności ekonomicznych czy innych problemów, aby mimo wszystko były one czasem odprężenia umilonym przez spotkania z przyjaciółmi i chwile radosne.

 

Przed modlitwą Anioł Pański 2017.07.30

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
Mowa Jezusa w przypowieściach, łącząca siedem z nich w trzynastym rozdziale Ewangelii Mateusza, kończy się dzisiaj trzema alegoriami: o skarbie ukrytym w ziemi (w. 44), o drogocennej perle (w. 45-46) oraz o sieci (w. 47-48). Zatrzymam się na pierwszych dwóch, podkreślających decyzję ich bohaterów na sprzedaż wszystkiego, żeby otrzymać to, co odkryli. W pierwszym przypadku jest to rolnik, który przypadkowo natyka się na skarb ukryty w polu, na którym pracuje. A ponieważ nie należy ono do niego, musi je kupić, jeśli chce zdobyć skarb. Postanawia zatem pozbyć się całego swego majątku, byleby nie stracić tej rzeczywiście wyjątkowej okazji. W drugim przypadku spotykamy pewnego kupca handlującego cennymi perłami. Jako świetny znawca odkrył perłę o wielkiej wartości. On także postanawia postawić wszystko na tę perłę, do tego stopnia, że sprzedaje wszystkie pozostałe.

Przypowieści te podkreślają dwie cechy dotyczące posiadania Królestwa Bożego: poszukiwanie i poświęcenie. Istotnie jest ono oferowane wszystkim - jest darem, prezentem, jest łaską - ale nie jest podane na srebrnej tacy, wymaga pewnego dynamizmu: chodzi o poszukiwanie, wędrowanie, zakasanie rękawów. Postawa poszukiwania jest podstawowym warunkiem, by znaleźć. Trzeba, aby serce płonęło pragnieniem zdobycia cennego dobra, to znaczy Królestwa Bożego, które uobecnia się w osobie Jezusa. To On jest skarbem ukrytym, On jest drogocenną perłą. To On jest fundamentalnym odkryciem, które może w sposób decydujący zmienić nasze życie, napełniając je znaczeniem.

W obliczu nieoczekiwanego odkrycia zarówno rolnik, jak i kupiec zdają sobie sprawę, że mają przed sobą wyjątkową okazją, której nie można przegapić, dlatego sprzedają wszystko, co posiadają. Oszacowanie bezcennej wartości skarbu prowadzi do takiej decyzji, która pociąga za sobą także poświęcenie, odcięcie się i wyrzeczenia. Gdy odkryto skarb i perłę, to znaczy gdy znaleźliśmy Pana, nie należy zostawiać tego odkrycia bezowocnym, ale poświęcić dla niego wszystko pozostałe. Nie chodzi o pogardę dla całej reszty, ale chodzi o podporządkowanie jej Jezusowi, stawiając Go na pierwszym miejscu. Łaska ma być na pierwszym miejscu. Uczeń Chrystusa nie jest człowiekiem, który pozbawia się czegoś zasadniczego. To ktoś, kto znalazł znacznie więcej: znalazł pełną radość, którą może obdarzyć tylko Pan. Jest to ewangeliczna radość chorych, którzy odzyskali zdrowie, grzeszników, którzy otrzymali przebaczenie; łotra, przed którym otwierają się bramy raju.

„Radość Ewangelii napełnia serce i całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem. Ci, którzy pozwalają, żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji. Z Jezusem Chrystusem radość zawsze rodzi się i odradza” (por. Evangelii gaudium, n. 1). Dziś jesteśmy zachęcani do rozważania radości rolnika i kupca z przypowieści. Jest to radość każdego z nas, gdy odkrywamy bliskość i pocieszającą obecność Jezusa w naszym życiu. Taką obecność, która przemienia serce i otwiera nas na potrzeby i akceptację braci, zwłaszcza tych najsłabszych.

Módlmy się za wstawiennictwem Maryi Panny, aby każdy potrafił dawać świadectwo słowem i codziennymi gestami o radości ze znalezienia skarbu Królestwa Bożego, to znaczy miłości, jaką Ojciec obdarzył nas przez Jezusa.

Po odmówieniu modlitwy maryjnej papież udzielił wszystkim błogosławieństwa apostolskiego, po czym powiedział:

Drodzy Bracia i Siostry,
Dziś przypada Światowy Dzień Walki z Handlem Ludźmi, promowany przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Co roku tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci są niewinnymi ofiarami wyzysku pracowniczego i seksualnego oraz handlu narządami. Wydaje się, że jesteśmy do tego przyzwyczajeni, uważamy to za coś normalnego. A to jest straszne, okrutne, zbrodnicze! Pragnę przypomnieć o obowiązku wszystkich, aby tej obłędnej pladze będącej formą współczesnego niewolnictwa, należycie przeciwdziałać. Módlmy się wspólnie do Maryi Panny, aby wspierała ofiary handlu ludźmi i nawróciła serca handlarzy. Odmówmy wspólnie: Zdrowaś Mario...

Przed modlitwą Anioł Pański 2017.07.23

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia proponuje trzy przypowieści, za pomocą których Jezus mówił do tłumów o królestwie niebieskim. Zatrzymam się na pierwszej: o dobrym ziarnie i o chwaście, która ukazuje problem zła w świecie i podkreśla cierpliwość Boga (por. Mt 13,24-30.36-43). Opowieść ma miejsce na pewnym polu, a jej bohaterami jest dwóch przeciwstawnych protagonistów. Z jednej strony gospodarz, przedstawiający Boga, rozrzucający dobre ziarno; z drugiej strony nieprzyjaciel przedstawiający szatana i rozsiewający złe zioła.

Z upływem czasu pośród pszenicy wzrastają również chwasty. Wobec tego gospodarz i jego słudzy przyjmują różne postawy. Słudzy chcieliby zadziałać wyrywając chwasty; ale gospodarz, który troszczy się przede wszystkim o ocalenie pszenicy oponuje mówiąc: „Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy” (w. 29). Poprzez ten obraz Jezus mówi nam, że na tym świecie dobro i zło są tak bardzo powiązane ze sobą, że niemożliwe jest ich rozdzielenie i wykorzenienie wszelkiego zła. Tylko Bóg może to uczynić, i dokona tego podczas Sądu Ostatecznego. Wraz z tymi dwuznacznościami i złożonym charakterem, sytuacja obecna to pole wolności chrześcijan, na którym dokonuje się trudne zadanie rozeznania.

Chodzi zatem o połączenie z wielką ufnością w Bogu i Jego Opatrzności dwóch postaw pozornie sprzecznych: stanowczości i cierpliwości. Stanowczość to pragnienie bycia dobrą pszenicą, z całą właściwą jej mocą – to znaczy nabierania dystansu do zła i jego pokus. Cierpliwość oznacza przedkładanie Kościoła, który jest zaczynem w cieście, który nie boi się pobrudzenia sobie rąk piorąc brudy swoich dzieci, niż Kościoła „czystych”, który usiłuje przedwcześnie osądzać, kto jest w królestwie Bożym, a kto nie.

Pan, który jest wcieloną Mądrością, pomaga nam dziś zrozumieć, że dobra i zła nie można utożsamiać z określonym terytorium lub pewnymi grupami ludzi: „Ci są dobrzy, a tamci źli”. Mówi On nam, że granica między dobrem a złem przechodzi w sercu każdego człowieka. Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Mam czasami ochotę, by was poprosić: „Niech ten, kto nie jest grzesznikiem podniesie rękę”. Nikt nie podnosi, bo wszyscy nimi jesteśmy, wszyscy jesteśmy grzesznikami. Jezus Chrystus, przez swoją śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie wyzwolił nas z niewoli grzechu i daje nam łaskę, by podążać w nowym życiu. Ale wraz z Chrztem obdarzył nas również sakramentem pojednania, bo zawsze potrzebujemy przebaczenia naszych grzechów. Zajmowanie się zawsze i jedynie złem, będącym poza nami oznacza, że nie chcemy uznać grzechu, który jest także w nas. Ponadto Jezus uczy nas innego sposobu zajmowania się polem świata, obserwowania rzeczywistości. Jesteśmy powołani, aby nauczyć się czasów Boga, a także jego „spojrzenia”: dzięki dobroczynnemu wpływowi niecierpliwego oczekiwania, to co było chwastem lub wydawało się chwastem, może stać się dobrym dziełem. To rzeczywistość nawrócenia, to perspektywa nadziei!

Niech Maryja Panna pomoże nam uchwycić w otaczającej nas rzeczywistości nie tylko brud i zło, ale również dobro i piękno; zdemaskować dzieło szatana, ale przede wszystkim zaufać w działanie Boga, który użyźnia dzieje.

Przed modlitwą Anioł Pański 2017.07.16

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Jezus, kiedy mówił, używał prostego języka i posługiwał się także prostymi obrazami, które były przykładami życia codziennego, aby mógł być łatwo zrozumiany przez wszystkich. Dlatego słuchano Go chętnie i doceniano Jego orędzie, które docierało wprost do ich serc. A nie był to ów język trudny do zrozumienia, którego używali ówcześni uczeni w Prawie, którego dobrze nie rozumiano, a który był pełen rygoryzmu i który oddalał ludzi. Takim swoim językiem Jezus pozwalał zrozumieć tajemnicę królestwa Bożego. Nie była to skomplikowana teologia. Przykładem tego jest treść, jaką przynosi dzisiejsza Ewangelia: przypowieść o siewcy (por. Mt 13,1- 23).

Siewcą jest Jezus. Zauważmy, że poprzez ten obraz ukazuje się On jako ten, który się nie narzuca, lecz proponuje siebie; nie przyciąga nas podbijając nas, ale dając siebie, rzuca ziarno. Cierpliwie i hojnie szerzy On swoje Słowo, które nie jest klatką lub pułapką, ale ziarnem przynoszącym owoc. W jaki sposób może wydawać owoc? Jeśli je przyjmiemy.

Dlatego przypowieść dotyczy przede wszystkim nas: mówi bowiem bardziej o glebie niż o siewcy. Jezus dokonuje, że tak powiem, radiografii duchowej naszego serca, które jest glebą, na którą pada ziarno Słowa. Nasze serce, jako gleba może być dobre, a wówczas Słowo przynosi owoce, i to obfity, ale może też być zatwardziałe, nieprzenikalne. Dzieje się tak, kiedy słyszymy Słowo, ale odbija się ono od nas, właśnie tak jak od drogi. Nie wkracza w nasze życie.

Między dobrą glebą, a drogą, asfaltem - jeśli rzucimy ziarno na bruk, nic nie urośnie – istnieją jednak dwa tereny pośrednie, które w różnym stopniu możemy mieć w sobie. Pierwszym jest teren kamienisty. Spróbujmy go sobie wyobrazić: miejsce kamieniste jest takim, gdzie „niewiele jest ziemi” (por. w. 5), dlatego ziarno kiełkuje, ale nie udaje się mu zapuścić głębokich korzeni. Takim jest serce powierzchowne, które przyjmuje Pana, chce się modlić, miłować i dawać świadectwo, ale nie jest wytrwałe, ulega znużeniu i nigdy nie „wyrusza w drogę”. To serce bez głębi, gdzie kamienie lenistwa przeważają nad dobrą glebą, gdzie miłość jest niestała i przelotna. Ale ten, kto przyjmuje Pana tylko wtedy, gdy to mu odpowiada, nie przynosi owoców.

Jest wreszcie ostatnia gleba, ta ciernista, pełna kolczastych krzewów, które zagłuszają dobre rośliny. Co wyrażają te kolczaste krzewy? „Troski doczesne i ułudę bogactwa” (w. 22), mówi Jezus, wprost wyraźnie. Ciernie to wady, które walczą z Bogiem, które zagłuszają Jego obecność. Przede wszystkim bożki doczesnego bogactwa, życie chciwe, dla samych siebie, aby posiadać i mieć władzę. Jeśli uprawiamy te ciernie, to przygłuszamy wzrastanie Boga w nas. Każdy może rozpoznać swoje duże lub małe ciernie, wady, które obecne są w jego sercu, te krzewy mniej lub bardziej zakorzenione, które nie podobają się Bogu i uniemożliwiają nam posiadanie czystego serca. Trzeba je wyrwać, w przeciwnym razie Słowo nie przynosi owocu, ziarno się nie rozwinie.

Drodzy bracia i siostry, Jezus zachęca nas dzisiaj do spojrzenia w nasze wnętrze: abyśmy dziękowali za naszą dobrą glebę i pracowali na terenach, które jeszcze nie są dobre. Zadajmy sobie pytanie, czy nasze serca są otwarte na przyjęcie z wiarą ziarna Słowa Bożego. Postawmy sobie pytanie, czy kamienie lenistwa są jeszcze liczne i wielkie. Dostrzeżmy i nazwijmy po imieniu ciernie przywar. Odnajdźmy odwagę, by dokonać dobrej oceny gleby, dobrej oceny naszego serca, przynosząc do Pana w modlitwie i spowiedzi nasze kamienie i nasze cierni. Czyniąc w ten sposób Jezus, Dobry Siewca, chętnie dokona pracę dodatkową: oczyści nasze serca, usuwając kamienie i ciernie, które zagłuszają Jego Słowo.

Niech Matka Boża, którą wspominamy dzisiaj jako Najświętszą Pannę z Góry Karmel, niezrównana w przyjmowaniu Słowa Bożego i wprowadzaniu go w życie (por. Łk 8,21), pomoże nam oczyścić nasze serca i strzec w nich obecności Pana.

 

Przed modlitwą Anioł Pański 2017.07.02

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!


Dzisiejsza liturgia ukazuje nam ostatnie fragmenty mowy misyjnej 10 rozdziału Ewangelii wg. św. Mateusza (por. 10,37-42), gdzie Jezus naucza dwunastu apostołów w chwili, kiedy po raz pierwszy posyła ich na misję do wiosek Galilei i Judei. W tej części końcowej Jezusa podkreśla dwa istotne aspekty życia ucznia-misjonarza: po pierwsze - jego związek z Jezusem jest silniejszy, niż jakiekolwiek inne powiązania; po drugie, że misjonarz nie niesie samego siebie, lecz Jezusa, a przez Niego miłość Ojca Niebieskiego. Te dwa aspekty są ze sobą powiązane, ponieważ im bardziej Jezus znajduje się w centrum uczuć i życia ucznia, tym bardziej ten uczeń jest „przezroczysty” dla Jego obecności.

„Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien...” (w. 37). Miłość ojca, czułość matki, słodka przyjaźń między braćmi i siostrami – wszystko to, choć jest bardzo dobre i uzasadnione, nie może być przedkładane nad Chrystusa. Nie dlatego, że chciałby, abyśmy byli pozbawieni uczuć i uznania, lecz wręcz przeciwnie, ale dlatego, że sytuacja ucznia wymaga priorytetowej relacji z nauczycielem. Każdy uczeń, czy to osoba świecka, kapłan, biskup, musi mieć relację priorytetową z Jezusem. Może pierwsze pytanie, jakie powinniśmy zadać chrześcijaninowi powinno brzmieć: czy spotykasz się z Jezusem, czy modlisz się do Jezusa?... Można by niemal dokonać parafrazy Księgi Rodzaju: Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i złączy się z Jezusem Chrystusem, a dwoje staną się jedno (por. Rdz 2,24).

Ten, kto daje się pociągnąć tą więzią miłości i życia z Panem Jezusem, staje się Jego przedstawicielem, Jego „ambasadorem”, zwłaszcza poprzez swój sposób bycia, życia. Do tego stopnia, że sam Jezus, posyłając uczniów na misję mówi im: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał” (Mt 10,40). Trzeba, aby ludzie mogli dostrzec, że dla tego ucznia Jezus prawdziwie jest „Panem”, jest naprawdę centrum, całym życiem. Nie liczy się, jeśli późnej, jak każdy człowiek ma swoje ograniczenia a nawet błędy, oby tylko miał pokorę ich uznania. Ważne, aby nie miał serca dwulicowego. To jest niebezpieczne: jestem chrześcijaninem, uczniem Jezusa, jestem kapłanem, biskupem, ale mam serce dwulicowe: nie tego nie może być. Nie może być dwulicowego serca, lecz serce proste, zjednoczone, aby nie był tu i tam, ale był uczciwy wobec siebie i innych. Dwulicowość nie jest chrześcijańska. Dlatego Jezus modli się do Ojca, aby uczniowie nie popadali w duchowość świata. Albo jesteś z Jezusem, z duchem Jezusa, albo z duchem świata.

I tutaj nasze kapłańskie doświadczenie uczy nas jednej rzeczy bardzo pięknej i ważnej: to właśnie ta akceptacja świętego wiernego Ludu Bożego, to właśnie ten „kubek świeżej wody” (w. 42), o który Pan mówi dziś w Ewangelii, dany z serdeczną wiarą, pomaga ci być dobrym księdzem! Istnieje wzajemność także w misji: jeżeli zostawisz wszystko dla Jezusa, ludzie rozpoznaje w tobie Pana; a jednocześnie pomaga ci w nawracaniu się codziennie do Niego, w odnawianiu się i oczyszczaniu się z kompromisów i przezwyciężaniu pokus. Im bardziej kapłan będzie bliski ludowi Bożemu, tym bardziej będzie się czuł bliski Jezusa. I im bardziej kapłan jest blisko Jezusa, tym bardziej będzie czuł się bliski ludowi Bożemu.

Panna Maryja doświadczyła osobiście, co znaczy kochać Jezusa, nabierając dystansu do siebie samej, nadając nowe znaczenie więzom rodzinnym, wychodząc od wiary w Niego. Niech za swoim macierzyńskim wstawiennictwem pomoże nam być wolnymi i radosnymi misjonarzami Ewangelii.

 

Przed modlitwą Anioł Pański 2017.06.18

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

We Włoszech a także w wielu innych krajach obchodzi się w dzisiejszą niedzielę uroczystość Ciała i Krwi Chrystusa - często używana jest nazwa łacińska: Corpus Domini lub Corpus Christi. W każdą niedzielę wspólnota kościelna gromadzi się wokół Eucharystii, sakramentu ustanowionego przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Niemniej jednak co roku z radością obchodzimy święto poświęcone tej centralnej Tajemnicy wiary, aby wyrazić pełnię naszego uwielbienia dla Chrystusa, który daje siebie jako pokarm i napój zbawienia.

Dzisiejszy fragment Ewangelii, zaczerpnięty ze św. Jana, stanowi część przemówienia o „chlebie życia” (por. 6,51-58). Jezus mówi: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. [...] Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało za życie świata” (w. 51). Chce On powiedzieć, że Ojciec posłał Go na świat jako chleb życia wiecznego i że w tym celu poświęci On samego siebie, swoje ciało. Jezus na krzyżu oddał bowiem swoje ciało i przelał swoją krew. Ukrzyżowany Syn Człowieczy jest prawdziwym Barankiem Paschalnym, który wyprowadza z niewoli grzechu i wspiera na drodze do ziemi obiecanej. Eucharystia jest sakramentem Jego ciała wydanego, aby świat miał życie. Ten, kto spożywa ten pokarm, trwa w Jezusie i żyje dla Niego. Przyjąć Jezusa oznacza być w Nim, stawać się synami w Synu.

W Eucharystii Jezus, tak jak to uczynił z uczniami z Emaus, dołącza do nas, pielgrzymów przez dzieje, aby karmić naszą wiarę, nadzieję i miłość: aby pocieszać nas w doświadczeniach; aby wspierać nas w zaangażowaniu na rzecz sprawiedliwości i pokoju. Ta solidarna obecność Syna Bożego jest wszędzie: w miastach i wioskach, na Północy i na Południu świata, w krajach o tradycji chrześcijańskiej i w krajach pierwszej ewangelizacji. A w Eucharystii daje On samego siebie jako siłę duchową, aby nam pomóc w urzeczywistnieniu Jego przykazania – abyśmy się wzajemnie miłowali, tak jak On nas umiłował, budując wspólnoty gościnne i otwarte na potrzeby wszystkich, zwłaszcza najsłabszych, ubogich i potrzebujących.

Karmić się Jezusem Eucharystycznym oznacza także ufne zdanie się na Niego i umożliwienie Mu prowadzenie nas. Chodzi o przyjęcie Jezusa w miejsce swojego „ja”. W ten sposób miłość otrzymana bezinteresowna od Chrystusa w Komunii Eucharystycznej, przez działanie Ducha Świętego, ożywia naszą miłość do Boga oraz do braci i sióstr, których spotykamy na swej codziennej drodze. Nakarmieni Ciałem Chrystusa, stajemy się coraz ściślej i konkretniej mistycznym Ciałem Chrystusa. Przypomina nam o tym św. Paweł apostoł: „Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba” (1 Kor 10 16-17).

Niech Maryja Panna, która zawsze była zjednoczona z Jezusem - Chlebem życia, pomoże nam odkrywać na nowo piękno Eucharystii, i karmić się nią z wiarą, aby żyć w jedności z Bogiem i z braćmi.

Po odmówieniu modlitwy maryjnej Franciszek jeszcze raz przemówił do zebranych:

Drodzy bracia i siostry,

Pojutrze przypada Światowy Dzień Uchodźcy, ogłoszony przez Narody Zjednoczone. W tym roku przebiega on pod hasłem "Z uchodźcami. Dziś bardziej niż kiedykolwiek musimy być po stronie uchodźców". Taki jest ten temat. Konkretna uwaga jest zwracana na kobiety, mężczyzn i dzieci uciekające przed konfliktami, przemocą i prześladowaniami. Pamiętajmy także w modlitwie o tym, jak wielu z nich straciło życie w morzu lub w wyniku wyczerpujących podróży drogą lądową.

Ich pełne bólu i nadziei historie mogą być okazjami do braterskiego spotkania i prawdziwego wzajemnego uznania. Osobiste spotkanie z uchodźcami rozprasza bowiem lęki i błędne ideologie oraz staje się czynnikiem wzrostu ludzkości, zdolnej do tego, aby znalazło się miejsce na uczucia otwarcia i budowania mostów.

Wyrażam swoją bliskość z drogim narodem portugalskim w związku z niszczycielskim pożarem, którego ofiarami padają lasy koło Pedrógão Grande, powodując przy tym wiele ofiar śmiertelnych i rannych. Pomódlmy się w milczeniu.

Pozdrawiam was wszystkich, rzymian i pielgrzymów, szczególnie przybyłych z Seszeli, Sewilli (Hiszpania) oraz z Umuarama i Toledo (Brazylia). Pozdrawiam wiernych z Neapolu, Arzano i Santa Caterina di Pedara. Specjalne pozdrowienia kieruję do wysokiej rangi przedstawicielstw Republiki Środkowoafrykańskiej i ONZ, które w tych dniach przebywają w Rzymie na spotkaniu zorganizowanym przez Wspólnotę św. Idziego. Noszę w swym sercu pamięć o wizycie, jaką złożyłem w listopadzie 2015 w tym kraju i życzę, aby przy Bożej pomocy i dobrej woli wszystkich, w pełni został przywrócony i umocniony proces pokojowy, będący niezbędnym warunkiem rozwoju.

Dziś wieczorem na placu przed bazyliką św. Jana na Lateranie, odprawię Mszę świętą, po której wyruszy procesja z Najświętszym Sakramentem do bazyliki Matki Bożej Większej. Zapraszam wszystkich do udziału, także duchowego; myślę zwłaszcza o wspólnotach klauzurowych, osobach chorych i więźniach. Pomagają w tym również radio i telewizja.

W najbliższy wtorek udam się z pielgrzymką do Bozzolo i Barbiany, aby uczcić księży Primo Mazzolariego i Lorenzo Milaniego - dwóch kapłanów, którzy ofiarowali orędzie, tak bardzo potrzebne dzisiaj. Również w tym przypadku dziękuję wszystkim, zwłaszcza kapłanom, którzy będą mi towarzyszyli swoją modlitwą.

Niedziela uroczystości Trójcy Świętej

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
Czytania biblijne dzisiejszej niedzieli uroczystości Trójcy Świętej, pomagają nam wejść w tajemnice tożsamości Boga Drugie czytanie przedstawia życzenia jakie św. Paweł kieruje do wspólnoty w Koryncie: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i udzielanie się Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi”(2 Kor 13,13). To „błogosławieństwo” Apostoła jest owocem jego osobistego doświadczenia miłości Boga, tej miłości, jaką objawił mu zmartwychwstały Chrystus, która przemieniła jego życie i pobudziła go do niesienia Ewangelii poganom. Wychodząc od tego swego doświadczenia łaski, Paweł może zachęcać chrześcijan następującymi słowami: „Radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu [...] pokój zachowujcie” (w. 11). Wspólnota chrześcijańska, pomimo wszystkich ludzkich ograniczeń, może stać się odbiciem komunii Trójcy Świętej, Jej dobroci i piękna. Ale to - jak zaświadcza sam Paweł – musi koniecznie przejść przez doświadczenie Bożego miłosierdzia, Bożego przebaczenia.


To właśnie przytrafia się Żydom w pielgrzymowaniu wyjścia. Kiedy lud złamał przymierze, Bóg ukazał się Mojżeszowi w obłoku, aby ponowić to przymierze głosząc swoje imię i jego znaczenie: „Pan, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”.” (Wj 34,6). Imię to wyraża, że Bóg nie jest daleki i zamknięty w sobie, ale jest życiem, które chce się przekazywać innym, jest otwarciem, jest Miłością, która zbawia człowieka od niewierności. Bóg jest „miłosierny”, „litościwy” i „bogaty w łaskę”, ponieważ daje się nam, aby wypełnić nasze ograniczenia i nasze grzechy, przebaczyć nasze błędy, aby zaprowadzić nas z powrotem na drogę sprawiedliwości i prawdy. To objawienie Boga doszło do swej pełni w Nowym Testamencie dzięki słowu Chrystusa i Jego misji zbawienia. Jezus ukazał nam oblicze Boga, Jednego w swej istocie i w Trzech osobach; Bóg jest całkowicie i jedynie Miłością, w relacji substancjalnej, która wszystko stwarza, zbawia i uświęca: Ojciec, Syn i Duch Święty.
Dzisiejsza Ewangelia przedstawia Nikodema, który mimo, że zajmuje ważne miejsce we wspólnocie religijnej i świeckiej swojego czasu, nie przestał szukać Boga, i usłyszał echo Jego głosu w Jezusie. W nocnej rozmowie z Nazarejczykiem, Nikodem w końcu rozumie, że już jest poszukiwany i oczekiwany przez Boga, że jest przez Niego kochany jako osoba. Tak mówi do niego Jezus: «Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne» (J 3, 16). Czym jest to życie wieczne? Jest niezmierzoną i bezinteresowną miłością Ojca, którą Jezus ofiarował na krzyżu, oddając swoje życie dla naszego zbawienia. Ta miłość przez działanie Ducha Świętego opromieniła nowym światłem ziemię i każde ludzkie serce, które ją przyjmuje, światło które odkrywa ciemne zakątki, zatwardziałości uniemożliwiające nam przyniesienie dobrych owoców miłości i miłosierdzia.

Niech Maryja Panna pomoże nam coraz bardzie wchodzić, całymi sobą, w komunię trynitarną, aby żyć i świadczyć o miłości, która nadaje sens naszemu istnieniu.

O znaczeniu Ducha Świętego dla jedności Kościoła mówił Franciszek podczas Eucharystii sprawowanej 4 czerwca na Placu św. Piotra w uroczystość Pięćdziesiątnicy.

Dobiega dziś końca okres wielkanocny, pięćdziesiąt dni od Zmartwychwstania Jezusa do Pięćdziesiątnicy, naznaczonych w sposób szczególny obecnością Ducha Świętego. To On jest w istocie darem paschalnym w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest to Duch Stworzyciel, który zawsze dokonuje rzeczy nowych. W dzisiejszych czytaniach są nam ukazane dwie nowości: w pierwszym Duch czyni z uczniów nowy lud; a w Ewangelii stwarza w uczniach nowe serce.

Nowy lud. W dniu Pięćdziesiątnicy Duch zstąpił z nieba w postaci "języków jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami" (Dz 2, 3-4). Słowo Boże opisuje w ten sposób działanie Ducha, który najpierw spoczywa na każdym, a następnie wszystkich łączy. Każdemu daje dar i wszystkich gromadzi w jedności. Innymi słowy, ten sam Duch tworzy różnorodność i jedność, kształtując w ten sposób lud nowy, zróżnicowany i zjednoczony: Kościół powszechny. Najpierw z wyobraźnią i nieprzewidywalnością tworzy różnorodność. W każdym czasie sprawia rzeczywiście rozkwit nowych i różnych charyzmatów. Następnie ten sam Duch dokonuje jedności: łączy, zbiera, na nowo tworzy harmonię: "Swoją obecnością i swoim działaniem łączy w jedności duchy, różne i odrębne między sobą" (CYRYL ALEKSANDRYJSKI, Komentarz do Ewangelii świętego Jana XI, 11). Tak aby była jedność prawdziwa, według Boga, która nie oznacza jednolitości, ale jedność w różnicy.

Aby tego dokonać warto, byśmy starali się wystrzegać dwóch często powtarzających się pokus. Pierwszą nich jest do dążenie do różnorodności bez jedności. Dzieje się tak, kiedy chcemy się wyróżnić, kiedy tworzone są koalicje i partie, gdy dochodzi do usztywnienia stanowisk wykluczających, do zamknięcia się w swoich partykularyzmach, być może uważając siebie za lepszych, lub tych, którzy zawsze mają rację. Wówczas wybiera się część, a nie całość, przynależność do tego czy innego kręgu, bardziej niż przynależność do Kościoła. Stajemy się "fanami" danej części, zamiast być braćmi i siostrami w tym samym Duchu; bardziej chrześcijanami "prawicowymi lub lewicowymi", niż Jezusa; nieugiętymi stróżami przeszłości lub awangardystami przyszłości bardziej, niż pokornymi i wdzięcznymi dziećmi Kościoła. W ten sposób mamy do czynienia z różnorodnością bez jedności. Przeciwną pokusą jest natomiast dążenie do jedności bez różnorodności. Jednak w ten sposób jedność staje się jednolitością, obowiązkiem czynienia wszystkiego razem i wszystkiego w ten sam sposób, myśląc wszyscy zawsze w ten sam sposób. Tak jedność staje się w końcu uniformizacją i nie ma już wolności. Ale, jak mówi Paweł, "gdzie jest Duch Pański - tam wolność" (2 Kor 3,17).

Nasza modlitwa do Ducha Świętego jest zatem prośbą o łaskę przyjęcia Jego jedności, spojrzenia obejmującego i miłującego niezależnie od preferencji osobistych, Jego Kościoła, naszego Kościoła; zatroszczenia się o jedność pośród wszystkich, aby wyeliminować trujące plotki siejące niezgodę i zazdrość, ponieważ bycie ludźmi Kościoła oznacza bycie ludźmi komunii; to także prośba o serce odczuwające, że Kościół jest naszą matkę i naszym domem: domem gościnnym i otwartym, gdzie dzielimy się wielopostaciową radością Ducha Świętego.

Przechodzimy zatem do drugiej nowości: nowe serce. Zmartwychwstały Jezus, ukazując się po raz pierwszy swoim uczniom, mówi: "Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20,22-23). Jezus nie potępia swoich uczniów, który Go opuścili i zaparli się podczas Męki, ale daje im Ducha przebaczenia. Duch jest pierwszym darem Zmartwychwstałego i zostaje dany przede wszystkim po to, aby przebaczać grzechy. Oto początek Kościoła, to jest spoiwo, które nas zespala, cement jednoczący cegły domu: przebaczenie. Bo przebaczenie jest darem do n-tej potęgi, jest największą miłością, tą, która zespala mimo wszystko, która powstrzymuje upadek, która umacnia i utwierdza. Przebaczenie wyzwala serce i pozwala, by rozpocząć na nowo: przebaczenie daje nadzieję, bez przebaczenia nie można budować Kościoła.

Duch przebaczenia, które rozwiązuje wszystko w zgodzie pobudza nas do odrzucenia innych dróg: tych dróg pochopności ludzi osądzających, tych dróg bez odwrotu ludzi zamykających wszelkie drzwi, dróg jednokierunkowych ludzi krytykujących inne osoby. Natomiast Duch zachęca nas do drogi dwukierunkowej przebaczenia otrzymanego i darowanego, drogi Bożego miłosierdzia, które staje się umiłowaniem bliźniego, miłości jako "jedynego kryterium według którego wszystko należy czynić, albo nie czynić, zmieniać, albo też nie zmieniać" (IZAAK, OPAT KLASZTORU STELLA, Kazanie 31). Prośmy o łaskę czynienia coraz piękniejszym oblicza naszej Matki Kościoła, odnawiając się poprzez przebaczenie i poprawiając samych siebie: tylko wtedy będziemy mogli poprawiać innych w miłości.

Prośmy o to Ducha Świętego, będącego ogniem miłości, który płonie w Kościele i w nas samych, chociaż często przykrywamy Go popiołem naszych win: "Duchu Boży, Panie, który jesteś w moim sercu i w sercu Kościoła, Ty, który prowadzisz Kościół naprzód, kształtując go w różnorodności, przyjdź. Potrzebujemy Ciebie jak wody, aby żyć: zstąp na nas ponownie i naucz nas jedności, odnów nasze serca i naucz nas kochać tak, jak Ty nas kochasz, przebaczać, jak Ty nam przebaczasz. Amen".

 

Po modlitwie  Anioł Pański

2017 05 28

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dziś, we Włoszech oraz w innych krajach obchodzone jest Wniebowstąpienie Jezusa, które miało miejsce czterdzieści dni po świcie Paschy. Czytanie z Ewangelii (por. Mt 28,16-20), podsumowujące Ewangelię św. Mateusza, ukazuje nam chwilę definitywnego pożegnania Zmartwychwstałego ze swoimi uczniami.

Scena ta rozgrywa się w Galilei, gdzie Jezus powołał ich, aby poszli za Nim i do utworzenia zalążka swojej nowej wspólnoty. Teraz uczniowie ci przeszli przez "ogień" męki i zmartwychwstania; na widok Zmartwychwstałego Pana oddali Mu pokłon, ale niektórzy nadal mieli wątpliwości. Tej przestraszonej wspólnocie Jezus daje ogromne zadanie ewangelizowania świata. Konkretyzuje to zadanie nakazując, by nauczali i chrzcili w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego (por w. 19).

Wniebowstąpienie Jezusa stanowi więc kres misji, którą Syn otrzymał od Ojca i początek kontynuowania tej misji przez Kościół. Od tej chwili bowiem obecność Chrystusa w świecie odbywa się za pośrednictwem Jego uczniów, którzy wierzą w Niego i Go głoszą. Ta misja potrwa do końca dziejów i każdego dnia będzie korzystała z pomocy Zmartwychwstałego Pana, który zapewnia: "Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (w. 20).

Jego obecność przydaje siły w prześladowaniach, pociechy w ucisku, wsparcia w trudnych sytuacjach, na które napotykają misja i głoszenie Ewangelii. Wniebowstąpienie przypomina nam o tej pomocy Jezusa i Jego Ducha, która daje nadzieję i pewność naszemu świadectwu w świecie. Ujawnia nam, dlaczego istnieje Kościół: istnieje on, by głosić Ewangelię! A także radością Kościoła jest głoszenie Ewangelii. My, wszyscy ochrzczeni jesteśmy Kościołem.

Dzisiaj jesteśmy zachęceni, aby lepiej zrozumieć, że Bóg obdarzył nas wielką godnością i odpowiedzialnością głoszenia Go światu, czynienia Go dostępnym dla ludzkości. Oto nasza godność, to jest największy zaszczyt w Kościele.

W tę uroczystość Wniebowstąpienia, kierując wzrok ku niebu, gdzie Chrystus wstąpił i zasiada po prawicy Ojca, umacniajmy nasze kroki na ziemi, aby kontynuować z entuzjazmem i odwagą naszą pielgrzymkę, naszą misję świadczenia i życia Ewangelią w każdym środowisku. Zdajemy sobie jednak doskonale sprawę, że nie zależy to przede wszystkim od naszych sił, zdolności organizacyjnych i zasobów ludzkich. Jedynie ze światłem i mocą Ducha Świętego możemy skutecznie wypełnić naszą misję, aby ukazać innym i pozwolić im doświadczyć coraz bardziej miłości i czułości Jezusa.

Prośmy Maryję Pannę, by nam pomogła kontemplować dobra niebieskie, które obiecuje nam Pan i byśmy stawali się coraz bardziej wiarygodnymi świadkami Jego Zmartwychwstania, prawdziwego Życia.


Do niestrudzonego przybliżania ziemi do nieba poprzez modlitwę wstawienniczą do Boga za wszystkie sprawy, ludzi i świat zachęcał papież Franciszek w homilii wygłoszonej podczas Mszy św., jaką odprawia na placu Kennedy’ego w Genui 27.05.2017


Usłyszeliśmy, co zmartwychwstały Jezus mówi do swoich uczniów przed swoim wniebowstąpieniem: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28,18). Władza Jezusa, moc Boża. Ten temat przenika dzisiejsze czytania: w pierwszym z nich Jezus mówi, że nie jest rzeczą uczniów znać „czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą”, ale obiecuje im „moc Ducha Świętego” (Dz 1,7-8); w drugim Paweł mówi o „przemożnym ogromie Jego mocy względem nas” i „skuteczności jego mocy” (Ef 1,19). Ale na czym polega owa siła, ta moc Boga?

Jezus mówi, że jest to władza „w niebie i na ziemi”. Jest to przede wszystkim władza połączenia nieba i ziemi. Dziś świętujemy tę tajemnicę, bo gdy Jezus wstąpił do Ojca, nasze ludzkie ciało przekroczyło próg nieba: jest tam nasze człowieczeństwo, w Bogu, na zawsze. Tam jest nasza ufność, że Bóg nigdy nie odłączy się od człowieka. Zawsze też nas pociesza świadomość, że w Bogu, z Jezusem, jest przygotowane dla każdego z nas miejsce: oczekuje nas przeznaczenie życia jako zmartwychwstałe dzieci i dlatego naprawdę warto żyć tu na ziemi, szukając tego co w górze, gdzie znajduje się nasz Pan (por. Kol 3,1-2). Oto, co uczynił Jezus, ze swoją mocą, aby dla nas połączyć ziemię z niebem.

Ale ta Jego władza nie zakończyła się z chwilą, kiedy wstąpił do nieba; trwa ona również dziś i trwa wiecznie. Rzeczywiście właśnie przed wstąpieniem do Ojca, Jezus powiedział: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Nie jest to figura retoryczna, zwyczajne uspokojenie, jak wtedy, gdy przed wyjazdem na długą podróż mówimy przyjaciołom: „Będę o was myślał”. Nie, Jezus jest naprawdę z nami i dla nas; w niebie zawsze ukazuje Ojcu swoje człowieczeństwo, nasze człowieczeństwo, a więc „zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi” (Hbr 7,25). Oto kluczowe słowo władzy Jezusa: wstawiennictwo. Jezus wstawia się za nami u Ojca każdego dnia, każdej chwili. W każdej modlitwie, w każdej naszej prośbie o przebaczenie, zwłaszcza na każdej Mszy św., Jezus interweniuje: ukazuje Ojcu znaki swego życia ofiarowanego za nas, swoje rany i wstawia się za nami, zyskując dla nas miłosierdzie. On jest naszym „obrońcą” (por. 1 J 2,1), a gdy mamy jakąś ważną „sprawę”, dobrze jeśli ją Jemu powierzymy, mówiąc: „Panie Jezu, wstawiaj się za mną, za nami, za tą osobą, za tą sytuacją...”.

Tę zdolność do wstawiania się Jezus dał również nam, Jego Kościołowi, który ma władzę a także obowiązek, by wstawiać się, by modlić się za wszystkich. Możemy zadać sobie pytanie: „Czy się modlę? Czy my, jako Kościół, jako chrześcijanie, wypełniamy tę władzę prowadząc do Boga osoby i sytuacje?”. Świat tego potrzebuje. My sami tego potrzebujemy. W naszych czasach jesteśmy bardzo zabiegani i dużo pracujemy, troszczymy się o wiele spraw. Jednakże grozi nam, że wieczorem jesteśmy zmęczeni i ociężali, podobni do statku pełnego towarów, który po męczącej podróży przybija do portu, chcąc jedynie dobić do brzegu i zgasić światła. Żyjąc stale poród wielkiego zabiegania i rzeczy do zrobienia, możemy się zagubić, zamknąć się w sobie i stawać się niespokojnymi z błahego powodu. Aby nas nie pochłonął ten „ból życia”, pamiętajmy, abyśmy codziennie „zarzucali kotwicę w Bogu”: zanośmy do Niego ciężary, osoby i sytuacje, powierzajmy Jemu wszystko. To właśnie jest moc modlitwy, która łączy niebo i ziemię, która pozwala Bogu wejść w nasze czasy.

Modlitwa chrześcijańska nie jest sposobem, żeby być trochę bardziej w zgodzie z samym sobą, albo żeby znaleźć jakąś harmonię wewnętrzną; modlimy się, aby wszystko zanieść Bogu, by zawierzyć Jemu świat: modlitwa jest wstawiennictwem. Nie jest ona spokojem, ale miłością. To proszenie, szukanie, pukanie (por. Mt 7,7). To zaangażowanie się, aby się wstawiać, nieustannie nalegając na Boga jedni za drugich (por. Dz 1,14). Niestrudzone wstawianie się: to nasz pierwszy obowiązek, ponieważ modlitwa jest siłą, która sprawia, że świat idzie naprzód; to nasza misja, misja, która jednocześnie wymaga trudu i obdarza pokojem. Oto nasza władza: nie pokonywać czy głośniej krzyczeć, zgodnie z logiką tego świata, ale praktykować łagodną moc modlitwy, poprzez którą można również powstrzymać wojny i osiągnąć pokój. Jak Jezus wstawia się zawsze za nami u Ojca, tak my Jego uczniowie niestrudzenie módlmy się, by przybliżyć ziemię do nieba.

Z dzisiejszej Ewangelii po wstawiennictwie wyłania się drugie słowo kluczowe, objawiające władzę Jezusa: przepowiadanie. Pan posyła swoich uczniów, aby głosili w oparciu jedynie o moc Ducha Świętego: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19). Jest to akt najwyższego zaufania do uczniów: Jezus nam ufa, wierzy w nas bardziej niż my wierzymy w samych siebie! Posyła nas pomimo naszych słabości; wie, że nigdy nie będziemy doskonali i że jeżeli będziemy czekali, aż staniemy się lepsi, żeby ewangelizować, to nigdy nie rozpoczniemy.

Dla Jezusa ważne jest to, abyśmy od razu przezwyciężyli wielką niedoskonałość: zamknięcie. Ponieważ Ewangelia nie może być zamknięta i opieczętowana, gdyż miłość Boża jest dynamiczna i pragnie dotrzeć do wszystkich. Zatem, aby głosić, trzeba iść, wyjść ze swoich ograniczeń. Z Panem nie można stać w miejscu, wygodnie ułożonymi we własnym świecie albo w nostalgicznych wspomnieniach z przeszłości. Z Nim nie wolno usypiać w nabytych zabezpieczeniach. Bezpieczeństwo dla Jezusa polega na pójściu z ufnością: to tam ujawnia się Jego moc. Gdyż Pan nie docenia spokoju i wygód, ale niewygody i stale posyła na nowo. Chce, byśmy wychodzili, wolni od pokus bycia zadowolonymi, gdy nam dobrze i gdy mamy wszystko pod kontrolą.

„Idźcie”, mówi nam także dzisiaj Jezus, który w chrzcie udzielił każdemu z nas władzy głoszenia. Zatem wyruszenie wraz z Panem należy do tożsamości chrześcijanina. Chrześcijanin nie stoi w miejscu, ale jest w drodze: wraz z Panem ku innym. Ale chrześcijanin nie jest szybkobiegaczem puszczającym się pędem, czy zdobywcą, który musi przybyć wcześniej niż inni. Jest pielgrzymem, misjonarzem, jest „maratończykiem nadziei”: łagodnym, ale stanowczo podążającym; ufnym a jednocześnie aktywnym; twórczym, ale pełnym szacunku; przedsiębiorczym i otwartym; pracowitym i solidarnym. Z tym stylem przemierzajmy drogi świata!

Podobnie, jak to było w przypadku pierwszych uczniów, naszymi miejscami przepowiadania są drogi świata: to zwłaszcza tam Pan pragnie być dzisiaj poznawany. Podobnie jak u początków, chce On, aby przepowiadanie było niesione Jego mocą: nie siłą świata, ale z jasną i delikatną mocą radosnego świadectwa. Jest to pilne wyzwanie. Prośmy Pana o łaskę, byśmy nie skostnieli w kwestiach drugorzędnych, ale w pełni poświęcili się pilnemu wyzwaniu misji. Zostawmy innym plotki i sztuczne dyskusje ludzi, którzy słuchają jedynie samych siebie i działajmy konkretnie na rzecz dobra wspólnego i pokoju. Angażujmy się odważnie, będąc przekonanymi, że więcej jest radości w dawaniu, aniżeli w braniu (por. Dz 20,35). Niech Pan zmartwychwstały i żyjący, który zawsze wstawia się za nami, będzie mocą naszego wychodzenia, męstwem naszego pielgrzymowania.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza Ewangelia (por. J 14,15-21), stanowiąca kontynuację Ewangelii minionej niedzieli, przenosi nas do tego wzruszającego i dramatycznego wydarzenia, jakim była Ostatnia Wieczerza Jezusa ze swoimi uczniami. Św. Jan ewangelista zbiera z ust i serca Pana Jego ostatnie nauki przed Jego męką i śmiercią. Jezus obiecuje swoim przyjaciołom, że po Nim, otrzymają „innego Parakleta” (w.16), to znaczy innego obrońcę i pocieszyciela, „Ducha prawdy” (w. 17); i dodaje: „Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was” (w. 18). Te słowa oddają radość nowego przyjścia Chrystusa: On, zmartwychwstały i uwielbiony trwa w Ojcu, a jednocześnie przychodzi do nas w Duchu Świętym. I w tym swoim nowym przyjściu ujawnia nasze zjednoczenie z Nim i z Ojcem: „Poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was.” (w. 20).

Rozważając te słowa Jezusa, dostrzegamy dziś zmysłem wiary, że jesteśmy ludem Bożym w komunii z Ojcem i z Jezusem za sprawą Ducha Świętego. W tej tajemnicy komunii Kościół znajduje niewyczerpalne źródło swojej misji, która realizuje się poprzez miłość. Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”(w. 21). To miłość wprowadza nas do poznania Jezusa, dzięki działaniu tego obrońcy, którego posłał Jezus, to znaczy Ducha Świętego. Miłość Boga i bliźniego jest największym przykazaniem Ewangelii. Dzisiaj Pan wzywa nas do wielkodusznej odpowiedzi na ewangeliczne powołanie do miłości, stawiając Boga w centrum naszego życia i poświęcając się służbie braciom, zwłaszcza tym najbardziej potrzebującym wsparcia i pocieszenia.


Jeśli istnieje jakaś postawa, która nigdy nie jest łatwa, nigdy nie jest oczywista nawet dla wspólnoty chrześcijańskiej, to jest to właśnie umiejętność miłowania się nawzajem, życzliwości wzajemnej na wzór Pana i z Jego łaską. Czasami spory, pycha, zazdrość, podziały zostawiają swój ślad także na pięknym obliczu Kościoła. Wspólnota chrześcijan powinna żyć w miłości Chrystusa, a zamiast tego właśnie jesteśmy pochwyceni przez zło i czasami dajemy się zwieść. A często płacą za to osoby duchowo najsłabsze. Ileż z nich odeszło – a znacie niektórych z nich - bo nie poczuły się akceptowane, rozumiane i kochane. Ileż osób odeszło na przykład z jakiejś parafii czy wspólnoty z powodu środowiska plotek, zazdrości, niechęci, które tam znalazły. Także dla chrześcijanina umiejętność kochania nigdy nie jest czymś nabytym raz na zawsze. Każdego dnia trzeba zaczynać od nowa, trzeba się ćwiczyć, aby nasza miłość do naszych braci i sióstr których spotykamy stawała się dojrzalsza i oczyszczona z tych ograniczeń lub grzechów, które czynią ją stronniczą, samolubną, bezowocną i niewierną. Każdego dnia musimy nauczyć się sztuki miłości, każdego dnia trzeba cierpliwie postępować cierpliwie w szkole Chrystusa, każdego dnia trzeba sobie wzajemnie przebaczać i spoglądać n Jezusa. I czynić to z pomocą tego Obrońcy i Pocieszyciela, którego posłał nam Jezus: Jego Ducha.

Niech Dziewica Maryja, doskonała uczennica swego Syna i Pana, pomoże nam być coraz bardziej posłusznymi Pocieszycielowi, Duchowi Prawdy, aby każdego dnia uczyć się miłować tak, jak Jezus nas umiłował.

 

Homilia papieża Franciszka podczas Mszy kanonizacyjnej Hiacynty i Franciszka Marto, 13 maja 2017 r. w Fatimie.

„Wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce”: poświadcza widzący z Patmos w Apokalipsie (12, 1), zauważając, że miała porodzić syna. Następnie, w Ewangelii słyszeliśmy Jezusa mówiącego do ucznia: „Oto Matka twoja” (J 19, 26-27). Mamy Matkę! „Bardzo piękną Panią”, komentowali między sobą wizjonerzy z Fatimy wracając do domu, tego szczęśliwego dnia 13 maja przed stu laty. A wieczorem, Hiacynta nie mogła się powstrzymać i ujawniła tajemnicę swojej matce: „Dzisiaj widziałam Matkę Bożą”. Widzieli Matkę Niebieską. Śladem, którym podążały ich oczy, wznosiły się oczy wielu osób, które Jej jednak nie widziały. Dziewica Matka nie przyszła tutaj, abyśmy Ją widzieli: na to będziemy mieli całą wieczność, oczywiście jeśli pójdziemy do Nieba.

Ona jednak, przeczuwając i przestrzegając nas przed groźbą piekła, do którego prowadzi – często proponowane i narzucone – życie bez Boga, bezczeszczące Boga w Jego stworzeniach, przyszła, aby nam przypomnieć o Bożym Świetle, które w nas mieszka i nas okrywa, bo jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, „zostało porwane jej Dziecię do Boga” (Ap 12, 5). A zgodnie ze słowami Łucji, troje uprzywilejowanych znajdowało się wewnątrz światła Boga, promieniującego z Matki Bożej. Ogarnęła ich płaszczem światła, którym obdarzył ją Bóg. Zgodnie z przekonaniem i uczuciem wielu, jeśli nie wszystkich pielgrzymów, Fatima jest przede wszystkim tym płaszczem Światła, który nas okrywa, tutaj tak samo jak w każdym innym miejscu na Ziemi, kiedy uciekamy się pod opiekę Najświętszej Matki, aby ją prosić, jak uczy: Salve Regina, „Okaż nam Jezusa”.

Drodzy pielgrzymi, mamy Matkę, mamy Matkę! Uchwyciwszy się Jej, jak dzieci, żyjemy w nadziei, która opiera się na Jezusie, ponieważ, jak słyszeliśmy w drugim czytaniu, „ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego – Jezusa Chrystusa” (Rz 5, 17). Kiedy Jezus wstąpił do nieba, zaniósł do Ojca Niebieskiego człowieczeństwo – nasze człowieczeństwo – które przyjął w łonie Matki Dziewicy, i nigdy już go nie porzuci. Jak kotwicę, utkwijmy naszą nadzieję w tym człowieczeństwie umieszczonym w niebie po prawicy Ojca (por. Ef 2, 6). Niech ta nadzieja będzie dźwignią życia nas wszystkich! Nadzieja, która wspiera nas zawsze, aż do ostatniego tchnienia.

Mocni tą nadzieją, zebraliśmy się tutaj, aby podziękować za niezliczone błogosławieństwa, których Bóg udzielił w ciągu minionych stu lat spędzonych pod tym płaszczem Światła, którym Matka Boża, wychodząc z Portugalii bogatej w nadzieję, ogarnęła wszystkie krańce Ziemi. Jako wzory mamy przed oczyma świętych Franciszka Marto i świętą Hiacyntę, których Dziewica Maryja wprowadziła w ogromne morze Światła Boga, doprowadzając ich do wielbienia Go. Stąd wypływała dla nich moc, aby pokonywać przeciwności i cierpienia. Boża obecność stała się stałym elementem ich życia, jak wyraźnie przejawia się to w usilnych modlitwach za grzeszników i stałym pragnieniu trwania przy Jezusie „ukrytym” w tabernakulum.
W swoich Wspomnieniach (III, n. 6), siostra Łucja oddała głos Hiacyncie, dopiero co obdarzonej wizją: „Czy nie widzisz dróg, ścieżek i pól, pełnych ludzi, którzy płaczą z głodu, bo nie mają nic do jedzenia. A Ojciec Święty modli się w kościele przed Niepokalanym Sercem Maryi, i razem z nim modli się bardzo dużo ludzi?”. Dziękuję wam bracia i siostry, że mi towarzyszycie! Nie mogłem tutaj nie przybyć, aby oddać cześć Maryi Pannie i Jej powierzyć Jej synów i córki. Pod Jej płaszczem nie zagubią się; z Jej ramion przyjdzie nadzieja i pokój, których potrzebują i o który błagam dla wszystkich moich braci w chrzcie i w człowieczeństwie, a zwłaszcza dla chorych i niepełnosprawnych, więźniów i bezrobotnych, ubogich i opuszczonych. Drodzy bracia, módlmy się do Boga, z nadzieją, że ludzie nas wysłuchają; i zwróćmy się do ludzi z pewnością, że Bóg spieszy nam na ratunek.

On nas stworzył rzeczywiście jako nadzieję dla innych, nadzieję realną i możliwą do spełnienia w zależności od stanu życia każdego. „Prosząc” i „wymagając” od każdego z nas wypełniania obowiązków swego stanu (List siostry Łucji, 28 lutego, 1943), Niebo uruchamia tutaj prawdziwą i w pełnym tego słowa znaczeniu mobilizację powszechną przeciwko tej obojętności, która oziębia nam serce i pogłębia naszą krótkowzroczność. Nie chcemy być poronioną nadzieją! Życie może przetrwać tylko dzięki hojności innego życia. „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 24): powiedział to i uczynił Pan, który zawsze nas poprzedza. Kiedy przechodzimy przez krzyż, On już przeszedł przezeń wcześniej. W ten sposób wchodzimy na krzyż, aby znaleźć Jezusa; ale to On upokorzył się i zstąpił aż na krzyż, aby nas znaleźć i w nas pokonać mroki zła i doprowadzić nas z powrotem do Światła.
Pod opieką Maryi, jesteśmy w świecie „stróżami poranka”, którzy potrafią kontemplować prawdziwe oblicze Jezusa Zbawiciela, to oblicze, które jaśnieje w Wielkanoc, i odkryć młode i piękne oblicze Kościoła, który jaśnieje, gdy jest gościnny, wolny, wierny, ubogi w środki i bogaty w miłość.

 

Po modlitwie  Anioł Pański

 

 Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W Ewangelii dzisiejszej niedzieli (por. J 10,1-10), nazywanej Niedzielą Dobrego Pasterza, Jezus ukazuje się w dwóch obrazach, które się wzajemnie uzupełniają: pasterza oraz bramy owczarni. Mieszkaniem trzody, którą jesteśmy jest owczarnia, służąca jako schronienie, gdzie owce przebywają i odpoczywają po trudzie drogi. Owczarnia ma zagrodę z bramą, przy której stoi strażnik. Do trzody zbliżają się różne osoby: są tacy, którzy wchodzą do zagrody mijając bramę, a także tacy, którzy „wdzierają się inną drogą” (w. 1). Pierwszy z nich jest pasterzem, drugi obcym, który nie miłuje owiec. Jezus utożsamia się z pierwszym z nich i okazuje relację zażyłości z owcami, wyrażoną głosem, którym je wzywa, a który one rozpoznają i za którym idą (por. w. 3). Woła je, aby wyprowadzić je na zewnątrz, na zielone pastwiska, gdzie znajdują dobry pokarm.

Drugi obraz, za pomocą którego Jezus się przedstawia to „brama owiec” (w. 7). Istotnie mówi: „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (w. 9), czyli będzie miał życie i będzie je miał w obfitości (por w. 10). Chrystus Dobry Pasterz stał się bramą zbawienia dla ludzkości, ponieważ oddał życie za swoje owce.


Jezus dobry pasterz i brama owiec jest przywódcą, którego władza wyraża się w służbie, przywódcą, który aby nakazywać, daje życie i nie żąda od innych, aby je poświęcali. Takiemu przywódcy można zaufać, podobnie jak owce, które słuchają głosu swojego pasterza, bo wiedzą, że z nim idzie się na dobre i obfite pastwiska. Wystarczy jeden sygnał, jedno wezwanie, a one za nim idą, są mu posłuszne, wyruszają w drogę prowadzone głosem tego, którego uważają za obecność jednocześnie przyjazną, mocną i łagodną, która ukierunkowuje, chroni, pociesza i leczy.

Takim jest dla nas Chrystus. Istnieje pewien wymiar doświadczenia chrześcijańskiego, który być może zostawiamy trochę w cieniu: wymiar duchowy i emocjonalny. Poczucie, że jesteśmy związani specjalną więzią z Panem, jak owce ze swoim pasterzem. Czasami nazbyt racjonalizujemy wiarę i grozi nam utrata dostrzegania barwy tego głosu, głosu Jezusa Dobrego Pasterza, który pobudza i fascynuje. Podobnie jak to się przydarzyło dwom uczniom z Emaus, których serce pałało, kiedy Zmartwychwstały mówił im podczas drogi. Jest to wspaniałe doświadczenie bycia miłowanym przez Jezusa: dla Niego nigdy nie jesteśmy obcymi, ale przyjaciółmi i braćmi. Jednak nie zawsze łatwo odróżnić głos Dobrego Pasterza. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo złodzieja, łupieżcy i fałszywego pasterza. Zawsze istnieje groźba rozproszenia uwagi przez zgiełk wielu innych głosów. Dziś jesteśmy zachęceni, byśmy nie dali się odwieść fałszywymi mądrościami tego świata, ale szli za Jezusem, Zmartwychwstałym jako jedynym pewnym przewodnikiem, który nadaje sens naszemu życiu.

W ten Światowy Dzień Modlitw o Powołania, przyzywamy Dziewicy Maryi: niech Ona towarzyszy dziesięciu nowym kapłanom, których niedawno wyświęciłem i wspiera swoją pomocą tych, którzy są powołani przez Niego, aby byli ochotni i szczodrzy, idąc za Jego głosem.

[po modlitwie:] Drodzy bracia i siostry!

Wczoraj w Gironie w Hiszpanii ogłoszono błogosławionymi Antoniego Arribasa Hortingüeli i jego sześciu towarzyszy, zakonników ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusowego. Ci wierni i heroiczni uczniowie Jezusa zostali zabici z nienawiści do wiary w czasie prześladowań religijnych. Ich męczeństwo, przyjęte z miłości do Boga i ze względu na wierność swemu powołaniu, niech wzbudzi w Kościele pragnienie mężnego świadectwa Ewangelii miłosierdzia.

Drodzy Bracia i Siostry!

Nieustannie docierają do nas dramatyczne doniesienia o sytuacji w Wenezueli i o zaostrzeniu starć z wieloma zabitymi, rannymi i uwięzionymi. Łącząc się w bólu z rodzinami ofiar, które zapewniam o modlitwach za zmarłych, kieruję stosowny apel do rządu i wszystkich części składowych społeczeństwa wenezuelskiego o unikanie wszelkich dalszych form przemocy, o przestrzeganie praw człowieka i poszukiwanie wynegocjowanych rozwiązań poważnego kryzysu humanitarnego, społecznego, politycznego i gospodarczego, który nęka mieszkańców. Powierzmy Najświętszej Maryi Pannie intencje pokoju, pojednania i demokracji w tym umiłowanym kraju. Módlmy się także za wszystkie kraje przeżywające wielkie trudności. Myślę szczególnie w tych dniach o Republice Macedonii.


Wczoraj w Weronie została ogłoszona błogosławioną Leopoldyna Naudet, założycielka Zgromadzenia Sióstr od Świętej Rodziny. Wychowana na dworze Habsburgów, najpierw we Florencji, a następnie w Wiedniu, już jako dziewczynka wykazywała silne przywiązanie do modlitwy, ale także do posługi wychowawczej. Poświęciła się Bogu i przez różne doświadczenia dotarła do Werony, aby utworzyć tam nową wspólnotę zakonną, pod patronatem Świętej Rodziny, która jest nadal żywa w Kościele. Łączymy się z jej radością i dziękczynieniem.

Dziś we Włoszech przypada Dzień Uniwersytetu Katolickiego Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zachęcam do wspierania tej ważnej instytucji, która nadal inwestuje w formację młodzieży, aby udoskonalić świat.

Formacja chrześcijańska opiera się na Słowie Bożym. Dlatego z radością przypominam, że także dzisiaj w Polsce odbywa się Niedziela Biblijna. W kościołach parafialnych, w szkołach i w środkach masowego przekazu publicznie odczytuje się fragment Pisma Świętego. Życzę wszelkiego dobra tej inicjatywie.

Wam, drodzy przyjaciele z Akcji Katolickiej, na zakończenie tego spotkania dziękuję serdecznie za waszą obecność! A za waszym pośrednictwem pozdrawiam wszystkie wasze grupy parafialne, rodziny, dzieci i młodzież, młodych i starszych. Podążajcie naprzód!

I swoimi pozdrowieniami ogarniam pielgrzymów, którzy teraz łączą się z nami na modlitwie maryjnej, zwłaszcza tych przybyłych z Hiszpanii, Chorwacji, Niemiec i Portoryko. Razem zwróćmy się do Maryi naszej Matki. Dziękujemy jej szczególnie za podróż apostolską do Egiptu, którą właśnie odbyłem. Proszę Pana, aby pobłogosławił cały naród egipski, tak gościnny, władze oraz wiernych chrześcijan i muzułmanów; i aby obdarzył ten kraj pokojem.

 

NIEDZIELA MIŁOSIERDZA BOŻEGO

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Wiemy, że w każdą niedzielę wspominamy zmartwychwstanie Pana Jezusa, ale w tym okresie po Wielkanocy niedziela nabiera znaczenia jeszcze bardziej świetlistego. W tradycji Kościoła, niedziela ta była nazywana „niedzielą białą”. Co to oznacza? Wyrażenie to miało przypominać obrzęd jakiego dokonywały osoby, które otrzymały chrzest podczas Wigilii Paschalnej. Każda z nich otrzymała białą szatę - „albę” - aby wskazać nową godność dzieci Bożych. Także dzisiaj jest to czynione - nowo narodzone dzieci otrzymują małą symboliczną szatę, podczas gdy dorośli nakładają prawdziwą i w pełnym tego słowa znaczeniu albę, jak to widzieliśmy podczas Wigilii Paschalnej. W przeszłości ta biała szata była noszona przez tydzień, aż do tej niedzieli i stąd pochodzi nazwa in albis deponendis – co znaczy: niedziela, kiedy była zdejmowana biała szata, a nowo ochrzczeni zaczynali swoje nowe życie w Chrystusie i w Kościele.
Ponadto w Jubileuszowym Roku 2000, św. Jan Paweł II postanowił, aby ta niedziela była poświęcona Bożemu Miłosierdziu. Była to doprawdy wspaniała intuicja! A natchnął tą ideą Duch Święty! Kilka miesięcy temu zakończyliśmy Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia a dzisiejsza niedziela zachęca nas, abyśmy zdecydowanie podjęli na nowo łaskę, która pochodzi z Bożego miłosierdzia. Dzisiejsza Ewangelia opowiada o ukazaniu się Chrystusa Zmartwychwstałego uczniom zgromadzonym w Wieczerniku (por. J 20, 19-31). Święty Jan pisze, że Jezus, pozdrowiwszy swoich uczniów powiedział im: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone»”(w. 21-23). Takie jest znaczenie miłosierdzia, które ukazuje się w dniu zmartwychwstania Jezusa jako odpuszczenie grzechów. Jezus Zmartwychwstały przekazał swojemu Kościołowi jako pierwsze zadanie, jako jego najistotniejszą misję, by nieść każdemu konkretne głoszenie przebaczenia. Głoszenie przebaczenia jest pierwszym zdaniem Kościoła! Ten widzialny znak Jego miłosierdzia przynosi pokój serca i radość ponownego spotkania z Panem.

Miłosierdzie w świetle Wielkanocny można postrzegać jako prawdziwą formę poznania przeżywanej tajemnicy. Wiemy, że poznajemy poprzez różne formy: zmysły, intuicję, rozum i wiele innych. Cóż, można również poznawać poprzez doświadczenie miłosierdzia! Otwiera ono bramę umysłu, aby lepiej zrozumieć tajemnicę Boga oraz naszego osobistego życia. Miłosierdzie pozwala zrozumieć, że przemoc, urazy, zemsta nie mają żadnego sensu, a pierwszą ich ofiarą jest ten, kto żyje tymi uczuciami, ponieważ wyzbywa się swej godności. Miłosierdzie otwiera także bramę serca i pozwala wyrazić bliskość przede wszystkim tym, którzy są samotni i usunięci na margines, ponieważ sprawia, że czujemy się braćmi i dziećmi jednego Ojca. Sprzyja ono rozpoznaniu tych, którzy potrzebują pociechy i pozwala znaleźć odpowiednie słowa, aby dać pociechę. Bracia i siostry, miłosierdzie rozgrzewa serce i czyni je wrażliwym na potrzeby braci, wraz dzieleniem się i udziałem w ich troskach. Ogólnie rzecz biorąc miłosierdzie angażuje wszystkich do bycia narzędziami sprawiedliwości, pojednania i pokoju. Nigdy nie zapominajmy, że miłosierdzie ma kluczowe znaczenie w życiu wiary i jest konkretną formą, poprzez którą ukazujemy zmartwychwstanie Jezusa.


Niech Maryja, Matka Miłosierdzia pomoże nam wierzyć i przeżywać to wszystko z radością. 

Wielkanoc

„Chwalcie Pana, bo jest dobry,
bo Jego miłosierdzie trwa na wieki” (Ps 135,1).
Drodzy Bracia i Siostry, dobrych Świąt Wielkanocnych!
Jezus Chrystus, będąc wcieleniem miłosierdzia Bożego, z miłości umarł na krzyżu i zmartwychwstał ze względu na miłość. Dlatego dziś głosimy: Jezus jest Panem!
Jego zmartwychwstanie całkowicie wypełnia proroctwo psalmu: miłosierdzie Boga jest wieczne, a Jego miłość jest na zawsze, nigdy nie umiera. Jemu możemy całkowicie zaufać i dziękujemy Mu, bo dla nas zstąpił aż do głębi otchłani.
Wobec duchowych i moralnych otchłani ludzkości, wobec pustek, które otwierają się w sercach, powodując nienawiść i śmierć, tylko nieskończone miłosierdzie może nam dać zbawienie. Tylko Bóg może wypełnić swoją miłością te pustki, te otchłanie i pozwolić nam nie spaść w przepaść, ale iść nadal razem w kierunku Ziemi wolności i życia.

Radosne orędzie paschalne, że Jezusa, ukrzyżowanego, nie ma już tutaj, ale zmartwychwstał (por. Mt 28,5-6), daje nam pocieszającą pewność, że otchłań śmierci została przekroczona, a wraz z nią zostały pokonane żałoba, krzyk i trud (por. Ap 21,4). Pan, który doświadczył opuszczenia przez swoich uczniów, ciężaru niesprawiedliwego wyroku i wstydu haniebnej śmierci, daje nam teraz uczestnictwo w swoim nieśmiertelnym życiu i obdarza nas swoim spojrzeniem czułym i pełnym współczucia wobec głodnych i spragnionych, przybyszów i więźniów, usuniętych na margines i odrzuconych, ofiar nadużyć i przemocy. Świat jest pełen ludzi, którzy cierpią na ciele i duchu, podczas gdy codzienne doniesienia pełne są wiadomości o brutalnych zbrodniach, które nierzadko mają miejsce w domach, oraz o zbrojnych konfliktach na dużą skalę, które wystawiają całe narody na niewypowiedziane próby.
Niech Zmartwychwstały Chrystus wskaże ścieżki nadziei ukochanej Syrii, krajowi rozdartemu przez długotrwały konflikt z jego smutnym ciągiem zniszczenia, śmierci, pogardy dla prawa humanitarnego i dezintegracji społeczeństwa obywatelskiego. Mocy Zmartwychwstałego Pana powierzamy trwające rozmowy, aby przy dobrej woli i współpracy wszystkich można było zbierać owoce pokoju i zacząć budowę społeczeństwa braterskiego, szanującego godność i prawa każdego obywatela. Niech orędzie życia, głoszone przez anioła przy kamieniu odsuniętym od grobu, przezwycięży zatwardziałość serc i krzewi owocne spotkanie między narodami i kulturami w innych rejonach basenu Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu, zwłaszcza w Iraku, Jemenie i Libii.
Niech obraz nowego człowieka jaśniejący na obliczu Chrystusa sprzyja w Ziemi Świętej współistnieniu między Izraelczykami a Palestyńczykami, a także cierpliwej gotowości i codziennemu wysiłkowi, aby przyczynić się do budowy podstaw sprawiedliwego i trwałego pokoju na drodze bezpośrednich i szczerych negocjacji. Niech Pan Życia towarzyszy także wysiłkom mającym na celu ostateczne położenie kresu wojnie na Ukrainie, pobudzając i wspierając również inicjatywy pomocy humanitarnej, w tym uwolnienie osób uwięzionych.
Niech Pan Jezus, będący naszym pokojem (por. Ef 2,14), który zmartwychwstając pokonał zło i grzech, pobudzi w te Wielkanocne Święta naszą solidarność z ofiarami terroryzmu, ślepej i brutalnej formy przemocy, która nieustannie przelewa niewinną krew w różnych częściach świata, jak to miało miejsce podczas ostatnich zamachów w Belgii, Turcji, Nigerii, Czadzie, Kamerunie i Wybrzeżu Kości Słoniowej i Iraku; niech skieruje ku pomyślnemu rozwiązaniu zaczyny nadziei i perspektywy pokoju w Afryce; myślę szczególnie o Burundi, Mozambiku, Demokratycznej Republice Konga i Sudanie Południowym, naznaczonych napięciami politycznymi i społecznymi.
Orężem miłości Bóg pokonał egoizm i śmierć; Jego Syn Jezus jest bramą miłosierdzia szeroko otwartą dla każdego. Niech Jego orędzie paschalne wpływa coraz bardziej na naród wenezuelski w trudnych warunkach, w jakich obecnie żyje, i na tych, w których rękach spoczywają losy tego kraju, aby można było pracować na rzecz dobra wspólnego, poszukując przestrzeni dialogu i współpracy ze wszystkimi. Niech wszędzie będą podejmowane działania na rzecz krzewienia kultury spotkania, sprawiedliwości i wzajemnego szacunku, które jedynie mogą zapewnić duchową i materialną pomyślność obywateli.

 
Homilia papieża Franciszeka w Niedzielę Palmową
 

Ta uroczystość ma poniekąd podwójny smak, słodki i gorzki, jest radosna i bolesna, ponieważ celebrujemy w niej Pana, który wkracza do Jerozolimy i zostaje okrzyknięty przez swoich uczniów królem. Jednocześnie uroczyście głoszony jest ewangeliczny opis Jego męki. Z tego względu nasze serce odczuwa przejmujący kontrast, i w jakimś niewielkim stopniu doświadcza tego, co musiał odczuwać w swoim sercu Jezus owego dnia, kiedy radował się ze swoimi przyjaciółmi i płakał nad Jerozolimą.

Od 32 lat radosny wymiar tej niedzieli jest ubogacony przez święto młodych: Światowy Dzień Młodzieży, który w tym roku obchodzony jest na poziomie diecezjalnym, ale który niebawem, na tym Placu przeżywać będzie wydarzenie zawsze ekscytujące, o szerokich perspektywach: przekazanie krzyża przez młodych z Krakowa młodym z Panamy.

Ewangelia głoszona przed procesją (por. Mt 21, 1-11) opisuje Jezusa jadącego z Góry Oliwnej na osiołku, na którym nikt nigdy nie siedział; podkreśla entuzjazm uczniów, towarzyszących Mistrzowi z radosnymi okrzykami. Można sobie wyobrazić, jak zaraźliwie oddziaływało to na dzieci i młodych z miasta, którzy dołączyli do orszaku ze swoimi okrzykami. Sam Jezus rozpoznał w tym radosnym powitaniu niepowstrzymaną siłę, jakiej chciał Bóg, a zgorszonym faryzeuszom odpowiedział: „Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19, 40).

Ale ten Jezus, który według Pism wkracza właśnie w ten sposób do Miasta Świętego, nie jest fantastą szerzącym iluzje, jakimś prorokiem „new age”, sprzedawcą dymu – nie, jest kimś zupełnie innym: wyraźnie określonym Mesjaszem, z konkretnymi rysami sługi, sługi Boga i człowieka, który idzie na mękę, jest wielkim Cierpliwym ludzkiego cierpienia.

Dlatego też, gdy my również świętujemy na cześć naszego Króla, myślimy o cierpieniach, jakie będzie On musiał znosić w tym tygodniu. Myślimy o oszczerstwach, zniewagach, sidłach, zdradach, opuszczeniu, o niesprawiedliwym osądzeniu, o ciosach, biczowaniu, o koronie cierniowej... i wreszcie o Drodze Krzyżowej, aż po ukrzyżowanie.

Powiedział o tym jasno do swoich uczniów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16, 24). Nigdy nie obiecywał zaszczytów i sukcesów. Ewangelie mówią jasno. Zawsze ostrzegał swoich przyjaciół, że taka była Jego droga i że ostateczne zwycięstwo będzie musiało przejść przez mękę i krzyż. Dotyczy to także nas. Aby wiernie iść za Jezusem, prośmy o łaskę, by nie czynić tego słowami, lecz w czynach, i o to, byśmy mieli cierpliwość znoszenia naszego krzyża: aby go nie odrzucać, nie pozbywać się go, ale patrząc na Niego, przyjąć go i nieść dzień po dniu.

A ten Jezus, który godzi się, by wołali „Hosanna”, chociaż dobrze wie, że czeka Go: „Ukrzyżuj!”, nie żąda od nas, byśmy podziwiali Go na obrazach lub fotografiach, albo też na krążących w sieci wideo. Nie, jest obecny w wielu naszych braciach i siostrach, którzy obecnie, dzisiaj znoszą cierpienia, tak jak On: cierpią z powodu niewolniczej pracy, cierpią z powodu dramatów rodzinnych, z powodu chorób... Cierpią z powodu wojen i terroryzmu, ze względu na interesy, które uruchamiają broń i sprawiają, że zadaje ciosy. Oszukani mężczyźni i kobiety, pogwałceni w swej godności, odrzuceni... Jezus jest w nich obecny, w każdym z nich, i z tym zniekształconym obliczem, tym urywanym głosem prosi, aby się Nim zainteresować, aby Go uznać, kochać.

Nie ma innego Jezusa: jest to ten sam, który wjechał do Jerozolimy pośród wymachiwania gałązkami palm i oliwek. To ten sam, który został przybity do krzyża i umarł między dwoma złoczyńcami. Nie mamy innego Pana poza Nim: Jezusa, pokornego króla sprawiedliwości, miłosierdzia i pokoju.

 

 
Homilia papieska w V niedziele Wielkiego Postu
 
Dzisiejsze czytania mówią nam o Bogu życia, który zwycięża śmierć. Zatrzymajmy się zwłaszcza na ostatnim z cudownych znaków, jakie uczynił Jezus przed swoją Paschą, przy grobie swego przyjaciela Łazarza.
 
Wydaje się, że tutaj wszystko się skończyło: grób przywalony jest dużym kamieniem; dookoła tylko płacz i rozpacz. Nawet Jezus jest wstrząśnięty dramatyczną tajemnicą straty osoby bliskiej: "wzburzył się wewnętrznie" i "był wstrząśnięty" (J 11,33). Wtedy "zapłakał" (w. 35) i poszedł do grobu, Ewangelia mówi: "ponownie wzburzony" (w. 38). Takie jest serce Boga: dalekie od zła, ale bliskie tych, którzy cierpią. Nie sprawia, by zło zniknęło magicznie, lecz współ-odczuwa cierpienie, czyni je swoim i przemienia, przeżywając je sam.
 
Zauważamy jednak, że pośród ogólnej rozpaczy z powodu śmierci Łazarza, Jezus nie daje się unieść przygnębieniu. Chociaż sam cierpiał, żąda mocnej wiary. Nie zamyka się w płaczu, ale wzruszony wyrusza do grobu. Nie daje się pochwycić otaczającemu Go zrezygnowanemu środowisku emocjonalnemu, ale modli się z ufnością i mówi: "Dziękuję Ci Ojcze" (w. 41). Tak więc w tajemnicy cierpienia, przed którym myślenie i postęp załamują się jak muchy na szybie, Jezus daje nam przykład, jak się mamy zachowywać: nie ucieka od cierpienia, które należy do tego życia, ale nie daje się uwięzić pesymizmowi.
 
Wokół tego grobu zachodzi zatem wielkie spotkanie-starcie. Z jednej strony mamy wielkie rozczarowanie, kruchość naszego życia doczesnego, które przeniknięte lękiem z powodu śmierci, często doświadcza klęski, ciemności wewnętrznej, wydającej się nie do pokonania. Nasza dusza, stworzona dla życia, cierpi czując, że jej pragnienie wiecznego dobra doznaje ucisku przez odwieczne i mroczne zło. Z jednej strony jest ta klęska grobu. Ale z drugiej strony jest nadzieja, która pokonuje śmierć i zło, i która ma imię: Jezus. Nie przynosi On trochę dobrego samopoczucia lub jakieś lekarstwo, żeby wydłużyć życie, ale głosi: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie" (w. 25). Dlatego mówi: "Usuńcie kamień" (w. 39), a do Łazarza głośno woła: "Wyjdź na zewnątrz" (w. 43).
 
Drodzy bracia i siostry, my też jesteśmy zachęceni do podjęcia decyzji, po jakiej stanąć stronie. Możemy stanąć po stronie grobu albo po stronie Jezusa. Są ludzie, którzy dają się zamknąć w smutku i ludzie otwierający się na nadzieję. Są ludzie wciąż uwięzieni pod gruzami życia i ludzie, którzy podobnie jak wy, z Bożą pomocą podnoszą gruzy i odbudowują z cierpliwą nadzieją.
 
W obliczu wielkich pytań życia "dlaczego", mamy dwie drogi: usiąść i posępnie spoglądać na wczorajsze i dzisiejsze groby, albo przybliżyć Jezusa do naszych grobów. Tak, ponieważ każdy z nas ma już mały grób, jakiś obszar trochę martwy w swoim sercu: pewną ranę, jakąś krzywdę doznaną lub zadaną, jakąś urazę, która nie daje spokoju, powracające wyrzuty sumienia, grzech, którego nie potrafimy przezwyciężyć. Nazwijmy dziś po imieniu te nasze groby i zaprośmy tam Jezusa. To dziwne, ale często wolimy być sami w ciemnych jaskiniach, które mamy w swoim wnętrzu, zamiast zaprosić tam Jezusa. Kusi nas, by zawsze szukać samych siebie, rozpamiętując i pogrążając się w udręce, liżąc rany, zamiast iść do Niego, mówiącego: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28 ). Nie dajmy się uwięzić pokusie pozostania samymi i przygnębionymi wypłakując się z powodu tego, co nam się przytrafia. Nie poddawajmy się bezużytecznej i nieskutecznej logice lęku, zrezygnowanemu powtarzaniu, że wszystko jest źle i nic nie jest tak jak kiedyś. To jest atmosfera grobu. Natomiast Pan pragnie otworzyć drogę życia, drogę spotkania z Nim, ufności w Nim, zmartwychwstania serca.
 
Odczuwajmy zatem, że do każdego z nas skierowane są słowa Jezusa wypowiedziane do Łazarza: "Wyjdź na zewnątrz!". Wyjdź z zastoju smutku bez nadziei; rozwiąż bandaże strachu, które utrudniają drogę; sidłom blokujących ciebie słabości i niepokojów powtórz, że Bóg rozwiązuje węzły. Idąc za Jezusem uczymy się, by nie wiązać naszego życia z problemami, które nas gmatwają: zawsze będą problemy, a kiedy rozwiązujemy jeden, natychmiast przychodzi kolejny. Możemy jednak znaleźć nową stabilność, a tą stabilnością jest właśnie Jezus, który jest zmartwychwstaniem i życiem: wraz z Nim radość gości w sercu, odradza się nadzieja, ból przemienia się w pokój, lęk w zaufanie, próba, w dar miłości. I choć nie zabraknie ciężarów, to zawsze będzie Jego ręka, która podnosi, Jego Słowo które dodaje otuchy i mówi tobie: "Wyjdź na zewnątrz!, przyjdź do mnie!".
 
Również do nas dzisiaj, podobnie jak wówczas Jezus mówi: "Usuńcie kamień!". Niezależnie od tego, jak bardzo ciężka była by przeszłość, jak wielki grzech, silny wstyd, nigdy nie zabrońmy Panu wejścia. Usuńmy przed Nim ten kamień, który przeszkadza Jemu wejść: to jest czas pomyślny, aby usunąć nasz grzech, nasze przywiązanie do ziemskich marności, pychy blokującej nam duszę.
 
Nawiedzeni i wyzwoleni przez Jezusa, prośmy o łaskę bycia świadkami życia w tym świecie, który jest go spragniony, świadkami budzącymi i wskrzeszającymi nadzieję Boga w sercach udręczonych i obciążonych smutkiem. Naszym przepowiadaniem jest radość żyjącego Pana, który także i dziś mówi, jak w Księdze Ezechiela: "Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój" (Ez 37,12).
 
 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W centrum Ewangelii tej czwartej niedzieli Wielkiego Postu znajdują się Jezus i niewidomy od urodzenia (por. J 9,1-41). Chrystus przywraca mu wzrok i dokonuje tego cudu poprzez swego rodzaju rytuał symboliczny: najpierw zmieszał ślinę z ziemią i nałożył ją na oczy niewidomego. Następnie kazał mu iść i obmyć się w sadzawce Siloe. Człowiek ten poszedł, obmył się i odzyskał wzrok. Był niewidomy od urodzenia. Poprzez ten cud Jezus objawia się i ukazuje się nam jako światłość świata; natomiast niewidomy od urodzenia przedstawia każdego z nas, którzy zostaliśmy stworzeni, aby poznać Boga, ale z powodu grzechu jesteśmy jak niewidomi, potrzebujemy nowego światła, wszyscy potrzebujemy nowego światła, światła wiary, które Jezus nam dał. Rzeczywiście, ów ewangeliczny niewidomy odzyskawszy wzrok otwiera się na tajemnicę Chrystusa. "Czy wierzysz w Syna Człowieczego?" - zapytał go Jezus (w. 35). "A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?" - odpowiedział uzdrowiony niewidomy (w. 36). "Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie" (w. 37). "Wierzę, Panie!" i oddał Jezusowi pokłon.

Wydarzenie to skłania nas do refleksji na temat naszej wiary w Chrystusa, Syna Bożego, a jednocześnie odnosi się również do chrztu, który jest pierwszym sakramentem wiary, sakramentem, który nas rodzi poprzez odrodzenie z wody i Ducha Świętego, tak jak to się stało z niewidomym od urodzenia, któremu otwierają się oczy po obmyciu w sadzawce Siloe. Niewidomy od urodzenia, który został uzdrowiony przedstawia nas, gdy nie dostrzegamy, że Jezus jest "światłością świata", kiedy patrzymy w inną stronę, gdy wolimy polegać na małych światełkach, błądząc po omacku w ciemności. Fakt, że niewidomy nie ma imienia pomaga nam zobaczyć siebie ze swoją twarzą i swoim imieniem w jego historii. Również my zostaliśmy "oświeceni" przez Chrystusa w chrzcie świętym, a zatem jesteśmy powołani, by postępować jak dzieci światłości. A to wymaga radykalnej zmiany mentalności, zdolności osądzania ludzi i rzeczy według nowej skali wartości, która pochodzi od Boga. Sakrament chrztu wymaga bowiem jasnego i zdecydowanego postanowienia, aby żyć jako dzieci światłości i podążać w światłości.

Gdybym was teraz zapytał: czy wierzycie, że Jezus jest Synem Bożym? Czy wierzycie, że może On przemienić wasze serce? Czy wierzycie, że może sprawić, byśmy widzieli rzeczywistość w ten sposób, jak On ją widzi, a nie tak jak my ją widzimy? Czy wierzycie, że On jest światłem, które obdarza nas prawdziwym światłem? Co byście odpowiedzieli? Niech każdy odpowie sobie w swoim sercu.

Co oznacza podążać w światłości? Znaczy to przede wszystkim porzucenie fałszywych świateł: zimnego i głupiego światła przesądu wobec innych, ponieważ przesąd wypacza rzeczywistość i napełnia nas nienawiścią wobec tych, których osądzamy bez miłosierdzia i nieodwołalnie potępiamy. To chleb powszedni; gdy plotkujemy o innych, to nie podążamy w świetle, ale w ciemnościach. Innym fałszywym, tak kuszącym i dwuznacznym światłem jest interes osobisty: jeśli oceniamy ludzi i rzeczy według kryterium naszego zysku, naszej przyjemności, naszego prestiżu, nie czynimy prawdy w relacjach i zdarzeniach. Jeśli pójdziemy tą drogą dążenia jedynie do interesu osobistego, to podążamy w ciemnościach.

Niech Najświętsza Panna, która jako pierwsza przyjęła Jezusa, światło świata, wyjedna nam łaskę przyjęcia na nowo, w tym okresie Wielkiego Postu, światła wiary, odkrywając na nowo nieoceniony dar chrztu, który wszyscy otrzymaliśmy. Niech to nowe oświecenie przemieni nas w postawach i działaniach, abyśmy i my byli, wychodząc od naszego ubóstwa, naszych małości, nosicielami promienia światła Chrystusa.

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Ewangelia dzisiejszej, trzeciej niedzieli Wielkiego Postu ukazuje nam dialog Jezusa z Samarytanką (por. J 4,5-42). Spotkanie to miało miejsce w czasie, gdy Jezus przemierzał Samarię, region położony między Judeą a Galileą, zamieszkały przez ludzi, którymi Żydzi gardzili, uważając ich za schizmatyków i heretyków. Ale to właśnie mieszkańcy tego regionu staną się jednymi z pierwszych, którzy przyjmą chrześcijańskie przepowiadanie Apostołów. Podczas gdy uczniowie poszli do miasta dla zakupienia żywności, Jezus został przy studni i poprosił kobietę, która tam przybyła, żeby zaczerpnąć wody, by mógł się napić. Od tej prośby zaczyna się dialog. Jak to możliwe, że Żyd zadaje sobie trud, aby o coś poprosić Samarytankę? Jezus odpowiada: gdybyś wiedziała, kim jestem, i jaki dar mam dla ciebie, to prosiłabyś wówczas, a dałbym tobie "wody żywej", takiej wody, która zaspakaja wszelkie pragnienie i staje się niewyczerpalnym źródłem w sercu tego, kto ją pije (ww. 10-14).

Pójście do studni, by zaczerpnąć wody jest zajęciem męczącym i nudnym. Wspaniale byłoby mieć do dyspozycji tryskające źródło! Ale Jezus mówi o innej wodzie. Kiedy kobieta uświadamia sobie, że człowiek z którym rozmawia jest prorokiem powierza jemu swoje życie i stawia mu pytania religijne. Jej pragnienie miłości i życia w pełni nie zostało zaspokojone przez pięciu mężów, których miała, a wręcz przeciwnie doznała rozczarowań i oszustwa. Dlatego uderzył ją wielki szacunek, jaki żywił dla niej Jezus, a kiedy do niej mówił wprost o prawdziwej wierze jako o relacji z Bogiem Ojcem "w Duchu i prawdzie", to zdaje sobie wtedy sprawę, że ten człowiek może być Mesjaszem, a Jezus - co zdarza się niezwykle rzadko - potwierdza: "Jestem Nim Ja, który z tobą mówię" (w. 26). Mówi, że jest Mesjaszem kobiecie, która miała życie tak bardzo nieuporządkowane.

Drodzy bracia, woda, która daje życie wieczne została wlana w nasze serca w dniu naszego chrztu. Wówczas Bóg nas przemienił i napełnił swoją łaską. Ale może się zdarzyć, że zapomnieliśmy o tym wielkim darze, albo sprowadziliśmy go jedynie do danych osobowych. Być może szukamy "źródeł", których wody nie zaspokajają naszego pragnienia. Ale kiedy zapomnieliśmy o tym wielkim darze, to idziemy, do źródeł, w których nie ma czystej wody. Zatem ta Ewangelia jest skierowana właśnie do nas, a nie tylko do Samarytanki! Jezus mówi do nas tak, jak do Samarytanki. Oczywiście, my już Go znamy, ale może do tej pory nie spotkaliśmy Go osobiście, Wiem, kim jest Jezus, ale może Go jeszcze nie spotkaliśmy osobiście, rozmawiając z Nim,i jeszcze nie rozpoznaliśmy Go jako naszego Zbawiciela. Ten okres Wielkiego Postu jest dobrą okazją, aby zbliżyć się do Niego, spotkać Go na modlitwie w dialogu serca z sercem, rozmawiając z Nim, słuchając Go. To dobra okazja, aby zobaczyć Jego oblicze w twarzy cierpiącego brata czy siostry. W ten sposób możemy odnowić w nas łaskę Chrztu św., zaspokoić pragnienie u źródła Słowa Bożego i jego Ducha Świętego i odkryć w ten sposób również radość stawania się budowniczymi pojednania i narzędziami pokoju w życiu codziennym.

Niech Maryja Panna pomoże nam nieustannie czerpać z łaski, będącej tą łaską która wypływa ze skały, którą jest Chrystus Zbawiciel, abyśmy mogli z przekonaniem wyznawać naszą wiarę i z radością głosić cuda miłości Boga, Boga miłosiernego, będącego źródłem wszelkiego dobra.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
Ewangelia dzisiejszej drugiej niedzieli Wielkiego Postu przedstawia nam opis Przemienienia Jezusa (por. Mt 17, 1-9). Wziąwszy ze sobą trzech apostołów: Piotra, Jakuba i Jana, udał się z nimi na wysoką górę, a tam nastąpiło owo niezwykłe zjawisko: twarz Jezusa "zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło" (w. 2). W ten sposób Pan sprawił, że w Jego własnej osobie zajaśniała ta chwała Boża, którą można było przyjąć dzięki wierze w Jego przepowiadaniu i w Jego cudowne czyny. A przemienieniu na górze towarzyszy pojawienie się Mojżesza i Eliasza "którzy rozmawiali z Nim" (w. 3). Charakteryzująca to niezwykłe wydarzenie "jasność" symbolizuje jego cel: oświecić umysły i serca uczniów, aby mogli jasno zrozumieć, kto jest ich Nauczycielem. Jest to błysk światła, który otwiera się nagle nad tajemnicą Jezusa i oświetla całą Jego osobę i całą Jego postawę. Jezus zmierzając teraz stanowczo ku Jerozolimie, gdzie będzie musiał doznać skazania na śmierć przez ukrzyżowanie, pragnie przygotować swoich uczniów na to zgorszenie - zgorszenie krzyża - zbyt wielkie dla ich wiary, a zarazem zapowiedzieć swoje zmartwychwstanie, ukazując się jako Mesjasz, Syn Boży. I Jezus przygotowuje się tam na ten moment smutku i wielkiego bólu. W istocie Jezus jawił się jako Mesjasz różny od oczekiwań, od tego, jak wyobrażali sobie oni Mesjasza, jakim powinien być Mesjasz: nie jako potężny i pełen chwały król, ale jako pokorny i bezbronny sługa; nie jako pan o wielkich bogactwach, będących oznaką błogosławieństwa, lecz jako człowiek ubogi, który nie ma gdzie głowy złożyć; nie jako patriarcha cieszący się licznym potomstwem, ale jako człowiek bezżenny, bez domu i bez gniazda. Jest to rzeczywiście objawienie Boga sprzeczne ze schematami, a znakiem najbardziej wprowadzającym w zakłopotanie tego gorszącego naruszenia ładu jest krzyż. Ale właśnie przez krzyż Jezus osiągnie chwalebne zmartwychwstanie, które będzie ostateczne, nie jak przemienienie, które trwa chwilę, mgnienie oka. Jezus przemieniony na górze Tabor chciał ukazać uczniom swoją chwałę nie po to, aby oszczędzić im przejścia przez krzyż, ale aby wskazać im, dokąd prowadzi krzyż. Ten, kto umiera z Chrystusem, z Chrystusem zmartwychwstanie. I to krzyż jest bramą zmartwychwstania. Ten, kto walczy wraz z Nim, z Nim także będzie tryumfował. Jest to orędzie nadziei, jakie zawiera krzyż Jezusa, nakłaniając do męstwa w naszym życiu. Krzyż chrześcijański nie jest jakimś elementem wyposażenia domu czy ozdobą do noszenia, lecz krzyż chrześcijański jest wezwaniem do miłości, z jaką Jezus poświęcił się, aby wybawić ludzkość od zła i grzechu. W tym okresie Wielkiego Postu kontemplujemy pobożnie obraz krzyża, Jezus na krzyżu: oto symbol wiary chrześcijańskiej, oto oznaka Jezusa, który dla nas umarł i zmartwychwstał. Zróbmy coś, aby krzyż znaczył etapy naszego wielkopostnego wędrowania, aby coraz lepiej rozumieć powagę grzechu i wartość ofiary, przez którą Odkupiciel zbawił nas wszystkich. Najświętsza Maryja Panna umiała rozważać chwałę Jezusa, ukrytą w Jego człowieczeństwie. Niech pomoże nam Ona trwać z Nim na milczącej modlitwie, dać się oświecić Jego obecnością, aby nieść w sercu, przez najciemniejsze noce, odblask Jego chwały.